01.06.17, 19:00

Krzysztof Wyszkowski dla Fronda.pl: Smoleńsk. Barbarzyństwo i zmowa

Jak stwierdził w komentarzu dla naszego portalu jeden z najbardziej zasłużonych działaczy „Solidarności” Krzysztof Wyszkowski, komentując kwestię tragicznych faktów, jakie ujrzały światło dzienne po ekshumacjach ciał katastrofy smoleńskiej, to, co się wydarzyło, można określić mianem barbarzyństwa. 

 

Fronda.pl: Dziś dowiedzieliśmy się, że w trumnie ś.p. prezydenta Lecha Kaczyńskiego odnaleziono szczątki ciał dwóch innych osób. Wcześniej usłyszeliśmy o kilku podobnych przypadkach dotyczących grobów innych ofiar katastrofy. Jak można to skomentować?

To, co się stało z ciałami ofiar katastrofy można określić tylko jednym słowem – barbarzyństwo. To barbarzyństwo, które w dużej mierze było dziełem Rosjan, jest jednocześnie dowodem na to, że w tamtym czasie musiała istnieć zmowa pomiędzy Tuskiem i Putinem, między stroną polską i rosyjską dotycząca sposobu traktowania szczątków prezydenta Polski, naczelnych dowódców wojska i całej elity politycznej. Rosjanie musieli wiedzieć, znać intencje Donalda Tuska i władz polskich w tamtym okresie.

Co o tym świadczy? 

Rosjanie zdawali sobie sprawę, że władzę po Lechu Kaczyńskim przejmie Bronisław Komorowski, z którym mogli wiązać wszelkie nadzieję na zmianę stosunków. Przecież był on związany z Wojskowymi Służbami Informacyjnymi. Rosjanie potraktowali Polaków w Smoleńsku jako wrogów. Patrząc na te wydarzenia, przypomina się Katyń. Rosjanie pokazali całkowitą nienawiść do polskiej elity, do ciał ofiar katastrofy. Ich zachowanie było pełne pogardy i cynizmu.

A więc w obliczu ostatnich faktów należy pociągnąć do odpowiedzialności osoby, które wtedy zajmowały się katastrofą smoleńską ze strony polskiej?

To jest absolutnie oczywiste. To, co się działo w Smoleńsku, działo się dlatego, że Rosjanie wiedzieli, że mają poparcie ze strony polskiej. Od pierwszej chwili, od momentu, kiedy Donald Tusk zatrzymał grupę Jarosława Kaczyńskiego jadącą [na miejsce katastrofy przyp. red.], po to, aby być tam wcześniej. Wszyscy pamiętamy, jak Tusk ściskał się wtedy z Putinem. To były znaki świadczące o tym, że Polacy ani nie będą uczciwie prowadzić śledztwa, ani nie zależy im na tym, aby godnie potraktować osoby, które zginęły w katastrofie.

Czy rzeczywiście musiało tak być?

Myślę, że właśnie dlatego Rosjanie zachowali się tak, jak się zachowali. Gdyby Donald Tusk wtedy w Smoleńsku zachował się inaczej i nie oddał tego śledztwa natychmiast Rosjanom, gdyby nie potwierdził swojego wrogiego stosunku do Lecha Kaczyńskiego, Rosjanie nie odważyliby się na aż tak ogromną agresję. Zgadzam się w tym względzie z ministrem Macierewiczem, który stwierdził, że w gruncie rzeczy był to akt wojenny. Tylko tak można określić to zachowanie, jeżeli zmarłych i ich ciała traktuje się w sposób tak nienawistny i pogardliwy. Nawet jeńców wojennych traktuje się lepiej, chyba, że traktuje się ich po sowiecku, czyli z tą nienawiścią, z jaką Rosjanie odnosili się zawsze do polskich patriotów.

Ewa Kopacz, Donald Tusk i inne osoby powinny więc stanąć przed wymiarem sprawiedliwości?

To jest najzupełniej oczywiste. Ludzie, którzy oddali polskie interesy w obce ręce i zachowali się niegodnie w stosunku do polskiej racji stanu, muszą za to odpowiedzieć. Ci ludzie popełnili kryminalne przestępstwa, po prostu zdradzili Polskę na rzecz wrogiego mocarstwa, które konsekwentnie nazywali zaprzyjaźnionym, twierdząc, że stosunki polsko-rosyjskie są doskonałe. Ceną za tę rzekomą poprawę stosunków z Rosją, ów sukces głoszony przez Tuska i Sikorskiego, było sprzedanie polskich interesów. Za to te osoby powinny zostać postawione moim zdaniem nie tyle przed Trybunałem Stanu, ale przed sądem kryminalnym za zdradę państwową.

Dziękujemy za rozmowę.