20.03.19, 15:05Zdj. Inyucho, CC BY SA 2.0, Flickr

Eksperci w PE: Moskwa żeruje na słabościach Zachodu, lecz sama ma ich znacznie więcej

„Moskwa żeruje na słabościach Zachodu, lecz sama ma ich znacznie więcej. Gdybyśmy prowadzili tylko właściwą politykę, moglibyśmy z łatwością poradzić sobie z rosyjskim zagrożeniem” - mówiono podczas wspólnego posiedzenia komisji Spraw Zagranicznych (AFET) oraz podkomisji Bezpieczeństwa i Obrony PE (SEDE) poświęconego wojnie hybrydowej na Ukrainie. Anna Fotyga, inicjatorka wspólnego posiedzenia, do wymiany poglądów zaprosiła wybitnych ekspertów ze Stanów Zjednoczonych i Ukrainy.

„Pięć lat po aneksji Kremlu i dalszej eskalacji konfliktu na wschodniej Ukrainie, chciałam zaprezentować transatlantyckie spojrzenie na ten krytyczny okres, trudny także dla społeczności międzynarodowej” - mówiła prowadząca spotkanie Anna Fotyga. Przewodnicząca SEDE przypomniała dotychczasowe działania podejmowane w SEDE oraz dokumenty przyjęte przez cały Parlament Europejski, jednoznacznie potępiające nielegalną aneksję Krymu oraz wspierające Ukrainę w obliczu rosyjskiej agresji.

„Kreml, prowadząc rewizjonistyczną politykę, chcąc obalić porządek świata ustalony po zakończeniu zimnej wojny, skupił się dzisiaj na Ukrainie” - mówił John Herbst, były ambasador Stanów Zjednoczonych w Kijowie. Ekspert Rady Atlantyckiej przypomniał, iż Ukraina jest największym terytorialnie państwem położonym w całości w Europie, z liczącą ponad czterdzieści milionów, dobrze wykształconą ludnością, stąd jest ona kluczowa dla dążeń Putina do odbudowy rosyjskiej dominacji. Herbst wskazywał, iż Rosja chce podeptać podstawowe zasady: „integralność terytorialną, suwerenność narodów, swobodę wyboru przez naród systemu politycznego i gospodarki, oraz własnej międzynarodowej orientacji - przyjaciół i sojuszy. [...] To nie jest jakiś tajny rosyjski plan” - mówił Herbst przypominając wystąpienie Władimira Putina w Monachium w 2007 roku oraz doktrynę generała Walerija Gierasimowa, Szefa Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej, który w 2013 roku zarzucił Zachodowi działania o charakterze wojny hybrydowej. „To typowe zachowanie Kremla - oskarżyć innych o swoje własne praktyki, by następnie usprawiedliwiać własne działania” - mówił ekspert Rady Atlantyckiej. „Podobnie należy odczytywać wystąpienie Gierasimowa sprzed kilku tygodni, kiedy to tłumaczył, iż „prowokacyjna polityka Moskwy wobec Zachodu, jest formą samoobrony”. Zdaniem Herbsta, rosyjskie władze w ten sposób starają się wytłumaczyć społeczeństwu własne agresywne działania. Jest to odpowiedź na ostatnie sondaże przeprowadzone przez Centrum Lewady, które pokazują, iż znaczna większość Rosjan nie aprobuje polityki konfrontacji z Zachodem.

„Interesy Zachodu są całkowicie zbieżne z interesami Ukrainy. Jeżeli polityka Moskwy jest nastawiona na zachwianie międzynarodowego ładu, na osłabienie UE, NATO, relacji transatlantyckich, w naszym interesie jest zatrzymanie agresji Kremla w miejscu, gdzie przyjęła najbardziej zaciekłą formę, czyli na wschodzie Ukrainy, w Donbasie” - mówił Herbst. „Jeżeli chcemy aby Rosja nie podjęła podobnie prowokacyjnych działań - przeciwko chociażby państwom bałtyckim - w naszym interesie jest uczynienie jej zaangażowania na wschodzie Ukrainy maksymalnie kosztownym” - mówił Herbst.

Ekspert skupił się na realizowanym przez Radę Atlantycką programie zwalczania rosyjskiej dezinformacji. „Moskwa jest tradycyjnie bardzo skuteczna w produkowaniu i wpuszczaniu do zachodnich i światowych mediów swojej propagandy. Przekazy te w przypadku Ukrainy mają pokazać ją jako państwo upadłe, skorumpowane, faszystowskie, co nie jest prawdą” - mówił Herbst, zaznaczając, iż jest świadom problemu korupcji na Ukrainie, która wcale nie jest większa niż w Rosji. „Główny przekaz rosyjskiej propagandy brzmi: Ukraina, która jest celem rosyjskiej agresji, nie jest warta wsparcia Zachodu. Wyszukując w Niemczech informacje na temat Ukrainy, pierwsze osiem na dziesięć wiadomości które pojawiają się na twoim komputerze pochodzi ze Sputinka czy RT [dawniej Russia Today]. To skandal, które obrazuje, jak ten problem wygląda w rzeczywistości” - mówił Herbst.

Kolejnym obszarem wojny hybrydowej są operacje cybernetyczne. John Herbst zwrócił uwagę, iż Rosjanie są bardzo utalentowani, mają doskonałych matematyków i naukowców. Jednak z uwagi na skorumpowany system polityczny i gospodarczy, w Federacji Rosyjskiej nie ma wielkich firm technologicznych. „Najlepsi hakerzy znajdują się jednak w Rosji, są partnerami Służby Wywiadu Zagranicznego, FSB i GRU, a część z nich pracuje dla tych instytucji” - mówił Herbst. Kolejnym narzędziem Kremla w wojnie hybrydowej są pieniądze, służące do przekupywania polityków na Zachodzie, czy kupowania agentów wpływu. „I mamy okazję widzieć tych agentów wykonujących swoją pracę. Także destabilizujących Ukrainę” - mówił Herbst .

Ambasador Herbst opisał także rosyjskie działania kinetyczne, jak bezpośrednie zaangażowanie wojska, wsparcie rebeliantów, czy klasyczną działalność wywrotową na wschodzie Ukrainy, a także nieudaną realizację projektu tzw. „Noworosji”. „Kolejną kwestią są zabójstwa, przeprowadzane nie tylko na ulicach Kijowa, ale również w Europie, jak w Salisbury” - mówił, podkreślając rosnąca skuteczność Służby Bezpieczeństwa Ukrainy w neutralizowaniu tych zagrożeń.

„Jest oczywistym, iż Kreml odniósł kilka sukcesów na Ukrainie, ale tylko kilka. Nie był w stanie utworzyć stabilnego reżimu na wschodzie, który pozostaje zależny od tysięcy rosyjskich żołnierzy, rosyjskiego ekwipunku. Tzw. republiki ludowe w Doniecku i Ługańsku posiadają drugie czy trzecie w Europie siły czołgowe. Nie kupili ich na lokalnym rynku. To są czołgi rosyjskie” - tłumaczył Herbst. Gość Anny Fotygi dodał, iż amerykańska i europejska odpowiedź na agresję Kremla jest niewystarczająca, ale na tyle duża, iż powstrzymuje Kreml przed dalszą eskalacją. „Sankcje są tutaj kluczowe. Ich koszt, opierając się na danych Kremla, to od 1 do 1,5 proc PKB rocznie - co jest znaczną wielkością. Ponieważ Putin zdecydował się przede wszystkim zatroszczyć się o swych kumpli, koszty te przekładają się na od 2 do 4 proc. spadku poziomu życia zwykłych Rosjan” - oceniał Herbst. Były amerykański ambasador w Kijowie zwracał także uwagę na znaczenie przekazania przez administrację Trumpa pocisków przeciwczołgowych Javelin. „Putin ma dwie słabości wojny na Ukrainie. Pierwszą z nich są straty gospodarcze. Druga wynika z faktu, iż nie jest to wojna Rosjan przeciwko Ukrainie, którzy nie chcą walczyć przeciwko Ukraińcom, co pokazują kolejne sondaże. Dlatego ukrywa poniesione na Ukrainie straty. Aby go powstrzymać, musimy podnieść koszty jego działań, wykorzystując środki gospodarcze i wojskowe” - tłumaczył.

 

Oleksij Melnyk, ekspert Centrum Razumkova, podkreślił, że choć w teorii wojna hybrydowa trwa od pięciu lat, od aneksji Krymu przez Rosję, to tak naprawdę rozpoczęła się znacznie wcześniej. „Faktyczna data rozpoczęcia okupacji Krymu została wybita przez Kreml na medalu przyznawanym za "przywrócenie Krymu Rosji”, chociaż pewne działania podejmowano już w roku 2003, kiedy to po raz pierwszy Rosjanie wykorzystując środki pozawojskowe podjęli próbę aneksji małej części ukraińskiej ziemi, jaką jest wyspa Tuzla położona w Cieśninie Kerczeńskiej. Z kolei w 2006 roku, dobrze zorganizowana akcja z wykorzystaniem ludności cywilnej, w tym starszych pań, miała na celu zablokowanie przemieszczania się amerykańskich i ukraińskich wojsk biorących udział w manewrach wojskowych” - mówił Melnyk. Ukraiński ekspert przywołał słowa Putina, iż „możemy postawić miejscową cywilną ludność na przedzie, a nasi żołnierze staną za raz za jej plecami”.

„Ukraina jest obecnie polem testowym dla rosyjskiej wojny hybrydowym, swoistym poligonem” - mówił ekspert, wskazując, iż dzięki temu, jest ważnym źródłem informacji i ekspertyzy. Melnyk wskazywał, iż Rosjanie mogą „uzbroić” energię, gospodarkę, pieniądze, religię, język, czy więźniów politycznych. „Wszystko może być wykorzystane w celach wojskowych” - dodawał. „My, Ukraińcy, możemy różnić się w wielu kwestiach, ale jesteśmy zjednoczeni w pragnieniu, żeby żyć w wolnej, zamożnej, demokratycznej i europejskiej Ukrainie” - mówił ukraiński ekspert. „Jeżeli chodzi o Kreml, obawiam się, że ma inne oczekiwania i inne nadzieje na przyszłość Ukrainy, ponieważ, jeżeli my obawiamy się, że Rosja jest zagrożeniem naszej egzystencji, to tak samo Rosjanie myślą, że Ukraina stanowi zagrożenie dla istnienia Rosji. Kiedy pewnego dnia Ukraina stanie się zamożnym, wolnym i niezależnym krajem, będzie to koniec reżimu Putina. Jeżeli pewnego dnia w oczach Rosjan Ukraina stanie się członkiem wspólnoty euroatlantyckiej - i nie mam tutaj na myśli formalnego członkostwa- będzie to równoznaczne z końcem imperialnych i globalnych ambicji Putina" - tłumaczył Oleksij Melnyk, podkreślając znaczenie tegorocznych wyborów na Ukrainie. „Dlatego Putin się nie zatrzyma, nie będzie usatysfakcjonowany żadnymi koncesjami czy kompromisami ze strony Ukrainy. Interesuje go jedynie całkowita kapitulacja” - mówił gość AFET i SEDE.

„W 2014 roku ukraińska armia liczyła 120 tysięcy żołnierzy, zdrowych mężczyzn i kobiet, niezbyt dobrze opłacanych, ale otrzymujących żołd, pochłaniających jakąś część PKB kraju. Gdy nadszedł czas sprawdzianu, ministerstwo obrony poinformowało, iż może zebrać jedynie około 5 tysięcy żołnierzy” - mówił, dodając, iż także ta liczba nie była poprawna, gdyż jedynie pięciuset z nich było gotowych do walki. Melnyk opisał trwający latami proces niszczenia ukraińskich sił zbrojnych. „Redukcja wojska rocznie o 30 tysięcy, tyle ile liczą łącznie siły zbrojne Belgii. Żadnych większych zakupów uzbrojenia, brak realnych ćwiczeń. Jeśli wydaje się na obronę 0.9 czy 1.1 proc. PKB, wówczas wpada się w poważne tarapaty” - mówił ekspert. „Minister obrony, szef służby bezpieczeństwa, dowódca marynarki, który zdradził Ukrainę w pierwszych dniach okupacji - wszyscy mieli rosyjskie obywatelstwa. Operacja zajęcia Krymu rozpoczęła się więc dużo wcześniej niż w 2014 roku” - mówił Melnyk. Ekspert opisywał także kulisy powstania w 2005 roku nowej doktryny wojskowej Ukrainy, gdzie z przyczyn politycznych zablokowano zapisy o zagrożeniu atakiem na dużą skalę, który mógł przecież nadejść tylko z kierunku Rosji. „Stąd brak planowania, brak przygotowania”- tłumaczył Melnyk.

 

Keneth Geers, ekspert ds. cyberbezpieczeństwa, przypomniał, iż szpiegostwo w sieci sięga swymi korzeniami jeszcze lat 70-tych. Rosja atakując w 2007 roku w cyberprzestrzeni Estonię po raz pierwszy użyła sieci komputerowej w celu zaatakowania innego państwa. „Teraz teatrem wojny cybernetycznej stała się Ukraina. Przechwytywanie komunikacji i upublicznianie w sieci, namierzanie telefonów do precyzyjnego ostrzału artyleryjskiego, czy hakowanie wyborów” - wymieniał Geers. Amerykański ekspert podkreślał także, iż zdecydowana większość ukraińskiej młodzieży w mediach społecznościowych na co dzień styka się z próbami uzyskania wpływu przez zagranicznych aktorów. „Sieć daje nowe potężne narzędzie w ręku wojska. Podczas gdy rosyjskie czołgi i żołnierze są fizycznie obecni na wschodzie Ukrainy, hakerzy potrafią wyłączyć elektryczność na zachodzie kraju, jak miało to miejsce w Boże Narodzenie 2015 roku” - mówił. Keneth Geers odniósł się także do podejmowanych przez Kreml prób odizolowania się od globalnej sieci. „Co to oznacza? To bardzo dobre pytanie, które należy rozważyć także w kontekście Chin i Iranu, które również podejmują takie próby. Jakie mają motywacje i intencje, szczególnie w kontekście wykorzystywania dla ataków i celów politycznych i wojskowych? Problem ten nie zniknie, wręcz przeciwnie - symbioza komputera i człowieka będzie jeszcze się wzmagała. Wielu analityków uważa, iż obecnie poligon w testowaniu ataków znajduje się na Ukraine” -zakończył Geers.

„Moskwa żeruje na słabościach Zachodu, lecz sama ma ich znacznie więcej. Gdybyśmy prowadzili tylko właściwą politykę, moglibyśmy z łatwością poradzić sobie z rosyjskim zagrożeniem” - kontynuował John Herbst. „W moim przekonaniu rosyjska polityka ulegnie zmianie. Wpływowi ludzie w Moskwie, szczególnie w sektorze finansowym, wśród technokratów, ale także w wewnętrznym kręgu Putina, rozumieją, iż gospodarka Rosji pogrąża się w stagnacji, spada coraz niżej w światowym rankingu. Może to potrwać 3-4 lata, a może także zająć ponad 15 lat. W każdym razie to się zdarzy. Nie możemy jednak czekać na tę zmianę, powinniśmy zrobić wszystko, aby przyspieszyć ten dzień, poprzez wzmacnianie sankcji w odpowiedzi na agresywną politykę” - omawiał sytuację w Rosji. Herbst poinformował także, iż Rosjanie dwukrotnie podejmowali już poważne negocjacje z Waszyngtonem, a obecnie Putin oczekuje na wybór przez Ukraińców przychylniejszego sobie prezydenta i rządu. „Sądzę, że do pół roku od ukształtowania nowego rządu, Putin zda sobie sprawę, iż nie będzie w stanie osiągnąć lepszych rezultatów w rozmowach z Ukrainą. Wówczas będzie miał dwa wyjścia: albo poważne negocjacje, albo eskalacja” - mówił Herbst.

Amerykański ekspert odniósł się także do sankcji sektorowych, proponując objęcie nimi Gazprom Bank, co byłoby dużym uderzeniem w rosyjską gospodarkę. Zdaniem Herbsta, powinniśmy także kontynuować sankcje personalne, ale wymierzone nie tylko w przedstawicieli rządu czy gospodarki, ale także w ich rodziny, którym przekazują majątki. „One także powinny być objęte sankcjami. Dobrze wiemy, iż ludzie Kremla opowiadając o odrębnej rosyjskiej cywilizacji, jednocześnie chcą kupować posiadłości w Europie, wysyłać dzieci na europejskie czy amerykańskie uczelnie, czy też po prostu imprezować poza Rosją. Odbierzmy im te przyjemności” - apelował Herbst.

„Jestem zdecydowanym przeciwnikiem Nord Stream 2. Nie ma wątpliwości, iż jest to program geopolityczny” - mówił ambasador Herbst. Ekspert skrytykował także kanclerz Angelę Merkel za jej politykę wobec gazociągu. W opinii Herbsta, w urzędzie kanclerskim zdają sobie sprawę, iż warunki stawiane przez Kreml, mające gwarantować dalszy przesył gazu przez Ukrainę są cyniczną polityczną grą, dlatego projekt Nord Stream powinien zostać zatrzymany. „Jeśli Niemcy tego nie zrobią, jeśli Unia tego nie zrobi, niech zrobią to Amerykanie - mówił Herbst apelując o powstrzymanie projektu.

Marta Ewa Lipińska/Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy