04.04.15, 19:44Alice von Hildebrand

Tragedią świata jest to, że staliśmy się apostatami!

Publikujemy wywiad z Alice von Hildebrand, filozofką, żoną wybitnego filozofa, fenomenologa Dietricha von Hildebranda, dotyczący jej książki pt. „Przywilej bycia kobietą”

Co zainspirowało Panią do napisania tej książki?

Trucizna sekularyzmu głęboko przeniknęła przez nasze społeczeństwo. Robiła to etapami. Mężczyźni byli jej pierwszymi ofiarami. Stawali się coraz bardziej przekonani, że, aby być kimś, muszą odnieść w świecie sukces. Sukces oznacza pieniądze, władzę, sławę, uznanie, kreatywność, sukcesy naukowe itp.

Wielu z nich, aby to osiągnąć, poświęciło życie rodzinne: przychodzili do domu tylko po to, żeby odpocząć i się zabawić. Praca była poważną częścią ich życia.

Takie podejście zrujnowało niezliczoną liczbę małżeństw. Żony słusznie uznały, że stały się tylko zwykłymi dodatkami – koniecznym relaksem. Mężowie byli zbyt zajęci by mieć czas na wymianę uczuć. Dzieci rzadko widywały ojców. Cierpienie żon było nie tylko zrozumiałe, ale też uzasadnione.

Dlaczego należy przekonać kobiety, że dobrze jest być kobietą?

Zadziwiające jest to, że feminizm, zamiast uwrażliwić kobiety na piękno i godność ich ról jako żon oraz matek, a także na duchową moc, jaką mogą wpływać na swoich mężów, przekonał je, że one także muszą się dostosować do mentalności sekularystycznej. Że one także muszą podjąć zatrudnienie, że również muszą udowodnić sobie, że są kimś – zdobywając dyplomy, konkurując z mężczyznami na rynku pracy, pokazując, że są sobie równi, i – jeśli da się im szanse – mogą przechytrzyć mężczyzn.

Dały się przekonać, że kobiecość osłabia. Zaczęły patrzeć z góry na cnoty – takie jak cierpliwość, bezinteresowność, oddanie, czułość – i zapragnęły stać się w tych kwestiach takie jak mężczyźni. Niektóre z nich nawet były przekonane, że muszą używać szorstkiego języka, aby wykazać, że są „silną” płcią, że nie są delikatnymi, kruchymi, mało ważnymi lalkami, jak sądzą mężczyźni.

Trwała wojna płci. Kobiety, które wpadły w pułapkę feminizmu, chciały stać się, w każdym obszarze, takie jak mężczyźni i sprzedały swoje przyrodzone prawa za miskę soczewicy. Stały się ślepe na fakt, że mężczyźni i kobiety, chociaż równi, co do godności ontologicznej, są z wybory Bożego całkiem inni – mężczyzną i niewiastą uczynił ich. Różni i komplementarni.

Każda płeć ma swoje mocne strony, i każda płeć ma swoje słabe strony. Wedle wspaniałego Bożego planu rolą męża jest pomóc żonie przezwyciężyć te słabości, tak aby rozkwitły wszystkie skarby jej kobiecości, i vice versa.

Wielu mężczyzn jest tak naprawdę „sobą” dzięki miłości swoich żon. Wiele żon zostaje przemienionych przez siłę i odwagę swoich mężów.

Tragedią świata w którym żyjemy jest to, staliśmy się apostatami. Wielu z nas porzuciło nadprzyrodzone skarby dane nam przez Objawienie.

Grzech pierworodny był w istocie atakiem na hierarchię wartości – człowiek chciał się stać taki jak Bóg, ale bez Boga. Kara była straszna. Ciało człowieka obróciło się przeciwko jego duszy. Dziś odwrócenie wartości zaszło tak daleko, że Peter Singer zaprzecza wyższości człowieka nad zwierzętami i ratuje się małe wieloryby, podczas gdy ludzkie dzieci są mordowane.

Wszystko jest do góry nogami – rozbite małżeństwa, wielu nawet nie myśli o zawarciu małżeństwa, partnerstwo trwa tak długo, jak kogoś satysfakcjonuje. Modne są nienaturalne związki, tak surowo potępione przez Platona. Związki te chcą żeby ich prawa były zrównane z tymi, które ustanowił sam Bóg.

Jak rzekoma słabość kobiet może być postrzegana jako źródło ich siły?

Zakładamy, że z naturalistycznego punktu widzenia mężczyźni są silniejsi – nie tylko z powodu swojej siły fizycznej, ale także dlatego, że są bardziej twórczy, bardziej pomysłowi i bardziej wydajni – największe dzieła teologiczne, filozoficzne i artystyczne zostały stworzone przez mężczyzn. Są oni największymi inżynierami, największymi architektami.

Ale z chrześcijańskie przesłanie jest takie, że jakkolwiek cenne te wynalazki by nie były, są one prochem i pyłem w porównaniu z każdym aktem cnoty. Ponieważ każda kobieta ze swej natury jest matką – każda kobieta, zamężna czy niezamężna, jest wezwana do tego, by być biologiczną, psychologiczną czy duchową matką – wie ona intuicyjnie, że oddawać, pielęgnować, troszczyć się o innych, cierpieć z nimi i za nich – bo macierzyństwo zawsze oznacza cierpienie – jest nieskończenie bardziej cenne w oczach Boga niż podbój narodów czy loty na księżyc.

Kiedy czyta się żywoty św. Teresy z Avilla czy św. Tereski z Lisieux, zaskoczeniem może być fakt, że one ciągle odnoszą się do swojej „słabości”. Historie tych heroicznych kobiet – a jest ich wiele – uczą nas, że świadomość i akceptacja własnej słabości, w połączeniu z bezgraniczną ufnością w miłość i moc Bożą, udziela tym uprzywilejowanym duszom siły, która jest tak wielka, ponieważ jest nadprzyrodzona.

Naturalna siła nie może konkurować z siłą nadprzyrodzoną. Dlatego Najświętsza Maryja jest „silna jak wojsko gotowe do bitwy”. I nazywana jest „clemens, pia, dulcis Virgo Maria”.

Ta nadprzyrodzona siła wyjaśnia – jak wspomniano w Roku liturgicznymDom Prospera Gueranger’a – że Diabeł boi się tej skromnej dziewicy bardziej niż Boga, ponieważ jej nadprzyrodzona siła która miażdży jego głowę jest dla niego bardziej upokarzająca niż siła Boża.

Dlatego Zły uruchamia dziś największy atak przeciw kobiecości jaki kiedykolwiek miał miejsce w historii świata. Wiedząc, że z powodu zbliżającego się końca czasów nadchodzi jego ostateczna klęska, podwaja swoje wysiłki, by zaatakować swojego największego wroga: kobietę. Księga Rodzaju (3,15) mówi: wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę. Ostateczne zwycięstwo należy do niej, jak widzimy po „przypadku” kobiety ukoronowanej słońcem.

[koniec_strony]

Dlaczego sądzi Pani, że kobiety mają siłę moralną?

Dzisiejsza misja kobiety ma kluczowe znaczenie. W pewnym sensie mają one klucz do świętości – pierwszy krok w kierunku nawrócenia. Nadprzyrodzoność jest oparta o naturę, więc jeśli nie wrócimy do naturalnych fundamentów, utracimy wzniosłość nadprzyrodzonego przesłania.

Dlaczego mają one klucz? Ponieważ kiedy prawdziwie rozumieją swoją rolę i misję, ich wpływ na mężczyzn jest olbrzymi. Cały czas słyszę księży mówiących, że swoje powołanie zawdzięczają mamom lub babciom.

Św. Monika, we współpracy z Bogiem, przyprowadziła do Niego swojego krnąbrnego syna. Matka św. Bernarda, matka św. Franciszka Salezego (była od niego jedynie 15 lat starsza) czy matka św. Jana Bosko były kluczowymi czynnikami w ich duchowej drodze do świętości.

W jaki sposób Maryja jest modelem kobiecości?

Kobiety mają klucz, ponieważ są strażnikami czystości. Wyraźnie to wskazuje już struktura ich ciał, która skromnie ukrywa ich części intymne. Ponieważ ich narządy są „zakryte”, co wskazuje na ich tajemniczość i świętość, kobiety mają ogromny przywilej dzielenia płci z Najświętszą Maryją, najświętszym ze wszystkich stworzeń.

Feminizm został zapoczątkowany w krajach protestanckich, z tej prostej przyczyny, że odwróciły się one od Matki Chrystusa, przez co Zbawiciel poczuł się pozbawiony czci oddawanej Jego ukochanej Matce.

Maryja, o której tak chwalebnie mówi Apokalipsa, jest modelem kobiety. Zwracając się do Niej, modląc się do Niej i kontemplując Jej cnoty kobieta odnajdzie drogę powrotną do piękna i godności swojej misji.

Jak napisanie tej książki wpłynęło na Pani wzrost uznania dla bycia kobietą?

Napisanie tej książki było przywilejem. Dało mi to wyjątkową okazję do refleksji nad wielkością misji kobiety, drogi śladami Matki Boskiej.

Maryja uczy nas dwóch dróg prowadzących do świętości. Pierwsza brzmi:„Oto ja służebnica Pańska. Niech mi się stanie według słowa twego”. Oznacza to, że zadaniem kobiety jest dać się zapłodnić łaską – otwartością na świętość. Druga to: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”.

To jest program, który oferuje nam Kościół. Nie ulega wątpliwości, że jeśli kobiety zrozumieją to przesłanie, małżeństwo, rodzina i Kościół przezwyciężą dotykający je okropny kryzys. Jak mówią teksty liturgiczne,„Bóg oddał zbawienie w ręce kobiety.”


Źródło: catholic.org

Tłumaczenie: Redakcja Xportal.pl

Komentarze

anonim2015.04.1 20:04
Wspaniały artykuł. Powinien być odczytany w Sejmie.
anonim2015.04.1 20:25
+ Wspaniałe. Dziękuję.
anonim2015.04.1 20:26
+ Wspaniałe. Dziękuję.
anonim2015.04.1 20:32
"Zakładamy, że z naturalistycznego punktu widzenia mężczyźni są silniejsi – nie tylko z powodu swojej siły fizycznej, ale także dlatego, że są bardziej twórczy, bardziej pomysłowi i bardziej wydajni – największe dzieła teologiczne, filozoficzne i artystyczne zostały stworzone przez mężczyzn. Są oni największymi inżynierami, największymi architektami." Moze dlatego, ze pozwala sie im na to to wszystko od niespelna 100 lat, bo wczesniej mogly wylacznie "oddawać, pielęgnować, troszczyć się o innych, cierpieć z nimi i za nich"?
anonim2015.04.1 20:34
Czytać takie artykuły to uczta duchowa. Czasami na 2-3 stronach jest owoc przemyśleń i dojrzałość człowieka, którą osiąga się przez lata A @Weronika porównuje złośliwie Frondę z kabaretami...
anonim2015.04.1 20:36
@Weronika A wiesz, że czytając ten artykuł pomyślałem, że do tego fragmentu sie przyczepisz.. . I proszę!
anonim2015.04.1 20:49
@Weronika A kto wcześniej zabraniał?
anonim2015.04.1 20:52
@Weronika_ Hamedrys Kobiety gotują w domach, w rodzinach a mężczyźni są lepszymi kucharzami. I co Ty na to?
anonim2015.04.1 21:15
Dziękuję za wywiad. Nie sądziłem, że wdowa po von Hildebrandzie może jeszcze żyć. Dużo zdrowia dla niej!
anonim2015.04.1 21:25
Piękny wywiad, którego udzieliła piękna kobieta!
anonim2015.04.1 21:39
Brednie masochistki.Biedna,tlamszona od dziecinstwa kobieta.Chwala Bogu,coraz mniej takich 'egzemplarzy',wymieraja...
anonim2015.04.1 21:59
@Teofila Jak to, kto zabranial? Rodzice, ktorzy nie inwestowali w edukacje corek, bo sie nie oplacalo; i tak pojdzie za maz i bedzie rodzic dziecko za dzieckiem, a smiertelnosc okoloporodowa byla gigantyczna. Zabranialy uczelnie, ktore kobiet nie przyjmowaly na studia, no chyba ze w meskim przebraniu, jak Nawojke - pierwsza polska, na wpol legendarna studentke. Zabranial Kosciol, ktory nauczal, ze kobieta ma rodzic, rodzic, rodzic! I "rynek", czyli mezczyzni, ktorzy poczatkowo odmawiali korzystania z uslug np. pierwszych lekarek. Dopoki smiertelnosc niemowlat byla gigantyczna, a czas zycia stosunkowo krotki (glod, epidemie, wojny), utrzymanie liczebnosci populacji bylo priorytetem. Wspolczesna medycyna liczy sobie mniej niz 100 lat. W ciagu ostatnich 100 lat kobiety sie wyemancypowaly, a mimo to liczebnosc populacji ludzkiej wzrosla SIEDMIOKROTNIE. Bo ludzie, a zwlaszcza dzieci, przestali umierac na byle co. Juz nie trzeba urodzic 12 dzieci, zeby doroslosci dozylo troje, z czego dwoje umrze, jak przyjdzie glod. Mozna urodzic 1-3 i wyjdzie na to samo. Dlatego kobiety mogly zaczac pracowac.
anonim2015.04.1 22:09
@Weronika "Dlatego kobiety mogly zaczac pracowac". Ale mowa jest nie o pracy, tylko o "tworzeniu największych dzieł teologicznych, filozoficznych i artystycznych". Pracować nikt nigdy nie zabraniał. No i co - teraz, jak już pracują, to tworzą te największe dzieła? Ja nie mam nic na koncie, ale wierzę, że pani jest w czołówce peletonu.
anonim2015.04.1 22:21
Przeczytalem, i zadziwija mnie komentarze. Wypowiedzi tej Pani to takie truizmy jakie moge pisac w dowolnej ilosci. Ale zeby byc uczciwym nie moge powiedziec, ze w wielu kwestiach nie ma racji. Ale prawda tez jest, ze zycie zatacza taki krag. W dziecinstwie jestesmy infantylni bo nie dojrzali. Na starosc niestety tez. Pewne mnie tez to czeka, a moze to madrosc zyciowa ? Badzcie jak dzieci ? Kto wie.
anonim2015.04.1 22:40
filozofką chłe chłe chłe!!!
anonim2015.04.2 0:16
@Teofila Dzialam na innym polu niz filozofia i teologia, ale 120 artykulow (pisanych przez miesiac po kilka godzin dziennie kazdy, nie 20 na dobe, jak pac czy inny stazysta na Frondzie) oraz ksiazka popularnonaukowa opublikowana w wieku 23 lat to chyba sporo jak na 33-letnia kobiete, ktora w miedzyczasie pracowala na etacie, zajmujac sie czym innym niz pisaniem? Oczywiscie, nie mam na imie Weronika ani na nazwisko Hamedrys, wiec nie zdziw sie, ze nic nie znajdziesz o mnie w internecie. Chyba nie sadzisz, ze ktokolwiek może się nazywać przetacznik ożankowy? Kariera naukowa kobiet to mniej niz 100 lat, ale owszem, kobiety odnoszą na tym polu spektakularne sukcesy, widzę to w mojej dziedzinie, w ktorej wsrod kadry naukowej jest zdecydowana przewaga kobiet. W telogie kobietom nie oplaca sie inwestowac, bo - jak stwierdzono w Ratio institutionis sacerdotalis pro Polonia, nr 113 - profesorowie teologii powinni byc kaplanami. To sie dopiero nazywa szklany sufit. Z filozofia stalo sie cos bardzo niedobrego. Jak wielkopomne dziela maja tworzyc ludzie, ktorzy nie radza sobie z elementarnym wnioskowaniem w obszarze tematow zycia codziennego? To prawda, ze szatan nienawidzi kobiet. Jednym z objawow tej nienawisci jest wmawianie im, ze nadaja sie tylko do bycia praczka, kucharka i pomywaczka. I najlepiej, zeby siedzialy cicho. To unieszkodliwia polowe populacji, a druga polowe wpycha w pyche. Biografie kanonizowanych buntowniczek (tak, tak!) dowodza, ze "geniusz kobiety" wykracza daleko poza li tylko macierzynstwo (ktore, nawiasem mowiac, bardzo polecam).
anonim2015.04.2 3:28
http://www.ivrp.pl/viewtopic.php?t=15391
anonim2015.04.2 7:19
@Weronika No widzisz, napisałas ileś tam czegos tam, a jednak nic to nie wniosło do świata:) Jestes i pozostaniesz anonimową panna nikt, która zaginie w przepastnych archiwach podobnych twoim "dzieł" i tyle bedzie z tej "edukacji". Kobiety faktycznie odnoszą niesamowite sukcesy-zwłaszcza w takich dziedzinach, jak pedagogika, gdzie jest ich multum. W poważnej nauce jest ich garstka, takie są fakty. Ale nawet jeśli z czasem bedzie ich więcej to tylko pokazuje ich drogę do zatracenia i wprost do duchowego piekła. Dla twojego dobra radze ci zrezygnuj ze swojej nic nie znaczącej "pracy" i stań się na nowo kobietą.
anonim2015.04.2 8:54
@Weronika :) Szczerze podziwiam i pozdrawiam. Ale nie zazdroszczę, a to dlatego, że jestem w pełni zadowolona ze swojego życia. Pan Bóg jest wielki. 13 Ty bowiem utworzyłeś moje nerki, Ty utkałeś mnie w łonie mej matki. 14 Dziękuję Ci, że mnie stworzyłeś tak cudownie, godne podziwu są Twoje dzieła. I dobrze znasz moją duszę, 15 nie tajna Ci moja istota, kiedy w ukryciu powstawałem, utkany w głębi ziemi. 16 Oczy Twoje widziały me czyny i wszystkie są spisane w Twej księdze; dni określone zostały, chociaż żaden z nich [jeszcze] nie nastał. (...) Zbadaj mnie, Boże, i poznaj me serce; doświadcz i poznaj moje troski, 24 i zobacz, czy jestem na drodze nieprawej, a skieruj mnie na drogę odwieczną! (Ps 139)
anonim2015.04.2 9:13
@sabat Dlatego JP2 pisal o koniecznosci "nowego feminizmu". Nie feministki w stylu Sroda, Szczuka i Platek, ale i nie stlamszone kopciuchy, pocieszajace sie, ze maja genitalia jak Maryja. Najpiekniejsza ksziaza o kobiecosci, jaka przeczytalam, to "Urzekajaca", jesli chodzi o tajemnice mojej duszy, to trafila w samo sedno. Jesli jakas kobieta dobrze sie czuje w roli pani domu, to znaczy, ze to jest jej droga - i super. Ale jesli kobieta juz dzieci odchowala (dzieci potrzebuja matki na wylacznosc bardzo krotko, a kobiety zyja coraz dluzej), albo miec ich nie moze, albo czuje, ze macierzynstwo byloby wbrew jej naturze, to JP2 nie widzial zadnych przeciwwskazan, zeby kobiety prawcowaly zawodowo, pelnily wazne funkcje w spoleczenstwie, polityce, a nawet w Kosciele. W szoku bylam, jak sie dowiedzialam, jakie funkcje w Kosciele moze pelnic kobieta. Jest ich kilkanascie i nie sa bynajmniej sluzebne. To meska pycha wmawia kobietom, ze w Kosciele nadaja sie prowadzenia plebanii i sprzatania swiatyni, a jesli sa zakonnicami, to jeszcze bycia zakrystianka i organistka. @Romek Swiat przyspieszyl, nauka jest strasznie rozdrobniona, dlatego juz nie ma wielkich odkrywcow, takiej skali jak Pasteur, Newton, Edison i tak dalej. Kiedys cos nowego czlowiek mogl wynalezc sam; dzis na sukces pracuje caly sztab ludzi. Widzialam publikacje z dziedziny fizyki, w ktorej lista autorow byla 3 razy dluzsza niz sama publikacja. W takich warunkach trudno sie wybic nie tylko kobietom, ale i mezczyznom. Zawodowo osiagnelam na tyle duzo, ze na prace poswiecam relatywnie malo czasu, ktory jest nienormowany, dzieki czemu mam czas na Frondę :-) Ale to nie prace zawodowa uwazam za "moje" najwieksze dokonanie, tylko 10 lat poslugiwania jednym z charyzmatow (wybacz, ale nie chce wchodzic w szczegoly). To rowniez umozliwila mi emancypacja kobiet. Dzieci na niczym nie ucierpialy, karmione byly piersia jedno 20 msc, drugie 15 msc (samo sie odstawilo). Skoro Pan Bog ze mna wspolpracuje, to znaczy, ze nie ma nic przeciwko mojej dzialalnosci. Zreszta, On wie, ze wychodzac za maz, chcialam miec 4 dzieci, a maz - ile Bog da. Niestety, Bog chcial, zebysmy mieli tylko dwoje, bo na więcej zdrowie kategorycznie nie pozwala. Moje życiowe powołanie odkrywałam z Panem Bogiem i zawsze czulam Jego prowadzenie, takze w wyborze pracy, ktora dostawalam w zaskakujacych okolicznosciach. Nie gniewaj się więc, ale nie zamierzam go modyfikować na podstawie Twojej opinii.
anonim2015.04.2 10:48
Tak, akty cnoty są niezwykle ważne, to sama prawda. Tylko, że: -Obowiązek dążenia do owej cnoty nie powinien zależeć od płci, obowiązuje i kobiety i mężczyzn. -Prawda i piękno to wartości. Dlatego szukanie prawdy (np. przez uprawianie nauki) czy twórczość artystyczna jak najbardziej mogą być „aktami cnoty” zwłaszcza, jeśli tą prawdą czy efektami artystycznej twórczości człowiek pragnie dzielić się z innymi, powodowany nie tylko chęcią sławy, ale i poczuciem, że drugi człowiek jest dla niego ważny. -O tym, że „aktami cnoty” z pewnością mogą być poszukiwania nowych terapii, tylko wspomnę, rozpisywać się nie warto, to oczywiste. -Generalnie cnocie bardzo służy wiedza, wydajność, kreatywność, pomysłowość. Rozwijanie ich w sobie powinno być celem każdego człowieka, niezależnie od płci. -Te wyżej opisane „akty cnoty” w niczym nie wykluczają tych, które polegają na zmianie pieluchy niemowlakowi, odwiedzaniu chorej babci, umyciu okien choremu sąsiadowi, czy pielęgnacji chorego współmałżonka itp. Tak, te „akty” są one często bardziej uciążliwe przez swą powtarzalność i mniej przyjemne, bo nie łączą się z prestiżem. Dlatego jakże chętnie czasem zepchnęlibyśmy je na innych (żonę? matkę? siostrę?). Ale uciekając od nich, zwłaszcza kosztem innych, nie da się być dobrym człowiekiem – znów, nie zależy to od płci. Chęć odniesienia sukcesu, zarobienia pieniędzy, osiągnięcia wysokiej pozycji w społeczeństwie to normalne, ludzkie pragnienia. Nie ma w nich niczego złego, o ile nie czyni się z nich wartości najwyższej i nie dąży się do sukcesu nawet kosztem krzywdy innych. Znów- ta zasada obowiązuje każdego człowieka, pisanie o niej w kontekście „różnic płciowych” tylko wprowadza zamęt. Jeśli się o tym pamięta, to wyżej wymienione cechy mogą być jak najbardziej pozytywne – działają motywująco. To co jest natomiast ewidentnie złe, to pozwolenie na to, aby jeden człowiek próbował pozbawiać innego szansy na ten wymarzony sukces, sam zaś budował swój na jego poświęceniu. A tak jest, gdy żona poświęci się dla rodziny, rezygnując z kariery zawodowej, na która ma szanse i której pragnie. Gloryfikowanie tego, wmawianie, że jest w tym jakiś naturalny porządek, jest przykładem wyjątkowej perfidii, albo w bardziej optymistycznej wersji, zwykłej głupoty. Realistyczne ocenianie własnych możliwości, brak pychy, czasem nawet skromność- to oczywiście cechy pozytywne – znów, niezależnie od płci. Jednak nie mogą one stanowić motywacji do tego, aby ktoś -np. kobieta-pozwoliła się umniejszać i wykorzystywać. Takie postępowanie nie jest żadnym „aktem cnoty” - jest jego dokładnym przeciwieństwem, bo czyni z mężczyzny, który się tego dopuszcza i na tym korzysta, złego człowieka. A „umniejszoną” kobietę – czyni nie herosem moralnym, a wspólniczką w tym co złe. Wobec tego, mili ludzie płci wszelakiej – mniej masochizmu, więcej realizmu, a przede wszystkim lubienia innych i traktowania ich jak by się chciało samemu być traktowanym i będzie ok. :)
anonim2015.04.2 12:09
@NCDM To, co pan pisze na początku jest oczywiste z punktu widzenia chrześcijańskiego. Mniej oczywiste jest to, co pisze pan o sukcesie i karierze: "Chęć odniesienia sukcesu, zarobienia pieniędzy, osiągnięcia wysokiej pozycji w społeczeństwie to normalne, ludzkie pragnienia". Właśnie problem w tym, że to "normalne, ludzkie pragnienia" - ale z pewnością nie są to Boże pragnienia. Bo sukces, pieniądze i wysoka pozycja społ. to tylko ziemskie zabawki, owszem - bardzo przyjemne, ale wciąż - ziemskie i doczesne. Ani sukcesu, ani pieniędzy czy kariery do nieba pan nie zabierze. I ani na sukcesie, pieniądzach czy karierze nie zbuduje pan swojego rozwoju duchowego. I - co bardzo ważne - to są zabawki, które bardzo uzależniają, a większość ludzi nawet nie zauważa, kiedy się uzależnia. Natomiast Alice von Hildebrand nie mówi o umniejszaniu kobiety (choć jeśli pokora jest cnotą - a w chrześcijaństwie jest nawet, można by rzec - królową cnót, to umniejszanie jest z pewnością jej pożądanym narzędziem) tylko o wywyższeniu kobiety przez jej naturę. Daną jej przez Boga. Czyli - umniejszam swoje ja, ogołacam samą siebie, po to, żeby być wywyższoną przez Boga w mojej naturze. Dokładnie tak jak uczyniła Maryja.
anonim2015.04.2 12:20
@NCDM 10/10!!!! Moze byc jeszcze gorzej: maz wmawia wyksztalconej, utalentowanej zonie uprawiajacej ten sam zawod, co on, ze naturalny porzadek rzeczy jest taki, iz kobieta poswieca sie rodzinie. On zalicza kolejne stopnie kariery, ona - kolejne porody. On zaczyna zaliczac kolejne asystentki (jedna z nich rodzi nieslubne dziecko), ona - kolejne sesje u psychoterapeuty spowodowane depresja. On dochodzi do wniosku, ze z wariatka sie nie zenil; zalatwia zolte papiery i rozwodzi sie, skladajac pozew o stwierdzenie niewaznosci malzenstwa po lekko liczac 30 latach jego trwania. Zeni sie z asystenka, poki co - slubem cywilnym. A media podobno katolickie zaczynaja sie do niego modlic, bo w jednym temacie zaczal miec zdanie zbiezne ze zdaniem papieza i redaktora naczelnego. Gdyby zona miala jedno dziecko albo dwoje i robila kariere chocby krok za nim, a nie stala w miejscu, to on by nie stwierdzil, ze ten glupi kopciuch jest za malo rozgarniety dla takiego czlowieka sukcesu jak on i malzenstwo mialoby szanse trwac szczesliwie. Ale ze biskupi go lubia, to powod do stwierdzenia niewaznosci pewnie sie znajdzie i to z winy zony. Historia prawdziwa.
anonim2015.04.2 12:40
@Teofila Oczywiscie, ze nie mozna mylic kariery z karierowiczostwem. Tytuly i zaszczyty to marnosc, ale tak samo marnosc dla kobiety, jak i dla mezczyzny. Satysfakcja z lubianej pracy to co innego niz gonitwa za pustym poklaskiem. Zadania przez wieki przypisywane kobietom sa nudne, zmudne i niewdzieczne, bo ich efekty sa albo niewidoczne / ulotne (ciagle sprzatsz i ciagle sie brudzi), albo daleko odroczone i obarczone ryzykiem niepowodzenia niezaleznym od Ciebie, ale przypisywanym calkowicie Tobie (wychowanie dziecka). Mezczyzni przez stulecia spijali smietanke i to bylo bardzo niechrzescijanskie. Bog powiedzial do obojga: czyncie sobie ziemie poddana i panujcie nad stworzeniem. Jest wiele kanonizowanych swietych, ktore na miare swoch czasow zrobily wielka kariere i wcale nie siedzialy cicho, a wrecz krytykowaly duchowienstwo i pouczaly papiezy. Trzeba omieć oddzielic Tradycje od tradycji.
anonim2015.04.2 12:55
@Teofila_Bepko A skąd Pani wie, co Pani zabierze, lub nie, do nieba (jeśli takowe istnieje)? Udana kariera naukowa łączy się z wysoką pozycja społecznym i sukcesem. Ale wiąże się też z pogłębianiem wiedzy, a to jest niezbędnym składnikiem mądrości. Jest Pani pewna, że mądrości nie zabiera się o nieba? Udana kariera chirurga czy ogólnie lekarza, łączy się z wyleczonymi chorymi, z rodzinami, którzy cieszą się dalej swoimi bliskimi, choć w innej sytuacji ci już by nie żyli, z pomniejszeniem cierpienia. Jest Pani pewna, że to dla nieba bez znaczenia? Pieniądze można owszem przeznaczyć na własne przyjemności, ale można też wspomóc nimi rodzinę, przyjaciół, innych potrzebujących. Oj, jak to czasem dobrze w potrzebie mieć przyjaciela, który nie cierpi na brak gotówki, a wręcz przeciwnie -dysponuje jej pewnymi nadmiarami. Czyżby i takie wspieranie innych nie miało znaczenia dla życia wiecznego? Tu, na Ziemi, dążenie do sukcesu i ambicja, o ile nie przysłonią innych wartości działają motywująco. Dążenie do prawdy, wysiłek artystyczny czy inny, to nie jest łatwa droga – tu wsparcie jest potrzebne. „Czyli - umniejszam swoje ja, ogołacam samą siebie, po to, żeby być wywyższoną przez Boga w mojej naturze.” Nie widzę żadnej wartości w umniejszaniu i ogołacaniu siebie. Wartością jest prawda – w tym ta o sobie, o swojej wartości i możliwościach. Umniejszanie się dla samego umniejszania stoi w ewidentnej sprzeczności z tą prawdą. Wartością jest właściwe spojrzenie na druga osobę – pewne życzliwości i poczucia, że ten drugi jest szczęściem i wartością – tak patrząc na człowieka, widać wyraźnie absurdalność tego umniejszania. Wartością jest aktywność – przede wszystkim w walce ze złem i o pomnożenie dobra. A walce nie sprzyja pozycja „na kolanach” i „ogołocenie”, a raczej śmiałość, pewność siebie i świadomość własnych możliwości. Ale co najważniejsze, zwracam uwagę na zagrożenie, jakie niesie takie „umniejszanie się” dla innych. Bo ten pęd do „umniejszenia” może skutkować tym, że hodujemy wokół siebie egoistów, a nie dobrych, szlachetnych ludzi. Czyli, na konkretnym przykładzie -dobra żona, zamiast chcieć się „umniejszyć” powinna dbać, aby jej mąż stawał się coraz lepszym człowiekiem.Nie powinna mu wobec tego pozwolić wykorzystywać się w jakikolwiek sposób, jeśli ten mąż traktuje ją niesprawiedliwie, a sam przyznaje sobie wyższą pozycję i prawa, to powinien przede wszystkim od niej usłyszeć słowa prawdy i wezwanie do zmiany postępowania.
anonim2015.04.2 12:57
@Weronika "Jest wiele kanonizowanych swietych, ktore na miare swoch czasow zrobily wielka kariere i wcale nie siedzialy cicho" Czyli jednak były też takie, które dokonywały dzieł wielkich dawniej, pomimo tego, że "ktoś tego zabraniał"?... Co ciekawe - odsetek tych "wielkich" utrzymuje się na tym samym mniej więcej poziomie od wieków, niezależnie od feministycznych potyczek... "Satysfakcja z lubianej pracy to co innego niz gonitwa za pustym poklaskiem". Pełna zgoda. Przy czym "lubiana praca" nie jest w żadnym wypadku synonimem słowa "kariera". A rozmawialiśmy wcześniej o sukcesie, pieniądzach i osiąganiu wysokiej pozycji w społeczeństwie. Czyli właśnie o karierze. Jeśli chodzi zaś o Tradycję/tradycję - to pani o niej wspomina. Ja mówię o naturze kobiety.
anonim2015.04.2 12:59
@Weronika_Hamedrys Dzięki za przytoczenie tej, bardzo smutnej historii. Bo doskonale ilustruje ona, że umniejszenie i przyjęcie służebnej roli nie służy nikomu - ani samej kobiecie, ani jej rodzinie i otoczeniu.
anonim2015.04.2 13:10
@NCDM "A skąd Pani wie, co Pani zabierze, lub nie, do nieba (jeśli takowe istnieje)?" Z nauki Kościoła, naszej Świętej Matki. "Ale wiąże się też z pogłębianiem wiedzy, a to jest niezbędnym składnikiem mądrości. Jest Pani pewna, że mądrości nie zabiera się o nieba?" Wiedza to nie mądrość. "Jest Pani pewna, że to dla nieba bez znaczenia?" Jestem pewna, że dla nieba pańska kariera nie ma najmniejszego znaczenia. "Nie widzę żadnej wartości w umniejszaniu i ogołacaniu siebie". Jeśli pan tego nie widzi, nawet na przykładzie Matki Bożej, to ja z pewnością nie będę potrafiła panu tego wytłumaczyć. Mogę tylko zachęcić pana do większej pobożności Maryjnej - "Oto ja, służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa Twego". Pozdrawiam - wkrótce rozpoczynam przygotowania do Triduum Paschalnego i nie będę miała czasu, żeby tu pisać. Jeśli pan chce - możemy rozmowę kontynuować po Świętach na FForum. +
anonim2015.04.2 13:14
@Teofila Wiesz, jaki byl ich odsetek w populacji? Powod tych nielicznych wyjatkow jest taki, ze byly mniszkami. Kariera mezatek - zapomnij. @NCDM To jest historia czlowieka, ktorego nazwisko zna chyba kazdy, kto ma telewizor, a w ostatnim roku to balam sie, ze wyjdzie z mojej lodowki. Dlatego jest to tym smutniejsze i tym bardziej oburzajacy jest publiczny zachwyt tym czlowiekiem i jego postawa moralna. "Przy czym "lubiana praca" nie jest w żadnym wypadku synonimem słowa "kariera". Problem w tym, ze kobietom probowano ograniczac, co moga lubic i Ty tez probujesz to robic, rozrozniajac lubiana prace (dopuszczalna) i kariere (zla). Lubienie pracy w szkole, przedszkolu, bibliotece - OK, takie ma zainteresowania. Lubienie pracy w korporacji, w polityce, w mediach, w showbiznesie - wstretna karierowiczka. Tymczasem mozna byc pelna pychy bibliotekarka, nauczycielka czy pielegniarka albo duchowo prostym i pokornym ekspertem czy naukowcem.
anonim2015.04.2 13:15
@Maksym Jest coś strasznie przewrotnego i perfidnego w tym kulcie pokory, umniejszania i ogólnie „posyłaniu na kolana”. Normalny człowiek powinien wiedzieć, co jest wartością, co jest dobre i pożądane, jednocześnie być ambitnym i starać się stawać jak najlepszym – przez pracę na sobą, wysiłek. Ale powinien też chcieć, aby inni docenili te wysiłki i ich dobre efekty – bo jeśli nie docenią, to znaczy, że z tymi innymi, z tym otoczeniem i jego systemem wartości jest coś nie tak. Niby proste sprawy, a trzeba je tłumaczyć...
anonim2015.04.2 13:16
zamienila mi sie kolejnosc akapitow, ale chyba sie polapiecie, co jest do kogo :-)
anonim2015.04.2 13:27
@Teofila_Bepko „Z nauki Kościoła, naszej Świętej Matki.” „Jestem pewna, że dla nieba pańska kariera nie ma najmniejszego znaczenia.” Ale ja właśnie staram się pokazać, że kariera nie tylko nie wyklucza się z innymi wartościami (które są takimi także wedle chrześcijańskiego nauczania), ale nawet często jest z nimi stowarzyszona. To, że z pewną działalnością (naukową, medyczną, artystyczną) wiąże się prestiż, jest wyrazem tego, że społeczeństwo dostrzega wartość i dobro związane z taka działalnością, jak i wysiłek z tym związany. A to dostrzeganie jest wyrazem mądrości, bo jak staram się wykazać, ta wartość i dobro są jak najbardziej realne. „Wiedza to nie mądrość.” Owszem, ale mądrość potrzebuje wiedzy, choć jest też czym więcej. Nie można być mądrym, będąc jednocześnie ignorantem. Co do wartości pokory, to zapewne będzie nam się ciężko dogadać, bo mam tu raczej mocno ugruntowane i negatywne zdanie. Aby wszystko było jasne - jestem ateistą, choć religia bardzo mnie interesuje, może nawet fascynuje. Również pozdrawiam, życzę wesołych Świąt i postaram się odwiedzić to forum.
anonim2015.04.2 13:53
Jasne :-) Sprawdz poczte. Nawiasem mowiac, szkoda, ze nie ma tu mozliwosci wysylania wiadomosci prywatnych.
anonim2015.04.2 13:54
@Weronika_Hamedrys „To jest historia czlowieka, ktorego nazwisko zna chyba kazdy” Chyba wiem o kogo chodzi:) Z tą pracą zawodową to jest trochę tak, że ta nie bardzo prestiżowa, niezbyt dobrze płatna, a najlepiej związana z służeniem ludziom, nie budzi zastrzeżeń, bo wpisuje się dobrze w uległą i pełną pokory „rolę i naturę” kobiety.
anonim2015.04.2 14:13
@NCDM Popieram Cie w 100%. Praca jest służba i jako taka tez jest droga do Boga. "Ora et labora" - modl sie i pracuj. Moim zdaniem masz bardziej chrzescijanskie spojrzenie na sprawe niz ta pani filozof. Oczywiscie, ze ten, ktory powiedzial "glodnych nakarmic i spragnionych napoic" oraz "blogoslawieni milosierni, albowiem oni milosierdzia dostapia" spojrzy laskawym okiem na tych, ktorzy czy to poprzez prace, czy to po pracy w ramach wolontariatu pelnia to, co zapisano w Ewangelii. Na przyklad: udzielaja porad prawnych albo psychologicznych za darmo, lecza ludzi za darmo - ale do tego trzeba miec wysokie kwalifikacje! Pokora musi byc zdrowa. Osoba pokorna jest swiadoma swojej nicosci wzgledem Boga tak samo jak wzgledem, powiedzmy, ateista odczuwa respekt wzgledem zywiolow albo kosmosu. Po prostu On jest wielki, a ja malutka, ale jednoczesnie moje zycie ma w Jego oczach wartosc, moje czlowieczenstwo ma wartosc. Jednoczesnie pokora wobec Boga nie oznacza, ze drugi czlowiek moze mnie krzywdzic poprzez narzucanie niewolniczej pracy (nawet jesli jest moim mezem), bo mam godnosc jako czlowiek i mam godnosc Dziecka Bożego. Bog jest sprawiedliwi, a ludzie sa rowni. Oczywiscie nie pod kazdym wzgledem - roznia sie wygladem, talentami, etc., a facet chocby pekl, dziecka nie urodzi, dlatego kobiety powinny uwzgledniac macierzynstwo w planach swojego rozwoju, wybierajac takie zawody, zeby nie krzywdzic dzieci. Ale przy odrobinie dobrej woli z obu stron naprawde da sie polaczyc macierzynstwo z praca. Moja babcia prala we frani, prababcia - na tarze. Mi pierze pralka, dm odkurza automatyczny odkurzacz, a ja w tym czasie zarabiam albo wyklocam sie na Frondzie :-) Pokora nie jest z automatu cnota. Moze byc objawem choroby albo przynajmniej problemow psychologicznych (jestem zerem), moze byc pokusą ucieczki od zadan stawianych przez Boga (poslij kogos innego, ja sie nie nadaje - patrz Mojzesz czy Jeremiasz). Tak samo jak falszywe moga byc inne cnoty, jesli beda zdziwaczale. Matkę Bożą również można traktować przemiotowo, okładając Nią innych po głowie i bezczelnoscia jest uwazanie, ze w ten sposob okazuje sie Jej szacunek i czesc. Wszystko wymaga rozumu i rozeznania.
anonim2015.04.2 14:23
Więcej! Apeluję o więcej takich wywiadów na frondzie. Wiedza, styl, wiara.
anonim2015.04.2 15:22
Weronika_Hamedrys ,a to mozna tak?Naporawde mozna sie z Toba skontaktowac? Jestes jedna z niewielu tu osob ,stapajacych twardo po ziemi.Poza tym masz 'dobra'reke do pisania.Podziwiam i pozdrawiam.Moj e-mail: [email protected] Jesli znalazlabys chwilke,bylabym bardzo wdzieczna.
anonim2015.04.2 15:32
@Weronika H Bez obrazy, troche może mni eponiosło. Powodzenia w pracy naukowej, niech każdy robi to, co dla niego najlepsze. Natomiast polecałbym się wszystkim zdenerwowanym paniom dokładniej wczytać w te słowa, bo interpretacja pod tytułem "kobiety na szmaty i do pieluch" to mocna NADinterpetacja. Przede wszystkim nie zapominajmy,że jest to tekst zredagowany na potrzeby frondy, która zawsze robi tak,zeby wszelkie niedogodne jej myśli usunąć. Nie zdziwiłbym się, gdyby połowe wywiadu usunęli, albo przetłumaczyli po swojemu. Ta pani też nie jest jakąś praczką domową, tylko naprawdę mądrą i wykształconą kobietą, więc gdyby miała miec tak radykalne poglądy to sama sobie by zaprzeczała. Jest to raczej głos w sprawie jasnego odróżnienia płci, niż nakazu pracy domowej dla kobiet. Polecam tez zainteresować się historią jej męża, jednego z najwybitniejszych myślicieli, filozofów XX wieku. Niesamowita historia o nietolerancji ateistów i innych nienawidzących katolicyzmu ludzi. Wieli filozof, geniusz intelektu, którego opuścili przyjaciele tylko dlatego,że został katolikiem. Ciekawy temat do przemyśleń w dzisiejszych czasach.
anonim2015.04.2 15:45
@Romek_Atomek 'Ta pani też nie jest jakąś praczką domową, tylko naprawdę mądrą i wykształconą kobietą,' nie rob sobie jaj Romku. Ta pani to pasozyt nie majacy pojecia o prawdziwym zyciu.A jej wynurzenia sa obrzydliwe. Wstretna podkladowa,jadaca na plecach meza robi za autorutet.,KON by sie usmial.
anonim2015.04.2 15:51
@gemini Człowieku opisujesz obcą kobietę, jako pasożyta, wstrętnego, dobrze się czujesz. Weź się ogarnij. Poczytaj troche to się dowiesz, jaki miała wpływ na niego,że dzieki niej stał się gorliwym katolikiem. Dobra może tobie to nie imponować, ok, ale fakt,że napisała kilka książek i kilkadziesiąt artykułów,że jest osobą z wyzszym wykształceniem filozoficznym zdobytym w czasach, gdy praktycznie może 1 procent kobiet miał takie wykształcenie jednak świadczy o pewnym poziomie intelektualnym.
anonim2015.04.2 16:07
@Romek Nie ma sprawy :-) Rzeczywiscie, nie wzielam pod uwage mozliwych przeklaman redakcyjnych. Poza tym jesli kogos cos boli - a mnie pogardliwe traktowanie kobiet boli i boli mnie instrumentalne wykorzystywanie Slowa Bozego takze przez kaplanow i katolickich publicystow - to jest na tym punkcie czuly i slowa interpretuje przez pryzmat swojej tkliwosci. Chętnie bym z tą panią podyskutowała, choc na pewno bylaby to znacznie mniej ugrzeczniona dyskusja niz w obecnej wersji :-) Jej meza nie znalam, chetnie poczytam.
anonim2015.04.2 16:24
@gemini45 Pewnie, ze mozna :-) Podaje mail na wypadek, gdyby ktos jeszcze potrzebowal: weronika.hamedrys MAPLA wp.pl, ale to skrzynka spamowa, nie sprawdzam codziennie, wiec prosze o cierpliwosc. Zaraz napisze do Ciebie z drugiej, prywatnej, zalozonej na prawdziwe imie i nazwisko :-)
anonim2015.04.2 16:41
@Weronika_Hamedrys „Osoba pokorna jest swiadoma swojej nicosci wzgledem Boga tak samo jak wzgledem, powiedzmy, ateista odczuwa respekt wzgledem zywiolow albo kosmosu.” Ja wole mówić o skromności, ale podejrzewam, że chodzi o mniej więcej to samo. Czyli o to aby mieć nieprzekłamany obraz siebie samego. Pamiętać, że popełnia się błędy, że nie jest się doskonałym i nie jest się centrum tego świata:) A zdolność do służby na rzecz innych (która jest bardzo ważna) powinna wynikać nie z jakiejś chęci umniejszenia się, co po prostu z życzliwego stosunku do drugiego człowieka i postrzegania go jako wartości i szczęścia. „Moim zdaniem masz bardziej chrzescijanskie spojrzenie na sprawe niz ta pani filozof” Ktoś mi już mówił, że mam chrześcijańskie podejście, chyba nawet więcej niż jedna osoba... Taki to los ateisty w chrześcijańskim kraju:) Pozdrawiam i wesołych Świąt:)
anonim2015.04.2 16:51
@NCDM Ze niby Polska jest chrzescijanska? Wolne zarty. Obrzędowo byc moze, ale duchowo, z nasza narodowa checia wykiwania i utopienia drugiego czlowieka w lyzce wody, a jakby sie dalo, to i w kropli? Marzy mi sie, zeby kiedys Polska byla chrzescijanska. Zeby slowo "katolik", "chrzescijanin" bylo najlepsza mozliwa rekomendacja czlowieka jako szlachetnego, sprawiedliwego, milosiernego, ofiarnego i pogodnego. Zeby ateisci mowili "chce byc tacy, jak oni, mimo ze nie wierze". Modle sie o to, moze Bog da :-) Dziekuje za zyczenia. Tobie rowniez wszystkiego dobrego :-)
anonim2015.04.3 15:51
Jakim cudem ktoś potrafi wierzyć w to, że bez kościoła nie ma zbawienia? Że bez Boga ktoś koniecznie kiedyś zejdzie na złą drogę? Przestałem chodzić do kościoła parę ładnych lat temu. No i? Mam dziewczynę, którą szanuję i nie tykam w "nieodpowiedni sposób" bo nie chcę ryzykować tragedią niechcianego dziecka. Pracuję nad sobą i wykorzystuję zdolności, które może i są dane od Boga, jeśli on istnieje. Pomagam innym, nie krzywdzę nikogo i uważam, by "szatan" czyli ciemna strona każdego człowieka nie przeważyła nade mną. Rodzice są ateistami, lecz to oni wpoili mi moralność w odróżnieniu od starszej siostry, która właśnie mnie do owego kościoła prowadzała. Ona jedynie zmuszała mnie do modlitwy i karciła za "pychę wobec Boga", czyli moje narzekanie na jej zachowanie. Te modlitwy: "módlmy się za niewierzących, by odnaleźli swą drogę do Kościoła Świętego". To raczej wątpliwe. Może raczej: niech znajdą drogę do dobra? Zatwardziały ateusz ma małe szanse na takie nawrócenie. Fascynuje mnie siła wiary chrześcijan, ale niepokoi mnie też pewien rodzaj szufladkowania i to niekiedy bezwzględnego.
anonim2015.04.9 22:39
http://www.ivrp.pl/viewtopic.php?t=15391