Projekt – przygotowany ponadpartyjnie – zakłada drastyczne narzędzie: 500-procentowe cła na import z państw kupujących rosyjską ropę, gaz, uran i inne surowce. Warunek odstąpienia? Zgoda Moskwy na pokój z Ukrainą. Autorzy nie kryją ambicji: dokument ma być „miażdżący” dla rosyjskiej gospodarki i odciąć paliwo napędzające wojnę.
Graham nie owijał w bawełnę. W mediach społecznościowych wskazał potencjalne cele ustawy – Chiny, Indie i Brazylię – i zapowiedział szybkie, silne głosowanie ponad podziałami partyjnymi. To ważne, bo projekt od miesięcy leżał w senackiej komisji, czekając na jedno: zgodę prezydenta na ruszenie procedury.
Dlaczego teraz? Dotąd Trump wolał punktowe cła – zwłaszcza wobec Indii, jednego z największych nabywców rosyjskiej ropy. W listopadzie sygnalizował jednak, że podpisze ustawę, o ile zachowa kontrolę nad sankcjami. Najnowszy sygnał sugeruje, że kompromis został znaleziony.
To pierwszy krok administracji w tym kierunku. Jesienią 2025 r. Trump nałożył sankcje na energetycznych gigantów Rosnieft i Łukoil, zamrażając amerykańskie interesy z tymi firmami. Teraz stawka jest większa: presja ma objąć także partnerów handlowych Rosji.
Jeśli „piekielny” projekt przejdzie, Waszyngton przejdzie od selektywnych restrykcji do systemowej dźwigni handlowej. A to oznacza, że rachunki za rosyjskie surowce mogą wkrótce gwałtownie wzrosnąć.
