28.05.20, 18:30

O. Piotr Rostworowski: Co kryje Reguła św. Benedykta

Najdłuższy i najważniejszy rozdział Reguły – rozdział 7. zatytułowany jest: O pokorze. Ale pojęcie pokory zawarte w tym rozdziale wykracza daleko poza ramy tego, co zwykliśmy nazywać pokorą. Jest w nim pokazany cały proces „kapitulacji” człowieka przed Bogiem, aż do całkowitego owładnięcia nim przez Boga i dogłębnej wewnętrznej przemiany przez łaskę. Można więc w tym rozdziale widzieć całe itinerarium mnicha aż do pełnego zjednoczenia z Bogiem. Pedagogia Reguły opiera się tu przede wszystkim na jednej zasadzie – na zasadzie przemieniającej, dynamicznej obecności Boga.

Księga Rodzaju opowiada, że Hagar, wypędzona przez Sarę i błąkająca się po pustyni w rozpaczy, została pocieszona i umocniona przez Anioła Jahwe. Potem całe to zdarzenie określiła słowami: Widziałam Widzącego mnie (Rdz 16,13). Później studnię, która znajdowała się w tym miejscu nazwano „Lachaj-Roj” – tzn. „Żyjący, który mnie widzi”. Te słowa dobrze oddają zasadniczą myśl wychowawczą św. Benedykta. On sam przez całe życie był przy studni „Lachaj-Roj”. Jego Bóg to Bóg Żyjący i Widzący. Intensywna świadomość tej obecności i tego wzroku Boga Żyjącego ma być główną zasadą kształtującą duszę mnicha: „Człowiek powinien być przekonany, że Bóg z nieba patrzy nań zawsze i o każdej porze, a także, iż czyny jego w każdym miejscu rozgrywają się przed oczami Bożymi, aniołowie zaś w każdej chwili donoszą o nich Bogu. Tego właśnie chce nas nauczyć Prorok, gdy ukazuje nam Boga zawsze obecnego w naszych myślach, mówiąc: Boże, co przenikasz serca i sumienia (Ps 7,19)” (RB 7,13–14).

Reguła żąda praktycznego i ciągłego uświadamiania sobie Boga, Jego bliskości i Jego wzroku skierowanego na człowieka. To uświadamianie sobie ma być wytrwale aktualizowane, co stanowi prawdziwe i bardzo ważne ćwiczenie ascetyczne (sibi ante oculos semper ponens – „ma stale przed oczyma”, RB 7,10). Groźna natomiast dla duszy jest nieświadomość (oblivionem omnino fugiat – „gorliwie się stara o niej nie zapominać”, tamże), która uniemożliwia spotkanie i zrywa życiodajny kontakt. Ten żywy kontakt z Bogiem jest głównym i niezastąpionym „narzędziem” wychowania, podźwignięcia, uzdrowienia i uświęcenia człowieka. Według Reguły człowiek może być wychowany tylko Bogiem (sit venia verbo!).

W naturalnym procesie rozwoju człowieka nie od samego zarania dzieciństwa jest on w posiadaniu zasad moralnych, aby się mógł nimi kierować. Pierwszą formą sumienia dziecka jest spojrzenie w oczy matki czy ojca, aby odczytać w nich ocenę własnego postępowania i rozbudzić w sobie pierwsze intuicje moralne. Człowiek dorosły już tego nie potrzebuje, bo ma swoje zasady i umie się nimi posługiwać. Jeżeli jednak ma być świętym, ta umiejętność mu nie wystarczy. Musi wrócić do tej pierwszej metody konfrontacji osobowej, metody dziecka. Ale teraz już nie w oczach matki czy ojca, ale w oczach Bożych znajdzie światło dla swego sumienia.

W rozdziale O pokorze, w którym należy widzieć syntezę drogi uświęcenia, Reguła nie poleca żadnych specjalnych środków, żadnych ćwiczeń mających na celu nabranie pogardy dla samego siebie. Życie przed obliczem Bożym w ciągłej świadomości tego, kim Bóg jest, stwarza najlepsze warunki dla daru bojaźni Bożej, która stanowi fundament wszystkich cnót. Święty Benedykt troszczy się o to, aby obraz Boga w świadomości mnicha nie był jednostronny. Mnich ma sobie uświadamiać ojcowską dobroć, cierpliwość i miłosierdzie Boże, ma też rozmyślać o niepojętej chwale przyobiecanej sprawiedliwym. Ale pamiętać ma również o nieskończonym Majestacie Stwórcy, o powadze Bożych przykazań, o odpowiedzialności wiecznej. Ta ciągła konfrontacja z całą prawdą rodzi wewnętrzną powagę i bojaźń Boża stopniowo ogarnia duszę. Czymże jest ta bojaźń Boża, którą Pismo Święte tak wysoko wynosi? Ona ma jakby dwa aspekty. Jest to:

1) postawa adoracyjna w stosunku do Boga, której najpełniejszym wyrazem jest Opus Dei, czyli liturgiczna służba Boża, nadająca całemu monasterowi charakter świątyni pełnej chwały i uwielbienia Boga,

2) postawa ciągłego praktycznego liczenia się z Bogiem, z Jego wolą, z Jego przykazaniami, z odpowiedzialnością przed Nim. W tym znaczeniu bojaźń Boża to właściwie to samo co delikatność sumienia, inaczej mówiąc – co wyrobienie duchowe. Jest to pierwszy i fundamentalny dar Ducha Świętego i jakby podkład pod wszystkie inne dary. Przy nominacjach na odpowiedzialniejsze urzędy św. Benedykt stawia kandydatowi warunek, aby był timens Deum – pełen bojaźni Bożej. Ta norma jest dziś równie aktualna, bo żadne zdolności kandydata nie stanowią takiej gwarancji jak delikatne, liczące się z Bogiem sumienie.

Czytający rozdział 7. Reguły, O pokorze doznaje pewnego zaskoczenia, bo ostatnie stopnie pokory wydają się o wiele mniej wzniosłe i łatwiejsze od pierwszych. Opanowanie mowy i śmiechu, o którym mówią stopnie IX, X, XI wydaje się o wiele łatwiejsze i wiele mniej doskonałe niż taki np. stopień VII, który polega na głębokim wewnętrznym przekonaniu, że się jest najgorszym ze wszystkich ludzi. Aby prawidłowo zrozumieć i odczytać doktrynę tego rozdziału trzeba przyjąć, że kolejność stopni nie wyraża w myśli Autora wzrostu doskonałości. Rysując linię rozwojową pokory, Święty Patriarcha prowadzi ją od głębi wewnętrznego człowieka ku peryferiom i dlatego zewnętrzne przejawy pokory znajdują się na dalszych stopniach. Usposobienie nazwane tu „pokorą” musi najpierw ogarnąć wnętrze duszy i w niej się zakorzenić, a następnie z głębi wewnętrznej przemiany przenikać coraz bardziej i coraz wyraźniej na podobieństwo ewangelicznego kwasu całego człowieka, nie wyłączając zewnętrznych przejawów jego osobowości.

Z zasadniczej konfrontacji wewnętrznej z Bogiem (I stopień) wypływa lęk przed własną wolą, jakby czerwone światełko, które się zapala, gdy chcemy zbyt śmiało i niezależnie postąpić (II stopień). Ten lęk przed odchyleniami własnej woli rodzi pragnienie całkowitego oddania tej woli Bogu przez posłuszeństwo, aby pełniej naśladować Chrystusa w Jego posłuszeństwie wobec Ojca (III stopień). W pełnieniu posłuszeństwa mnich niechybnie natrafi na wielkie trudności, a nawet i niesprawiedliwości. Będzie musiał wszystko wytrzymać, upokorzyć się, wyciszyć w sobie wszelką skargę miłości własnej, po prostu „wytrzymać Boga” i Jego niezrozumiałe drogi. Tu pokora przybiera formę cierpliwości (IV stopień). To usposobienie prowadzi do wewnętrznego zadowolenia i radości we wszystkich sytuacjach i we wszystkich obowiązkach, bo mnich uważa, że wszystko jest za dobre dla niego (VI stopień). W końcu dochodzi do samego dna pokory wewnętrznej i już nie tylko ustami wyznaje, że jest najpodlejszy i najsłabszy ze wszystkich, lecz jest o tym również najgłębiej przekonany. Wówczas upokarza się i mówi z Prorokiem: Ja zaś jestem robak, a nie człowiek, pośmiewisko ludzi i wzgarda pospólstwa; wywyższyłem się, zostałem upokorzony i zawstydzony (Ps 22,7; 88,16; RB 7,52).

Ale łaska, która obficie spływa i wypełnia głęboką dolinę pokory, od wewnątrz przenika i ogarniać zaczyna stopniowo także zewnętrznego człowieka i wszystkie zewnętrzne przejawy osobowości słodką dyscypliną Bożego działania, które całego człowieka przepromienia i przemienia. Ostatnie stopnie pokory mówią o tej przemianie człowieka zewnętrznego aż do pełnej harmonii Bożej między duchem zjednoczonym z Bogiem a ciałem, osiągniętej dzięki całkowitemu przeniknięciu i przetworzeniu całej istoty ludzkiej przez łaskę. Wtedy już z głębin tak oczyszczonego ducha wytryśnie nieznane tajemnicze źródło przeczystej miłości: „Przeszedłszy wszystkie owe stopnie pokory, mnich dojdzie wkrótce do tej miłości Boga, która, jako doskonała, usuwa precz lęk (1 J 4,18). I co poprzednio tylko z obawy wypełniał, tego wszystkiego będzie teraz przestrzegał bez żadnego trudu, z przyzwyczajenia, niejako w sposób naturalny, już nie ze strachu przed piekłem, lecz z miłości do Chrystusa, bo nawykł już do dobrego i znajduje radość w cnocie. Oto, co przez Ducha Świętego zechce Pan objawić łaskawie w słudze swoim oczyszczonym z błędów i grzechów” (RB 7,67–70).

Fragment z książki Miejsce Łaski.

O autorze: Piotr Rostworowski OSB / EC – benedyktyn, pierwszy polski przeor odnowionego w 1939 roku klasztoru w Tyńcu. Więzień za czasów PRL-u. Kameduła – przeor eremów w Polsce, Włoszech i Kolumbii. W ostatnim okresie życia rekluz oddany całkowitej samotności przed Bogiem. Zmarł w 1999 roku i został pochowany w eremie kamedulskim we Frascati koło Rzymu. Był zawsze bliski mojemu sercu – napisał po Jego śmierci Ojciec Święty Jan Paweł II. Autor licznych publikacji z dziedziny duchowości i życia wewnętrznego.

PS-PO.PL