Po pierwsze, wolnomularstwo dążyło do zniszczenia Kościoła. Wielu masonów i wiele lóż zupełnie otwarcie (choć w tym środowisku otwartość zawsze jest dość względna) stawiało sobie za cel całkowite wyrugowanie wpływu Kościoła na życie społeczne. Niestety, w dużej mierze było to skuteczne - w 1870 roku wojska rewolucyjnej włoskiej armii republikańskiej przerwały Mury Aureliana przy Porta Pia i wdarły się do Państwa Kościelnego, kładąc kres jego istnieniu.

Dla masonów ta chwila jest symbolicznym początkiem końca stanowienia prawa opartego na Ewangelii we Włoszech - a szerzej, w całym świecie Zachodu, nawet jeżeli prawdziwie pierwszą rewolucyjną datą musi pozostawać wybuch rewolucji francuskiej, dzieła przecież z ducha masońskiego. To zatem pierwszy powód - zajadła wrogość masonerii wobec Kościoła.

Drugi powód, niemniej istotny, tak naprawdę przecież bardziej pierwotny i zasadniczy - to kompletna niezgodność założeń masońskich z katolicyzmem. Masoneria nie ma jednej wyrazistej doktryny, ale jest ideologią i sposobem życia zanurzonym w okultyzmie, gnozie i relatywizmie. Oznacza odrzucenie zbawienia w Jezusie Chrystusie i dążenie do samowyzwolenia człowieka. Jak konkretnie jest to realizowane, definiują już poszczególne loże, ale istnieje fundamentalna wspólnota kategorycznego sprzeciwu wobec prawdy o Wcieleniu Stwórcy w Jezusie Chrystusie, Jego męczeńskiej śmierci i Zmartwychwstaniu dla naszego zbawienia.

Ilość oficjalnych, uroczystych dokumentów, w których Kościół potępiał masonerię, jest naprawdę pokaźna. Fala potępień zaczyna się w XVIII wieku, idzie przez cały wiek XIX - aż po nasze czasy.

Tak, nawet dzisiaj Kościół mówi masonerii zasadnicze nie: kilka lat temu prefekt Dykasterii Nauki Wiary kardynał Victor Manuel Fernández orzekł, że katolicy nie mogą przystępować do masonerii - odpowiedział w ten sposób na pytanie jednemu z biskupów z Filipin, gdzie loże wolnomularskie są bardzo popularne i pełnią istotną rolę społeczną, stanowiąc trampolinę do kariery. Wielu wiernych Kościoła chce na tę trampolinę wskoczyć, ale Stolica Apostolska przypomina: nie wolno.

Nie oznacza to jednak, że wszystko pozostaje takie, jak było.

W 1964 roku papież Paweł VI ogłosił encyklikę „Ecclesiam suam”, programową dla swojego pontyfikatu i dla Kościoła po II Soborze Watykańskim w ogóle. Ogłosił tam wejście na drogę dialogu ze światem - i jak się rychło okazało, dialog ten objął również masonerię. Istotne pryncypia dialogu z wolnomularstwem wypracowali biskupi z Niemiec, którzy w 1980 roku wydali specjalny dokument na temat wzajemnych relacji. Wprawdzie orzekli, że wolnomularstwo jest niezgodne z katolicyzmem i przypomnieli, że katolikom nie wolno zasiadać w lożach - ale zachęcili do współpracy na "neutralnych" polach, dla dobra wspólnego... Ta linia jest dziś kontynuowana - nie tylko przez pojedynczych katolików w Polsce, którzy rozmawiają z wolnomularzami, ale nawet przez... hierarchów, przynajmniej we Włoszech.

Przypomnę: w 2016 roku ówczesny prefekt Papieskiej Rady ds. Kultury kard. Gianfranco Ravasi opublikował głośny artykuł pt. "Cari fratelli massonici", czyli "Drodzy bracia masoni". Powtórzył w nim tak naprawdę tezy biskupów niemieckich z 1980 roku i wezwał do dialogu i współpracy, na nieco poszerzonym polu (oprócz standardowej troski o ubogich czy o pokój na świecie dodał jeszcze ekologię, temat w 1980 jeszcze mało nośny). Od tego czasu we Włoszech doszło do szeregu spotkań katolickich biskupów z masonami, a sam Franciszek ogłosił encyklikę o dwuznacznie brzamiącym w tym kontekście tytule, „Fratelli tutti”, czyli „Wszyscy braćmi”…

Dlaczego jest to możliwe? W przypadku Kościoła katolickiego sprawa jest dość jasna. Postawa dialogiczna zakłada otwartość i próbę rozmowy z każdym, kto tej rozmowy chce. Można to różnie oceniać - moim zdaniem dialogowanie z masonerią nie przyniesie niczego dobrego. O ile można nawrócić poszczególnych masonów, to nie da się przecież nawrócić wolnomularstwa jako takiego - bo jest to ruch istotowo i fundamentalnie wrogi wobec katolicyzmu i samego Jezusa Chrystusa.

Można się jednak zastanawiać, dlaczego z Kościołem chcą rozmawiać sami masoni. Przecież jeszcze niedawno dążyli do jego zniszczenia, a dziś? Spotkania, dyskusje, panele, konferencje... Jeden z przywódców włoskiej masonerii pisał nawet, że marzy o wspólnym spacerze z papieżem ulicami Rzymu w świetle zachodzącego słońca…

Cóż, przyczyna tego stanu rzeczy wydaje się prosta: ideologicznie wolnomularstwo odniosło po prostu przytłaczające sukcesy. Idee relatywistyczne i antykatolickie weszły do głównego nurtu. Wielu z katolików myśli dziś tak naprawdę nie po katolicku, ale właśnie po masońsku - przyjmując za prawdę takie błędy, jak względność każdej religii, ewolucję dogmatu, egalitarystyczną nienawiść do wszelkiej hierarchii i władzy... W tym świecie masoneria nie musi już zwalczać Kościoła. Wystarczy rozmawiać - nic do stracenia, wszystko do zyskania.

My musimy odpowiedzieć sobie na pytanie o to, jak odzyskać wolność od masonerii - przede wszystkim wolność naszego myślenia. To można zrobić, zastanawiając się nad własną wiarą – i przeprowadzając skrupulatny proces odsiewania tego, co jest w niej tradycyjne i katolickie od tego, co stanowi ewidentne ciało obce.

Proces żmudny – ale w gruncie rzeczy dość prosty. Wystarczy wziąć do ręki solidne książki, stanowiące wyraz autentycznego nauczania Kościoła katolickiego, prace wielkich świętych, papieży, wybitnych teologów – i sprawdzić, gdzie w naszym życiu jest błąd.

Wyrzućmy z naszego myślenia masońskie z ducha błędy, a jeżeli ten proces przejdzie cały Kościół, szybko okaże się, że wolnomularze nie są wcale tak skorzy do dialogu.

W ten sposób przywrócony zostanie, że tak powiem, właściwy porządek katolicko-masońskich relacji.


Paweł Chmielewski
Autor jest publicystą portalu PCh24.pl