Lubach przypomina, że jego własne postrzeganie Ukrainy wyrastało z tradycji polskiej kultury i romantycznego mitu kresów. „Z domu rodzinnego wyniosłem ową miłość w sposób naturalny (…) dzięki wychowaniu przez Ojca, piewcy wielonarodowej I Rzeczypospolitej i wielkiego wyznawcy idei jagiellońskiej” – wspomina. Jednocześnie podkreśla, że przez dekady komunizmu obraz Ukrainy pozostawał dla Polaków w sferze wyobrażeń: „Właściwie wszystko, co dotyczyło większości świata, ale w tym i naszych najbliższych sąsiadów, pozostawało w sferze mitów, nie dając żadnej szansy na skonfrontowanie romantycznych wyobrażeń z rzeczywistością”.
Przełomem okazały się dopiero osobiste doświadczenia autora z lat 90., gdy pracował nad filmem „Trudne braterstwo” o sojuszu Piłsudski–Petlura. Spotkanie z postsowiecką Ukrainą było wstrząsem: „Materialne i duchowe spustoszenie po dekadach komunizmu, przerażające ‘drogi’ (…) zapuszczony Lwów, wszechobecny język rosyjski zamiast ojczystej mowy”. Jednocześnie – jak podkreśla – doświadczył tam czegoś przeciwnego stereotypom: „Powszechnej życzliwości zwykłych ludzi, braku jakichkolwiek resentymentów pod adresem Polski i Polaków”.
Lubach ocenia, że po 1991 r. pojawiła się realna szansa na nowe partnerstwo, ale została zaprzepaszczona przez elity polityczne obu państw. Wspomina niewykorzystane projekty energetyczne i militarne oraz przemilczanie trudnych tematów historycznych. „Wszystkie naprawdę trudne strony naszego braterstwa – jak faktyczny rozbiór Ukrainy w wyniku haniebnego Pokoju Ryskiego czy straszliwa rzeź wołyńska – były wstydliwie upychane w kąt historii” – pisze.
Mimo rozczarowań autor odrzuca zarówno resentymenty, jak i romantyczny sentymentalizm. W jego ujęciu polska polityka wobec Ukrainy powinna opierać się na interesie narodowym, nie na emocjach: „Nie, nie musimy Ukrainy kochać, by twardo stać po jej stronie w każdym konflikcie z Rosją, bo taki jest po prostu nasz podstawowy interes narodowy”.
Lubach przywołuje tu Józefa Piłsudskiego, który – jak podkreśla – nie kierował się uczuciem, lecz kalkulacją geopolityczną. Cytuje słowa Naczelnika Państwa z 1920 r.: „Co do polityki ukraińskiej, to jest to eksperyment. (…) Daję teraz Ukraińcom możliwości. Jeśli im się uda, to się uda”. Dla Lubacha jest to dowód, że polskie wsparcie dla Ukrainy wynikało z realistycznego myślenia o bezpieczeństwie regionu.
Współcześnie – jego zdaniem – sytuacja jest jeszcze bardziej jednoznaczna. Ukraina walcząca z rosyjską agresją realizuje również polski interes strategiczny: „Chcą być raz na zawsze niezależni od Rosyjskiego Imperium (…) – o, to nasza jak najbardziej sprawa i trzeba w tym dopomóc w miarę naszych sił”.
Autor zaznacza jednocześnie granice tej solidarności. Polska nie powinna ingerować w spory pamięci historycznej ani narzucać Ukrainie bohaterów: „Chcą mieć za bohatera Banderę i Szuchewycza zamiast Petlury i Bezruczki – ich sprawa”. Kluczowe jest natomiast, by Ukraina istniała jako państwo suwerenne, bo jej niepodległość ogranicza rosyjskie ambicje imperialne.
W finale Lubach przyznaje, że jego osobisty stosunek do Ukrainy jednak ewoluował ku sympatii: „Pokochałem Ukrainę (…) jej przepiękną przyrodę, zabytki naszej wspólnej przeszłości i żywych ludzi”. Ale nawet ta deklaracja nie zmienia jego zasadniczej tezy: polsko-ukraińskie relacje powinny opierać się na realizmie, nie na sentymentalizmie.
„Dopóki Cmentarz Orląt sąsiadować będzie w pokoju z Cmentarzem Strzelców Siczowych (…) będzie trwało nasze braterstwo. Trudne, ale braterstwo” – konkluduje Jerzy Lubach.
