10.12.21, 08:45Fot. via Pixabay

Ocalona przez Matkę Bożą Loretańską. Koniecznie przeczytaj!

– Mama źle się czuła od kilku tygodni, miała krwawienia. Podczas badań nic jednak nie zdiagnozowano i odesłano ją do domu – opowiada o początku choroby córka Małgorzata. Po 4 dniach mama wróciła do szpitala z zapaleniem otrzewnej. Wskutek potężnego zakażenia ustroju doszło do niewydolności układu oddechowego, nerek i układu krążenia. Nastąpił krytyczny spadek najważniejszych parametrów życiowych. Lekarze przeprowadzili operację, ale stan był tak zły, że trzeba było wprowadzić pacjentkę w śpiączkę farmakologiczną.

– Lekarze ocenili, że mamie został zaledwie jeden procent szans na przeżycie! Byliśmy zrozpaczeni, ale staraliśmy się wołać do Boga o pomoc – opowiada Piotr, syn pani Zofii.

– Biała pościel, przemieszczający się lekarze. Czułam, że brakowało mi powietrza – opisuje pani Zofia zapamiętane po operacji kadry. – W którymś momencie miałam poczucie jakby gdzieś wywieziono mnie samochodem i wypchnięto z auta. Zobaczyłam dom, jakby z kaplicą Matki Bożej. Chciałam uklęknąć, ale nie mogłam, w końcu mi się udało. Zobaczyłam światło, tak jasne, jakiego nigdy wcześniej nie widziałam. Chciałam podejść bliżej do figurki Maryi, ale wokół było dużo osób dorosłych i dzieci, których twarzy nie widziałam. Do tej figurki bardzo się modliłam. Naraz wydawało mi się, że zaczęto mnie szukać, że ktoś za mną jechał. Trafił tu syn, ale ja nie chciałam wracać, było mi tak bardzo dobrze. W tym „śnie” widziałam rzekę i kwiaty. Słyszałam różne głosy, które potem po wybudzeniu ze śpiączki rozpoznałam wśród personelu medycznego. Tylko jednego głosu nie mogłam rozpoznać: „Jeszcze nie teraz”.

Po operacji, przez pierwszy tydzień września, lekarze walczyli, by utrzymać panią Zofię przy życiu. Lekarka z Oddziału Intensywnej Terapii mówiła wprost: „Tylko cud może ją uratować”. Rodzina podjęła szturm modlitewny. – W tym czasie codziennie odprawiały się Msze Święte, wiele osób modliło się za mamę na różańcu. Mieliśmy bardzo duże wsparcie modlitewne od naszej wspólnoty i to nas podnosiło na duchu – podkreślają syn Piotr z żoną Edytą.

– Codziennie chodziłam z tatą i jednym z braci na Msze Święte. I codziennie była Ewangelia mówiąca o uzdrowieniu. To dawało nam nadzieję, że Pan Bóg przywróci mamie życie, które się już w niej tylko tliło. Nie rozstawaliśmy się z różańcem. Byłam w trakcie odmawiania Nowenny Pompejańskiej – opowiada córka Małgorzata. Nowennę Pompejańską w intencji uzdrowienia mamy odmawiali też syn Piotr z żoną Edytą oraz drugi syn, Paweł.

Na koniec tego pierwszego, trudnego tygodnia, w Święto Matki Bożej, w Loretto koło Wyszkowa odbywał się odpust. Małgosi przyszło do głowy, że Matka Boża chce, by do niej przyjechali. Pani Zofia w tym czasie leżała w śpiączce, 8 września 2013 r. w loretańskim sanktuarium cała rodzina prosiła Matkę Bożą o cud. – Chcieliśmy też zamówić Mszę Świętą o uzdrowienie, ale pielgrzymów było tak dużo, że nie mogliśmy uzyskać konkretnej daty i godziny odprawienia tej Mszy. Jak się później okazało, Msza była odprawiona w tym czasie, kiedy Małgosia była w kościele i miała przeczucie, że dokonuje się uzdrowienie mamy! – opowiada synowa Edyta.

Od tego dnia stan zdrowia pani Zofii zaczął się poprawiać. Nie był to jednak koniec walki o życie. Tydzień po wybudzeniu ze śpiączki wystąpiło zakażenie gronkowcem wyjątkowo opornym na leczenie antybiotykami. Rozpoczęły się poszukiwania właściwego środka na infekcję. W końcu znalazł się lek tzw. „ostatniego rzutu”. Po dwóch miesiącach panią Zofię wypisano ze szpitala. Już w domu zaczęła opowiadać rodzinie o swoich przeżyciach z okresu śpiączki. O Matce Bożej z ciemnoskórą twarzą, którą wtedy widziała. – Pokazałam mamie obrazek Matki Bożej Loretańskiej, do której modliliśmy się o uzdrowienie – opowiada synowa Edyta. – To była Matka Boża, przed którą modliłam się we śnie – potwierdza pani Zofia. Nigdy wcześniej Jej nie widziałam. To Ona była wtedy ze mną – dodaje.

– Pojechaliśmy do Loretto, aby podziękować Matce Bożej. Z różańcem przechodziliśmy to wszystko. Różaniec był i jest naszą kotwicą w życiu, zwłaszcza w tak trudnej sytuacji; inaczej byśmy oszaleli – podsumowuje córka Małgorzata.

Pani Zofii już od dzieciństwa rodzice przekazali szczególne umiłowanie Matki Bożej. Jej życiu zawsze towarzyszyła modlitwa różańcowa. O swoim nowym doświadczeniu mówi: „Ja nie to, że wierzę, ja mam tysiąc procent pewności w istnienie i działanie Pana Boga”.

WIĘCEJ na łamch  TYGODNIKA "IDZIEMY"

MOD