17.04.14, 07:25(fot. wikipedia)

Chcieli przechytrzyć PKP. Wpadli w ręce ABW

Jak dowiedział się dziennik.pl. działania służb i prokuratury nastąpiły tak błyskawicznie, że choć przetarg został rozstrzygnięty, do podpisania kontraktu nie doszło. Zatrzymania, były połączone z przeszukaniami w gabinetach firm. Biznesmenów przewożono do siedziby wydziału przestępczości zorganizowanej i korupcji Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie.

 - Mogę potwierdzić, że na nasze polecenie zatrzymano dziewięć osób. Podejrzewamy ich o przestępstwo zmowy przetargowej. Na razie to wszystkie informacje, jakie mogę przekazać - potwierdził wiceszef Prokuratury Apelacyjnej Waldemar Tyl.

 Jak informuje dziennik.pl wśród zatrzymanych jest Janusz R., prezes giganta na rynku kolejowych prac - ThyssenKrupp GFT. Zarzuty usłyszał również Stanisław M., wiceprezes kolejnej wiodącej spółki na tym rynku czyli Track Tec. Śledczy podejrzewają, że oni, a także kilku innych biznesmenów, tylko udawali konkurencję w przetargu.

- Był to przetarg ogłoszony w grudniu ub. r na modernizację linii kolejowych, między innymi wymianę podkładów. Dofinansowywany ze środków unijnych – powiedział w rozmowie z dziennik.pl pracownik związany z PKP.

Pierwszy sygnał o możliwych nieprawidłowościach miał trafić do służb specjalnych właśnie z komórek odpowiedzialnych za bezpieczeństwo w PKP PLK. W Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego zajął się nim zespół funkcjonariuszy, którzy wkrótce uzyskali zgody prokuratora i sądów na włączenie podsłuchów telefonów prezesów i objęcie ich inwigilacją.

Jak sprawdził dziennik.pl., przetarg był tak skonstruowany, że gdyby zdobyciem zamówienia były zainteresowane więcej niż dwie firmy, doszłoby do tzw. licytacji elektronicznej - wtedy firmy musiałyby licytować swoją cenę w dół. Ale ostatecznie do przetargu przystąpiły tylko dwie firmy (choć jedna w konsorcjum) i podzieliły się zamówieniem. Według materiałów zgromadzonych przez funkcjonariuszy ABW i prokuratorów, całość była "ustawiona". Mimo że PKP PLK otworzył już koperty z ofertami, to jeszcze kontrakty nie zostały podpisane.

Według informacji do jakich dotarł dziennik.pl prokuratura apelacyjna podzieli się wkrótce informacjami z Urzędem Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który może nałożyć na firmy wysokie kary finansowe. Sami prezesi, po wpłaceniu kaucji, wyjdą na wolność i będą czekać na skierowanie do sądu aktu oskarżenia.

Ab/dziennik.pl