14.10.18, 18:15

Ciężar Kaukazu: geopolityczna sytuacja Gruzji

Przemysław Łazarz Grajczyński, Jagiellonia.org 

Gruzińska sytuacja międzynarodowa pozostaje do dziś w zawieszeniu. Ze zwolennika Zachodu i sojusznika USA, poprzez ofiarę agresywnej polityki Kremla, Gruzja stała się krajem, który ciągle spogląda w kierunku Europy, lecz brak jej odpowiedniej determinacji, potencjału oraz sposobności, aby stać się wypełni członkiem zachodniej wspólnoty. W samej natomiast Europie Gruzja ma niewielu wiernych oraz znaczących sojuszników.

Gruzja dziś postrzegana jest jako kraj stabilny i rozwijający się, lecz jeszcze w latach 90. oceniana była jako tzw. państwo upadłe, przewidywano, że jedyny los jaki ją może spotkać to dezintegracja (powolna acz nieubłagana). Proces ten dało się Gruzinom odwrócić, lecz separatystyczne regiony były bliznami przypominającymi Gruzinom o niedawnej tragicznej kondycji ich państwa. Po 2003 r., gdy Gruzja przezwyciężyła procesy rozpadu, wydawać by się mogło, że pełna re-integracja całości kraju to tylko kwestia czasu. Lecz wojna roku 2008 przypomniała, jak bardzo los Gruzji jest determinowany przez północne mocarstwo. I nie tak wiele się do dziś zmieniło.

ZNACZENIE GRUZJI

Gruzja nie posiada na chwilę obecną zbyt wiele opcji niż tę, aby starać się porozumieć z Zachodem, szczególnie z USA, bo żadne inne państwo wspólnoty atlantyckiej nie jest zainteresowane wspieraniem Tbilisi, o ile miałoby to kosztować je poważne zadrażnienie z Rosją.

Wspieranie jednego kraju przez inne na arenie międzynarodowej nie jest nigdy kwestią bezwarunkową. Gruzja musi prezentować sobą jakąś wartość, musi istnieć jakiś namacalny powód; musi być krajem, którego wspieranie jest opłacalne lub istotne. Dziś jednak w polityce amerykańskiej poza neokonserwatystami (których znaczenie tylko nieznacznie wzrosło przez ostatnie lata) nie ma wielkiego wsparcia dla aktywnej i rozbudowanej polityki zagranicznej. Działanie obecnej administracji jest raczej punkowe i ma charakter doraźnych interwencji. Kaukaz nie jest obecnie obszarem (gorącego) konfliktu, raczej zamrożonego, stąd naturalnie nie wzbudza takiego zainteresowanie jak np. Palestyna czy Syria. Gruzja z przyczyn geopolitycznych mogłaby być sojusznikiem Waszyngtonu pełniąc funkcję klina wbitego między Turcję a Rosję.

Jednak wojna sprzed dziesięciu lat pokazała, że samo Tbilisi nie ma wielkiego potencjału, aby taką rolę pełnić. Jeśli nawet Amerykanie chcieliby to zmienić, wymaga to lat inwestycji. Nie tylko wojskowych, lecz także w ogólną gospodarkę Gruzji. Wielu Gruzinów może czuć się rozczarowanych brakiem dostatecznego wsparcia ze strony Europy i USA. Gruzini pielęgnowali przez dekady poczucie związku z cywilizacją europejską. Stąd relacje z krajami Zachodu mają dla Gruzinów również aksjologiczny i emocjonalny wymiar, są postrzegano jako niewymierne. Lecz przez to też mogą być rozczarowujące, gdy nie przynoszą konkretnego efektu. Szczególnie, gdy w prasie europejskiej (szczególnie o odcieniu liberalnym) częściej dziś o krytyką Gruzinów.

W Gruzji jak w Polsce mieliśmy do niedawna do czynienia z postsowieckim odwróceniem wektorów: to prawica tam była anty-rosyjska i pro-Zachodnia (gdy w Europie często na odwrót). Dziś to się zmienia, w Gruzji działają otwarcie pro-rosyjskie partie o prawicowym charakterze, a Kreml wykorzystuje konserwatywnie nastawionych Gruzinów do wzmacniania swoich wpływów. Sprawa aksjologii jest o tyle ważna, że Gruzini zachowują, wyraźnie deklarowane też, przywiązanie do zachodniej kultury i norm. Uważają się zwyczajnie za Europejczyków, którzy przez wieki byli odcięci od swojej macierzy, a teraz mają szansę do niej powrócić. Europejskość to tak kwestia wartości, tożsamości jak i oczekiwań. „Europa” to modernizacja , budowa sprawnego i bezpiecznego państwa. Tym samym gruzińska europejskość jest też pewnym projektem politycznym.

Może tu dość jednak do wielu zderzeń: oczekiwań i możliwości modernizacyjnych, rodzimych wartości i europejskich (liberalnych) norm. Tak jak jeszcze dziś dominuje myślenie, że Europa to bezpieczeństwo i rozwój, ale także zachowanie swojej kultury, tak gdy okaże się, że niektóre z tych elementów ze sobą kolidują, może to prowadzić do gwałtownego odrzucenie europejskości i poszukiwania alternatywy. Która z racji geopolitycznego położenie Gruzji jest oczywista.

NATO I GRUZJA: PRE-INTEGRACJA

To, co dziś zwiększa potencjał Gruzji to jej położenie na drodze połączeń gazowych znad Morza Kaspijskiego do Europy. Choć dla Tbilisi jest to broń obosieczna: zaangażowanie w projekty gazowe przynieść jej może wymierne zyski, już w znaczny sposób wpłynęło na wzrost PKB w poprzednich latach, może ono jednak również skłaniać ją działań powściągliwych.

Główne rury gazociągu południowo-kaukaskiego przebiegają wszak niedaleko granic z separatystyczną Osetii Południowej. Podczas majowego spotkanie UE-Gruzja, ówczesny premier gruziński, Kwirikaszwili, potwierdził, że jego kraj stawia sobie członkostwo w Pakcie oraz w Unii za cel. Lecz jest to stały motyw w gruzińskiej polityce. Z tą różnicą, że gdy za czasów prezydenta Saakaszwilego pragnienia należenia do Zachodu, były gorące i oczywiste, to przez lata uległy ochłodzeniu. Proatlantyckie nastawienie Gruzinów przebiegało często w rytm szczytów natowskich, po których zawsze obiecywano sobie wiele w Tbilisi.

Zapowiedzi w Bukareszcie (2008 r.) i w Walii w 2014 r. zachęcały Gruzinów do wytrwałości i do utrzymywania prozachodniego kursu. Jednocześnie nie spełniały najważniejszego oczekiwania: realnej nadziei na członkostwo w Pakcie. W 2008 r. przeciwko członkostwu Gruzji wystąpiły Niemcy i do dziś pozostają one jednym z głównych oponentów jej członkostwa. Waszyngton to z kolei najważniejszy sojusznik Gruzji na Zachodzie – co znowu postrzegane musi być w perspektywie twardej polityki, niż sentymentów. Zresztą Gruzja myśli o USA w ten sam sposób, czemu wyraz dał podczas ostatniego szczytu w Brukseli prezydent Margwelaszwili. W sierpniu na terenie Gruzji miały miejsce ćwiczenia wojskowe z udziałem przeszło tysiąca amerykańskich żołnierzy i kilkuset z krajów członkowskich NATO (choć samo NATO oficjalnie nie brało w nich udziału).

Ćwiczenia te odbywały się, pod nazwą „Nobel Partner”, już po raz czwarty, zawsze wywołując odpowiednią reakcję Moskwy (w tym roku były to ćwiczenia wojskowe w północnym Kaukazie). Na marzec 2019 r. planowane są kolejne ćwiczenia wojskowe tym razem, jako oficjalne ćwiczenia gruzińsko-natowskie . Pomimo, że nie można ignorować wartości militarnych takich ćwiczeń – armia Gruzji jak wielu innych postsowieckich krajów przez lata była niedofinansowana, to ich znaczenie polityczne jest ograniczone. Na każdą zapowiedź zbliżenia Gruzji z Zachodem odpowiedzią jest odpowiednia reakcja ze strony Rosji, jeśli nie zbrojna jak miało to miejsce dekadę temu, to dyplomatyczna. Ostatnie groźby Kremla, iż przyjęcie Gruzji do NATO może zakończyć się zbrojnym konfliktem, są tylko powtórzeniem podobnych gróźb z lutego 2015 r.

Po dziesięciu latach od wojny rosyjsko-gruzińskiej kwestia integracji Gruzji z Zachodem pomimo wielu niewiadomych prezentuje się jednak o wiele lepiej. Od 2015 r. ma miejsce stała współpraca między NATO a Gruzją, co przyczynia się do modernizacji jej sił wojskowych i wzrostu ich kompatybilności z siłami Zachodnimi. Planowane są ważne projekty gospodarcze jak rozbudowa portu w Anaklii. Gruzja jest również od 1999 r. członkiem licznych misji wojskowych (w tym w Afganistanie). Wspólne szkolenia, plany modernizacji armii, budowy infrastruktury militarnej można określić jako proces pre-integrację, wstęp przed właściwym wejściem do struktur sojuszu. Pod tym względem Tbilisi jest w o wiele większym stopniu zintegrowane z Zachodem niż np. przed 2008 r. Nawet zmiana władz z prawicowej na centrolewicową nie oznaczała tu zasadniczej zmiany polityki, pomimo licznych podejrzeń o prorosyjskość rządów tworzonych przez “Gruzińskie Marzenie”, dominującej na scenie politycznej Gruzji partii.

GAZ I MORZE CZARNE

Wedle Władymira Socora Morze Czarne stanie się w niedługim czasie obszarem szczególnego zainteresowania NATO i USA. Ostatni szczyt sojuszu w Brukseli potwierdził tylko kurs obrany w 2014 r. postrzegający Rosję, jako siłę destabilizującą. I ponownie – pomimo oporu niektórych członków, wzmacnianie wschodniej flanki jest niezmiennym priorytetem. Jak geopolityka Kaukazu wygląda z perspektywy Zachodu? Dla Europy i USA zaangażowanie w Południowy Kaukaz musi być motywowane istotną potrzebą i interesem. Dla większości krajów europejskich nie jest nim powstrzymywanie Rosji, choć termin ten, „powstrzymywanie”, pojawia się wielokrotnie w dokumentach natowskich. Stosunek starej Europy do agresywnych posunięć Kremla jest jednoznacznie negatywny, lecz Moskwa stale jest przywoływana w geopolitycznych wyobrażeniach Berlina, Paryża czy Rzymu, jako ważny czynnik spajający całość. Tym samym odczuwane przez wiele krajów Środkowej i Wschodniej Europy zagrożenie wywołane agresywną polityką Kremla nie jest czynnikiem determinującym politykę zagraniczną w stolicach Zachodu.

Żaden kraj tego regionu, a tym bardziej dotyczy to Kaukazu, nie może liczyć na to, że samo postrzeganie, nawet silnie umotywowane, Moskwy jako zagrożenie poruszy kogoś w Europie Zachodniej i za oceanem. Działania rosyjskie, aby spotkały się z kontrdziałaniami, muszą naruszać szerzej pojęty ład międzynarodowy. Jest jeszcze jednak drugi czynnik – obok polityki Kremla, który przyczyni się w niedalekiej przyszłości do wzrostu zainteresowania Kaukazem i basenem Morza Czarnego – to oczywiście sprawa gazu. Jak zauważył Tornike Metreweli , to projekty gazowe z 1994 r. uczyniły Południowy Kaukaz istotnym regionem pod względem geopolitycznym, gdy wcześniej nie wzbudzał on niczyjego (oczywiście poza Moskwą) zainteresowania. Tocząca się jeszcze rok wcześniej wojna domowa w Gruzji tylko utwierdzały Zachód, że Kaukaz to obszar beznadziejnych i irracjonalnych sporów. I podobnie jak przed dekadami zainicjowany w tym roku nowy azerbejdżański projekt gazowy przyczynia się do wzrostu geopolitycznego znaczenia Gruzji, szczególnie jako państwa transferowego. Niesie to za sobą jednak dla Tbilisi także specyficzne zagrożenia. Jeśli ambicją jej rządu, ciągle wyrażaną i potwierdzaną, jest odbudowa jedności terytorialnej, to w tych warunkach politycznych każda próba przywrócenia kontroli Gruzji nad separatystycznymi regionami musi przybrać postać konfliktu z Rosją.

Jednocześnie uczestnictwo w ważnych międzynarodowych przedsięwzięciu gazowym, które niesie ze sobą zapowiedź ochrony oraz wymiernych korzyści finansowych, prowadzić będzie do odstąpienia od planów rewindykacyjnych, o ile miałyby one zagrozić interesom. Inaczej mówiąc: Gruzja wybierając dostatek i wejście w trwałe relacje gospodarcze z Europą musi liczyć się z tym, że jej „nieodpowiedzialne” posunięcia mogą wyłącznie spotkać się ze sprzeciwem Zachodu, który w jawny i ukryty sposób będzie ją namawiać do odpuszczenia sprawy Abchazji i Osetii Południowej. Dla Zachodu ważne będzie wprawdzie ukonstytuowanie niepodległości i bezpieczeństwa Gruzji (i rurociągów, które przebiegać będą niedaleko granicy gruzińsko-osetyńskiej), jednocześnie ten sam Zachód nie będzie wspierał „prowokacyjnych” i kontrowersyjnych posunięć gruzińskiego rządu.

Tym bardziej, że konkurencyjny dla Korytarza Południowo-Kaukaskiego (SCC) – jak określa się azerski projekt, rosyjski „Turkish Stream”, który ma być gotowy już w 80%, jeszcze bardziej komplikuje sytuację międzynarodową. „Turkish Stream” to nowe wcielenie zablokowanego przed laty przez Brukselę „South Stream”, który jednak tak jak poprzednik okrąża od południa Ukrainę docierając jednak nie jak SS do Bułgarii tylko do Turcji. Turcja jest ważnym ogniwem SCC, to przecież przez jej terytorium (gazociąg anatolijski) ma płynąć gaz do Europy. Ankara jednak zabezpiecza się grając na kilku (politycznych) fortepianach jednocześnie. Jeśli oba – TS i SCC projekty będą sfinalizowane to Turcja stanie się jednym z ważniejszych krajów tranzytowych dla Południowej Europy.

To od Ankary w dużej mierze zależeć będzie sprawa dywersyfikacji dostaw gazu do Europy. W początkowym okresie przez SCC do Europy trafiać będzie tylko 10 miliardów m3 gazu rocznie. Nie jest to zbyt wiele pamiętając, że Gazprom dostarcza do Europy różnymi drogami 196 miliardów m3 gazu każdego roku (a statystyki od 2015 r. rosną). Sam rurociąg „Turkish Stream” ma dostarczać rocznie od 2019 r. przeszło 15 miliardów m3 gazu do Europy. Z kolei ostatni odcinek Korytarza, budowany już teraz, Trans-Adriatycki Rurociąg, będzie miał przepustowość, na początek, rzędu 10 mm3, z czasem zwiększoną do 20 mm3. Docelowo ma płynąć przezeń gaz z Azerbejdżanu, ale pod TAP może równie dobrze podłączyć się Gazprom, a nawet być przez niego przejęty. Może, więc okazać się, że Południowo-Kaukaski Korytarz nie będzie mieć zakończenia.

Walka o to czyj gaz w ostateczności popłynie do Europy to zasadnicza bitwa w geopolitycznych zmaganiach wokół Morza Czarnego. Gruzja jest jedną z figur na szachownicy: pytanie jak ważną? Oba konkurencyjne gazowe projekty, jak również wzrastająca obecność NATO, uczynią w najbliższych latach Morze Czarne regionem o znaczeniu strategicznym. NATO nie może ignorować roli Gruzji w tym kontekście. Stąd też nie powinna dziwić wizyta kanclerz Merkel w Gruzji i w Azerbejdżanie w ostatnich tygodniach i np. jej zapowiedzi o budowie Terminala Energetycznego czy inne wspólne projekty gazowe o wartości jak podała szefowa niemieckiego rządu prawie 200 mln Euro.

ABCHAZJA I OSETIA POŁUDNIOWA: KAUKASKI DONBAS?

Są to wszystko oznaki wzrastającej roli Gruzji, lecz niejako samą siłą rzeczy, bardziej niż jako zasługa polityki Tbilisi ostatnich lat. Gruzja jest ważna geopolitycznie, lecz nie ma potencjału na odgrywanie roli samodzielnego gracza, a jej zaniedbania w zakresie sił zbrojnych (brak lądowych grup zmechanizowanych, sił powietrznych, systemu ochrony wybrzeża oraz słaba ochrona przeciwrakietowa ) wykluczają ją, jako ważnego partnera pod względem militarnym. Gdy tymczasem Rosja w dalszym ciągu pozostaje jednak tą siłą, która ambicje Gruzji może zniweczyć. Polityka Rosji w sprawie Osetii Południowej i Abchazji jest czynnikiem blokuje możliwość porozumienia Tbilisi z Moskwą. Nie znaczy to, że Tbilisi co jakiś czas nie poszukuje porozumienia z północnym sąsiadem. Gruzja nie jest krajem tranzytowym wyłącznie na linii wschód-zachód, lecz także północ-południe. Wypracowane w maju tego roku wstępne porozumienia z Rosją, przy pośrednictwie Szwajcarów, dotyczy właśnie tranzytu dóbr przez Osetię Południową i Abchazję, dalej Gruzję do Armenii.

Jakkolwiek więc Gruzja nie jest w stanie ignorować tematu obu separatystycznych republik, który co jakiś czas powraca wpływając na politykę wewnętrzną, która sama w sobie daleka jest od stabilności. Pomimo wygranej w 2016 r. dominująca dziś w Gruzji partia „Gruzińskie Marzenie” nie jest wolna od problemów. Protesty społeczne z 2017 r. oraz te sprzed kilku miesięcy, które wymusiły zmianę na stanowisku premiera, oraz powrót Iwaniszwilego, szarej eminencji krajowej polityki, to znamiona zbliżającego się kryzysu. Rosji jest bardzo łatwo wpływać na gruzińską sytuację społeczno-polityczną i ekonomiczną, uzależniając ją od siebie lub, gdy będzie to utrudnione, zwyczajnie przyczyniać się do demontażu państwa gruzińskie od wewnątrz. Sprawa Osetii oraz Abchazji może być łatwo wykorzystana w tym procesie. Stopień integracji regionów z Rosją, ich separacji od Gruzji jest już po 10 latach daleko posunięty. Siły militarne obu „niepodległych republik” zostały w latach 2016-17 praktycznie podporządkowane Rosjanom i dziś uważa się, że de facto stanowią one część rosyjskich sił wojskowych. Jeśli kiedyś naprawdę chodziło o ich niepodległość, dziś jest to fikcja. Samych rosyjskich żołnierzy może przebywać w oby separatystycznych republikach kilka tysięcy. Portal Civil.ge, powołując się na dane natowskie, podaje 4500 żołnierzy w regionie Cchinwali. Oczywiście pamiętać trzeba także o zapleczu w postaci kaukaskiego okręgu wojskowego (stan z 2017: 200 czołgów, 1700 wozów bojowych, 130 wyrzutni rakietowych).

W kwietniu, były już, premier Kwirikaszwili przedstawił plan pokojowy dla Abchazji i Osetii Południowej. Zakłada on m.in.: ułatwienia w zakresie handlu, wsparcie dla prywatnych inicjatyw biznesowych po obu stronach granic, umożliwienie mieszkańcom obu regionów korzystanie z dobrodziejstw gruzińskiego systemu pomocy społecznej, zdrowotnej i edukacji oraz prowadzenie przedsiębiorstw na terenie Gruzji lub podejmowanie tam pracy. Inicjatywę można ocenić pozytywnie: zakłada ona dominację miękkiej polityki, porozumienia na poziomie społecznym i kulturowym, lecz jednocześnie jest to inicjatywa całkowicie spóźniona. Mieszkańcy Abchazji i Osetii Południowej nie będą mogli z niej skorzystać, nawet jeśli będą tego chcieli. Oba separatystyczne regiony są dziś odcięte od Gruzji, także fizycznie. Granicy, której Gruzja nie uznaje, więc oficjalnie od jej strony jest ona niestrzeżona, obronią zasieki i Rosjanie, blokując przepływ ludzi. Sytuacji jaka ma miejsce po drugiej stronie nie podlega międzynarodowej kontroli.

Misja Monitorująca Unii Europejskiej mająca za zadanie nadzorować, czy porozumienia o zawieszeniu broni z 2008 r. są przestrzegane nigdy nie została wpuszczona na teren obu republik. W 2012 r. Abchazja jednostronnie wycofała się z porozumienia mającego za zadanie przeciwdziałać naruszeniom pokoju: Mechanizmu Odpowiedzi i Przeciwdziałania Incydentom (IPRM). W 2016 r. władze w Suchumi ponownie do niego przystąpiły, ale i tak porozumienie nie jest przez nikogo postrzegane jako znaczące, co najwyżej pomaga w przypadku nieumyślnych naruszeń granicy. Trudno oba quasi-państwa nie traktować, szczególnie w kontekście międzynarodowym, jako wyłącznie narzędzia polityki rosyjskiej. Ich wewnętrzny kontekst zdaje się nie odgrywać żadnego znaczenia. Tym samym sprawa ewentualnego powrotu obu pod władzę Tbilisi rozważana jest wyłącznie w świetle relacji Gruzja-Moskwa, Gruzja-Zachód. Jednak błędem jest traktować wewnętrzne procesu obu separatystycznych republik, szczególnie w przypadku Abchazji, jako wyłącznie grę cieni.

Nie jest to więc sytuacja analogiczna z Donbasem, którego „polityczność” jest procesem sztucznie zainicjowanym, choć na pewnym społecznym podłożu. Odmienność Abchazji i Osetii Południowej wynika z tego, że nie są one owocem „putinizmu”, lecz mają o wiele dłuższą historię, sięgającą jeszcze czasów sowieckich. Dlatego o ile postawa elit politycznych w tych państewkach może być interpretowana głównie w odniesieniu do polityki Kremla, to kryją się za nią autentyczne w jakiejś mierze społeczne procesy; abchaski nacjonalizm, chęć utrzymania niepodległego państwa, demokratyzacji wewnętrznych relacji , wewnętrzne ruchy opozycyjne: to czynniki, które nie mogą być ignorowane. Dlatego też władze w Tbilisi uznały, że drogą do rewindykacji tych terytoriów nie jest porozumiewanie się z politycznymi elitami w Suchumi oraz w Cchinwali, lecz oddziaływanie bezpośrednio na społeczeństwo.

Abchazja jest szczególnym przypadkiem, gdzie dążenie do zachowania odrębności jest bardzo silne; w przypadku tej kaukaskiej republiki wiązało się to nie tylko z działalnością zbrojną, co również polityką narodowościową. Abchazi, którzy jeszcze 30 lat temu stanowili mniejszość we własnej ojczyźnie, dziś, głównie za sprawą przeprowadzonych czystek etnicznych, dominują tam demograficznie. Z Abchazji uciekali, lub byli wyganiani, nie tylko Gruzini, ale również od lat spada populacja tamtejszych Rosjan (obecnie poniżej 10%). Choć zapewnienia o pro-rosyjskości są tam rytualnie przywoływane, nie można przecenić ich realnej wartości. Przypadek Osetii Południowej jest o tyle inny, że z racji geograficznych i demograficznych (50 do 55 tys. mieszkańców) nie jest on w stanie osiągnąć samodzielności.

Osetyńczycy chcą zjednoczenia z Osetią Północną. Jednak to zjednoczenie może być dla Moskwy początkiem dalszych problemów: początkiem nowego separatyzmu. Gruzją chcąc odwrócić proces secesji obu republik nie może tych zjawisk ignorować, tym samym prowadzić swojej polityki reintegracji ponad głowami Abchazów i Osetyńców, nawet jeśli zachowanie establiszmentów obu jest zasadniczo „sterowane”. Tbilisi może to przywiązanie do państwowości i pragnienie podmiotowości wykorzystać na swoją korzyść. Przecież większym zagrożeniem dla nich jest Rosja, która dokonuje na podległych sobie politycznych bytach swoistego procesu przenicowania, co można obserwować na przykładzie Czeczeni. Nie dziwi więc, że tego, czego najbardziej Rosja chce uniknąć, czego najbardziej się boi to zainicjowanie jakichkolwiek rozmów na linii Abchazja-Gruzja, Osetia Południowa bez obecności Kremlowskiej przyzwoitki. Należy też odpowiedzieć na wątpliwości dotyczące ewentualnej aneksji obu republik przez Moskwę. Problem z kilku powodów wydaje się błędnie postawiony. Wydaje się w obecnej sytuacji aneksja nie jest dla Rosji ani korzystna (np. z uwagi na wykorzystywanie Osetii w sprawie Donbasu), czy konieczna.

KREMLOWSKI ŚWIAT QUASI-POLITYKI

Doktryna Kremla mówi o ochronnie suwerenności obu separatystycznych republik. Pytanie jak długo pozostaną one „niepodległe”? Tak długo, jak ich samodzielne istnienie będzie w jakieś mierze przydatne Rosji. Po podpisaniu traktatu o integracji gruzińska politolog Maia Orataszwili pisała, że wchłonięcie Osetii Południowej to kwestia 3 do 6 miesięcy . Okazały się, że przewidywania te były błędne. Wtedy sprawę odłożono, pomimo tego jednak Rosja, w każdej chwili może do tematu powrócić. Choć zagadnienie integracji obu para-państewek można odwrócić: czy skoro Rosja kontroluje (i finansuje) większość zjawisk ze sfery polityki, gospodarki i tych, dotyczących bezpieczeństwa Abchazji i Osetii (od wojska, przez edukację po służbę zdrowia), to może należałoby jasno stwierdzić, że oba regiony są już zwyczajnie częścią Rosji, i żadna inna (poza formalną) integracja nie jest już potrzebna.

Z początkiem tego roku siły osetyńskie stały się oficjalnie częścią sił Federacji Rosyjskiej, co ostatecznie zatwierdziła Duma, lecz proces wchłaniania sił Osetii sięga marca 2017 r., gdy kawałek po kawałku były one wchłaniane przez armię rosyjską, a nawet jeszcze roku 2011, gdy rząd Osetii Południowej (i Abchazji) zgodził się na zainstalowanie rosyjskich baz wojskowych na swoim terenie. Jak podkreślił portal civil.ge w sytuacji, gdy separatystyczna republika liczy wyłącznie około 53 tys. mieszkańców, 4 do 5 tysięcy rosyjskich żołnierzy stacjonujących tam, zmienia Osetię Południową w prawdziwą twierdzę . I to w sytuacji, gdy sama Gruzja nie jest w stanie, z posiadanymi na ten moment siłami, w żaden sposób zagrozić Rosji. Po co Rosji tak znaczne siły, niewspółmierne w odniesieniu do „zagrożenia”? Odpowiedź może być tylko taka, że obecność tak wielkich sił w tym regionie ma jest związana z szerszą strategią. Jako część budowanego przez lata systemu bezpieczeństwa (biegnącego od linii Kaliningrad-Krym-Osetia Południowa-Syria, tzw. systemu. Anti-Access Area Denial) lub punktem wyjścia dla dalszej ekspansji.

Na inauguracji nowego prezydenta Osetii Południowej, Anatola Babylowa, obecni byli przedstawiciele Ługańska, Doniecka i Górnego Karabachu (choć znamienne – nie Abchazji). Utrzymywane przez Rosję republiki tworzą dziś specyficzny mikrokosmos geopolityczny, mogą się nawzajem wspomagać, wspierać i utrzymywać ze sobą stosunki polityczne i handlowe, wytwarzając fikcję ich politycznego życia. Ponadto pewne rzeczy, które nie wypada robić służbom dyplomatycznym Kremla można zlecić np. Babylowowi, który w połowie tego roku spotkał się z przywódcą Republiki Serbskiej w Bośni, niedwuznacznie wskazując bośniackim Serbom jaką drogą ich kraj powinien podążać .

Jeśli także potraktować rosyjskie groźby nowego konfliktu na terenie Kaukazu poważnie, należy zastanowić się jaką formę mogłoby przybrać rosyjskie uderzenie na Gruzję – rozumiane jako uderzenie wyprzedające. W obecnej sytuacji dla Moskwy najlepiej byłoby dokonać ataku „pośredniego”, gdzie atakującą stroną nie będzie sama Rosja, lecz jedno z podporządkowanych jej para-państewek. Czyli powtórka scenariusza z 2008 r. (i częściowo z wojny na Ukrainie). Rosja przecież oficjalnie nie chce uznać się za stronę w konflikcie, przypisując sobie rolę strony mediującej. Stąd na przykład nie podpisała ona wynegocjowanego we wrześniu 2008 r. porozumienia o nie używaniu przemocy (podpisanego przez Gruzję, Osetię Południową i Abchazję).

JAKIEJ GRUZJI PRAGNIE KREML?

Podejście Rosji do Gruzji jest nieoczywiste. Rosja wydaje się nie być zainteresowana uczynieniem z Gruzji państwa o pro-rosyjskim nastawieniu. Gdy na jesień 2014 r. z rządu gruzińskiego odeszli minister obrony narodowej Irakili Alasania i minister ds. zagranicznych Maia Pandżikidze (oceniani jako pro-zachodni), oboje traktowali to, jako zwycięstwo frakcji chcącej nawiązać bliższe relacje z Kremlem, nawet kosztem tych euro-atlantyckich. Moskwa jednak nie wykorzystała tego, dla wzmocnienia w gruzińskim rządzie nurtu jej przyjaznego, co więcej szybko doprowadziła do jego kompromitacji.

W listopadzie 2014 oraz w lutym 2015 r. Rosja podpisuje z Abchazją i Osetią Południową traktaty o integracji, które zapowiadają scalenie w przyszłości ich z Rosją, a na chwilę obecną dały jej formalną podkładkę do daleko idącej ingerencji w sprawy wewnętrzne. Podobna sytuacja miała miejsce w 2018 r., gdy rząd byłego już premiera Gruzji Kwirikaszwilego zaczął prowadzić bardziej układną względem Rosji politykę, gotów był na ustępstwa celem nawiązania lepszych relacji z Moskwą . Spotkało się ze sporym niezadowoleniem w społeczeństwie i było jednym z czynników, które doprowadziły do tego, że Kwirikaszwili musiał pożegnać się z fotelem szefa rządu. I wtedy Kreml ponownie wykorzystał temat separatystycznych republik do interwencji w wewnętrzne sprawy Gruzji. Pretekstem było nawiązanie stosunków dyplomatyczne z Osetią Południową przez Syrię, co ponownie wykazało niesprawność gruzińskiej polityki zagranicznej, lecz nade wszystko poddało w wątpliwość pro-rosyjskie zabiegi Tbilisi, które po raz kolejny zostały skompromitowane przez samą Moskwę.

Co oznaczają te przypadki? Czy Rosja po prostu wykorzystuje chwilowe przesunięcia w gruzińskiej polityce, aby przesuwać granicę swoich wpływów, nie tyle dbając o swoje wpływy w Tbilisi, co wykorzystując dobrą wolę gruzińskich elit politycznych? Czy zwyczajnie błędnie koordynuje swoją politykę, przeoczając raz za razem możliwość przeciągnięcia Gruzji na swoją stronę? Wydaje się, że właściwą odpowiedzią jest stwierdzenie, że Rosja wcale nie potrzebuje pro-rosyjskiej Gruzji i nie oczekuje, że ta taką się stanie w najbliższej przyszłości. W perspektywie rosyjskiej (na pewno obecnych władz na Kremlu) świat jest miejscem zasadniczego konfliktu, starcia, w którym Rosja pozostaje jedną z istotnych stron; poprzez konflikt budowany jest rosyjski światopogląd. 

Przemysław Łazarz Grajczyński, Jagiellonia.org