24.10.18, 12:00

Paktowanie z diabłem, czyli lekcja z klęski Patryka Jakiego

Patryk Jaki kokietował lewacki elektorat sprawami in vitro, parad równości i osobą "tęczowego" Piotra Guziała. Ostatecznie i tak poniósł sromotną klęskę. Niech jego los będzie przestrogą dla innych prawicowych kandaytów. A sam Jaki oby zszedł z drogi paktowania ze złem.

Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi

Klęska wyborcza Patryka Jakiego w Warszawie ma zaskakująco wielkie rozmiary. Że ostatecznie kandydat PiS przegra - w to wątpiło niewielu. Zgodnie z najnowszymi danymi rozmiary wiktorii Rafała Trzaskowskiego są jeszcze większe, niż podawano: to 56,67 do 28,53 procent głosów.

W tej sytuacji chcielibyśmy zwrócić uwagę na bardzo bolesną dla przegranego kandydata prawicy sytuację. Uważaliśmy - i nadal uważamy - że Patryk Jaki to człowiek prawy. Nie można jednak zamykać oczu na to, że w warszawskiej kampanii wyborczej z perspektywy katolickiej polityk ten po prostu się pohańbił.

Niech jego los będzie przestrogą dla wszystkich przedstawicieli konserwatyzmu, którym przychodzi do głowy serwować wyborcom progresywne postulaty w nadziei na pozyskanie głosów lewicy. My stoimy na stanowisku: z diabłem się na paktuje. Lepiej przegrać wybory, niż wygrać politykując ze złem. A w tym wypadku Patryk Jaki nie tylko wszedł w dialog z diabelstwem, ale i przegrał. 

W czym rzecz? Po pierwsze, Patryk Jaki poparł kontynuowanie warszawskiego programu in vitro. Przypomnimy, że metoda ta zakłada zamrażanie ludzkich embrionów i w ocenie Kościoła katolickiego jest skrajnie diabelska; to czyste, dehumanizujące zło, element szerokiego frontu cywilizacji śmierci, której ostatecznym celem jest wywrócenie do góry nogami chrześcijańskiego ładu społecznego i moralnego. Patryk Jaki zapowiedział poparcie in vitro, bo stosowanie tej metody dla szerokiej rzeszy centrowych wyborców nie ma w sobie niczego nagannego; walka z in vitro uchodzi tymczasem za przejaw fundamentalizmu. Niestety, kandydat na prezydenta nie stanął tu na wysokości zadania i zdecydował się na podeptanie porządku moralnego w nadziei - złudnej, jak się okazało - pozyskania nowych wyborców.

Rzecz druga, rewolucja homoseksualna. Patryk Jaki powiedział wprawdzie, że nie podpisze nigdy samorządowej karty LGBT, inaczej niż jego konkurent, cywilizacyjny degenerat Rafał Trzaskowski. To mu się chwali. Stwierdził jednak przy tym, że nie chce się tym zajmować, bo jego prezydentura miałaby być ,,pragmatyczna, nie ideologiczna''. Tymi słowami Patryk Jaki zlekceważył w sposób niezwykle zaskakujący skalę problemu związanego z postulatami LGBT. Owszem, agenda homoseksualistów i ich mocodawców jest czystą ideologią, ale taką, która ma przekształcać świat i przeorać świadomość, niszcząc chrześcijaństwo. Nie można mówić, że to sprawy błahe; to sprawy absolutnie najważniejsze, a walka z homodyktaturą jest czołowym obowiązkiem każdego katolika. To nowa rewolucja marksistowska, która chce porwać nasze dusze. Nie można stawać z boku. Patryk Jaki, krytycznie wprawdzie, ale jednak odmówił konfrontacji. Znowu, nie stanął na wysokości zadania; tym więcej, że zadeklarował, iż nie zakaże obscenicznej Parady Równości, czyli symbolicznego pochodu rewolucjonistów dążących do zagłady katolickiej prawdy.

Wreszcie, problem trzeci - Piotr Guział. Guział to polityk od 1997 roku związany z lewicą. Wówczas przystąpił do Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Owszem, nawrócenia się zdarzają. Guział walczył od lat w zdecydowany sposób z patologiami, do jakich dochodziło w Warszawie. Zbierał podpisy w referendum o odwołanie Hanny Gronkiewicz-Waltz. Ma osiągnięcia w walce o poprawę bytu zwykłych warszawiaków. Z tej perspektywy współpraca z Guziałem nie byłaby dla Patryka Jakiego niczym hańbiącym. Problem w tym, że Jaki ogłosił przekazanie Guziałowi w razie zwycięstwa spraw kultury. Guział tymczasem widział siebie jako polityka idącego w awangardzie bezbożnej rewolucji seksualnej. Jeszcze we wrześniu 2018 roku pisał, że jest "jedynym uczciwie tęczowym kandydatem"; zabiegał o wprowadzenie ,,zajęć z seksualności człowieka''; chciał traktować związki jednopłciowe tak, jak normalne związki. Guział organizował też różne homoseksualne eventy na swoim Ursynowie. Mówiąc krótko: to człowiek z perspektywy katolickiej wrogi fundamentom tego, na czym opiera się nasza cywilizacja. A Patryk Jaki chciał jemu właśnie oddać sferę kultury!

I teraz - jest. Jaki poniósł klęskę. Mógł wyjść z niej z twarzą - jako kandydat konserwatywny i niezłomny. Wyszedł jako człowiek wprawdzie osobiście prawy i dążący do dobra, ale - splamiony giętkością i układami z czystym złem.

Jaki to młody polityk. Mamy szczerą nadzieję - i modlimy się także za to - by wrócił na pozycje bezkompromisowej walki z cywilizacją śmierci, którą uosabiają takie sprawy jak in vitro, propaganda homoseksualna, parady równości. Byłoby wielką szkodą, gdyby swój niewątpliwy polityczny talent zmarnował dla sprawy budowania jakiegoś obmierzłego centrum; niech obróci go na chwałę Bożą dla dzieła budowy katolickiego porządku.

fronda.pl