Niemiecka gospodarka od miesięcy znajduje się pod silną presją: spada produkcja przemysłowa, sektor motoryzacyjny przegrywa globalną konkurencję z Chinami, a Zielony Ład oraz wysokie ceny energii dodatkowo osłabiły zdolności eksportowe Berlina. W tej sytuacji Mercosur stał się dla niemieckich elit gospodarczym projektem ratunkowym – sposobem na otwarcie ogromnego rynku Ameryki Południowej dla samochodów, maszyn i chemii produkowanej w Niemczech.
To nie przypadek, że właśnie Berlin od lat był głównym promotorem tej umowy, a Komisja Europejska konsekwentnie ignorowała sprzeciw rolników i części państw członkowskich. Mechanizm jest prosty: Niemcy zyskują nowe możliwości sprzedaży swojej produkcji przemysłowej, a w zamian Europa – w tym Polska – ma przyjąć napływ tańszej żywności z Brazylii, Argentyny, Paragwaju i Urugwaju. Koszt społeczny i gospodarczy tego „handlu wymiennego” poniesie głównie europejska wieś, nie zaś niemieckie fabryki.
Eksperci od miesięcy wskazują, że struktura umowy jest asymetryczna. Państwa Mercosur eksportują przede wszystkim produkty rolne i surowce, natomiast UE – dobra wysokoprzetworzone. Najwięcej takich dóbr produkują właśnie Niemcy. Jak zauważa BusinessEurope, to niemiecki przemysł ma największy potencjał wykorzystania zniesienia ceł w Ameryce Południowej, podczas gdy kraje Europy Środkowo-Wschodniej nie otrzymują w zamian żadnych realnych rekompensat za uderzenie w ich rolnictwo.
Dla Berlina Mercosur jest więc elementem szerszej strategii ratowania konkurencyjności własnej gospodarki po błędach energetycznych i utracie tanich surowców z Rosji. Dla Polski oznacza natomiast presję cenową na mięso, cukier czy drób oraz dalsze osłabienie bezpieczeństwa żywnościowego. To klasyczny przykład sytuacji, w której unijna polityka handlowa została podporządkowana interesowi najsilniejszego gospodarczo państwa kosztem reszty Wspólnoty.
Rolnicy protestują nie dlatego, że są „przeciwni globalizacji”, lecz dlatego, że widzą brutalną prawdę: Mercosur nie jest projektem solidarnościowym, lecz niemiecką operacją gospodarczą przeprowadzoną pod szyldem całej Unii. Europa otwiera swój rynek wrażliwych sektorów, aby Berlin mógł łatać dziury we własnym modelu gospodarczym.
