O szokującym wydarzeniu, do którego miało dojść 15 grudnia, media poinformowały na początku miesiąca. W czasie lekcji nauczycielka miała zażądać od uczniów VII klasy, by zdjęli ze ściany krzyż. Kiedy uczniowie odmówili, nauczycielka sama miała zdjąć krzyż i wrzucić go do kosza na śmieci. Stanowczy protest uczniów i ich rodziców sprawił, że sprawa nie pozostała bez konsekwencji. Nauczycielka została już zawieszona i toczy się w jej sprawie postępowanie dyscyplinarne. Śledztwo ws. możliwej obrazy uczuć religijnych wszczęła też prokuratura.

Dziś przed budynkiem szkoły odbyła się manifestacja zwołana w reakcji na wydarzenia z 15 grudnia. Mieszkańcy, w tym rodzice uczniów, trzymali w dłoniach drewniane krzyże. Głos zabrała m.in. poseł PiS Dorota Arciszewska-Mielewczyk, która jako pierwsza, jeszcze w grudniu interweniowała w tej sprawie.

- „Nie ma tu miejsca na łamanie prawa i na bezczeszczenie symboli naszej kultury, naszej miłości do Boga, naszej wiary, która jest związana z dobrem”

- podkreśliła parlamentarzystka.

- „Dzisiaj przyszliśmy, aby zademonstrować jedność z rodzicami, którzy mieli odwagę w imieniu dzieci, mających jeszcze większą odwagę, powiedzieć nie nauczycielce, która powinna być autorytetem i uczyć szacunku do każdej religii i każdego człowieka”

- dodała.

Obecni na miejscu rodzice uczniów szkoły podstawowej wyrazili wobec kuratorium i dyrekcji oczekiwanie jednoznacznego potępienia skandalicznego zachowania nauczycielki angielskiego oraz podjęcia działań, które dowiodą, że szkoła jest wolna od chrystianofobii i innych zachować uderzających w dobro uczniów.

- „Mieliśmy intencję taką, żeby tutaj przyjść, porozmawiać. Żeby ta pani powiedziała proste słowo przepraszam. Jesteśmy tolerancyjni. Nie wiem, czy ta pani jest ateistką, czy jest jakiegoś innego wyznania. Ale jeśli coś takiego zrobiła – jeżeli ja popełniam jakiś błąd, to też muszę przeprosić i ponieść konsekwencje. Zobaczymy, jak to się dalej potoczy”

- powiedział reporterowi Telewizji wPolsce24 Andrzej Kamola, ojciec jednego z uczniów.