01.11.20, 15:00Fot. via Wikipedia, CC 0

O. L. Knabit: Po co nam ci wszyscy święci i błogosławieni?

Nie gwarantuję, że ta opowieść jest prawdziwa, ale mówią, że w roku 1991, kiedy Jan Paweł II konsekrował kościół w Wadowicach, ten pod wezwaniem św. św. Piotra i Pawła – takie wotum za papieża i za uratowanie mu życia podczas zamachu – to przy okazji miał odsłonić też swój własny pomnik. Podobno jak się dowiedział o tym, to fuknął, o ile w ogóle Papież potrafił fukać, i okazał tak wielkie niezadowolenie, że podobno ten pomnik został tak dokładnie opakowany, żeby papież nie zauważył, że tam stoi. Konsekracja Kościoła się odbyła, natomiast pomnik ktoś inny i przy innej okazji poświęcił. Nie wiem, prawdziwe czy nie, ale sporo mówi o świętości Jana Pawła II i jego podejściu do własnej osoby.

Ksiądz Boniecki w „Tygodniku Powszechnym” napisał, że Ojciec Święty cieszyłby się i pozwolił na swoją beatyfikację. I nawiązując do pomników i papieżomanii, powiedział, że Jan Paweł II jakoś znosił te pomniki. Chociaż nie przypuszczał wtedy, że będą to figury świętego. Ufamy, że teraz w świetle łaski, potem chwały Bożej poznał swoje życie. I na pewno zamiast się krygować, to zwyczajnie dziękuje Panu Bogu, jak dziękował za każdy dzień, nawet trudny, swojego życia. Przecież pod koniec był ciężko chory, bardzo cierpiący – z całą pewnością dziękuje teraz za całe to życie. I za to, że tak je przeżył, ponieważ szedł zawsze z Chrystusem. Po drodze, którą człowiek może bezpiecznie iść do zbawienia. Oczywiście tu trzeba zrobić zastrzeżenie, że papież ma swoją drogę, mąż swoją, żona swoją, dziecko swoją, zakonnik też swoją, ale generalnie o to chodzi, żeby tak oddać się całkowicie Bogu i wypełnić jak najlepiej to, co przez Pana Boga zostało komuś zadane. Przy poczęciu, potem przy urodzinach. I dlatego św. Jan Paweł II powiedział kiedyś: „Człowiek jest drogą Kościoła” (por. encyklika Redemptor hominis 3,14). Niektórzy mu zarzucali, że przecież Bóg jest najważniejszy, a On tak człowieka podkreśla. Tak, ale powiedział też w innym miejscu: „Człowieka nie można zrozumieć bez Chrystusa” (Homilia na Placu Zwycięstwa, 1979 r., 3). A więc jak się połączy oba te powiedzenia, to widać, o co chodzi. Chrystus w człowieku. Człowiek w Chrystusie. W Chrystusie Jezusie, Panu naszym. I dopiero wtedy i droga jasna, i łatwe zrozumienie tego, o co chodzi.

Dlatego osoby, które już doszły do Celu i ich świętość została oficjalnie stwierdzona przez Kościół po długich badaniach, są, jak wierzymy, naszymi orędownikami. Odnośnie każdego świętego jest masa materiałów dotyczących tego, co pisał, mówił, jak się zachowywał, zwłaszcza obecnie, gdy jeszcze któryś ze świadków żyje i doskonale pamięta. Jeśli stwierdzono, że rzeczywiście jest w Niebie i zostało to potwierdzone cudem, to w takim razie jest też wielka radość.

Czy samemu świętemu albo błogosławionemu potrzebna jest jeszcze ta zewnętrzna ceremonia i ogłoszenie, że jest świętym? Nie wiadomo. Jak przejdziemy na drugą stronę, to zobaczymy, czy nam to coś w chwale niebieskiej doda czy nie. Ale dla Kościoła na pewno jest to potrzebne. Miałem szczęście uczestniczyć w kanonizacji św. o. Rafała Kalinowskiego w Bazylice Świętego Piotra. Na takiej uroczystości w Bazylice byłem po raz pierwszy i chyba ostatni. Siedzę sobie gdzieś tam w kątku pod św. Weroniką, koło konfesji, dzięki życzliwości matki generalnej nazaretanek (tak mnie bliżej postawiła, bo była takim żeński, VIPem w Rzymie) i myślę sobie: „Co się dzieje? Bazylika przybrana, oświetlona pięknie. Kardynałów mnóstwo. Karmelitów jeszcze więcej, aż brązowo w świątyni. Korpus dyplomatyczny. Ludzie świeccy. Księża, młodzież, wojskowi – abp Głódź był wtedy jeszcze biskupem polowym i on ich ściągnął. Po co taka pompa? Po co to zgromadzenie? Po co te zewnętrzne uroczystości? Co jest okazją do takiego spotkania? A to, że Józek od Kalinowskich z całą pewnością jest już zbawiony. I tak sobie myślę: „Jaka ważna rzecz!”. Papież mówił: „Nie trzeba się lękać świętości” (por. Homilia na kanonizacji bł. Kingi, Stary Sącz 1999). A jeśli ktoś tym się przejął na serio i szczęśliwie – jak pisze św. Paweł – biegu dokonał i wiary ustrzegł (por. 2 Tm 4,7), to jest naprawdę powód do wielkiego świętowania. To jest pełnia tego, co zaczęło się przy chrzcie. Wtedy padły słowa: „Wyrzekam się szatana, wyrzekam się wszystkich spraw jego, pychy jego, chcę walczyć z grzechem”. I rzeczywiście, grzech w tym człowieku nie panował. Wiara zwyciężyła, po śmierci zamieniła się w wiedzę i ten człowiek w Chrystusie staje się dla nas, którzy jeszcze żyjemy, potwierdzeniem, gwarancją, że można. O to chodzi. Bo jakże często, kiedy słyszy się słowo „święty”, to jest to kpina. „Nie bądź taki święty”. Świętoszek, obłudnik. Klepie paciorki, robi słodkie miny, rączki składa. A jaki jest, to wiadomo. To jest parodia, którą chyba szatan wymyślił, żeby ludzi zniechęcić do wiary. Z drugiej strony jest też takie myślenie: „Boże, ja i świętość – nie, w mojej hierarchii to jest gdzieś tam na szarym końcu! Daj żebym, jeśli nawet dostanę się do nieba, to siedział gdzieś w kątku na stołeczku. Nie pcham się tam za bardzo”. Tymczasem – nie! Jeśli katolik rzeczywiście wie, o co chodzi, wie kim jest, zna godność swoją, to do samego ołtarza powinien się pchać! W niebie wyzbędę się wszystkich swoich nawyczków, zwłaszcza grzechu, przestanę służyć szatanowi i oddam się Panu Bogu. Do tego będę do Niego lgnąć w miłości. Jak najwyżej. Jak najbliżej. A Pan Bóg jest jak słońce – wystarczy Go każdemu i każdy może w Jego blasku, w Jego cieple się grzać. I potem cała wieczność przy Nim.

Podsumowując to wszystko – czy świętemu albo błogosławionemu uroczyste ogłoszenie prawdy o jego statusie jest potrzebne – to dowiemy się przejdziemy na drugą stronę. Ale my go potrzebujemy, żeby wzmóc swoje wysiłki, bo wszyscy – od małych dzieci po prezydentów, papieży, profesorów i nie wiadomo kogo tam jeszcze, wszyscy możemy tą drogą dojść i też cieszyć się tą wewnętrzną chwałą, o której tylko Pan Bóg wie i ja, ewentualnie mieszkańcy nieba. A i zewnętrzną też, by innych zachęcić, by patrząc na nas, powiedzieli, jak św. Augustyn: „Mogli ci i tamci, i ty, Augustynie, próbuj”. Ty też weź się w garść. Jemu się udało. Oby się udało i nam.

Fragment książki „Ojca Leona słów kilka”

Leon Knabit OSB – ur. 26 grudnia 1929 roku w Bielsku Podlaskim, benedyktyn, w latach 2001-2002 przeor opactwa w Tyńcu, publicysta i autor książek. Jego blog został nagrodzony statuetką Blog Roku 2011 w kategorii „Profesjonalne”. W 2009 r. został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Komentarze

Natalja Siwiec2020.11.2 7:46
Wszyscy święci i błogosławieni uzupełniają wspaniały i szeroki areopag bóst i bóstewek w Katolicyzmie. Najwyższy status ma Maryja, potem aniołowie i archaniołowie, poniżej w hierarchii są święci i błogosławieni. Do każdego z nich można się modlić i prosić o cokolwiek. Oni pośredniczą w relacjach w Bogami wyższymi.
Lublinianka2020.11.1 18:27
Dzisiaj w Uroczystość Wszystkich Świętych rusza wielka modlitwa przebłagalna za Polskę - różaniec do granic Nieba. Módlcie się za naszą Ojczyznę i przekazujcie tę informację innym, aby jak najwięcej osób podjęło tę intencję https://www.youtube.com/watch?v=Sp8le1yUCPo&ab_channel=KuBogu
Lublinianka2020.11.1 18:27
Dzisiaj w Uroczystość Wszystkich Świętych rusza wielka modlitwa przebłagalna za Polskę - różaniec do granic Nieba. Módlcie się za naszą Ojczyznę i przekazujcie tę informację innym, aby jak najwięcej osób podjęło tę intencję https://www.youtube.com/watch?v=Sp8le1yUCPo&ab_channel=KuBogu
Lublinianka2020.11.1 18:26
Dzisiaj w Uroczystość Wszystkich Świętych rusza wielka modlitwa przebłagalna za Polskę - różaniec do granic Nieba. Módlcie się za naszą Ojczyznę i przekazujcie tę informację innym, aby jak najwięcej osób podjęło tę intencję https://www.youtube.com/watch?v=Sp8le1yUCPo&ab_channel=KuBogu
Polak2020.11.1 17:09
Żeby łatwiej wycyganiać kasę od naiwnych, po cóż innego?
O. L. Knabit:2020.11.1 16:37
Po co nam ci wszyscy święci i błogosławieni? Nie gwarantuję, że ta opowieść jest prawdziwa, ale mówią, że w roku 1991, kiedy Jan Paweł II konsekrował kościół w Wadowicach, ten pod wezwaniem św. św. Piotra i Pawła – takie wotum za papieża i za uratowanie mu życia podczas zamachu – to przy okazji miał odsłonić też swój własny pomnik. Podobno jak się dowiedział o tym, to fuknął, o ile w ogóle Papież potrafił fukać, i okazał tak wielkie niezadowolenie, że podobno ten pomnik został tak dokładnie opakowany, żeby papież nie zauważył, że tam stoi. Konsekracja Kościoła się odbyła, natomiast pomnik ktoś inny i przy innej okazji poświęcił. Nie wiem, prawdziwe czy nie, ale sporo mówi o świętości Jana Pawła II i jego podejściu do własnej osoby. Ksiądz Boniecki w „Tygodniku Powszechnym” napisał, że Ojciec Święty cieszyłby się i pozwolił na swoją beatyfikację. I nawiązując do pomników i papieżomanii, powiedział, że Jan Paweł II jakoś znosił te pomniki. Chociaż nie przypuszczał wtedy, że będą to figury świętego. Ufamy, że teraz w świetle łaski, potem chwały Bożej poznał swoje życie. I na pewno zamiast się krygować, to zwyczajnie dziękuje Panu Bogu, jak dziękował za każdy dzień, nawet trudny, swojego życia. Przecież pod koniec był ciężko chory, bardzo cierpiący – z całą pewnością dziękuje teraz za całe to życie. I za to, że tak je przeżył, ponieważ szedł zawsze z Chrystusem. Po drodze, którą człowiek może bezpiecznie iść do zbawienia. Oczywiście tu trzeba zrobić zastrzeżenie, że papież ma swoją drogę, mąż swoją, żona swoją, dziecko swoją, zakonnik też swoją, ale generalnie o to chodzi, żeby tak oddać się całkowicie Bogu i wypełnić jak najlepiej to, co przez Pana Boga zostało komuś zadane. Przy poczęciu, potem przy urodzinach. I dlatego św. Jan Paweł II powiedział kiedyś: „Człowiek jest drogą Kościoła” (por. encyklika Redemptor hominis 3,14). Niektórzy mu zarzucali, że przecież Bóg jest najważniejszy, a On tak człowieka podkreśla. Tak, ale powiedział też w innym miejscu: „Człowieka nie można zrozumieć bez Chrystusa” (Homilia na Placu Zwycięstwa, 1979 r., 3). A więc jak się połączy oba te powiedzenia, to widać, o co chodzi. Chrystus w człowieku. Człowiek w Chrystusie. W Chrystusie Jezusie, Panu naszym. I dopiero wtedy i droga jasna, i łatwe zrozumienie tego, o co chodzi.
O. L. Knabit cd2020.11.1 16:36
To jest pełnia tego, co zaczęło się przy chrzcie. Wtedy padły słowa: „Wyrzekam się szatana, wyrzekam się wszystkich spraw jego, pychy jego, chcę walczyć z grzechem”. I rzeczywiście, grzech w tym człowieku nie panował. Wiara zwyciężyła, po śmierci zamieniła się w wiedzę i ten człowiek w Chrystusie staje się dla nas, którzy jeszcze żyjemy, potwierdzeniem, gwarancją, że można. O to chodzi. Bo jakże często, kiedy słyszy się słowo „święty”, to jest to kpina. „Nie bądź taki święty”. Świętoszek, obłudnik. Klepie paciorki, robi słodkie miny, rączki składa. A jaki jest, to wiadomo. To jest parodia, którą chyba szatan wymyślił, żeby ludzi zniechęcić do wiary. Z drugiej strony jest też takie myślenie: „Boże, ja i świętość – nie, w mojej hierarchii to jest gdzieś tam na szarym końcu! Daj żebym, jeśli nawet dostanę się do nieba, to siedział gdzieś w kątku na stołeczku. Nie pcham się tam za bardzo”. Tymczasem – nie! Jeśli katolik rzeczywiście wie, o co chodzi, wie kim jest, zna godność swoją, to do samego ołtarza powinien się pchać! W niebie wyzbędę się wszystkich swoich nawyczków, zwłaszcza grzechu, przestanę służyć szatanowi i oddam się Panu Bogu. Do tego będę do Niego lgnąć w miłości. Jak najwyżej. Jak najbliżej. A Pan Bóg jest jak słońce – wystarczy Go każdemu i każdy może w Jego blasku, w Jego cieple się grzać. I potem cała wieczność przy Nim. Podsumowując to wszystko – czy świętemu albo błogosławionemu uroczyste ogłoszenie prawdy o jego statusie jest potrzebne – to dowiemy się przejdziemy na drugą stronę. Ale my go potrzebujemy, żeby wzmóc swoje wysiłki, bo wszyscy – od małych dzieci po prezydentów, papieży, profesorów i nie wiadomo kogo tam jeszcze, wszyscy możemy tą drogą dojść i też cieszyć się tą wewnętrzną chwałą, o której tylko Pan Bóg wie i ja, ewentualnie mieszkańcy nieba. A i zewnętrzną też, by innych zachęcić, by patrząc na nas, powiedzieli, jak św. Augustyn: „Mogli ci i tamci, i ty, Augustynie, próbuj”. Ty też weź się w garść. Jemu się udało. Oby się udało i nam.
O. L. Knabit cd2020.11.1 16:36
Dlatego osoby, które już doszły do Celu i ich świętość została oficjalnie stwierdzona przez Kościół po długich badaniach, są, jak wierzymy, naszymi orędownikami. Odnośnie każdego świętego jest masa materiałów dotyczących tego, co pisał, mówił, jak się zachowywał, zwłaszcza obecnie, gdy jeszcze któryś ze świadków żyje i doskonale pamięta. Jeśli stwierdzono, że rzeczywiście jest w Niebie i zostało to potwierdzone cudem, to w takim razie jest też wielka radość. Czy samemu świętemu albo błogosławionemu potrzebna jest jeszcze ta zewnętrzna ceremonia i ogłoszenie, że jest świętym? Nie wiadomo. Jak przejdziemy na drugą stronę, to zobaczymy, czy nam to coś w chwale niebieskiej doda czy nie. Ale dla Kościoła na pewno jest to potrzebne. Miałem szczęście uczestniczyć w kanonizacji św. o. Rafała Kalinowskiego w Bazylice Świętego Piotra. Na takiej uroczystości w Bazylice byłem po raz pierwszy i chyba ostatni. Siedzę sobie gdzieś tam w kątku pod św. Weroniką, koło konfesji, dzięki życzliwości matki generalnej nazaretanek (tak mnie bliżej postawiła, bo była takim żeński, VIPem w Rzymie) i myślę sobie: „Co się dzieje? Bazylika przybrana, oświetlona pięknie. Kardynałów mnóstwo. Karmelitów jeszcze więcej, aż brązowo w świątyni. Korpus dyplomatyczny. Ludzie świeccy. Księża, młodzież, wojskowi – abp Głódź był wtedy jeszcze biskupem polowym i on ich ściągnął. Po co taka pompa? Po co to zgromadzenie? Po co te zewnętrzne uroczystości? Co jest okazją do takiego spotkania? A to, że Józek od Kalinowskich z całą pewnością jest już zbawiony. I tak sobie myślę: „Jaka ważna rzecz!”. Papież mówił: „Nie trzeba się lękać świętości” (por. Homilia na kanonizacji bł. Kingi, Stary Sącz 1999). A jeśli ktoś tym się przejął na serio i szczęśliwie – jak pisze św. Paweł – biegu dokonał i wiary ustrzegł (por. 2 Tm 4,7), to jest naprawdę powód do wielkiego świętowania.
🦄⚡️🏳️‍🌈Polak Ateista Dumny Gej🏳️‍🌈⚡️🦄2020.11.1 16:27
Rodacy! Jesteśmy w przededniu obalenia największego Mąciciela w historii współczesnej Polski. Razem z nim upadnie PiSi nierząd, a także wpływ Kościoła na politykę i społeczeństwo. Nigdy więcej nie pozwolimy katoprawactwu układać nam życia, mieszać się w nasze prywatne sprawy, dyskryminować nas i szczuć w kościołach co niedziela na festiwalach nienawiści.
Jarek2020.11.1 16:21
Świętych i błogosławionych ustanawiają ludzie - nie wiem kto im dał takie prawo. Wszystkie przypowieści Chrystusa o sądzie ostatecznym temu zaprzeczają. Zaraz mi ktoś wyskoczy, że pierwszy święty to jeden z łotrów ukrzyżowany razem z Jezusem - nie pierwszy święty, ale pierwszy zbawiony. Kto Wam dał wiejadło do ręki?
Jehowi podobnie jak komuniści,2020.11.1 16:25
ateiści, mniejszości takie śmakie SĄ tu mile widziane. ALE ZACHOWUJ SIĘ!
Jarek2020.11.1 17:05
Nie wiesz, że jasnowidztwo to grzech? Zmień szklaną kulę, bo nie trafiłeś, ale próbuj dalej.
Albert2020.11.1 16:16
"Po co nam ci wszyscy święci i błogosławieni?" - do ogłupiania łatwowiernych ćwierćinteligentów oraz wyciągania od nich kasy.
Hania2020.11.1 16:19
A po co nam tacy jak Ty?
Anonim2020.11.1 16:24
Hania czy raczej Hitler?
Albert2020.11.2 7:27
Ktoś musi pracować i odprowadzać podatki, żeby utrzymywać pasożytów takich jak Knabit i ty.
Topek2020.11.1 16:04
Zamykając cmentarze pis dla szerzenia swojej propagandy poświęcił nawet ludzi wierzących by za wzrost zakażeń obciążyć tylko młodzież protestującą
Kinol2020.11.1 15:57
Bóg istnieje, a czas nie istnieje. Gdyby czas istniał, czas przeszły nie byłby nieskończony. Naukowcy wiedzą, że nie ma takiego wczoraj, aby nie było kolejnego dnia wczorajszego. Nasze daty urodzenia są w czasie, który się nie rozpoczął? Bzdura!
O. L. Knabit cd2020.11.1 15:54
To jest pełnia tego, co zaczęło się przy chrzcie. Wtedy padły słowa: „Wyrzekam się szatana, wyrzekam się wszystkich spraw jego, pychy jego, chcę walczyć z grzechem”. I rzeczywiście, grzech w tym człowieku nie panował. Wiara zwyciężyła, po śmierci zamieniła się w wiedzę i ten człowiek w Chrystusie staje się dla nas, którzy jeszcze żyjemy, potwierdzeniem, gwarancją, że można. O to chodzi. Bo jakże często, kiedy słyszy się słowo „święty”, to jest to kpina. „Nie bądź taki święty”. Świętoszek, obłudnik. Klepie paciorki, robi słodkie miny, rączki składa. A jaki jest, to wiadomo. To jest parodia, którą chyba szatan wymyślił, żeby ludzi zniechęcić do wiary. Z drugiej strony jest też takie myślenie: „Boże, ja i świętość – nie, w mojej hierarchii to jest gdzieś tam na szarym końcu! Daj żebym, jeśli nawet dostanę się do nieba, to siedział gdzieś w kątku na stołeczku. Nie pcham się tam za bardzo”. Tymczasem – nie! Jeśli katolik rzeczywiście wie, o co chodzi, wie kim jest, zna godność swoją, to do samego ołtarza powinien się pchać! W niebie wyzbędę się wszystkich swoich nawyczków, zwłaszcza grzechu, przestanę służyć szatanowi i oddam się Panu Bogu. Do tego będę do Niego lgnąć w miłości. Jak najwyżej. Jak najbliżej. A Pan Bóg jest jak słońce – wystarczy Go każdemu i każdy może w Jego blasku, w Jego cieple się grzać. I potem cała wieczność przy Nim. Podsumowując to wszystko – czy świętemu albo błogosławionemu uroczyste ogłoszenie prawdy o jego statusie jest potrzebne – to dowiemy się przejdziemy na drugą stronę. Ale my go potrzebujemy, żeby wzmóc swoje wysiłki, bo wszyscy – od małych dzieci po prezydentów, papieży, profesorów i nie wiadomo kogo tam jeszcze, wszyscy możemy tą drogą dojść i też cieszyć się tą wewnętrzną chwałą, o której tylko Pan Bóg wie i ja, ewentualnie mieszkańcy nieba. A i zewnętrzną też, by innych zachęcić, by patrząc na nas, powiedzieli, jak św. Augustyn: „Mogli ci i tamci, i ty, Augustynie, próbuj”. Ty też weź się w garść. Jemu się udało. Oby się udało i nam.
O. L. Knabit cd2020.11.1 15:53
Dlatego osoby, które już doszły do Celu i ich świętość została oficjalnie stwierdzona przez Kościół po długich badaniach, są, jak wierzymy, naszymi orędownikami. Odnośnie każdego świętego jest masa materiałów dotyczących tego, co pisał, mówił, jak się zachowywał, zwłaszcza obecnie, gdy jeszcze któryś ze świadków żyje i doskonale pamięta. Jeśli stwierdzono, że rzeczywiście jest w Niebie i zostało to potwierdzone cudem, to w takim razie jest też wielka radość. Czy samemu świętemu albo błogosławionemu potrzebna jest jeszcze ta zewnętrzna ceremonia i ogłoszenie, że jest świętym? Nie wiadomo. Jak przejdziemy na drugą stronę, to zobaczymy, czy nam to coś w chwale niebieskiej doda czy nie. Ale dla Kościoła na pewno jest to potrzebne. Miałem szczęście uczestniczyć w kanonizacji św. o. Rafała Kalinowskiego w Bazylice Świętego Piotra. Na takiej uroczystości w Bazylice byłem po raz pierwszy i chyba ostatni. Siedzę sobie gdzieś tam w kątku pod św. Weroniką, koło konfesji, dzięki życzliwości matki generalnej nazaretanek (tak mnie bliżej postawiła, bo była takim żeński, VIPem w Rzymie) i myślę sobie: „Co się dzieje? Bazylika przybrana, oświetlona pięknie. Kardynałów mnóstwo. Karmelitów jeszcze więcej, aż brązowo w świątyni. Korpus dyplomatyczny. Ludzie świeccy. Księża, młodzież, wojskowi – abp Głódź był wtedy jeszcze biskupem polowym i on ich ściągnął. Po co taka pompa? Po co to zgromadzenie? Po co te zewnętrzne uroczystości? Co jest okazją do takiego spotkania? A to, że Józek od Kalinowskich z całą pewnością jest już zbawiony. I tak sobie myślę: „Jaka ważna rzecz!”. Papież mówił: „Nie trzeba się lękać świętości” (por. Homilia na kanonizacji bł. Kingi, Stary Sącz 1999). A jeśli ktoś tym się przejął na serio i szczęśliwie – jak pisze św. Paweł – biegu dokonał i wiary ustrzegł (por. 2 Tm 4,7), to jest naprawdę powód do wielkiego świętowania.
Konfederata2020.11.1 15:53
Wot a w rosiji tolko lenin i lenin. On jeszczio zywyj.
O. L. Knabit:2020.11.1 15:52
Po co nam ci wszyscy święci i błogosławieni? Nie gwarantuję, że ta opowieść jest prawdziwa, ale mówią, że w roku 1991, kiedy Jan Paweł II konsekrował kościół w Wadowicach, ten pod wezwaniem św. św. Piotra i Pawła – takie wotum za papieża i za uratowanie mu życia podczas zamachu – to przy okazji miał odsłonić też swój własny pomnik. Podobno jak się dowiedział o tym, to fuknął, o ile w ogóle Papież potrafił fukać, i okazał tak wielkie niezadowolenie, że podobno ten pomnik został tak dokładnie opakowany, żeby papież nie zauważył, że tam stoi. Konsekracja Kościoła się odbyła, natomiast pomnik ktoś inny i przy innej okazji poświęcił. Nie wiem, prawdziwe czy nie, ale sporo mówi o świętości Jana Pawła II i jego podejściu do własnej osoby. Ksiądz Boniecki w „Tygodniku Powszechnym” napisał, że Ojciec Święty cieszyłby się i pozwolił na swoją beatyfikację. I nawiązując do pomników i papieżomanii, powiedział, że Jan Paweł II jakoś znosił te pomniki. Chociaż nie przypuszczał wtedy, że będą to figury świętego. Ufamy, że teraz w świetle łaski, potem chwały Bożej poznał swoje życie. I na pewno zamiast się krygować, to zwyczajnie dziękuje Panu Bogu, jak dziękował za każdy dzień, nawet trudny, swojego życia. Przecież pod koniec był ciężko chory, bardzo cierpiący – z całą pewnością dziękuje teraz za całe to życie. I za to, że tak je przeżył, ponieważ szedł zawsze z Chrystusem. Po drodze, którą człowiek może bezpiecznie iść do zbawienia. Oczywiście tu trzeba zrobić zastrzeżenie, że papież ma swoją drogę, mąż swoją, żona swoją, dziecko swoją, zakonnik też swoją, ale generalnie o to chodzi, żeby tak oddać się całkowicie Bogu i wypełnić jak najlepiej to, co przez Pana Boga zostało komuś zadane. Przy poczęciu, potem przy urodzinach. I dlatego św. Jan Paweł II powiedział kiedyś: „Człowiek jest drogą Kościoła” (por. encyklika Redemptor hominis 3,14). Niektórzy mu zarzucali, że przecież Bóg jest najważniejszy, a On tak człowieka podkreśla. Tak, ale powiedział też w innym miejscu: „Człowieka nie można zrozumieć bez Chrystusa” (Homilia na Placu Zwycięstwa, 1979 r., 3). A więc jak się połączy oba te powiedzenia, to widać, o co chodzi. Chrystus w człowieku. Człowiek w Chrystusie. W Chrystusie Jezusie, Panu naszym. I dopiero wtedy i droga jasna, i łatwe zrozumienie tego, o co chodzi.
Topek2020.11.1 15:49
Zamykając cmentarze pis dla szerzenia swojej propagandy poświęcił nawet ludzi wierzących by za wzrost zakażeń obciążyć tylko młodzież protestującą
Darek2020.11.1 15:48
Politeizm wymaga po prostu mnogości bóstw - ot po co ich tyle. Do Polski nigdy monoteistyczne chrześcijaństwo nie dotarło, nie mieliśmy możliwości wyboru religii, a narzucony zbrojnie politeistyczny kult chrześcijański zaadoptowaliśmy w formie plemiennego totemizmu i tak już pozostało.
Po co nam ci wszyscy święci i błogosławieni?2020.11.1 15:48
Kasa, misiu, kasa. Potem można handlować relikwiami, zamawiać i płacić za modlitwy za wstawiennictwem i biznes się kręci.
🦄⚡️🏳️‍🌈Polak Ateista Dumny Gej🏳️‍🌈⚡️🦄2020.11.1 15:43
SŁOWO NA NIEDZIELĘ "Kler odradzał kąpiele jako grzeszną, pogańską rozrywkę. Duchowni z ambon grzmieli na próżnych (czytaj: myjących się) wiernych. Średniowieczni asceci w brudzie widzieli cnotę. Święta Agnieszka nie umyła się ani razu, święty Bernard zwykł mawiać, że tam, gdzie wszyscy śmierdzą, nie czuć nikogo, brud wychwalał też święty Franciszek z Asyżu. "
Katolik2020.11.1 15:52
Myjesz odbyt nim do niego wkładasz?
🦄⚡️🏳️‍🌈Polak Ateista Dumny Gej🏳️‍🌈⚡️🦄2020.11.1 15:53
Jakbym był katolem to bym nie mył zgodnie z katoideologią zaprezentowaną wyżej.
O. L. Knabit cd2020.11.1 15:41
To jest pełnia tego, co zaczęło się przy chrzcie. Wtedy padły słowa: „Wyrzekam się szatana, wyrzekam się wszystkich spraw jego, pychy jego, chcę walczyć z grzechem”. I rzeczywiście, grzech w tym człowieku nie panował. Wiara zwyciężyła, po śmierci zamieniła się w wiedzę i ten człowiek w Chrystusie staje się dla nas, którzy jeszcze żyjemy, potwierdzeniem, gwarancją, że można. O to chodzi. Bo jakże często, kiedy słyszy się słowo „święty”, to jest to kpina. „Nie bądź taki święty”. Świętoszek, obłudnik. Klepie paciorki, robi słodkie miny, rączki składa. A jaki jest, to wiadomo. To jest parodia, którą chyba szatan wymyślił, żeby ludzi zniechęcić do wiary. Z drugiej strony jest też takie myślenie: „Boże, ja i świętość – nie, w mojej hierarchii to jest gdzieś tam na szarym końcu! Daj żebym, jeśli nawet dostanę się do nieba, to siedział gdzieś w kątku na stołeczku. Nie pcham się tam za bardzo”. Tymczasem – nie! Jeśli katolik rzeczywiście wie, o co chodzi, wie kim jest, zna godność swoją, to do samego ołtarza powinien się pchać! W niebie wyzbędę się wszystkich swoich nawyczków, zwłaszcza grzechu, przestanę służyć szatanowi i oddam się Panu Bogu. Do tego będę do Niego lgnąć w miłości. Jak najwyżej. Jak najbliżej. A Pan Bóg jest jak słońce – wystarczy Go każdemu i każdy może w Jego blasku, w Jego cieple się grzać. I potem cała wieczność przy Nim. Podsumowując to wszystko – czy świętemu albo błogosławionemu uroczyste ogłoszenie prawdy o jego statusie jest potrzebne – to dowiemy się przejdziemy na drugą stronę. Ale my go potrzebujemy, żeby wzmóc swoje wysiłki, bo wszyscy – od małych dzieci po prezydentów, papieży, profesorów i nie wiadomo kogo tam jeszcze, wszyscy możemy tą drogą dojść i też cieszyć się tą wewnętrzną chwałą, o której tylko Pan Bóg wie i ja, ewentualnie mieszkańcy nieba. A i zewnętrzną też, by innych zachęcić, by patrząc na nas, powiedzieli, jak św. Augustyn: „Mogli ci i tamci, i ty, Augustynie, próbuj”. Ty też weź się w garść. Jemu się udało. Oby się udało i nam.
O. L. Knabit cd2020.11.1 15:40
Dlatego osoby, które już doszły do Celu i ich świętość została oficjalnie stwierdzona przez Kościół po długich badaniach, są, jak wierzymy, naszymi orędownikami. Odnośnie każdego świętego jest masa materiałów dotyczących tego, co pisał, mówił, jak się zachowywał, zwłaszcza obecnie, gdy jeszcze któryś ze świadków żyje i doskonale pamięta. Jeśli stwierdzono, że rzeczywiście jest w Niebie i zostało to potwierdzone cudem, to w takim razie jest też wielka radość. Czy samemu świętemu albo błogosławionemu potrzebna jest jeszcze ta zewnętrzna ceremonia i ogłoszenie, że jest świętym? Nie wiadomo. Jak przejdziemy na drugą stronę, to zobaczymy, czy nam to coś w chwale niebieskiej doda czy nie. Ale dla Kościoła na pewno jest to potrzebne. Miałem szczęście uczestniczyć w kanonizacji św. o. Rafała Kalinowskiego w Bazylice Świętego Piotra. Na takiej uroczystości w Bazylice byłem po raz pierwszy i chyba ostatni. Siedzę sobie gdzieś tam w kątku pod św. Weroniką, koło konfesji, dzięki życzliwości matki generalnej nazaretanek (tak mnie bliżej postawiła, bo była takim żeński, VIPem w Rzymie) i myślę sobie: „Co się dzieje? Bazylika przybrana, oświetlona pięknie. Kardynałów mnóstwo. Karmelitów jeszcze więcej, aż brązowo w świątyni. Korpus dyplomatyczny. Ludzie świeccy. Księża, młodzież, wojskowi – abp Głódź był wtedy jeszcze biskupem polowym i on ich ściągnął. Po co taka pompa? Po co to zgromadzenie? Po co te zewnętrzne uroczystości? Co jest okazją do takiego spotkania? A to, że Józek od Kalinowskich z całą pewnością jest już zbawiony. I tak sobie myślę: „Jaka ważna rzecz!”. Papież mówił: „Nie trzeba się lękać świętości” (por. Homilia na kanonizacji bł. Kingi, Stary Sącz 1999). A jeśli ktoś tym się przejął na serio i szczęśliwie – jak pisze św. Paweł – biegu dokonał i wiary ustrzegł (por. 2 Tm 4,7), to jest naprawdę powód do wielkiego świętowania.
O. L. Knabit:2020.11.1 15:39
Po co nam ci wszyscy święci i błogosławieni? Nie gwarantuję, że ta opowieść jest prawdziwa, ale mówią, że w roku 1991, kiedy Jan Paweł II konsekrował kościół w Wadowicach, ten pod wezwaniem św. św. Piotra i Pawła – takie wotum za papieża i za uratowanie mu życia podczas zamachu – to przy okazji miał odsłonić też swój własny pomnik. Podobno jak się dowiedział o tym, to fuknął, o ile w ogóle Papież potrafił fukać, i okazał tak wielkie niezadowolenie, że podobno ten pomnik został tak dokładnie opakowany, żeby papież nie zauważył, że tam stoi. Konsekracja Kościoła się odbyła, natomiast pomnik ktoś inny i przy innej okazji poświęcił. Nie wiem, prawdziwe czy nie, ale sporo mówi o świętości Jana Pawła II i jego podejściu do własnej osoby. Ksiądz Boniecki w „Tygodniku Powszechnym” napisał, że Ojciec Święty cieszyłby się i pozwolił na swoją beatyfikację. I nawiązując do pomników i papieżomanii, powiedział, że Jan Paweł II jakoś znosił te pomniki. Chociaż nie przypuszczał wtedy, że będą to figury świętego. Ufamy, że teraz w świetle łaski, potem chwały Bożej poznał swoje życie. I na pewno zamiast się krygować, to zwyczajnie dziękuje Panu Bogu, jak dziękował za każdy dzień, nawet trudny, swojego życia. Przecież pod koniec był ciężko chory, bardzo cierpiący – z całą pewnością dziękuje teraz za całe to życie. I za to, że tak je przeżył, ponieważ szedł zawsze z Chrystusem. Po drodze, którą człowiek może bezpiecznie iść do zbawienia. Oczywiście tu trzeba zrobić zastrzeżenie, że papież ma swoją drogę, mąż swoją, żona swoją, dziecko swoją, zakonnik też swoją, ale generalnie o to chodzi, żeby tak oddać się całkowicie Bogu i wypełnić jak najlepiej to, co przez Pana Boga zostało komuś zadane. Przy poczęciu, potem przy urodzinach. I dlatego św. Jan Paweł II powiedział kiedyś: „Człowiek jest drogą Kościoła” (por. encyklika Redemptor hominis 3,14). Niektórzy mu zarzucali, że przecież Bóg jest najważniejszy, a On tak człowieka podkreśla. Tak, ale powiedział też w innym miejscu: „Człowieka nie można zrozumieć bez Chrystusa” (Homilia na Placu Zwycięstwa, 1979 r., 3). A więc jak się połączy oba te powiedzenia, to widać, o co chodzi. Chrystus w człowieku. Człowiek w Chrystusie. W Chrystusie Jezusie, Panu naszym. I dopiero wtedy i droga jasna, i łatwe zrozumienie tego, o co chodzi.
Wojtek Polak2020.11.1 15:36
Dlaczego niby Popiełuszko jest świętym? To ze spuścili mu pwierdol i wrzucił nie Wisły nie czyni go nikim wielkim? A Jan Paweł 2? Tu to już gruba przesada - człowiek który krył pedofilie i przyczynił się do epidemii AIDS w Afryce jest zbrodniarzem a nie żadnym świętym.
🦄⚡️🏳️‍🌈Polak Ateista Dumny Gej🏳️‍🌈⚡️🦄2020.11.1 15:31
Katolickie matoły myślicie, że uczyliście nas jeść widelcami, ale to my was ucywilizowaliśmy. Nawet teraz pisząc swoje wys.rywy siedzicie na lewackim wynalazku korzystając z lewackiej klawiatury i komputera wymyślonego przez Geja. Jako katolstwo nie macie dla świata żadnych zasług, nic nie wymyśleliście, nie wynleźliście, nie odkryliście, nie przysłużyliście się w żaden sposób dla technologii, zdrowia, nauki. Nic macie do zaproponowania nic poza ideologią nienawiści i pasożytowaniem na społeczeństwie. Nie ma z was absolutnie żadnego pożytku jesteście darmozjadami, wrzodami na tyłku społeczeństwa. Dziś mówimy wam DOŚĆ mówimy wam W Y P I E R D A L A Ć. Póki co jeszcze pokojowo.
katolicka kretynizacja polski 🇵🇱2020.11.1 15:29
🦄⚡️🏳️‍🌈Polak Ateista Dumny Gej🏳️‍🌈⚡️🦄 - - - - - - PROPONUJĘ MODLITWĘ ZA TEGO NIESZCZĘŚNIKA ABY ZAZNAŁ WIECZNEGO ODPOCZYNKU, WKRÓTCE. JESZCZE ŻYJE I PEWNIE MYŚLI, ŻE WIECZNIE.
🦄⚡️🏳️‍🌈Polak Ateista Dumny Gej🏳️‍🌈⚡️🦄2020.11.1 15:40
Bóg zapłać niech gęsta sperma proboszcza przelewa się obficie przez twoje gardło.
Dominiq2020.11.1 15:29
Bo jesteście bałwochwalcami i wam jeden bóg mało, a biznes musi się kręcić.
katolicka kretynizacja polski 🇵🇱2020.11.1 15:22
knabit to ten wysuszony kleszy nierób co go covid zaatakował? zdychaj chüju w mękach!!!
Anonim2020.11.1 15:20
KA$A, KA$A I JESZCZE RAZ KA$A!
katolicka kretynizacja polski 🇵🇱2020.11.1 15:19
🦄⚡️🏳️‍🌈Polak Ateista Dumny Gej🏳️‍🌈⚡️🦄 - - - - - - PROPONUJĘ MODLITWĘ ZA TEGO NIESZCZĘŚNIKA ABY ZAZNAŁ WIECZNEGO ODPOCZYNKU, WKRÓTCE. JESZCZE ŻYJE I PEWNIE MYŚLI, ŻE WIECZNIE.
rebeliant2020.11.1 15:17
Wszystko jest w miarę nietrudne w ocenie, gdy uczyni się porównanie: co by było gdyby nie było / ca mamy skoro jest. Problem jednak jest inny. U mnie nadal pozostaje: dajcie mi świat nieskończony, ciało doskonałe i zdrowie doskonałe, a będę tak mógł w nieskończoność egzystować. Może ja źle pojmuję wszechmoc Boga.
Anonim2020.11.1 15:13
Religia ewoluuje i zmienia tak jak wszystko wokół nas. Ewolucja i ciągła zmiana to czesc naszego istnienia. Dlatego pojawiają się ciagle nowe odłamy danej religii, pojawiają się nowi swieci itd. Chrzejscinastwo już dawno przemieniło się z religii monoteistycznej w politeistyczna. Katolicyzm na przykład posiada rownież elementy pogańskie takie jak czczenie figurek, przedmiotów przypominających owych świętych itd. Wasza religia przez 1500 lat przechodziła znaczące zmiany i transformacje i na pewno katolicyzm i ogólnie biorąc chrześcijaństwo nie ta sama religia co 1500 lat temu.
AAAtomek2020.11.1 15:09
Jak to po co? Żeby kręcił się handel!
katolicka kretynizacja polski 🇵🇱2020.11.1 15:03
święci i błogosławieni są tak potrzebni ludziom jak kürwie majtki!