14.05.16, 17:30

Witold Jurasz dla Fronda.pl o prowokacjach rosyjskich na Bałtyku. Czy możemy bać się Rosji?

Joanna Jaszczuk, Fronda.pl: Wczoraj doszło do kolejnego incydentu sprowokowanego przez Rosję na Bałtyku. Minister obrony narodowej uważa, że Rosjanie chcą zademonstrować, że Bałtyk jest ich terenem.

Witold Jurasz, Ośrodek Analiz Strategicznych: Te działania nikogo nie powinny dziwić, ponieważ w gruncie rzeczy są zupełnie standardowe. Rosjanie chcą zaznaczyć w ten sposób, że Bałtyk jest ich strefą wpływów. Uważam, że trzeba reagować na tego rodzaju incydenty w sposób bardzo spokojny i wyważony, na przykład tak jak reagowali Amerykanie. Rosjanie chcą doprowadzić po prostu do incydentu, który z kolei posłuży im do kolejnej akcji propagandowej, w związku z czym należy zrobić wszystko, aby do takiego incydentu nie doszło, przy czym unikanie go nie jest wcale oznaką słabości. Oznaką słabości byłoby wycofanie się, zmiana akwenu, po którym porusza się marynarka wojenna państw NATO lub brak reakcji na naruszanie przez Rosjan przestrzeni powietrznej państw bałtyckich. Spokój nie jest wyrazem słabości. Pragnę podkreślić, że nie należy słuchać opinii, które – przy okazji poprzednich prowokacji ze strony Rosji - wygłaszał np. doradca byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego, prof. Roman Kuźniar- że należałoby ostrzelać rosyjskie samoloty. Dość ciekawy jest fakt, że najbardziej nieodpowiedzialne pomysły mają dziś ludzie, którzy jeszcze kilka lat temu przekonywali nas, że reset z Rosją jest najlepszym pomysłem, a każdy, kto jest przeciwny temu jest oszołomem i „wymachuje szabelką”. Przekonywano nas też, że Rosja krętymi ścieżkami, ale jednak zmierza w kierunku demokracji... Tyle że ta demokracja najwyraźniej rozwija się w jakiś bardzo nietypowy sposób. Zarówno to, co kilka lat temu mówił prof. Kuźniar, jak i stanowisko, które przyjmuje dziś, jest skrajne, w przez to niepoważne. Należy jedynie cieszyć się, że Amerykanie nie słuchają tego rodzaju podszeptów i się nimi szczególnie nie przejmują.

 Dziś pod naszym artykułem na temat wczorajszego incydentu na Bałtyku, natknęłam się, na komentarz, cytuję: Putin to podwórkowy bandziorek. Mądry dopóki nie dostanie raz w ryj. Wydaje mi się, że oddaje to w pewien sposób stosunek Polaków do Putina- czasem strach, czasem lekceważenie. Jak to wygląda Pana zdaniem- Putin to „podwórkowy chuligan”, którego można uspokoić, czy ktoś znacznie groźniejszy?

Mocarstwa nuklearnego dysponującego jednym z dwóch największych potencjałów atomowych na świecie raczej nie nazwałbym „podwórkowym bandziorkiem”. Nie wspomnę już o tym, że nawet gdybym tak myślał to nigdy nie użyłbym takich słów. Z Rosjanami można bowiem twardo rozmawiać, ale pod warunkiem, że się ich szanuje. My mamy tymczasem zwyczaj rozmawiania z Rosją w sposób twardy w formie, a miękki w treści, czyli dokładnie na odwrót niż należy to czynić. Wprawdzie sposób, w jaki zachowuje się Rosja, można określić słowem „chuligański”, to jednak jest to „chuligan” grający w ekstraklasie, a nie w lidzie podwórkowej. Z Moskwą układają się największe potęgi. W całym szeregu miejsc na świecie Rosja jest Zachodowi potrzebna. Wymienić można chociażby Koreę Północną, Bliski Wschód czy też Afganistan. Niezależnie od tego, czy nam to odpowiada i co na ten temat sądzimy, właśnie tak jest. Poszedłbym nawet dalej, a mianowicie zadałbym sobie pytanie o stopień zbieżności naszych interesów z interesami naszymi sojuszników - wyraźnie podkreślę tu słowo „sojusznicy”, ponieważ za moment będę mówił o pewnych różnicach zdań z naszymi natowskimi partnerami, jednak mimo wszystko są oni nadal naszymi sojusznikami. Trzeba by więc zadać sobie pytanie czy z naszymi sojusznikami mamy zawsze podobne interesy, na przykład na kierunku wschodnim, czy też bardziej konkretnie: w odniesieniu do przyszłości Ukrainy czy Białorusi. Istnieje wiele wskazówek, które każą w to powątpiewać. Wskazówki te dotyczą nie tylko Francji i Niemiec, ale również Stanów Zjednoczonych.

Jak moglibyśmy poradzić sobie jako Polska, gdyby doszło do agresji militarnej? Czy możemy jedynie liczyć na pomoc NATO?

Nie zakładam, żeby Rosja szykowała się do konfliktu zbrojnego z krajem członkowskim NATO. Bardziej już obawiałbym się innego scenariusza, mianowicie naruszeń granicznych, zajęcia jakiegoś małego fragmentu terytorium, regularnego naruszania przestrzeni powietrznej czy też jakieś innej formy podważania naszej suwerenności, nie zaś agresji militarnej. Jeżeli mielibyśmy do czynienia z agresją jako taką, wtedy, mówiąc potocznie, „mamy problem”. A polega on na tym, że wg RAND Corporation, do obrony samych Państw Bałtyckich potrzeba siedmiu brygad. W tym 2-3 ciężkich, a takich sił w tej chwili po prostu brak. Można oczywiście podnosić argument, że siły NATO dysponuje siłami większymi niż Rosja. Wydaje mi się jednak, że nie chodzi tu o porównanie sił, a raczej gotowości bojowej. Rosjanie przez cały czas intensywnie ćwiczą, a ich gotowość jest na bardzo wysokim poziomie. Nie zmienia to jednak faktu, że Federacja Rosyjska jest znacznie słabszym państwem, niż Związek Sowiecki. Można by powiedzieć, że starcie NATO i ZSRR było starciem potęg, dziś mamy do czynienia ze starciem znacznie słabszych partnerów z obydwu stron. Wniosek jest taki, że pamiętając o artykule 5. Traktatu Północnoatlantyckiego należy pamiętać również o innym jego artykule mówiącym o tym, że każdy kraj musi rozwijać własne zdolności obronne.