20.06.17, 09:00Jadwiga Wiśniewska- zdj. własne

Jadwiga Wiśniewska dla Frondy: Solidarność w ramach UE nie może być 'maczugą' do okładania państw członkowskich

Joanna Jaszczuk, Fronda.pl: Komisja Europejska podjęła decyzję o sankcjach wobec krajów, które odmawiają przyjęcia narzuconej kwoty imigrantów. Jednak cytowani przez francuski tygodnik "L'Express" mówią, że w praktyce jest to prawie niemożliwe, podobne wypowiedzi słyszałam również z ust polskich polityków: przedstawicieli rządu, parlamentarzystów, eurodeputowanych. Skąd więc tego rodzaju szantaże ze strony KE?

Europoseł Jadwiga Wiśniewska, PiS: Bądźmy precyzyjni — zadecydowano o wszczęciu procedury, nie o nałożeniu sankcji. Jeśli zaś chodzi o prowadzony w ten sposób polityczny szantaż, to z pewnością nie wynika on z deklarowanej troski o los migrantów przybyłych do Grecji i Włoch. Proszę zwrócić uwagę, że decyzja Rady z września 2015 r., jest w UE powszechnie bojkotowana. Dziś spośród przewidzianych w tym akcie przesiedleń 120 tys. osób wykonano zaledwie ok. 20%. Gdyby zatem faktycznie chodziło o zapewnienie pełnego wykonania feralnej decyzji, KE musiałaby wszcząć postępowanie przeciw większości państw członkowskich. Na taką żelazną konsekwencję nie ma jednak co liczyć. Pod pręgierzem postawiono Polskę, Czechy i Węgry — państwa, które po prostu mają odwagę głośno wyrazić sprzeciw wobec decyzji o przesiedleniach. To posunięcie Komisji jest tym bardziej skandaliczne, że rownolegle w Trybunale Sprawiedliwości UE toczy się postępowanie w sprawie legalności decyzji o przesiedleniach. Wszczynając postępowanie w sprawie naruszenia aktu, co do którego istnieją wątpliwości prawne, KE postawiła siebie ponad unijnym sądem. Musi Pani przyznać, że to dość oryginalny sposób manifestowania swojego zaufania do sądownictwa. W sprawie wszczęcia postępowania przed wydaniem przez TSUE ostatecznego wyroku skierowałam do Komisji pytanie pisemne.

Eksperci, politycy czy publicyści niejednokrotnie podkreślają, że Unia Europejska stoi w obliczu wielu problemów, niekiedy przerastających przywódców państw członkowskich oraz wysokich brukselskich urzędników. Chociażby kryzys migracyjny i Brexit. Czy groźby pod adresem Polski, Czech czy Węgier, ciągłe połajanki czy to na temat "sporu o Polską praworządność", czy to przyjmowania uchodźców, nie wyglądają na próby odwrócenia uwagi od własnej niemocy?

Zdecydowanie tak. Smutna prawda jest taka, że brukselskie elity za kompromisem opowiadają się tylko wtedy, gdy ma on obejmować dwa podobne do siebie rozwiązania. Problem pojawia się wtedy, gdy wizje są różne. Wtedy zamiast kultury kompromisu, pojawia się dyktat. Zamiast wsłuchać się w głos wszystkich państw członkowskich, wobec państw mających własne zdanie przykrym standardem stały się debaty na tematy czysto krajowe. Nieustannymi połajankami forsowane są rozwiązania zupełnie nieefektywne, czego modelowym przykładem jest mechanizm przymusowych przesiedleń. Unia Europejska ma być organizacją, która — zgodnie ze swoim mottem — ma być „zjednoczona w różnorodności”. W praktyce okazuje się jednak, że różnorodność państw Grupy Wyszehradzkiej spychana jest na margines.

W wywiadzie dla "Sueddeutsche Zeitung" przewodniczący Komisji Europejskiej, Jean Claude-Juncker stwierdził, że gdyby problem z uchodźcami miał miejsce wcześniej, to "dostęp do UE zostałby zamknięty" dla krajów pretendujących do Wspólnoty, które w tej kwestii przyjęłyby takie stanowisko, jak obecnie. Jednocześnie polityk przyznaje, że "osobiście" nie popiera kar finansowych dla "niepokornych" krajów, choć jest zawiedziony taką postawą. Czy słowa o nieprzyjęciu m.in. Polski do UE, gdyby kryzys uchodźczy zaczął się wcześniej, mają jakikolwiek sens. I odwrotnie, czy ktokolwiek spodziewałby się te 13 lat temu, że Unia pójdzie w takim kierunku?

Mam wrażenie, że w wywiadzie udzielonym przez przewodniczącego Junckera znalazło się miejsce przede wszystkim na bardzo duże ego rozmówcy. Niestety, miejsca na sens już zabrakło. Możemy tam m.in. przeczytać, że dla Junckera solidarność nie jest „jednokierunkową ulicą”, którą można przemieszczać się tylko w jednym kierunku. Zdaje się, że w tych metaforycznych uniesieniach przewodniczący zapomniał o podstawowym znaczeniu słowa „solidarność”. Solidarną odpowiedzialność można ponosić za zobowiązania, które przyjęto przy naszym udziale i na zasadach, na które wcześniej sami się zgodziliśmy. Jednostronna decyzja Angeli Merkel o otwarciu granic dla migrantów została przyjęta bez jakichkolwiek unijnych procedur decyzyjnych. Jednak dziś konsekwencje tego błędu ponosić mają wszyscy. Wyrzuty kierowane do państw członkowskich, które mają odwagę sprzeciwić się takiej metodzie decydowania w UE, to czysty absurd. Przystępując do UE państwa Europy Środkowej i Wschodniej zobowiązywały się do przestrzegania określonych zasad, a nie do ślepego posłuszeństwa. Nie można mieć do nich pretensji za to, że dziś od unijnych instytucji oczekują wierności tym samym zasadom.

Czy tego rodzaju postawa brukselskich elit może doprowadzić do wzrostu tendencji antyeuropejskich, a za jakiś czas — do opuszczenia Wspólnoty przez kolejne kraje? Kto skorzysta na ewentualnym rozpadzie Unii?

Każda destabilizacja sytuacji w UE służy Kremlowi, a wypowiedzi takie, jak ostatni wywiad udzielony przez przewodniczącego Junckera, zdecydowanie nie służą budowaniu poczucia europejskiej wspólnoty. Trzymając się poetyki przywoływanego już wywiadu, można powiedzieć, że unijna solidarność nie tylko nie może być traktowana jak jednokierunkowa ulica. Co jednak o wiele ważniejsze: solidarność nie może być też maczugą, którą okłada się przeciwnika, gdy tylko ośmieli się mieć inne zdanie. Nie mam wątpliwości, że jeśli ton unijnej debaty nie ulegnie szybkiej poprawie, nastroje eurosceptyczne będą wzrastać. Zdaje się, że zaczął to zauważać także szef KE — stąd wspomniane przez Panią złagodzenie tonu wobec „niepokornych” krajów.

Kierownictwo polskiego MSZ zapowiadało już, że będziemy się bronić, sprawa może trafić nawet to Trybunału Sprawiedliwości UE. Jakie mamy argumenty przeciwko tego rodzaju szantażom?

To prawda, taka ewentualność jest brana pod uwagę. Nie uprzedzamy jednak faktów. Pamiętajmy, że wszczęta przez KE procedura w sprawie uchybienia zobowiązaniom państwa członkowskiego znajduje się obecnie na bardzo wstępnym etapie, a nałożenie sankcji nie jest przesądzone.

Bardzo dziękuję za rozmowę.