14.01.18, 13:15fot. kremlin.ru

Zbrodnia bez kary. Czemu Niemcy są ulegli Rosji

Istniały społeczności wojownicze, które wynosiły na piedestał mord i gwałt, czyniąc z nich cnoty, np. starogermańscy berserkowie, czyli psiogłowcy. Nieprzypadkowo ich największym świętem była Noc Wałpurgi, gdy bóg wojny łączył się z boginią płodności. To była mieszanka wybuchowa - sex and violence.

 

Andriej Poniedielnik

Zbrodnia bez kary

Pismo Poświęcone Fronda nr 48

 

Dla Rosji - carskiej, komunistycznej czy postkomunistycznej - charakterystyczna była zawsze heroizacja postaci żołnierza oraz czynu wojennego. Przez wieki wyobraźnię zbiorową Rosjan zaludniali bohaterowie w wojskowych mundurach, marszał­ kowie i generałowie, Kutuzow, Bagration, Paskiewicz, Dybicz, Budionnyj, Woroszyłow, Żuków, Koniew. W książkach, takich jak Opowieść o prawdziwym człowieku Borysa Polewoja czy Los człowieka Michaiła Szołochowa, życie żołnierza prezentowane było jako metafora ludzkiej egzystencji.

Ta fascynacja czynem zbrojnym miała niewątpliwie kompensacyjny charakter, gdyż triumfy militarne oraz podboje terytorialne często przesłaniały nędzę materialną czy brak swobód politycznych. Owa tradycyjna heroizacja zderzyła się jednak w ostatnich dekadach z tym, co Nikołaj Pirogow i Michaił Rieszetnikow nazwali „epidemią amoralności". Zjawisko to pojawiło się zwłaszcza jako efekt wojen w Afganistanie i Czeczenii - wojen, które, abstrahując od ich wyniku militarnego, były moralną klęską. W konfliktach tych fizyczna likwidacja przeciwnika uważana była za zło konieczne i usprawiedliwione. Jeśli na froncie na porządku dziennym są grabieże zbrojne, torturowanie jeń­ ców, gwałcenie kobiet czy mordowanie bezbronnych cywili, to musi to pociągać za sobą zmiany w psychice żołnierzy.

Ta wojna nie kończy się wraz z opuszczeniem armii. Towarzyszy weteranom nawet po demobilizacji. Publicznie wygłaszają na jej temat heroiczne wspomnienia, ale w ich umysłach zaczyna ona się utożsamiać ze strachem przed śmiercią, poniżeniem w niewoli, nieodpuszczonymi winami. Rosyjscy psychologowie udokumentowali wśród uczestników walk w Afganistanie i Czeczenii wiele przypadków „bojowej traumy psychicznej" czy „syndromu stresu posttraumatycznego". Mogą przejawiać się one na różne sposoby - jako ciągły strach przed napadem z tyłu, utoż­ samianie siebie z zabitymi, powracające napady samookaleczeń itd. Rieszetnikow opisuje wiele przykładów, jak owi weterani w sposób nieadekwatny reagują na rozmaite sytuacje życiowe. Jeden z „Afgańców" zabił 17-letniego chłopca tylko dlatego, że tamten nazwał go „kozłem"; inny udusił swego znajomego, gdy tamten z pogardą wyraził się o jego zasługach frontowych; jeszcze inny rzucił granat w grupę osób, gdyż jego zdaniem nie okazali mu należnego szacunku; jeszcze ktoś zmasakrował przyjaciela schodzącego za nim po drabinie, ponieważ zdawało mu się, że tamten zachodzi go znienacka od tyłu.

Owi weterani zakładają jednak rodziny, żenią się, mają dzieci. Powstaje pytanie: jak wychowywane będzie w takich warunkach potomstwo? Jak wiadomo, rozwój psychiczny dziecka zależy nie tylko od jego genetycznych właściwości, lecz także od otaczających go ludzi. Środowisko, w jakim jest wychowywany, w największym stopniu zależy zaś właśnie od rodziców. Psychologowie zaobserwowali dwa rodzaje zachowań w tego typu rodzinach. W pierwszych ojcowie chemie i głośno opowiadają o swoich przygodach i wyczynach wojennych, w drugich zaś uporczywie milczą i uciekają od tematu. Owo milczenie przerywane jest niekiedy tylko przez krzyki nocnych koszmarów. U dzieci powstaje wtedy przeświadczenie, że przeszłość jest tak straszliwa, iż nie ma prawa być wspominana w rodzinnym kręgu. Co więcej, ona nie jest przywoływana nawet we własnym zamknię­ tym kręgu weteranów.

Nie mają oni możliwości opowiedzieć o swoim osobistym doświadczeniu, które jest często doświadczeniem zbrodni, a które drąży i męczy ich od środka. Nawet gdy - w pojedynczych przypadkach - trafią do psychiatry lub psychoterapeuty, bardzo rzadko zdarza się, że są w stanie się otworzyć i opowiedzieć o tym, co im ciąży na sumieniu. Wspomniany już Rieszetnikow opisuje kilka takich przypadków, gdy weterani wojen przełamywali się w końcu i wyrzucali z siebie historie: jeden upiekł żywcem na ognisku afgańskiego snajpera, który zabił wcześniej jego przyjaciela; drugi zrzucił ze śmigłowca znalezionego w górach chłopca; inni gwałcili zbiorowo afgańskie dziewczynki, rozstrzeliwali niewinnych cywili lub bombardowali miasteczka i wioski tylko dlatego, by dać ujście swej wściekłości i poczuciu zemsty. Tych doświadczeń nie obejmuje pamięć historyczna. Nie pasują one do heroicznego obrazu bohaterskiej armii. Skazane są więc na to, by nigdy nie zostać wypowiedziane. Ale nawet gdyby weterani zechcieli opowiedzieć o swoich przeżyciach, to najprawdopodobniej nie znaleźliby nie tylko zrozumienia, ale nawet słuchaczy.

To nieprawda, że takie wspomnienia z biegiem lat bledną, aż w końcu zostają wyparte i zapomniane. Te nigdy niewypowiedziane wspomnienia wciąż pulsują w podświadomości człowieka. Być może to jest przyczyną tak dużej wśród „Afgańców" liczby samobójstw, że nie sposób z nimi żyć? A jak z takim bagażem traumatycznych przeżyć wychowywać dzieci? Dzieci są bardzo wyczulone na fałsz. Jak im wpoi takie zasady, jak „nie zabijaj", „nie cudzołóż" czy „nie kradnij", ktoś, kto sam kradł, gwał­ cił i mordował? Rodzice przekazują dzieciom nie tylko określony system wartości, lecz także pewną atmosferę psychiczną, określony stan emocjonalny, a nawet (choćby było ono w skrytej formie) poczucie winy. Życie w ciągłym poczuciu śmierci, która czai się na każdym kroku, zasadniczo zmienia mentalność ludzi. Kształtuje się takie odczuwanie świata, w którym zaciera się granica między dobrem a złem, bohaterstwem a przestępstwem. Tym także nasiąkają dzieci weteranów wojennych, i to najczęściej przez przekaz pozawerbalny. Nie ma drugiego gatunku biologicznego na kuli ziemskiej, który byłby tak przesycony panseksualizmem i hiperagresywnością, jak człowiek.

Tylko homo sapiens - jako jedyny w przyrodzie - jest w stanie uczynić zabicie przedstawiciela swego gatunku celem samym w sobie. Tylko homo sapiens jest zdolny do wymyślania najbardziej wyrafinowanych tortur wobec osobników własnego gatunku. Tylko homo sapiens nie jest ograniczony w swej seksualności okresami naturalnej obojętności, jak zwierzęta podlegające rytmom okresów godowych. Tylko w jego przypadku nieokiełznana seksualność może być realizowana w kontaktach nie tylko z przedstawicielami swego gatunku, ale także ze zwierzętami, przedmiotami nieożywionymi czy nawet wytworami własnej fantazji. Każda kultura nakłada wędzidło na ludzkie skłonności ku zabijaniu i niczym nieograniczonej seksualności. Strzeże pewnego tabu, zawiera system zakazów, każe podporządkować się prawom moralnym (jak mawiał Freud, kultura sublimuje popęd). Dzięki temu możliwy jest rozwój nie tylko społeczny, ale i osobowy. Tymczasem wojna niszczy te zakazy, zwłaszcza zaś dwa: zakaz zabijania i zakaz gwałcenia. Istniały społeczności wojownicze, które wynosiły na piedestał mord i gwałt, czyniąc z nich cnoty, np. starogermańscy berserkowie, czyli psiogłowcy. Nieprzypadkowo ich największym świętem była Noc Walpurgi, gdy bóg wojny łączył się z boginią płodności.

To była mieszanka wybuchowa - sex and violence. Ale tego typu społeczności, jak pokazuje historia, skazane są na wyginięcie, gdyż promują autodestrukcyjny styl życia. Kiedy czasami wychodzą na jaw niektóre drastyczne szczegóły zaangażowania rosyjskich wojsk w Afganistanie czy Czeczenii, weterani Wielkiej Wojny Ojczyźnianej zapewniają, że „w naszych czasach tego nie było". A przecież w 1945 roku dwa miliony młodych niemieckich dziewcząt zostało zgwałconych przez żołnierzy Armii Czerwonej. Wiele było gwałconych zbiorowo, nawet po sto razy. Niektóre potem rozstrzeliwano. To było pokolenie naszych dziadków. Czy po latach, patrząc na swoje dorastające córki, nie stawały im przed oczami gwałcone przez nich niemieckie nastolatki? Czy mieli wyrzuty sumienia albo poczucie winy?

Tego się nie dowiemy, gdyż nie zostawili dla nas żadnych relacji. To oni wychowali naszych ojców i nasze matki. A ile nieślubnych dzieci zostawili w Niemczech? Ile setek tysięcy „prawdziwych Niemców" jest w rzeczywistości pół-Rosjanami? Nad tym pokoleniem też unosi się trauma i niewypowiedziana niepewność: czy jestem dzieckiem nazistowskiego zbrodniarza, czy sowieckiego gwałciciela? To była generacja nieznająca ojców i wychowywana przez samotne matki - emblematyczną postacią tego pokolenia jest choćby Gerhard Schröder. Zwierzęcy strach niemieckich kobiet przed rosyjskimi zdobywcami przekazany został ich dzieciom, czy to w formie słów, czy niedopowiedzeń, czy gestów. Stąd bierze się często spotykana dziś uległość, respekt czy niezdolność do przeciwstawienia się Niemców wobec Rosjan. Nieprzypadkowo w starochińskiej strategii wojennej zbiorowe gwałty na kobietach były sposobem na zabicie ducha podbitego kraju. Nic więc dziwnego, że Organizacja Narodów Zjednoczonych uznała niedawno gwałt za formę ludobójstwa.

 

tłum. Marek Lewandowski