23.10.17, 17:45

Głęboka ekologia, czyli stara herezja w nowych eko-szatach

Ekologiczna otoczka to jedynie "nowa szata" dla "starej gnozy". Idee ekologiczne nie wyczerpią przecież problematyki egzystencjalnej i gdy ekozof-neofita wyjdzie poza nie, to pozna całość systemu, który w książkach typu "Ekologia głęboka" jest ledwie zarysowany. Zostanie wtedy wprowadzony w gnostycki system wierzeń, gdzie będzie więcej o "jaźni", a mniej o cierpiących delfinach.

NIKODEM BOŃCZA-TOMASZEWSKI

METAFIZYCZNE MIELIZNY GŁĘBOKIEJ EKOLOGII

"Śniłem, że myślę jak góra, lecz kiedy się obudziłem, nie wiedziałem, czy jestem człowiekiem myślącym jak góra, czy górą myślącą jak człowiek". Jeżeli właśnie doświadczyłeś takiego stanu, oznacza to, że jesteś na dobrej drodze. Osiągnąłeś już największą głębię "ekologii głębokiej" i już niedługo będziesz mógł utożsamić się z "Jaźnią pisaną przez duże J, która utożsamiana jest nie tylko z ekosferą, ale wręcz z całym wszechświatem."

Niestety osiągnięcie takiego poziomu "samorealizacji" jest trudne (o ile nie jesteś członkiem wspólnoty zbieracko-łowieckiej), dlatego też najpierw musisz zapoznać się z doktryną ekozoficzną. Najlepiej zacząć od "Ekologii głębokiej", książki Billa Devall i Georga Sessions. Jest to swego rodzaju summa ekologiczna obejmująca poglądy wielu ludzi, a zarazem podręcznik przeplatany wierszami, rysunkami, aforyzmami i instrukcjami służącymi "kształtowaniu w sobie świadomości ekologicznej".

Kręte ścieżki ekologii

Niegdyś ekologia była tylko nauką. Badała zależności między organizmami, a jej wyniki nie wzbudzały szerszego zainteresowania. Tak było do czasu kulturowego ekoboomu, którego korzenie sięgają lat 60-tych. Wtedy właśnie ekologowie rozszerzyli zakres swoich badań, obejmując nim nie tylko układ wzajemnych powiązań w środowisku, lecz również to, co ów układ narusza. A był on poważnie naruszony, tym bardziej, że świat osiągnął kolejny szczyt technologiczno-przemysłowej rewolucji. Właśnie wtedy ekologia, rozumiana jaka nauka o ochronie środowiska, załopotała na kontrkulturowych sztandarach. Była bowiem świetną formą pozytywnej kontestacji techniczno-konsumpcyjnego "systemu".

Lata 70-te to okres, kiedy kontrkultura stała się "kulturą głównego nurtu" (main stream), do której weszła m.in. ekologia. Przemysł zaczął podporządkowywać się ekoregułom, a nacisk społeczny zmieniał nawyki technologiczne i konsumpcyjne na nową ekomodłę. Na pozytywne skutki nie trzeba było długo czekać, degradacja środowiska naturalnego została do pewnego stopnia zahamowana, choć często zachodnia ekomania obciążała Trzeci Świat stertami niebezpiecznych odpadów.

Tymczasem zrzucenie przez ekologów kontrkulturowych szat wymagało znalezienia nowej formuły dla ruchów na rzecz ochrony środowiska. Właśnie tym poszukiwaniom Devall i Sessions poświęcają wiele uwagi. Według nich perspektywy dla ekologii są niewesołe: mimo dwudziestu lat walki środowisko cały czas jest zanieczyszczone, a przed ekologami wyrastają nowe zagrożenia. Po pierwsze może utrwalić się "reformistyczny ruch ekologiczny", czyli lobbing w obrębie istniejących struktur ekologicznych. Jednak wtedy, mówią autorzy, nie dość, że będzie on mniej skuteczny (lobbing wymaga kompromisów), to na dodatek stanie się częścią bezdusznej biurokratycznej machiny. Alternatywą może być więc koncepcja "moralnej większości": ekologia wchodzi na linię "głównego nurtu" i staje się ideologią scentralizowanego aparatu państwowego - co oczywiście też jest nie do przyjęcia. Podobnie nie do przyjęcia jest wizja New Age, w myśl której człowiek i jego technologia stają się partnerami natury w jej nieograniczonym postępie i sterują ewolucją i środowiskiem.

Czy zatem duch reakcji i reformizm (ekorewizjonizm) doprowadzą do wypaczenia ekologicznych ideałów? Czy prawdziwej ekologii grozi upadek ?

Nie - odpowiadają Devall i Sessions. Można wszak znaleźć ratunek w ekologii głębokiej, zwanej również ekozofią. Niestety, unikają sprecyzowania, czym owa głęboka ekologia miałaby być. Może dzieje się tak dlatego, że "ekologia głęboka wykracza poza tak zwany poziom faktów naukowych osiągając poziom jaźni i mądrości ziemi." Pójdźmy zatem drogą wskazaną przez autorów, choć mam nadzieję, że uda się zgłębić ekozofię bez sięgania do "jaźni".

Ekokrytycyzm

Dlaczego wprowadzenie w życie ekoideałów napotyka na opór społeczeństwa? Dlaczego ludzie zaangażowani w ruchy na rzecz ochrony środowiska "wypaczają" ekologię? To wina dominującego współcześnie światopoglądu. "Dominujący paradygmat społeczny jest teoretycznym modelem rzeczywistości społecznej, który kieruje oczekiwaniami społeczeństwa". Stąd wiara ekozofów w to, że zmiana paradygmatu jest jedynym i zarazem najprostszym sposobem na wszelkie zło.

Budowę nowego paradygmatu musi poprzedzić odpowiednia krytyka starego. Krytyka nowożytności jest dziś zjawiskiem powszechnym (choć wnioski z niej wyciągane są różne). Być może dlatego ekokrytyka nie prezentuje niczego nowego, odświeżając jedynie idee propagowane przez Fritjofa Caprę. Skądinąd słusznie, atakowane są: antropocentryzm, idea postępu, scjentyzm, technicyzm, kult ego, desakralizacja, brak transcendentu w kulturze. Ostrze ekokrytyki kieruje się także przeciw "światopoglądowi zachodniemu" czyli przeciw kulturze europejskiej w ogóle. Jakiekolwiek byłyby korzenie współczesnego kryzysu (patriarchat, kapitalizm czy "poglądy judeochrześcijańskie"), to i tak w oczach ekologii głębokiej historia Europy jest pasmem zwyrodnień i walki z wszelkimi przejawami samodzielnego myślenia, a myślenia proekologicznego w szczególności. Takie, dajmy na to, średniowiecze jawi się jako "trwająca blisko tysiąc lat próba zdominowania tradycji chrześcijańskiej przez ortodoksyjny nurt kościoła rzymsko-katolickiego, której przejawem była Inkwizycja."

Ekokrytyka jest nieco aprioryczna, ale nie można od niej zbyt wiele oczekiwać. Wszak służy przetarciu szlaku dla nowego światopoglądu, który ma wyrosnąć na gruzach starych systemów. Będzie to światopogląd ekologiczny, bo jak przekonują nas autorzy "Ekologii głębokiej", prawdziwe urzeczywistnienie ekoidei jest możliwe tylko wtedy, gdy wszystko zostanie podporządkowane ekologii, rozumianej już nie tylko jako ochrona środowiska, ale też jako zwarty system obejmujący wszelkie dziedziny życia. System ten zwany "ekologiągłęboką wykracza poza ograniczone, wyrywkowe i powierzchowne podejście do problemów środowiska, próbując stworzyć wyczerpującą, spójną filozoficznie, a zarazem religijną wizję świata". Innymi słowy ekologia głęboka to nowa monizująca ideologia uzurpująca prawo do podporządkowania sobie wszelkiej ludzkiej aktywności. Zaiste tak szybki rozwój monistycznej doktryny nie był jeszcze notowany, a zaczęło się od zwykłej nauki ścisłej poprzez ruch politycznego nacisku do "duchowo głębszego podejścia do Natury", by ostatecznie osiągnąć ekologiczną głębię.

Świat według ekozofii

Punktem wyjścia dla ekologicznej wizji świata jest oczywiście filozofia ekologii. Jej głównym teoretykiem, a zarazem twórcą nazwy "ekologia głęboka", jest norweski filozof Arne Naess, którego poglądy przybliżają nam Devall i Sessions. Jednakże teoretycy ekologiczni nie grzeszą oryginalnością. Za punkt wyjścia służy im filozofia procesu; kompilują myśli Heraklita, Spinozy i Whiteheada, z uwypuklonym panteizmem, a wszystko zinterpretowane w duchu orientalnym (Tao i Zen). Oczywiście, kompilacja przebiega zgodnie z ekozałożeniami, lecz po zdjęciu siatki ekopojęć trudno znaleźć w ekozofii coś istotnie nowego.

Naess za podstawowe dla ekozofii pojęcia uważa "samorealizację" i "biocentryzm". Samorealizacja jest dla niego czymś na kształt ekozbawienia (a może ekonirwany), a osiągnięcie jej staje się możliwe dzięki utożsamieniu z coraz szerszymi kręgami bytów, aż po utożsamienie ze wszechświatem. Wraz z tym ostatnim zdobywamy świadomość naturalnych procesów, która to wiedza jest elementem samorealizacji. Naess nie wyjaśnia, co się dzieje, kiedy już się "samozrealizowliśmy", daje jedynie do zrozumienia, że będzie lepiej. Niewiadomo jednak czy skutkiem samorealizacji ma być wieczna szczęśliwość, utrata istnienia, a może ostateczne zlanie z Naturą ?

Biocentryzm z kolei to pogląd o charakterze ontologicznym, który utrzymuje, że wszystkie byty (w tym wypadku skały, ptaki, wody, ludzie, dżdżownice etc.) są sobie równe. Nie ma zatem, żadnych istotowych różnic między człowiekiem a innymi częściami Natury, np. pająkami. Jak widać, walcząc z antropocentryzmem można się zapędzić bardzo daleko i zdemokratyzować cały wszechświat.

Wszystkie powstałe w wyniku tego rozumowania problemy - np. oczywista różnica między człowiekiem a dżdżownicą - rozwiązuje panteizm. Wszystko jest przecież życiem, łącznie z przyrodątradycyjnie uznawanąza nieożywioną, i mimo różnic, mimo wzajemnego pożerania się, wszystko jest połączone siecią wzajemnych powiązań, wszystko jest częścią jednego wszechogarniającego Boga-Natury. Człowiek, zając, góra są zatem przejawem egzystencji Natury-Boga. Nasi bracia są nie tylko nam równi, służą nam także za nauczycieli: "ludzie potrzebują zwierząt żyjących w dzikim naturalnym stanie, po to, by móc samych siebie ukształtować na ich wzór i stać się pełnymi ludźmi". Jeżeli to zrozumiemy, głoszą zieloni prorocy, będziemy mieli szanse ma osiągnięcie "najwyższej normy - samorealizacji"

Trzecim ważnym elementem ekoświata jest proces. Ekozoficzne rozumienie procesu nie różni się od koncepcji Whiteheada, zawiera jedynie specyficzną otoczkę. Proces to zmiana oraz ruch i wszystko jemu podlega; proces jest też ciągły, tak jak przepływ energii we wszechświecie. Nic nie ginie, jedynie zmienia formę istnienia, raz jesteś górą, raz człowiekiem, lecz w istocie jesteś jedynie przejawem egzystencji Natury, jej integralną częścią. W tym miejscu ekologowie głębocy odcinają się od New Age, gdyż proces nie jest według nich nieustannym postępem, jak chcą prorocy Nowej Ery. "Życie nie zmierza nigdzie, ponieważ już tam jest", ewolucja to przejaw bogactwa Natury.

Powyższe koncepcje są podstawą ekologii głębokiej, choć ekozofowie zastrzegają, że wszelki dogmatyzm jest im obcy, a ich poglądy mogą być modyfikowane, wzbogacane etc. Jest zatem nadzieja, że jeszcze uzupełnią luki i udzielą nam odpowiedzi na proste pytania np. jak tłumaczą istnienie zła. Lektura "Ekologii głębokiej" może bowiem przywieźć do wniosku, że zło nie istnieje, albo że wobec oczywistej prostoty ekologicznego świata nie warto się zajmować tak błahym problemem.

Dobrze jest mieć swój własny system filozoficzny, lecz aby zdobyć szerokie rzesze dla ideałów biocentrycznych, należy przemówić językiem bardziej zrozumiałym i wyjść poza filozofię. Tym bardziej, że ekologia głęboka ma cele ideologiczne i chce objąć wszystkie dziedziny życia. Parareligijne wywody Naessa i innych wymagają więc pogłębienia. Fundamentem nowej religii (choć ekologowie odżegnują się od jej tworzenia) jest "utożsamienie z jaźnią" (samorealizacja). "Bez tego rodzaju utożsamienia się z całością niełatwo jest zostać wyznawcą ekologii głębokiej. Głębokie uczucia mają wymiar religijny i w tym sensie mówi się o pierwiastku religijnym w ekologii głębokiej". Wokół tego dogmatu krążą wszystkie inne parareligijne tezy, odpowiednio do niego dopasowywane, np. żeby się samorealizować, należy integrować się ze zwierzętami i walczyć o krajobraz, a najlepiej ubóstwić Naturę-Boga. Czyżby nowa ekoreligia miała wyprzeć stare religie?

Ależ nie, zastrzegają się ekolodzy głębocy, przecież element y ekologicznego myślenia zawarte są w wielu religiach, w Zen, Tao, szamanizmie, może trochę mniej w chrześcijaństwie. Trzeba połączyć te elementy i stworzyć metareligię. Np. chrześcijaństwo należy jednak zinterpretować od nowa. I tak św. Franciszek jest "największym duchowym rewolucjonistą od czasów Chrystusa", gdyż - według Lynn White'a - wprowadzał ideały biocentryczne. Istnieje także potrzeba "drugiej chrześcijańskiej reformacji", a co więcej "w obliczu kryzysu duchowo-ekologicznego niektórzy chrześcijanie mówią o Jedenastym Przykazaniu" (...): Pana jest ziemia i wszystkie jej bogactwa: nie będziesz bezcześcił ziemi ani życia, które na niej jest".

Same reformy to jednak nie wszystko; nie ma lepszego sposobu na bolączki niż powrót do źródeł. Ekologia głęboka ma ich wiele. Devall i Sessions wymieniają "filozofię wieczystą" Huxleya, naturalizm i sielanki literackie, ekologię naukową i "nową fizykę" (ceniona za elementy filozofii procesu i elementy wschodnie). Jednak u najgłębszych podstaw ekologii głębokiej, swego rodzaju praekologią jest tradycja ludów pierwotnych. "Istnieją dowody na to, że umysł pierwotny utrzymuje wszystkie wytwory ludzkie, takie jak język, organizacja społeczna, normy i wartości, magia w łączności ze światem Natury".

Apoteoza pierwotnych kultur odbywa się na fali powszechnego głównie w USA resentymentu, który każe postrzegać Indian jako szlachetnych strażników transcendentu.

Fascynacja ta musi być głęboka, skoro ekoreligia oparta jest na wierzeniach pierwotnych. Mają one wiele zalet: przede wszystkim są politeistyczne, a "monoteizm ze społecznego punktu widzenia przejawia się jako faszyzm, imperializm lub kapitalizm"; naukę zastępują mitem, a u ich podstaw leży rytuał. Nic nie zaspokoi dążenia do sacrum lepiej niż celebracja letniego przesilenia, najlepiej pod kierunkiem szamana lub oddawanie czci totemowi (specjalistka w tej dziedzinie, pani La Chapell, poleca jako totem łososia).

Reanimacja animizmu i szamanizmu ułatwić ma samorealizację i "łączność z Ziemią", a ponieważ traktuje się ją bardzo poważnie, utworzono specjalny ośrodek "Way of the Mountain" w Silverta (Kolorado), w którym zaczęto już praktykować określone rytuały.

Zapewne praktykujący panteista znajdzie najpełniejsze spełnienie w obrzędach pierwotnych, ale nie są one jedyną "propozycją" "dzikich". Mit może zastąpić próby racjonalnego wytłumaczenia świata i stać się podstawą nauki opartej na ograniczonym praktycyzmie. Ważne jest także to, że poziom życia pierwotnych ograniczał populację i człowiek zbytnio nie przeszkadzał przyrodzie, był nawet zmuszony do integrowania się z nią w życiu codziennym. Poza tym podglądanie pierwotnych pozwoliło ekozofom pozbyć się dawnych skrupułów i praktyk wegetariańskich, co manifestują poprzez poetyckie uniesienia: "wszyscy pozbawiamy życia po to, aby żyć." Jest to "straszliwy, ale i piękny stan biosfery". Jedzenie znajduje też głębsze ekoteologiczne uzasadnienie: "przyglądając się temu światu, który jest jednością, widzimy te wszystkie istoty jako nasze własne ciało, jako nasze dzieci, naszych kochanków. Widzimy także samych siebie jako ofiarę złożoną na ołtarzu ciągłości życia. (...) Jeśli zjadamy jeden drugiego, czyż nie jest to potężny akt miłości, w którym uczestniczymy ?". Ten porywający manifest odsłania jeden z ekodogmatów: "Pierwszą religią jest zabicie boga i zjedzenie go".

Ekopolityka

Polityczne koncepcje ekologii głębokiej, podobnie jak religia, wywodzą się z trybalizmu. Podstawą ekospołeczeństwa ma być "wspólnota alternatywna", swoista wersja anarchii. Ideałem jest mała autonomiczna grupa rządzona przez "przywódcę nie przewodzącego". Grupa taka samoreguluje się "w sposób naturalny, pozbawiony przemocy". Jej zadaniem jest też zaspokojenie wszystkich potrzeb członków, od organizowania pożywienia po obrzędy religijne. Postulowane jest też "szersze pojęcie wspólnoty" (obejmującej ptaki, drzewa etc).

Zdaniem ekozofów choć ideały wspólnot alternatywnych były wdrażane (czego przykładami są choćby Komuna Paryska 1871 r. czy anarchiści hiszpańscy z lat 30-tych.), to ich prawdziwe urzeczywistnienie nastąpiło u ludów pierwotnych, które w stanie anarchii żyły i realizowały się przez tysiące lat. Tej sielankowej wizji nie są w stanie zakłócić fakty, o których ekolodzy w ogóle nie wspominają jak np. eutanazyjno-aborcyjne praktyki plemion eskimoskich czy inicjacyjne orgie środkowoafrykańskich buszmenów.

Lepszą integrację z przyrodą ma zapewne wspólnocie alternatywnej życie w bioregionie. Bioregion to taka ekologiczna Arkadia. Pozbawione cywilizacji miejsce, które dana grupa zamieszkuje wraz z innymi lokatorami, tj. zwierzętami, roślinami, skałami, a które zaspokaja wszelkie ludzkie potrzeby z duchowymi włącznie, gdyż "od zrozumienia systemów naturalnych rozpoczyna się zrozumienie czym jest jaźń". Aby zbytnio nie przeszkadzać w życiu współlokatorów, wspólnota musi wyrzec się części techniki i unikać eksploatacji tak, jak to robiły wspólnoty łowiecko-zbierackie, bo już do wspólnot rolniczych ma ekologia głęboka wiele zastrzeżeń. (Kto wie czy rewolucja rolnicza nie była w istocie ruchem antyekologicznym?)

Ekotopia

Jak wdrożyć szczytne idee wspólnot alternatywnych w życie ? Najpierw należy stworzyć model ideału czyli ekologicznej utopii - ekotopii. Bill Devall i George Sessions prezentują w "Ekologii głębokiej" kilka takich utopii (jednym z bardziej znanych autorów jest Aldous Huxley, którego powieść "Island" traktowana jest jako ekotopijna).

Autorzy ekotopii zgodnie krytykują cywilizację naukowo-techniczną, czasem rozciągając swą krytykę na kulturę europejską w ogóle. Równie zgodnie apoteozujążycie ludów prymitywnych, a szczególnie ludówłowiecko-zbierackich. Różnice wynikają z różnego stopnia gotowości do kompromisu z realiami. Na przykład Paul Shepard utrzymuje, że populacja ludzka mogłaby ustabilizować się na poziomie 8 mld. Pozwoliłoby to na "nie przeszkadzanie" naturze, o ile skoncentrujemy życie na wybrzeżach, pozostawiając dziki interior w stanie dziewiczym jako pole wypraw łowieckich. Postulat to całkiem niewinny, skoro Arne Naess w jednym z wywiadów wyznaje "wydaje mi się, że powinno być nas nie więcej niż 100 milionów, jeśli chcemy mieć taką różnorodność kultur jak sto lat temu".

Devall i Sessions odnoszą się krytycznie do ekotopii, tylko dlatego jednak, że według nich ostateczny model ekologicznej utopii nie został ustalony, a istniejące utopie należy traktować jako drogowskazy. Innymi słowy, głębocy krytycy nowożytności, popełnili typowo nowożytny błąd. Utopia, czyli wyznaczanie polityce celów bez odniesień do rzeczywistości, to przecież domena ostatnich 400 lat.

W objęciach gnozy

Zaprezentowane przez Billa Devalla i Georga Sessionsa przemyślenia ekologów głębokich to eklektyczny zbiór poglądów czerpiący z wielu systemów. Ekozofia odwołuje się koninkturalnie do chrześcijaństwa, taoizmu czy feminizmu. "Zwolennik ekologii głębokiej z powodów praktycznych zgadza się (...) z rozszerzoną chrześcijańską wersją gospodarowania, (...), odrzuca jednak zdecydowanie jej podłoże filozoficzne"; podobnie jest w innych przypadkach. Jest to element specyficznej metody ekologów, polegającej na odwołaniu się do wartości akceptowanych przez jednostkę np. do postawy św. Franciszka lub do "wartości kobiecych". Potem następuje przemieszanie tez oczywistych (np. należy ochronić populację łososia) z ekozoficznymi (np. czcijmy totem) i powołanie się na "intuicję", która każe czytelnikowi (kandydatowi na wyznawcę) uznać olśniewającą jasność i oczywistość ekodogmatu.

Jednak pod zwałami ekożargonu, wśród dziwacznych konstrukcji myślowych, znajdujemy elementy trwalsze, które stanowią część bardziej zwartej całości. Wydaje się, że cała ekozoficzna "metafizyka" to część, nie pełne zarysowanie, któregoś z systemów gnostyckich.

Ekologiczna otoczka to jedynie "nowa szata" dla "starej gnozy". Idee ekologiczne nie wyczerpią przecież problematyki egzystencjalnej i gdy ekozofneofita wyjdzie poza nie, to pozna całość systemu, który w książkach typu "Ekologia głęboka" jest ledwie zarysowany. Zostanie wtedy wprowadzony w gnostycki system wierzeń, gdzie będzie więcej o "jaźni", a mniej o cierpiących delfinach.

Autorzy "Ekologii głębokiej" ukazali nam wiele z ekologicznego bogactwa, choć ekozofia oferuje jeszcze wiele atrakcji. We wstępie do polskiego wydania Bolesław Rok pisze: "kiedy na seminarium Arne Naessa w Oslo spotkałem Georga Sessionsa, powiedział mi, że ta książka jest daleko idącym kompromisem pomiędzy tym, co chciał przedstawić, a tym, na co zgodził się wydawca. Ale nawet w takiej postaci, w jakiej się ukazała, jest ona zbyt radykalna jak na nasze czasy." Ciekawe, co ekozofia trzyma w zanadrzu, co nam jeszcze objawi.

Pismo Poświęcone Fronda nr 7 (1996)