21.09.16, 20:20

Prof. Aleksander Nalaskowski dla Frondy: Minister Zalewska ma odwagę zrobić to, czego nie potrafiły poprzedniczki

Minister edukacji narodowej Anna Zalewska w rozmowie z TVN24 na temat reformy edukacji, której flagowym pomysłem jest likwidacja gimnazjów, a zatem powrót do systemu 8+4, odniosła się do najczęstszych zarzutów ze strony opozycji. 

Szefowa MEN uspokajała, że likwidacja gimnazjów nie pociągnie ze sobą fali zwolnień nauczycieli, jak prognozuje ZNP. Minister Zalewska tłumaczy, że zwolnienie 45 tysięcy nauczycieli od 2007 r. to efekt niżu demograficznego. Inne zmiany to nowa podstawa programowa, która zacznie obowiązywać od przyszłego roku. 

Minister Zalewska zapewniła również: „Mam nadzieję, że słuchanie nauczycieli i rodziców i monitorowanie pozwoli na bezpieczne przeprowadzenie przez tę reformę. Myślę, że robimy reformę edukacji razem i wspólnie dla dobra dzieci. Myślę, że opozycja powinna milczeć, powinna przeczytać raporty NIK, które potwierdzają, co złego zrobili . Ja dla dobra dzieci jestem gotowa do rozmów i wzajemnej współpracy”.

O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy pedagoga, prof. Aleksandra Nalaskowskiego:

"Przede wszystkim nie jest to zupełnie nowa reforma, a powrót do starej struktury oświatowej. Ta stara forma sprawdziła się dobrze i niepotrzebnie zaczęto wyczyniać nad nią cuda. Nie wiadomo, czemu właściwie służyło wprowadzenie gimnazjów, może uruchomieniu produkcji gimbusów? Z mojego punktu widzenia ten krok jest słuszny, ponieważ trzeba umieć wycofać się z błędnych decyzji poprzedników. Po drugie: żadna reforma nie odbywa się bezkosztowo. Nie wygląda to tak różowo, że żaden nauczyciel nie zostanie zwolniony. Zostanie zwolniona w ogóle jakaś część pracowników oświaty, bo będzie potrzeba np. mniej woźnych czy wychowawców w świetlicach. Ten odsetek zapewne będzie niewielki, jednak takiej zmiany strukturze oświaty nie można dokonać, zakładając, że wszyscy utrzymają pracę, a może nawet będą jeszcze więcej zarabiali.

 Mam jednak duże zaufanie do minister Anny Zalewskiej. Mam wrażenie, że obecna szefowa wie, co robi. Jest bowiem na pierwszym ogniu krytyki, ponieważ jako pierwsza miała odwagę, by zmierzyć się z problemem, z którym jej poprzednicy nie potrafili się zmierzyć. Przypomnijmy sobie osoby na tym stanowisku, o których powiedzieć, że były „nieporozumieniem” to byłby komplement, jak min. Krystyna Szumilas czy min. Kluzik-Rostkowska. Poprzedniczki były całkowicie niekompetentne, zaś minister Zalewskiej należy się pełen podziw!

 Co zaś się tyczy "słuchania nauczycieli" i "robienia reformy razem": Myślę, że jest to jedynie pijarowy zabieg i mam nadzieję, że tego minister Zalewska nie zrobi. Rodzice nie są od tworzenia szkoły, od tego jest minister i państwo. Bo każdy rodzic będzie zawsze optował za tym, co będzie najlepsze dla jego dziecka, bez względu na to, co jest dobre dla innych dzieci. Zadaniem rodzica w szkole jest dbanie o to, by dziecko chodziło do szkoły dobrze odżywione, schludnie ubrane, by odrabiało lekcje, nie spóźniało się i nie wagarowało. Natomiast reformowanie szkoły razem z rodzicami... Proszę sobie wyobrazić, że ma Pani problem chirurgiczny. Czy chirurg będzie konsultował zabieg z Pani rodziną? Od wszystkiego są fachowcy, nie ma więc powodu, by rodzice byli w to włączani, gdyż większość z nich to ludzie w tej materii niekompetentni, znający szkołę z czasów, gdy sami do niej chodzili. Nie ma powodu, by ich do tego włączać i próbować uczynić z nich partnerów. Jeśli szkoła jest dobra, wszystko w niej odbywa się bez rodziców. Oni pojawiają się tylko wtedy, gdy w szkole dzieje się źle, wtedy zaczynają się upominać. Gdy wszystko idzie dobrze, rozsądnym rodzicom ani przez myśl nie przejdzie, by szkole w jakikolwiek sposób przeszkadzać."

Not. Joanna Jaszczuk