17.12.18, 18:30

Prof. Grzegorz Górski dla Frondy: Dni ,,postępu'' są już policzone

(Prezentowana rozmowa to druga część wywiadu z prof. Grzegorzem Górskim. Zachęcamy także do lektury części pierwszej, którą znajdziecie państwo TUTAJ.)

-----

W Brukseli nasilają się ataki na PE, trwają demonstracje przeciwników Paktu o Imigracji ONZ, w stronę policji lecą kamienie i znaki drogowe. - Belgia już mniej więcej od ćwierć wieku jest państwem czysto teoretycznym. Jedynym tak naprawdę co je dzisiaj jeszcze trzyma w jedności, to jest konsumowanie gigantycznych korzyści jakie wynikają ze zlokalizowania tam monstrualnych już w swych rozmiarach instytucji Unii Europejskiej(…)- mówi w II części wywiadu dla portalu Fronda.pl prof. Grzegorz Górski - historyk, prawnik, wykładowca akademicki.


Luiza Dołęgowska, Fronda.pl: Belgijski rząd jest już rządem mniejszościowym - odłączył się Nowy Sojusz Flamandzki na znak sprzeciwu wobec akceptacji premiera Charlesa Michela dla przyjmowania migrantów - tj. porozumienia w Marrakeszu. To dzieje się w państwie, którego stolica, Bruksela, jest gniazdem instytucji UE. O czym to świadczy?

Prof. Grzegorz Górski: Belgia już mniej więcej od ćwierć wieku jest państwem czysto teoretycznym. Jedynym tak naprawdę co je dzisiaj jeszcze trzyma w jedności, to jest konsumowanie gigantycznych korzyści jakie wynikają ze zlokalizowania tam monstrualnych już w swych rozmiarach instytucji Unii Europejskiej oraz obrastających je setek tysięcy pasożytujących na płaconych przez europejskich podatników składkach, firm lobbystycznych. Jeśli dodamy do tego jeszcze solidną rozmiarami centralę NATO, to widać wyraźnie skalę profitów, jakie Flamandowie i Walonowie czerpią z tego stanu rzeczy. To jest chore, bo to państwo jest hipotetyczne, a realnie istnieją rządy i polityki dwóch odrębnych państw. Rząd federacji mamy także dlatego, że pewnych sfer nie da się szybko rozdzielić, więc polityka belgijska i układanie koalicji rządowych głównie sprowadza się do buchalterii, ile ze wspólnych zasobów przejmie jedna albo druga nacja. Faktem jest, że ich pragmatyzm jest tak duży, że nie towarzyszy temu rozlew krwi, więc dotąd mamy spokój. Ale jest jakąś zupełną paranoją fakt, iż najważniejsze instytucje unijne, funkcjonują w ramach takiego quasi-państwowego tworu.

Czy Włochy, z Matteo Salvinim który deklaruje jednoznacznie wiarę katolicką, pokazuje się z figurą Matki Bożej, chce zakończyć najazd migrantów - mają szansę zawrócić z drogi ku autodestrukcji i być liderem trendu konserwatywnego w tamtej części Europy?

Salvini dokonał wielkiej sztuki. Z partii regionalnej, mającej wpływy właściwie tylko w bogatszej, północnej części Włoch, uczynił hegemona całej włoskiej seny politycznej. Salvini nie był traktowany poważnie, głoszono pogląd, iż kiedy dojdzie do władzy to się kompletnie skompromituje i pogrzebie Ligę. Jednak okazuje się że z miesiąca na miesiąc rośnie w siłę. Koalicja którą zawarł z Ruchem Pięciu Gwiazd miała być egzotyczna, populistyczna i Bóg wie co jeszcze, miała wywrócić Włochy do góry nogami. Ale dzisiaj płoną samochody na Champs-Elysees pod światłymi rządami europejskiego pupila Macrona, a Rzym jest spokojny i we Włoszech udało się nawet złapać aktualnego szefa Cosa Nostra.

Przeraża to europejski mainstream, który za nic nie może pojąć jak to się dzieje, że Salvini, Orban, Morawiecki czy nawet Kurz mają ewidentne sukcesy, prowadząc nie mieszczącą się w ich wyobrażeniach politykę i ich społeczeństwa coraz bardziej to akceptują. Natomiast tych światłych postępowców ich własne narody najchętniej pogoniłyby z urzędów od razu.

To dowód klęski tej tendencji ideologicznej o której mówiłem we wstępie. Fakt że dzieje się to we Włoszech, w centrum starej Unii dowodzi, że erozja „postępu” jest już faktem i że jego dni są policzone.

Co dalej z brexitem - czy dojdzie do skutku, czy odbędzie się ,,w twardej wersji'' czy też okaże się klęską demokracji brytyjskiej, gdyby jednak nie doszedł do skutku?

Myślę że dojdzie do twardego Brexitu, bowiem upadający europejski leadership dąży do upokorzenia Brytyjczyków, a nie ustalenia zasad dalszej, przyjaznej koegzystencji. To dążenie ma swoje ideologiczne uwarunkowania, sprowadzające się do chęci stworzenia precedensu, który wybiłby z głowy potencjalnym innym exitowcom, chęć opuszczenia tego „najlepszego ze światów”, jakim jest podobno Unia. Nie biorą jednak pod uwagę, że Brytyjczycy to twardzi ludzie i nigdy - od czasów Wilhelma Zdobywcy - nie dali się nikomu rzucić na kolana. Wielka Brytania stawi czoła brukselskiej paranoi, a po pewnych przejściowych turbulencjach, uwolniona od dotychczasowych więzów, wypłynie na szersze wody. Skutki twardego Brexitu będą w dłuższej perspektywie gorsze dla kontynentu, ale wtedy przecież już nikt nie będzie pamiętał o „ojcach tego sukcesu” - Tusku, Junckerze, Timmermansie, Merkel czy Macronie.

Jak ocenia pan sytuację w Niemczech po wyborze na przewodniczącą CDU Annegret Karrenbauer i czy jej deklaracje, że jest katoliczką będą miały przełożenie na zahamowanie niemieckiego pędu do islamu?

Wspomniany manifest europejski Merkel utwierdza mnie w przekonaniu, że istotą obecnej operacji jest takie przegrupowanie sił w Niemczech, aby Merkel objęła schedę po Junckerze w czerwcu 2019 roku. Jest oczywiste, że dla CDU trzymanie Merkel do następnych wyborów jest samobójcze. Wymyślili więc, że kampania wyborcza do Parlamentu Europejskiego posłuży im do wypromowania Manfreda Webera, ale nie na szefa Komisji Europejskiej, ale właśnie następcę Merkel. To sprytne pociągnięcie, bo inaczej trudno byłoby wypromować kogoś na miejsce skompromitowanej kanclerz. Weber może więc pokazać się jako jej godny następca. Oni wiedzą jednocześnie, że Weber nie ma szans na to by objąć szefostwo europejskiej rady komisarzy ludowych, ale zablokowanie Merkel byłoby o wiele trudniejsze. No i stąd ta cała układanka. A nowa Pani Przewodnicząca? Wysuwanie jej jako kandydata na kanclerza byłoby jeszcze bardziej samobójcze niż stawianie na Merkel. To tylko potwierdza moje przypuszczenie, co do tego jaka jest istota obecnej rozgrywki.

Inna rzecz na ile jest to scenariusz do zrealizowania. Patrząc na niemiecką scenę polityczną jedno wydaje się pewne - AKK nie jest w stanie powstrzymać erozji CDU, w konsekwencji obserwować będziemy postępującą polaryzację i rozproszenie sił wśród niemieckich partii, a w dalszym planie rosnący chaos. Nie można wykluczyć gwałtownych wypadków i wzmocnienia najbardziej radykalnych formacji. Niemcom przyjdzie zapłacić za prowadzoną przez ostatnie lata z jednej strony egoistyczną względem innych unijnych krajów politykę „europejską”, z drugiej zaś za krótkowzroczną politykę wewnętrzną.

Dziękuję za rozmowę