14.07.14, 15:21fot. Anna Stańczak

Ziemkiewicz: w Polsce bić można. Zależy, kto bije

„Czy bicie w twarz jest przekroczeniem wszelkich norm, absolutnym skandalem i „dopełnieniem swojej kompromitacji”, jak to z właściwym sobie wdziękiem ujął serwis gazeta.pl?” – pyta Rafał Ziemkiewicz na łamach "Do Rzeczy" w sprawie incydentu między Korwin-Mikkem a Bonim. I uznaje, że także w tej kwestii wszystko zależy od tego, „kto bije i kogo”. Przypomina, że gdy Władysław Frasyniuk uderzył posła Z LPR brakło poważnej reakcji lewicowych mediów. Podobnie gdy uderzony został Antoni Libera brakło „wyrazów potępienia ze strony arbitrów elegancji”. Efektem była raczej „złośliwa satysfakcja, że w pisowiec dostał w dziób”. Z kolei gdy Ludwik Stomma wzywał na łamach „Polityki” by „dać po mordzie” Romanowi Giertychowi również brakło medialnej reakcji.

Ziemkiewicz przypomina, że sprawa między Korwin-Mikkem a Bonim miała charakter prywatny – tak samo, jak było to w przypadku uderzenia Antoniego Libery. Tymczasem „Wyborcza” i jej środowisko usiłują przedstawić ostatni incydent jako eskalację faszystowskiej przemocy w Polsce. Ziemkiewicz ocenia, że zaklęcia te dają efekt groteskowy: „Boni nie został skopany przez bojówkę „dziarskich chłopców” w podkutych butach, tylko symbolicznie spoliczkowany („splaskaczowany”?) przez żywiącego doń zadawnioną prywatną urazę ponad siedemdziesięcioletniego politycznego „freaka” w muszce”  - pisze publicysta.

Ziemkiewicz ocenia też, że szef KNP „jednym machnięciem ręki ukradł szoł Pawlakowi, Sienkiewiczowi i „jednoczeniu prawicy”, zapewniając sobie miejsce na żółtych paskach i czołówkach, i przy okazji pomagając władzy przykryć trudne dla niej sprawy”.

Zdaniem publicysty na krótką metę Korwin wychodzi na tym wszystkim dobrze. Na długą – już niekoniecznie.

Ziemkiewicz osobiście krytycznie ocenia zachowanie szefa Nowej Prawicy; podkreśla jednak, że jego stanowisko jest odrębne od salonowych elit, które „kibicowały łamaniu wszelkich norm przez swoich, rozgrzeszały chamstwo Niesiołowskiego wobec Ewy Stankiewicz i kolportowały językowe nieczystości wydzielane z jego ust, cieszyły się, że udał im się opluwający smoleńskie antygony Palikot, radowały się rechotaniem Wojewódzkiego, Urbana, Kutza i welu innych takich, którzy, z przeproszeniem, kiedy mówią, to tak jakby pierdzili.”.

bjad/dorzeczy.pl

Komentarze

anonim2014.07.14 15:49
Czy Niesioła spotkały jakieś konsekwencje za rękoczyny na dziennikarce?
anonim2014.07.14 16:52
no i jeszcze Szczuka, która dała z pięści dziennikarzowi
anonim2014.07.14 17:13
Nie ważne, kto uderza. Czy robi to polityk wywodzący się z tej badź innej opcji politycznej - to nie istotne. Nie próbujcie wybielać zachowania JKM. Anioła z niego nie zrobicie.
anonim2014.07.14 18:50
Pan Ziemkiewicz ma rację. Te sprawy, które on wymienia zostały całkowicie zamiecione pod dywan przez lewackie media i nie słyszałem od nich od jakiś dziesięciu lat. Natomiast o sprawie Korwina trąbią aż do dzisiaj. Chociaż z drugiej strony Korwina nie lubię i mu nie ufam. Jeszcze nie słyszałem duchownego, który poleciłby mi głosować na tę osobę. Radziłbym więc uważać z poparciem dla JKMa i głosować na sprawdzone oraz katolickie partie, np. PiS.
anonim2014.07.14 23:26
A mnie się wydaje, że niejaki Boni już dawno stracił zdolność honorową i Korwin nie powinien powoływać się na kodeks honorowy! Boni należy do tej kasty, której honorowy człowiek ręki nie podaje...
anonim2014.07.15 1:39
czszcz51 kłamie pisząc że Miecugow dostał w papę. Wystarczy obejrzeć film z zajścia.
anonim2014.07.15 13:44
ot polityka Tuska
anonim2014.07.15 20:28
Szymek Nie chodzi o to, by wybielać, ale by pokazać jak perfidne i oszukańcze jest traktowanie spoliuczkowania jak czegoś strasznego, a gorszych rzeczy, oszczerstw, przekłamań, agentur, jako czegoś minej istotnego, albo nawet zrównywanie tych różnych rzeczy. Policzek jest dużo lepszy niż oczernienie kogoś, kłamstwo, , itd... a takich notorycznych zachowań innych polityków, również wobec JKM nikt tak nie potępia... To tego typu rzeczy powinni politycznie dyskwalifikować, a nie muśnięcie po policzku, które w dodatku nagłośnił nie Korwin, ale Boni. Zagubienie równowagi.