30.04.20, 17:23

Koronawirus, Opatrzność Boża i moc wytrwałej modlitwy. Świadectwo uzdrowionego księdza

Na ciężki przebieg COVID-19 narażone są przede wszystkim osoby starsze i przewlekle chore. Zdarza się jednak, że również w organizmie młodych i zdrowych osób koronawirus sieje spustoszenie. Tak było w przypadku ks. Pawła Komara z Grójca. Jego choroba miała być jedynym przypadkiem w Warszawie, kiedy młoda i zdrowa osoba z powodu COVID-19 otarła się o śmierć. Jednak ks. Paweł wyzdrowiał, a dziś dzieli się swoim świadectwem. „I w życiu, i w śmierci należymy do Pana”, cytuje duchowny List do Rzymian, odnosząc go do swojego życia.

Ks. Paweł zachorował na COVID-19 przed Świętami Wielkanocy. Choroba spowodowała krytyczną niewydolność oddechową. Triduum Paschalne przeżył w stanie śpiączki farmakologicznej, w którą musieli wprowadzić go lekarze.

-„Podłączony do respiratora, pozbawiony świadomości, razem z Chrystusem przeszedłem Jego mękę i śmierć. I to On nie pozwolił mi całkiem umrzeć, wysłuchał tysięcy modlitw, zanoszonych w mojej intencji, których ja – w tej mojej otchłani – nie byłem zupełnie świadom” – mówi duchowny.

Ks. Paweł zaobserwował u siebie przed Świętami objawy typowe dla anginy. Wobec tego lekarz przepisał mu antybiotyki, ale w żaden sposób nie poprawiły one jego stanu zdrowia. Do bólu gardła i gorączki dołączyły trudności z oddychaniem. W Wielką Środę trafił więc do szpitala. Zawiózł go tam jego proboszcz, ponieważ pogotowie mogło dotrzeć dopiero po kilku godzinach, a jego stan się pogarszał. Młody kapłan trafił od razu do Wojewódzkiego Szpitala Zakaźnego na Woli.

Kiedy duchowny trafił do szpitala, natychmiast jego rodzina, przyjaciele, znajomi i parafianie rozpoczęli gorącą i wytrwałą modlitwę, prosząc Boga o uratowanie ks. Pawła.

Jego stan określono jako ciężki. W nocy potwierdzono obecność SARS-CoV-2 i zdiagnozowano ciężkie zapalenie płuc. Aby móc pokonać niewydolność oddechową, konieczne stało się wprowadzenie go w stan śpiączki farmakologicznej. Stan, w jakim się znalazł, określa jako „czarną dziurę”. Jak opowiada, nie miał żadnej świadomości. Tymczasem jednak nie ustawała gorąca modlitwa, w której tysiące osób błagało o uzdrowienie kapłana. Kard. Kazimierz Nycz właśnie w tej intencji celebrował wielkoczwartkową Mszę Krzyżma.

W Poniedziałek Wielkanocny ks. Paweł się wybudził. Dziś opowiada, że to wielkanocne wydarzenie jest dla niego doświadczeniem nowych narodzin w Chrystusie. Przeszedł razem z Chrystusem mękę, zanurzając się w śmierci, aby na nowo wrócić do życia.

Podobnie, jak przyznaje, przeżyła to jego rodzina. To ciężkie doświadczenie pozwoliło jej bardziej przytulić się do Pana Boga:

-„Wcześniej to się właściwie nie zdarzało, ale teraz, gdy już byłem przytomny i w izolacji, dzwonili do mnie często aby się wspólnie przez telefon pomodlić” – opowiada kapłan.

Dziś swoją chorobę widzi jako wielkie doświadczenie Bożej Opatrzności i troski Wszechmogącego, który wysłuchuje modlitw, tak jak rodzic słucha próśb swoich dzieci

-„Na koniec zostaje więc wdzięczność Panu Bogu. I lekarzom wraz z pielęgniarkami. Byli moimi Aniołami Stróżami” – mówi kapłan.

kak/Stacja7

Komentarze

gośka2020.04.30 22:31
nie wiem czemu Kościół wbił mi do głowy niszczący mnie schemat postępowania...przecież wiadomo, że w naturze wygrywa bardziej przebiegły...a ja ciągle na pozycji przegranej...wspominam matkę, całe życie krążyły jej myśli wokół Kościoła, zginęła marnie na raka...wyglądała jak łysy kościotrup...i to ma być godność ludzka w wydaniu Boga?
Loli2020.05.1 13:06
A moze przez swoja meke tu na ziemi od razu zasluzyla na niebo? Bog daje ludziom , ktorzy Mu ufaja zawsze to, co jest dla nich najlepsze. Nawet jesli tego nie rozumiemy lub nie akceptujemy. Bo my myslimy po ludzku, a Bog ma spojrzenie z zupelnie innej perspektywy.
J.P2020.05.1 15:20
To tylko wytłumaczenie, ale warto w nie wierzyć jeśli ma to nadać sens zwykłym kolejom okrutnego losu.
STANISLAW2020.04.30 18:10
Znam takie przeżycia, bo przez trzy tygodnie leżałem w takiej szpitalnej sali, z której pacjentów wynoszono tylko do kostnicy! I wiem, co znaczy samotność cierpienia, bo przez sześć miesięcy lażałem... w separacji! Pozdrawiam byłego koronawirusowca!