03.04.14, 08:43fot.dyet/sxc.hu

Za co warto umrzeć? Za co warto zabić?

Na okładce zeszłotygodniowego „Newsweeka” artysta Maleńczuk z bagnetem w dłoni oświadczył, że dla Polski mógłby zabijać. Równolegle red. Marcin Meller napisał w felietonie „Gender śmender wojna”, że żarty z segregowaniem śmieci i homomałżeństwami czas zakończyć, bo za naszą wschodnią granicą giną ludzie. A jeszcze nie dawno salon zachwycał się spokojem Marii Peszek w obliczu wojny. Artyści zdają się bardziej wyczuleni na zmianę nastrojów społecznych, często prędzej niż naukowcy potrafią oni wyczuć zmianę trendu. Jeszcze w niedawno opublikowanym sondażu połowa badanych Polaków deklarowała, że nie jest gotowa walczyć za ojczyznę. Walczyć – czyli co? Zabijać i ginąć?

We współczesnych społeczeństwach, w których więzi rodzinne, sąsiedzkie i lokalno-wspólnotowe zostały na skutek procesów migracyjnych (zarówno wewnętrznych, jak i zagranicznych) porozrywane, łatwo jest zepchnąć śmierć na margines. Kiedyś śmierć była obecna w doświadczeniu każdego człowieka. Gdy umierał ktoś we wsi, wtedy wszyscy jej mieszkańcy brali udział w rytuałach pogrzebowych często trwających wiele godzin (np. „pusta noc”). Dawniej zanim dziecko osiągnęło dorosłość, wielokrotnie bywało świadkiem umierania człowieka. Dziś starszych ludzi oddajemy do domów opieki, zaś usługi pogrzebowe powierzamy wyspecjalizowanym przedsiębiorstwom – szybko, żeby w domu nie śmierdziało. Postępowi sekularyzacji społeczeństw towarzyszy proces spychania śmierci na margines życia codziennego.

Nowe „pytanie Laski”

W antropologii kulturowej ważne miejsce zajmuje pojęcie powszechników kulturowych, czyli zasad postępowania uniwersalnych dla wszystkich kultur. Jednym z najbardziej znanych powszechników tego typu jest zakaz kazirodztwa. Jednakże o wiele bardziej podstawowe znaczenie dla przetrwania i funkcjonowania danej wspólnoty kulturowej ma to, czy jej członkowie potrafią odpowiedzieć na (używając języka Laski) dwa proste „zajebiście, ale to zajebiście ważne pytania”: za co warto umrzeć i za co warto zabić?

Połowa Polaków nie jest gotowa walczyć za ojczyznę, ale skąd ci biedni ludzie mają to wiedzieć? Ilu z nich się na ten temat poważnie zastanowiła przed udzieleniem odpowiedzi? Ilu z nich zostało w przeszłości sprawdzonych na tę okoliczność przez zakręty biografii? Czy społeczeństwo lub bardziej konkretnie: mama, tata, proboszcz czy nauczyciel przygotowali ich na śmierć lub na jej zadawanie? Może najpierw należałoby zadać badanym takie pytanie: czy jest sens sadzić drzewa, w których cieniu wypoczywać będą twoje wnuki? Albo to: czy warto beczkować wino, którego nigdy nie spróbujesz? Albo czy byłbyś gotów budować katedrę, której ukończenia nigdy nie zobaczysz?

Ukraiński paradoks

Oto paradoks ukraiński – cywile na Majdanie walczą i umierają, zaś ukraińscy żołnierze na Krymie rozprawiają się z rosyjskim najeźdźcą przy pomocy taktyki obywatelskiego nieposłuszeństwa. Ci pierwsi zdawali się wiedzieć, za co warto, ci drudzy nie.

Simo Häyhä, fiński bohater wojny zimowej, najskuteczniejszy snajper w historii, który sam zabił ponad pięciuset czerwonoarmistów, jak skomentował fakt pozbawienia życia ponad pół tysiąca ludzi? Powiedział: „Robiłem to, co mi kazano – najlepiej, jak mogłem”. Häyhä wiedział, za co warto.

Powszechny pobór do wojska w PRL i pierwszych latach III RP dokumentnie zohydził Polakom służbę wojskową. Perspektywa wycięcia roku czy dwóch z życiorysu na rzecz bycia poniewieranym przez pozbawionego wykształcenia i autorytetu sierżanta powodowała, że kto mógł, unikał zaszczytnego obowiązku. Ponieważ dzięki studiom wyższym i talentom kombinatorskim można było dostać odroczenie, do wojska trafiało nieproporcjonalnie wielu przedstawicieli marginesu. W efekcie następowało tam kulturowe równanie w dół, pojawiały się zjawiska takie jak „fala”, przypominające zwyczaje typowe dla subkultury więziennej.

Jednocześnie nie sposób wyprzeć ze zbiorowej podświadomości męskiej części społeczeństwa potrzeby kontaktu z wojskowością, czego przykładem zdaje się niezakłócona popularność tematyki wojennej w branży hobbistycznej. Skoro ludzie są skłonni wydawać swoje pieniądze na rozrywki takie jak: paintball czy ASG, to znaczy, że zaspokajają one jakąś ważną potrzebę.

Tymczasem jaką ofertę instytucje państwa mają dla obywateli gotowych zbrojnie służyć ojczyźnie? Armia zawodowa, w której liczba oficerów przewyższa liczbę szeregowych, 20-tysięczne NSR czy organizacje takie jak Strzelec, to zdecydowanie za mało. Jakaś forma powszechnego poboru w kontekście wydarzeń towarzyszących kryzysowi ukraińskiemu wydaje się nieunikniona.

Ile firma ma ci zapłacić, byś był(a) gotów dla niej zginąć? Ile firma ma ci zapłacić, byś był(a) gotów dla niej zabijać? Instytucje państwa pod względem zarobków, jakie są w stanie zaoferować pracownikom, często jawią się bezradne w obliczu konkurencji z wielkimi firmami. Trudno się dziwić, gdy wysocy urzędnicy państwa porzucają ministerialne fotele dla wielokrotnie większych pieniędzy oferowanych przez międzynarodowe korporacje.

Kto będzie walczył i umierał dla korporacji? Któż na łożu śmierci przyzna, że jednego, czego w życiu żałuje, to tego, że nie zarobił jeszcze więcej pieniędzy? Państwo/społeczeństwo/naród (niepotrzebne skreślić? Wręcz przeciwnie! W tej triadzie nie ma nic zbędnego) posiada pewną przewagę nad prywatnym kapitałem. Państwo narodowe może dać obywatelowi etos i tożsamość. Tożsamość, której elementem będzie wiedza na temat tego, za co warto.

Co wiemy o zabijaniu?

Konflikt ukraiński przywrócił realność ginięciu i zabijaniu. Miesiąc temu natrafiłem na nekrolog informujący, że na Majdanie zginął Bohdan Solczanyk, doktorant z Instytutu Socjologii UW. Odległość geograficzna Krymu czy Majdanu ma zupełnie inne znaczenie niż dystans międzyludzki, dzielący mnie i ciebie od poległego Ukraińca. Co Solczanyk myślał, idąc na Majdan? Czy miał świadomość, że tam może czekać go śmierć? Myślenie o śmierci jest trudne. Atrakcyjność ucieczki od problemu zdaje się oczywista.

Zabijanie też jest trudne. Dave Grossman w studium „O zabijaniu”, lekturze obowiązkowej kadetów West Point, twierdzi, że większość ludzi nie potrafi zabijać bez zapadnięcia w psychiczną traumę. Technicznie naciśnięcie spustu jest proste, ale zdaniem Grossmana większość z nas nie potrafi po zabiciu człowieka wrócić do porządku dziennego.

W kinach grają ekranizację „Kamieni na szaniec”. Można odnieść wrażenie, że chłopaki i dziewczyny z powieści Kamińskiego zdają się dość dobrze wiedzieć, za co warto umrzeć i za co warto zabić. Czy my dziś wiemy? Czy potrafimy nauczyć nasze dzieci, żeby również to wiedziały?

Nie sposób uciec od tych pytań w sytuacji, gdy na Wschodzie znów, jak sto lat temu w wierszu Majakowskiego, do głosu dochodzą towarzysze Tokariew, Makarow, Abakan i Wintorez.

Maciej Gurtowski

Artykuł ukazał się w tygodniku "Nowa Konfederacja"

Komentarze

anonim2014.04.3 10:24
O czym Wy piszecie jaka tożsamość jakie państwo. Panie autorze w tym kraju nie ma nic polskiego rachunki za prad płaci Pan niemieckiemu koncernowi, zakupy robi w angielskim lub francuskim, portugalskim supermarkecie. O co się bić o emeryture w wieku 67 lat, albo o rozdety aparat władzy. Mam to wszystko w 4 literach, niech panowie poslowie i ich synowie ida na wojne.
anonim2014.04.3 10:43
Po co od razu ginąć albo zabijać dla Ojczyzny? Wystarczy że każdy, kto tu tak chętnie ociera sobie gębę patriotyzmem, odda w darowiźnie jedną swoją pensję rocznie na dozbrojenie polskiej armii. Wiadomo - kosztem wyrzeczeń - ale tak dla uwiarygodnienia swojego patriotyzmu.
anonim2014.04.3 10:44
To jest jakieś śmieszne. To już nie są czasy pospolitego ruszenia. Po co zwykły obywatel miałby się pchać na wojnę? Na mięso armatnie? Wystarczy spojrzeć na różnice między pierwszą a drugą wojną światową a następnie przemyśleć ile lat dynamicznego rozwoju technologii minęło od ostatniego wielkiego konfliktu. Czy naprawdę komuś się wydaje, że jeśli doszłoby do wojny w Europie to zaczęlibyśmy robić okopy? A może wskrzesimy husarię? Ja rozumiem, że w Polsce mentalność romantyczna ma się całkiem nieźle, ale nie możemy tego traktować poważnie, bo do tej pory wywoływała jedynie tragedie - wybitnie opisane przez artystów, ale tragedie.
anonim2014.04.3 10:58
rzadko (nigdy) zgadzam się z pablo81 ale tym true true true walczyć za Polskę? to jakis gruby żart będę pierwszy który uskutecznie casus gombrowicza i myk na inny kontynent niech walczą ci którzy do wojny doprowadzą - czyli pół mln armia urzędników i ich służby (po 15 lat słuzby i emeryturka) ....to jest ich państwo i ich karmi (wolnych ludzi grabiąc na każdym kroku)
anonim2014.04.3 11:30
za ja mam walczyć: - pracuję a ubieram się w ciucholandzie bo mnie nie stać - pracuję a przedszkole dziecku muszę załatwiać po znajomości - nie stać mnie na wakacje, nowy samochód - mój kraj, ZUS, US traktuje mnie jak potencjalnego złodzieja W razie wojny pakuję rodzinę i uciekam, ten kraj jest rakiem na mojej rodzinie.
anonim2014.04.3 11:51
W Kamieniach na Szaniec bohaterowie mieli do czynienia z obcą okupacją i represjami a nie właściwą wojną. To były dywersje i partyzantka "dla idei", a nie zabijanie Niemców na froncie. "Państwo narodowe może dać obywatelowi etos i tożsamość. Tożsamość, której elementem będzie wiedza na temat tego, za co warto." Tożsamość narodowa to sztuczny twór stworzony na potrzeby państwa i jego beneficjentów. Dużo ważniejsza jest tożsamość lokalna i interpersonalna. Dużo ważniejsze jest dla mnie to czy mogę teraz prowadzić interesy z Rosjanami czy z Brytyjczykami, niż to jakie wojny w przeszłości ze sobą prowadziliśmy. Nacje i historia to miniona narracja która ma w nas sztucznie obudzić dumę z tego co robili zupełnie obcy nam pod każdym innym, poza kulturowym i językowym, względem.
anonim2014.04.3 11:51
W Kamieniach na Szaniec bohaterowie mieli do czynienia z obcą okupacją i represjami a nie właściwą wojną. To były dywersje i partyzantka "dla idei", a nie zabijanie Niemców na froncie. "Państwo narodowe może dać obywatelowi etos i tożsamość. Tożsamość, której elementem będzie wiedza na temat tego, za co warto." Tożsamość narodowa to sztuczny twór stworzony na potrzeby państwa i jego beneficjentów. Dużo ważniejsza jest tożsamość lokalna i interpersonalna. Dużo ważniejsze jest dla mnie to czy mogę teraz prowadzić interesy z Rosjanami czy z Brytyjczykami, niż to jakie wojny w przeszłości ze sobą prowadziliśmy. Nacje i historia to miniona narracja która ma w nas sztucznie obudzić dumę z tego co robili zupełnie obcy nam pod każdym innym, poza kulturowym i językowym, względem.
anonim2014.04.3 12:04
Mnie zawsze nurtowało pytanie, czy zabijanie, nawet w obronie Ojczyzny, nie łamie przypadkiem 5 przykazania? Chętnie wysłucham kogoś, kto może mi na to odpowiedzieć argumentami teologicznymi. Co do samego tematu. Ludzie dzisiaj oprócz choroby konsumpcjonizmu, cierpią także na brak zrozumienia czym jest Ojczyzna. Jak czytam wypowiedzi na forum, najczęściej padają stwierdzania typu: co mi dała Polska, abym za nią walczył?, mam walczyć za tych darmozjadów z Wiejskiej? Jest to ewidentne niezrozumienie czym jest Ojczyzna i jaką stanowi wartość. Ocena Ojczyzny przez pryzmat zysków i strat, zawsze doprowadzi do jednego wniosku: jestem wierny, puki ktoś nie da więcej. Ojczyzna to wartość, a miłość do niej jest jak do dziecka, co płacze, marudzi, broi, sprawia kłopoty, ale jest nasze, wyrasta z naszych genów. I tak należy do tego podchodzić.
anonim2014.04.3 13:24
@AirWolf Dzięki, to faktycznie było ciekawe. Jednak jak wiemy, wojna to chaos i spełnienie tych warunków jest niemal niemożliwe. Poza tym podane warunki są podatne na subiektywizm, a co za tym idzie ocena słuszności przedsięwzięcia może być rozbieżna. Nie przemawia to do mnie do końca.
anonim2014.04.3 18:44
Po pierwsze Polska jest jedna (nieważne przez kogo rządzona), po drugie za rodzinę ( a mam liczną), po trzecie za honor( bo tylko to po nas tutaj zostanie)
anonim2014.04.4 2:00
Moim zdaniem nie ma wartosci dla ktorej wato zabic.
anonim2014.04.4 7:22
@Tie Koniec XX i początek XXI wieku pokazały na przykład w Afganistanie jak skuteczne jest pospolite ruszenie,okopy w każdej wiosce,kałasz w każdym domu wobec wyszkolonej zaawansowanej technologicznie armii. @Anonymous Fajnie by było żeby na trzy cztery cała ludzkość zrezygnowała z polityki historycznej ,"minionej narracji" i wzbudzania sztucznych służących partykularnym celom emocji.Natomiast we współczesnym świecie a szczególnie mieszkając obok sąsiadów ostro inwestujących w "tożsamość narodową" postulowanie tego jest nomen omen podobne do zachowania lemingów.
anonim2014.04.4 11:22
@AirWolf Czy Ty jesteś pewien ,że Niemcy współczesne są "całkiem inne" niż te sprzed kilkudziesięciu lat?Polityka zmierzająca do dominacji na kontynencie -to samo co dawniej,dogadywanie się z Rosją ponad naszymi głowami a często zupełnie wbrew naszym interesom-to samo,budowanie silnego poczucia dumy i wspólnoty narodowej-jest.Metody są inne ale cele pozostały.Za mało żeby powiedzieć ,że Niemcy są "całkiem inne". Oczywiście nie oznacza to ,że nie możemy z Niemcami handlować albo współpracować.Wręcz przeciwnie,Handlować,współpracować,budować razem i uczyć się.Ale absolutnie nie tracić poczucia realizmu.Trzeba rozumieć ,że polityka ,ekonomia itp. to dziedziny gdzie liczy się rozum,strategia,siła,interes jak się ciągle okazuje w praktyce narodowy a nie populistyczne frazesu dla naiwnych typu:"gwarancje nienaruszalności terytorialnej","wspólna polityka energetyczna" itp. Swoją drogą zawsze mnie fascynowała ta lizusowska maniera zapominania i wybaczania silniejszemu (np.Niemcom,Rosjanom) przy jednoczesnym kopaniu katolików za inkwizycję.Z czego wynika taka mentalność podwórkowego cwaniaczka podlizującego się starszym dresiarzom i gnębiącego młodszych.
anonim2014.04.4 11:22
Z całkiem innymi Niemcami... Słów brak.
anonim2014.04.4 11:51
Gdy jest wojna, to napadnięci wiedzą za co umrzeć. To tak działa. Nie trzeba tego uczyć. Nasi przodkowie nie chcieli umierać na wojnie, ale umierali bo MUSIELI. Nie musicie uczyć za co umierać. Tego uczy sama napaść. Jak już doprowadzicie do wojny, to będziecie mieć swoje 5 minut i patriotyzm, a my będziemy zmuszeni się bronić, zabijać i umierać. Nie bójcie się, na pewno wiele osób umrze za Ojczyznę i za bliskich. Jan Paweł II mówił, że wojna jest zła i ja też tak mówię. Czy Jan Paweł II nie był Polakiem? Ja myślę, że pokolenie Kolumbów marzyło o pokoju, ale wojna zmuszała ich do walki, tak jak zmusi każdego. Patrioci też chcieli żyć, ale umarli, bo była wojna.
anonim2014.04.4 13:37
@Michas "Fajnie by było żeby na trzy cztery cała ludzkość zrezygnowała z polityki historycznej ,"minionej narracji" i wzbudzania sztucznych służących partykularnym celom emocji." Dlatego właśnie do tego trzeba dążyć "Natomiast we współczesnym świecie a szczególnie mieszkając obok sąsiadów ostro inwestujących w "tożsamość narodową" postulowanie tego jest nomen omen podobne do zachowania lemingów." Mylisz "nas" z "nimi". To nie my zachowujemy się "jak lemingi" tylko ludzie inwestujący w "tożsamość narodową". A po drugie uważam skojarzenie z lemingami za obraźliwe dla tych zwierząt. Smutne jest że ta konotacja weszła do powszechnego języka bez sprawdzenia jej korzeni. To zakrawa na ironię że "lemingami" są sami użytkownicy tej konotacji bez pokrycia z faktami. Lemingi nie "podążają ślepo za innymi". Ten zafałszowany obraz tych stworzeń powstał na zlecenie "filmów dokumentalnych" które z obiektywizmem nie mają nic wspólnego: http://www.snopes.com/disney/films/lemmings.asp
anonim2014.04.4 14:01
@Anonymus Si vis pacem, para bellum. Czym się kończy wiara we wzajemne rozbrojenie i międzynarodowe gwarancje pokoju sygnowane przez naszych kochanych sąsiadów ze wschodu i zachodu przekonują się teraz Ukraińcy. Najlepszą metodą do budowania "świata bez waśni i granic" jest działanie od dołu.Najpierw zapewnij bezpieczeństwo rodzinie.Potem działaj na rzecz budowy takiego miejsca na świecie ( kraju) gdzie żyło by się zasobnie i bezpiecznie.Konieczny jest do tego kapitał społeczny ,którego nie będzie bez poczucia wspólnoty,jedności kulturowej,wiary w swoje przekonania,zaufania do współrodaków/wyznawców ,tożsamości,identyfikacjiA jak się identyfikować ze wspólnotą której historią,tradycją się pogardza?JPotem czekaj aż inni to zobaczą i wezmą z siebie przykład. Są też inne metody zaprowadzania pokoju: -siłą(wojskiem albo ustawami,prawem odgórnie nakazującym cos tam) -uległością(oddaniem własnej tożsamości,spolegliwością,przekupywaniem tych których chcemy nawrócić,manifestacyjna pogardą dla własnej historii,kultury itp.) Obie te metody już w czasach gdy rejestrowały to kamery i mikrofony przeżyły swój renesans w głowach "yntelektualistów" i krach w praktyce.Jak nazwac inaczej niż "ślepym podążaniem" jeśli ktoś po raz kolejny proponuje ich stosowanie?
anonim2014.04.5 18:56
@Michas "Si vis pacem, para bellum." Bardzo cyniczne słowa Rzymian, którzy podbili mnóstwo ludów. Bardzo cyniczne słowa jak na kogoś kto rzekomo chce "pokoju". "Czym się kończy wiara we wzajemne rozbrojenie i międzynarodowe gwarancje pokoju sygnowane przez naszych kochanych sąsiadów ze wschodu i zachodu przekonują się teraz Ukraińcy." 1) Nikt nie mówi o rozbrojeniu. Ja tylko piszę o tym że przywiązanie do konceptów takich jak naród jest sztuczne i że głupie jest umieranie za sztuczne koncepty. 2) Rosja rzeczywiście podpisała pakt o nienaruszalności granic UKRAINY. Z tego co wiem Krym leżał w jej granicach, jednak de facto był "autonomiczny". Po drugie to że Krym w ogóle znalazł się w graniach Ukrainy wynika z obdarowania jej tymi ziemiami przez sowietów. Krym przez bardzo wiele lat był rosyjski. (oczywiście wcześniej wyplenili z stamtąd Tatarów Krymskich, ale mniejsza) To co zrobił Putin było chłodno wykalkulowane. Potępiam go jedynie za propagandę jaką stosuje do osiągnięcia swoich celów. "Potem działaj na rzecz budowy takiego miejsca na świecie ( kraju)" Nie zamierzam budować żadnego kraju. Kraje istnieją dla ludzi którym się wydaje że ktoś musi nad nimi rządzić. "Konieczny jest do tego kapitał społeczny ,którego nie będzie bez poczucia wspólnoty,jedności kulturowej,wiary w swoje przekonania,zaufania do współrodaków/wyznawców ,tożsamości,identyfikacji" Mi wystarczy wspólnota interesów. To że gdzieś mieszkam oznacza że muszę z ludźmi koegzystować. Nie potrzebuję żadnej wspólnej wiary czy tożsamości. Tak samo dogadałbym się z byle kim, jeśli nie lepiej. Przecież niektórzy Polacy sami nie wierzą swoim rodakom... ( https://www.youtube.com/watch?v=m00udFijVf0 ) "iA jak się identyfikować ze wspólnotą której historią,tradycją się pogardza?" Nie pogardzam całą historią. Pogardzam tą jej częścią gdzie tą tożsamość wykorzystywało się do szalonych zrywów w których ludzie ginęli za sztuczne koncepty. "Potem czekaj aż inni to zobaczą i wezmą z siebie przykład." Niech biorą przykład ze mnie i z pozytywistów. Niech działają oddolnie, tak jak napisałeś. Ale na Boga, niech nie oczekują że Mietek z Koziej Wólki musi się poczuwać do wspólnej tożsamości i obrony sztucznych granic. Granice państw uznaję tylko dlatego bo w jednych rzeczywiście żyje się lepiej niż w drugich - ale wszystkie jednakowo obniżają standardy w porównaniu do miejsc gdzie państwa mówiącego jak żyć nie ma wcale. Tam to ludzie organizują się oddolnie.
anonim2014.04.5 20:19
@Anonymous Nie wiem czy kolega zauważył ale ambicje rosyjskie bynajmniej nie ograniczają się tylko do Krymu co do ,którego można jeszcze sklecić jakąś "usprawiedliwiającą" historyjkę o autonomii i rosyjskości tego regionu.Ale mniejsza z tym.Życie rewiduje szybko mrzonki.Dmowski skwitował je krótko pisząc:"w polityce międzynarodowej nie istnieje pojęcie racji tylko pojecie siły bądź jej braku". Taka na przykład Rosja rządzona jest przez realistów ,którzy doskonale o tym wiedzą.Czeczenia,Gruzja a teraz Ukraina to wyraz pogardy dla wolności i praworządności i beznadziejnej głupoty naiwniaków wierzących w pokój na świecie w jego obecnym kształcie.Powtarza się historia skwitowana przez Churchilla celnym bon-motem:"Wybór pomiędzy wojną i hańbą. Wybierasz hańbę, ale będzie miał i wojnę" Ja się nawet zgadzam z tym co kolega mówi o sztuczności granic,państw itp.Ba,nawet podzielam pogląd kolegi ,że "wystarczy wspólnota interesów". Gdybym żył w świecie bez granic,bez zwalczających się form(cywilizacji,państw,religii,kultur itp.) uważałbym ,tak jak kolega.Ale tak nie jest.Niestety są na tym łez padole takie państwa ,których książęta spolegliwość,tolerancję traktują jako przejaw słabości i zaproszenie do agresji.Boleśnie doświadczają tego na przykład ofiary multikulturalizmu na zachodzie Europy.Polecam zapoznanie się z teorią cywilizacji Feliksa Konecznego.Tam znajdzie kolega myśli,które pomogą troszkę bardziej realnie spojrzeć na rzeczywistość. Polska jest doskonałym przykładem tego czym kończy się myślenie jakie kolega zaprezentował w ostatnim akapicie: "niech nie oczekują że Mietek z Koziej Wólki musi się poczuwać do wspólnej tożsamości i obrony sztucznych granic.Żeromski w "Rozdziobią nas kruki i wrony" opisał właśnie takiego Mietka okradającego zwłoki zabitego powstańca.Ja fanem powstań nie jestem.Uważam ,że właśnie pozytywiści polscy wyciągnęli słuszne z nich wnioski budując "od dołu" wspólnotę tak żeby nie tylko wspólna micha się liczyła.Imponderabilia też są istotne.Nawet więcej.Dbałość o nie wynika expressis verbis z instynktu samozachowawczego.Potrafiłby kolega żyć i dogadywać się mając za sąsiada nazistę?Nie lepiej było by żyć obok kogoś z kim łączyła by kolegę oprócz wspólnej kanalizacji także wizja miejsca człowieka w przyrodzie,wzajemne zaufanie,zdrowy konformizm w systemie prawnym i obyczajowym czyli właśnie to wszystko co składa się na tożsamość?A jeszcze jak dodać do tego wspólna tradycję,zwyczaje,święta? Pozdrawiam i życzę sobie i koledze obudzenia się jutro w świecie bez granic.Na pewno się dogadamy.
anonim2014.04.6 0:51
Za wolność osobistą walczyłbym,za kolektywną "wolność"(to abstrakcja,która nie istnieje)nie oddam nawet włosa z głowy.Gdyby przyszli naziści i zaczęli wywozić żydów miałbym odruch walczyć,ale gdyby nikogo nie prześladowali i nie czepiali się mnie osobiście to nie szukałbym środków walki tylko bym się zajął swoim życiem prywatnym.Krzywda ludzka jest w stanie mnie poruszyć,ale kolektyw,państwo,naród to tylko niebezpieczne narkotyki,które czynią ludzi agresywnymi.Podobnie źle rozumiana religia i ideologia.Walczyć warto o to aby cię nikt nie okradł,nie zgnoił,nie zgwałcił,ale nie warto walczyć o żadną wielką grupę społeczną,której członków nie jesteś w stanie poznać osobiście i po imieniu...no chyba,że dzieją się jakieś skurwysyństwa,mogą przyjść naziści i ogłosić że jesteś podczłowiekiem i że od dzisiaj jest godzina policyjna...toby mnie deczko wkurwiło i może skłoniło do walki,ale nie o naród,nie o kraj czy państwo tylko o siebie,o własne poczucie życia i o własną osobistą godność.Jak jacyś skurwysyni wywożą twoich przyjaciół albo robią coś bardzo złego to jest miejsce na walkę.Nie musi chodzić o bliskie sąsiedztwo,gdybym miał wiarygodne doniesienia,że najeźdźcy zabijają indian w Argentynie też bym się wkurwił-warto walczyć o to aby pozostać człowiekiem,aby być ludzkim i dobrym,o to aby móc być miękkim i łagodnym i o to żeby nasze dzieci i wnuki nie znały konieczności walki i zabijania....Urodziłem się jako człowiek i chcę skończyć to życie będąc człowiekiem dobrym i ludzkim-i to jest ta linia na ziemi,którą kreślę,za tą linią może się zacząć walka-gdy coś zagrozi mojemu człowieczeństwu.Z narodami,państwami,ustrojami,utopiami nie ma to nic wspólnego.Jeśli jakieś skurwysyny każą mi mówić ,że czarne jest białe albo wystawić kumpla itd to trzeba się przeciwstawić...moja idea walki jest ściśle moralna a nie polityczna i nie doktrynalna,chyba ze doktryną jest sama wiara w dobroć i miłosierdzie i zrozumienie między ludźmi...
anonim2014.04.6 13:49
Na katolickim portalu NIKT nie napisał: "Piąte. Nie zabijaj". Znacie wogóle te słowa?