27.07.15, 19:20Jezus na Stadionie 2015 (Fot. Przemysław Jahr / Wikimedia Commons)

Zatwardnicki: Drugi koniec kija na charyzmatyków

Pojawiają się ostatnio tu i ówdzie komentarze dotyczące ruchu charyzmatycznego, zgodnie zresztą z „nową religijną tradycją”: ilekroć pojawia się pewien czarnoskóry rekolekcjonista głoszący na stadionie, tylekroć lud katolicki dzieli się na tych „za” i na tych „przeciw”, z pominięciem tych co to widzą „plusy dodatnie, plusy ujemne”. Różnie tylko formułuje się linię podziału.

Można się okopać według modelu: albo jesteś za ruchem (nie mylić z partią) pentekostalnym, albo za ugrupowaniem tradsów. Tertium non datur. Świadomie używam języka wziętego z polityki, bo tu i tam panuje ta sama logika „zerojedynkowa”. Jak to kiedyś zauważył Maciej Rybiński, społeczeństwo zostało tak upolitycznione, że postrzega całą rzeczywistość w kategoriach prostego wyboru pomiędzy partiami rządzącą i opozycyjną. „Każdą wypowiedzią, każdym poglądem, każdą oceną zajmujemy stanowisko polityczne. Nie ma zjawiska, sprawy, problemu, do których można mieć stosunek po prostu racjonalny”. Z takiego świata – dodawał felietonista – „drogi ucieczki nie ma, chyba że w milczenie, a i tak otoczenie chciałoby wiedzieć, przeciwko komu albo za kim się milczy”.

Ponieważ moje milczenie mogłoby być odczytane „za, a nawet przeciw”, zabieram głos, by wyrazić swój stosunek charyzmatyczno-racjonalny za czymś, a nawet przeciw czemuś. Odniosę się jednak do innego kryterium podziału, jaki był się zalągł w głowach niektórych samozwańczych analityków współczesnej religijności. Otóż chodzić ma o konflikt tendencji fideistycznych z chrześcijaństwem racjonalnym; nie muszę chyba dodawać, po której stronie już nawet nie czai się, ale atakuje fideizm, a po której i dlaczego nie po charyzmatycznej stronie trwa jedynie słuszny katolicyzm. Podpisałbym się pewnie pod powyższą diagnozą, gdyby nie dwa „małe ale”: po „pierwsze primo”, charyzmatycy nie są fideistami, a po „drugie primo” – ich krytyków trudno uznać za racjonalnych, jak wykazały ich racjonalistyczne, ale nie racjonalne „kulą w płot” diagnozy.

Oskarżać kogokolwiek dziś, w dobie powszechnego niedostatku wiary, o tendencje fideistyczne, jest, delikatnie mówiąc, nie do końca racjonalne, a być może jest nawet przejawem niebywałej wprost wiary, zresztą nieracjonalnej (a więc fideizm?). Jak to pisał Mistrz Chesterton: „na taki brak rozsądku pozwolić sobie mogą tylko racjonaliści”. Jako zwolennik kalania własnego gniazda miałbym ochotę „wtrącić swoje trzy grosze z uwzględnieniem stopy inflacji, powiedzmy od razu trzy złote” (Rybiński) krytyki pod adresem charyzmatyków, ale czy mogę? Bo skoro toczy się wojna (nie hybrydowa), trzeba jednak stanąć za jedną ze stron, albo lepiej przeciw drugiej. Za tą, która rzekomo zawłaszcza katolicyzm, choć w praktyce parafialnej bywała dotąd pacyfikowana; a przeciw tej, która oskarża.

Fideiści mają ponoć gonić za cudami! Mówiąc Dobrowolskim: „niesamowite, co?”. Można by dodać nawet, że podobni są w tym Izraelitom współczesnym Jezusowi, któremu z kolei – „niestety, niestety, niestety” – daleko było do ganienia ich za to! Dziś jednak pragnienie Boga żywego ma być fideizmem, racjonalna postawa polegałaby na tym, żeby Bogu odmówić możliwości działania, albo ograniczyć Boskie ingerencje do poddanych surowemu sprawdzianowi, jaki dokonuje się np. w maryjnych sanktuariach. Poza takimi przypadkami Bóg (deistyczny w takim razie) nie ingeruje, ewentualnie raz na dwa lata, i to tylko w Lourdes. Na marginesie, samo racjonalistyczne pojęcie cudu jest antychrześcijańskie: Bóg zaingerował na pewno jedynie w tych przypadkach, których nie daje się wytłumaczyć rozumowo. Jaki Bóg, taka zapchajdziura.

Śpieszę jednak donieść (to również autodonos), że nie taki fideista wierzący, jak wierzy racjonalista. Z doświadczenia wiem, że również charyzmatykom nie jest łatwo uwierzyć, że „Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki” (Hbr 13,8) miałby uzdrawiać jak dwadzieścia wieków temu; i temu służy charyzmatyczne przepowiadanie mające obudzić w słuchaczach wiarę, której brakuje dziś wszystkim: fideistom również, a racjonalistom z całą pewnością. Ci ostatni z pozycji wyższości widzą w charyzmatycznych spotkaniach jedynie emocje, żadnego działania Bożego. Być może mają rację, ale po Wiechowemu „przypuszczam, że wątpię”. W świecie wiary pełnej paradoksów być może to właśnie oni są owymi ludźmi zmysłowymi, którzy nie pojmują tego, co jest z Bożego Ducha (por. 1Kor 2,14)?

Przy okazji przypomniała mi się anegdotka opowiadana przez Nicky Gumbela, tego od kursów Alfa (protestantyzacji i pentekostalizacji Kościoła Katolickiego – ciąg dalszy). Cytuję z pamięci, ale chyba w miarę wiernie. Otóż w gazecie ukazał się komunikat treści: „Wszystko wskazuje na to, że Bóg opuścił swój Kościół” (dopowiedzenie dla wrażliwego katolickiego czytelnika: chodziło o Kościół anglikański). W reakcji pojawił się komentarz: „No cóż, nie jest to może sytuacja komfortowa, ale będziemy musieli sobie jakoś z tym faktem poradzić”. I radzą sobie racjonaliści, dopóki Bóg nie okaże się niebezpiecznie żywy i mniej nadęty intelektualnie niż oni. Podejrzany, bo nazbyt przychylny pentekostalizmowi, papież Franciszek prosił: „nie zamykajcie Ducha Świętego w klatce”. Jeśli pokusa taka grozi charyzmatykom, do których apel był skierowany, co powiedzieć o niecharyzmatykach? Może: dajcie się uwolnić Duchowi Świętemu?

W każdym razie wszyscy potrzebujemy nowego exodusu z kazamat, w których tkwimy. Nie da się zrozumieć dzisiejszej rzeczywistości bez spojrzenia na wczoraj. Otóż, nie wchodząc w szczegóły, w którymś momencie historii dokonało się rozdzielenie (zamiast rozróżnienia) łaski i natury, dotąd widzianych w jedności; ukształtowała się wizja „dwukondygnacyjna”: naturalnego parteru oraz „dobudowanego” na nim pierwszego piętra nadnatury. Stąd niektórzy zamieszkali w tym, co doczesne (wolnoć Tomku w parterowym domku), inni z kolei uciekli na piętro pierwsze, jakby dało się rezydować „w powietrzu”. Jeśli gdzieś szukać fideistów, to ewentualnie wtedy i tam. Na parterze znaleźli się przodkowie sekularystów.

Dziś jednak mamy do czynienia z inną sytuacją. Ponieważ rzeczywistość ma swoją realną autonomię, dół upomniał się o swoje prawa. Zatem lokatorzy pierwszego piętra zeszli na parter, po czym zostali sprowadzeni do parteru, mówiąc językiem zapaśniczym, a stało się to, ponieważ stracili kontakt z „mocą z wysoka”. Właśnie w błędnym pojmowaniu relacji przyrodzone-nadprzyrodzone tkwi źródło współczesnego sekularyzmu zagrażającego również wierze. Jaka w tej sytuacji pokusa staje przed ludźmi wierzącymi? Że zapomniawszy o różnicy między nadprzyrodzonym a przyrodzonym, w skrajnej reakcji na rozdzielenie, które między nimi dokonało się wcześniej, teraz będą próbowali na siłę „sprowadzać” górę na dół, a skutkiem tego mieszać to, co nadnaturalne z naturalnym; innymi słowy, mylić sacrum z profanum, „unaturalniać” nadnaturalne lub „uświęcać” to, co naturalne.

Jeśli chcieć znaleźć kij na charyzmatyków, to właśnie tu go należy szukać. W praktyce charyzmatycy to nie fideiści, już prędzej w nowej mutacji messalianie; jak tamci wczorajsi „utożsamili łaskę Ducha Świętego z psychologicznym doświadczeniem jej obecności w duszy” (List KNW Orationis formas), tak ci dzisiejsi ryzykują podobną tendencją, tyle że rozciągają to doświadczenie również na ciało. Zresztą, dusza czy ciało, biblijnie na jedno wychodzi: chodzi o „ciało i krew” zamiast ducha. Czy oznacza to jednak, że ideałem ma się stać niedoświadczalne chrześcijaństwo, które znajduje swoich wyznawców we współczesnych racjonalistach? Tacy wejdą – jeśli wejdą – ostatni do Królestwa Bożego. Wyprzedzają ich ludzie niewierzący, dla których jest oczywiste, że Bóg nie doświadczany niczym się nie różni od bożków, którzy nie istnieją.

Bardziej racjonalne byłoby uwzględnić, że łaska działa „dwupoziomowo”: w głębi ducha, ale też i w całej osobie człowieka. Wystarczy dokonać podziału – ludzie racjonalni lubią przecież takie naukowe rozróżnienia – na „łaskę podnoszącą” oraz „łaskę leczniczą” (określenia za dogmatykiem o. Piotrem Liszką); pierwsza z nich kieruje do celu nadprzyrodzonego, a druga działa uzdrawiająco czy uwalniająco (powiedzmy wprost: charyzmatycznie) w tym, co przyrodzone. Należy uwzględnić i to, i tamto. Istnieje dziś wielka potrzeba uwzględniania obu poziomów, o czym świadczy pentekostalizm, nawet jeśli czyni to przeakcentowując jeden z wymiarów działania Ducha Świętego.

Kij się zawsze znajdzie. Niedobrze, gdy kija szuka ten, kto sam potrzebuje przetrzepania duszy, źle, gdy gania on za niewłaściwym kijem, a najgorzej, gdy zapomina, że każdy kij ma dwa końce.

Sławomir Zatwardnicki

Komentarze

anonim2015.07.27 20:47
Miła pogawędka. Być może potrzebna, żeby rozładować tę napiętą atmosferę. Ale może i niebezpiecznie lekko traktująca bardzo poważne rzeczy. Bo co takiego ważnego mówią charyzmatycy? Mówią dokładnie to co powiedział Pan Jezus! Czyli o ziarnku gorczycy, o przenoszeniu gór, o tym, że o cokolwiek prosić będziemy to nam się spełni i o tym, że większe rzeczy będą czynić ci którzy uwierzą. Mówią o Bogu, głoszą Ewangelię a Pan Bóg potwierdza to znakami. Więc jest tak jak za czasów Pana Jezusa, są cuda i są nawrócenia, demony także muszą się poddawać. Jeśli Pan Bóg daje takie łaski to znaczy, że są nam dziś bardzo potrzebne. Czy kapłani nie mają więcej odwagi gdy widzą rozmodlony tłum na stadionie? Bo ten kto tam był wie, że Pan Jezus został tam uwielbiony, że nie chodziło o sensację, że była tam prawdziwa radość spotkania. I trudno już teraz powiedzieć, že Kościół to starzy i smutni ludzie. Właśnie że nie! To przede wszystkim ludzie pełni radości i pewności jaką daje wiara w to, że dzięki Synowi Bożemu możemy żyć wiecznie. Brakowało mi dotychczas tego entuzjazmu. Poza tym, jak to napisał ojciec Kramer na Deonie, co z tego, że niektórym się nie podobają charyzmatycy kiedy to im towarzyszą znaki a nie tym, którzy ich krytykują.
anonim2015.07.27 21:33
A może w dzisiejszych czasach terminatorów , matrixów i efektów specjalnych takich, że trudno czasem się połapać co jest prawdą, a co fantazją potrzeba czegoś więcej, więcej znaków, więcej Łaski Bożej , która jak wiadomo wylewa się tam gdzie wiele zła . W dzisejszym świecie przechodzenia do porządku dziennego nad zabiciem nienarodzonego dziecka czy też wręcz hodowli dzieci na "części zamienne " wydaje mi się potrzeba cudów widzialnych i namacalnych choć jestem przeciwnikiem sprowadzania działania Boga tylko do cudów i umniejszania Jego Istoty, Bóg to Ktos o wiele bliższy, o wiele cudowniejszy od spektakli, które się dzieją na tego typu spotkaniach, jeśli naprawdę chcesz poznać Boga powinieneś Go szukać, rozmawiać z Nim zadawać pytania , a czasem skarżyć się czy żalić, ale zawsze być wdzięcznym i dziękować za każdą łaskę jaką Cię obdarzy, a przede wsystkim czytać PŚ, aby Go poznać i pokochać tak jak On kocha nas bezgranicznie i szaleńczo i w pełni oddać Jemu swoje życie i siebie.
anonim2015.07.27 22:46
Droga która prowadzi do Pana Boga- zawsze jest właściwa- tylko się cieszyć! Rzecz w tym aby nie zwiodła na manowce ludzkiego "chciejstwa"... Uwielbienie Pana Boga które płynie z serca nie wymaga wszak masowych spektakli, tysięcznych tłumów i konferansjerów którzy tym tłumem sterują... https://youtu.be/wFhHMsu6_CA?t=24827 Prawdziwa spontaniczność nie potrzebuje także natarczywości... https://youtu.be/wFhHMsu6_CA?t=24965 ani zachęt... https://youtu.be/wFhHMsu6_CA?t=26030 nie byłaby wówczas spontanicznością... Miejmy więc baczenie czy potrzeba "doświadczania znaków" nie szkodzi naszej wierze? Uważajmy też aby ludzka potrzeba przeżywania żywych emocji nie przysłaniała rozumowego postrzegania wiary. Wszelkie Dary Ducha Świętego o których naucza KK są przecież mocno osadzone w sferze racjonalnej- nie emocjonalnej. Dar Mądrości Dar Rozumu Dar Rady Dar Męstwa Dar Umiejętności Dar Pobożności Dar Bojaźni Bożej Trzymajmy się więc tego czego Kościół Katolicki naucza a unikajmy "pentakostalnych" nowinek i trendów sprzecznych z tą nauką... Starajmy się też zachować szacunek do ołtarza na którym Pan Jezus składa sam z siebie Ofiarę: http://wf3.xcdn.pl/files/15/07/19/288392_stadion71_4.jpg bo jutro nasza pobożność będzie wyglądać tak: https://youtu.be/fiSaIzQ2-Js a pojutrze tak: http://szeptywmetrze.blox.pl/resource/cyrk_klaun_circus_clown.JPG P.S. @Sławomir Zatwardnicki Nie szukam "kija"- szukam PRAWDY... Pozdrawiam serdecznie
anonim2015.07.28 0:09
Mesalianizm to herezja potępiona przez Kościół w 431 r. Myślę, że porównanie jej z ruchem charyzmatycznym to świetny pomysł. Zgadzam się w 100%. Reszta artykułu mnie nie obchodzi, a co?
anonim2015.07.28 6:38
Każdy Święty był charyzmatykiem.Jezus był charyzmatykiem i czynił cuda, co niektòrych doprowadzało do szału.Dzisiaj nic się nie zmieniło, wielu jest faryzeuszy uczonych w piśmie.Ślepcy nie widzą, że to Jezus czyni cuda a nie O.Bashobora."Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem, i większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca." J 14, 1-12
anonim2015.07.28 8:31
Świetny artykuł, jak rzadko na frondzie. Zgadzam się w 100%.
anonim2015.07.28 12:10
"Tacy wejdą – jeśli wejdą – ostatni do Królestwa Bożego. Wyprzedzają ich ludzie niewierzący, dla których jest oczywiste, że Bóg nie doświadczany niczym się nie różni od bożków, którzy nie istnieją." ............... Nie wiem kto autorowi daje prawo do wchodzenia w kompetencje Sądu Ostatecznego i zastanawiam się jak powyższy cytat rozumieć w kontekście słów Pana Jezusa "Błogosławieni Ci którzy nie widzieli a uwierzyli"...? Tam gdzie "doświadczanie" warunkuje wiarę trudniej znaleźć miejsce na racjonalne- rozumowe przyjęcie tego czego nie widać ludzkimi oczyma... Do ciągłego "doświadczania" łatwo się też przyzwyczaić-uzależnić... Trudniej wówczas dokonać rozumowego WYBORU- TAK, WIERZĘ! jeśli "znaków" zaczyna brakować... Spójrzmy na to także w kategoriach zagrożenia dla wiary... Skoro w merytorycznym wykazywaniu jakie zagrożenia mogą istnieć w bezkrytycznym przejmowaniu sprzecznych z nauką KK nurtów "pentakostalnych" autor dostrzega "szukanie kija" na tzw. "charyzmatyków"- to czym jest powyższy artykuł jeśli nie "szukaniem kija" na wiernych tradycyjnemu modelowi pobożności...? Być może lepszym wyjściem z sytuacji byłoby zamiast okładać się kijami porozmawiać na argumenty... a zamiast kija- wspólnie poszukać PRAWDY...? Niech dane mi będzie w tym miejscu polecić lekturę świetnego opracowania które traktuje o powyżej przywołanym problemie: "Etyczne aspekty współczesnej pentekostalizacji chrześcijaństwa"- ks. dr hab. Andrzeja Kobylińskiego http://www.wydawnictwo.uksw.edu.pl/node/967
anonim2015.07.28 13:32
Bój jest i działa. Duch wieje, kędy chce. Ja staram się korzystać z różnych źródeł. Zarówno "sekciarskich" - jeśli takimi chcecie nazwać Odnowę w Duchu Świętym, jak i bardzo tradycyjnych (np. rekolekcje ignacjańskie). Szkoda mi osób, które zamykają się na wszystko, co wymyka się ich rozumieniu, wszędzie węsząc podstęp i działanie diabła (żeby nie było - jak najbardziej wierzę i doceniam zagrożenia diabelskie). Szkoda mi takich, którzy boją się wszelkich nowości, gitary na mszy, czy modlitwy w językach. O tej ostatniej jest wiele wzmianek w Nowym Testamencie, natomiast ja nie znam żadnego "tradsa", który by się w ten sposób modlił. Taka moja refleksja. Znam kilka osób z Oazy (wiem, wiem - ona też za nowoczesna), którzy gorszą się Odnową w Duchu Św. Natomiast nie znam nikogo z Odnowy, który by się gorszył oazą. O ile wiem O. Bashobora nie gorszy się "tradsami", natomiast oni - widzą w nim niemal wcielone zło, a szarlatana z całą pewnością. Ci "sekciarze" po prostu wierzą i chcą się zbliżać do Boga, w przeciwieństwie do współczesnych faryzeuszów, nastawionych na wierność formie. Oni też starają się iść do Boga, ale ich wiara skostniała (wiem, uogólniam – na potrzeby tego postu, ale generalnie tak jest). Kończąc – jeśli staram się wiernie iść za Chrystusem, pomimo zwątpień i słabości, staram się o regularną modlitwę, uczestniczę w sakramentach – nie muszę bać się „sekciarstwa”. Ufam, że nawet jeśli pobłądzę, Bóg o mnie nie zapomni i wskaże błędy. Ja potrzebuję żywej wiary – i taką właśnie widzę u tych „sekciarzy”. Pozdrawiam wszystkich w Panu!
anonim2015.07.28 13:38
Na pewno swoimi kłótniami przyciągniemy ludzi do Jezusa.Jak kłócimy się między sobą, to tylko jest pożywka dla złego dla wielu wrogów Kościoła, którzy teraz właśnie wchodzą i czytają te właśnie informacje i komentarze pod nimi aby znaleźć haczyk na ''ciemniaków'' kościelnych. Miałem okazję być drugi raz na Stadionie z O. Bashoborą i muszę powiedzieć, że było tam tylko i wyłącznie głoszone Słowo Boże i nauka Kościoła. Ważnym znakiem była obecność hierarchii kościelnej. Ojciec Bashobora, wobec różnych ''nadzwyczajnych'' rzeczy jakie się działy był jakby neutralny a nawet by się wydawało czasem sceptyczny.Uciszał krzyki, które miały miejsce co jakiś czas.
anonim2015.07.28 14:47
@Solidarny2010 Piszesz: "oni - widzą w nim niemal wcielone zło, a szarlatana z całą pewnością" nazywasz "onych" współczesnymi faryzeuszami, zarzucasz że ich wiara skostniała... W żadnym jednak zdaniu nie poparłeś przykładem swoich twierdzeń... Stay on topic- not on person... Skoro Ufasz, "że nawet jeśli pobłądzisz, Bóg o Tobie nie zapomni i wskaże błędy" przyznając jednocześnie że "Duch wieje, kędy chce"... nie wykluczaj zatem możliwości Jego działania również poprzez życzliwy komentarz napomnienia na frondowym podwórku ;-) Pozdrawiam serdecznie
anonim2015.08.2 15:02
@bielzz Czyli połowa została. To teraz pochwal się jakie sukcesy w ewangelizacji mają wspólnoty tradsów.
anonim2015.08.2 16:44
„ Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem, i większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca. A o cokolwiek prosić będziecie w imię moje, to uczynię, aby Ojciec był otoczony chwałą w Synu. „ (J.14,12-13) Przed chwilą brałem udział w dyskusji, gdzie ludzie powątpiewali w „obcowanie świętych”, a tu widzę nie-wiarę w realne działanie Ducha Św. Co z naszym credo? Chrystus dał apostołom „moc” uzdrawiania, wypędzania złych duchów, a nawet wskrzeszania. Jak czytam powyżej współcześni, uznający się za chrześcijan nie wierzą ani Chrystusowi, ani w realne działanie Ducha Św. Zgroza! Kościół od początku był charyzmatyczny, a jeśli kiedyś zaprzestał w/w praktyk, to znaczy, że oddalił się od swojego pierwotnego posłannictwa i tak mamy dziś duchownych, którzy nikogo nigdy nie uzdrowili, nie wypędzili ani jednego złego ducha, nie wspominając o wskrzeszeniu. Z drugiej strony mamy pokaźną liczbę wyznawców, której to odpowiada. Tak jest fajnie. Do tego odnowę charyzmatyczną nazywają „czymś nowym”, albo „nową modą”. Nie wierzą, że Chrystus może uzdrawiać przez ręce własnych apostołów! Świadczy to tylko o mizernej wierze tak owiec, jak i pasterzy. Współczuję! O jakich cudotwórcach mowa? To żywy Chrystus działa! Nie wierzycie??