15.10.16, 06:15Fot. Youtube

Jak zwalczyć gazowy monopol Rosji? Odpowiada prof. K. Kik

Czy dywersyfikacja dostaw gazu do Polski, do której dąży ministerstwo energetyki, będzie dla nas korzystna? I jaki będzie miała wpływ na rozwój sytuacji międzynarodowej? Swoją opinią na ten temat podzielił się z nami profesor Kazimierz Kik.

 

Fronda.pl: Minister Piotr Naimski informował ostatnio o planach dywersyfikacji dostaw gazu ziemnego do Polski m.in. z szelfu norweskiego. Ma to przełamać monopol gazowy Rosji. Jak takie działania wpłyną na sytuację w Europie, interes Polski i naszą pozycję?

Prof. Kazimierz Kik: Nie tylko Polska, ale także Czechy, a także Słowacja i Węgry mają na celu dywersyfikację źródeł surowców energetycznych. To jest jeden z głównych celów państw Europy Środkowo-Wschodniej, która obecnie jest uzależniona w dużym stopniu od gazu rosyjskiego. Sama idea dywersyfikacji jest więc oczywiście korzystna dla Polski. Pozostaje to jednak kwestią wyboru geopolitycznego. Naszym priorytetem w tych działaniach jest chęć uniezależnienia się od Rosji. Widzimy więc, że jest to przyczyna nie ekonomiczna, a polityczna.

Przyczyny polityczne i ekonomiczne powinny się równoważyć?

Powstaje zasadniczy problem. Co w gospodarce liczy się najbardziej, czy rachunek ekonomiczny, czy polityczny? Sądzę, że słabością tej dywersyfikacji, jest oparcie działań na rachunku politycznym, podczas gdy podstawą powinna być chęć pozyskania surowca jak najtańszego tak, aby dywersyfikacja doprowadziła do obniżenia kosztów wytwarzania energii w Polsce. Jeżeli ten rachunek ekonomiczny będzie zgodny z rachunkiem politycznym, sprawa jest słuszna i bezdyskusyjna.

Dywersyfikacja to więc dobry pomysł, ale tylko jeśli przyniesie wymierny zysk?

Nasze koncepcje zdywersyfikowania źródeł energii są oczywiście słuszne, ale tylko wtedy, jeśli będzie się to opłacać ekonomicznie. Aspekt geopolityczny jest istotny, ale kluczowa pozostaje ekonomia. Warto też zadać sobie pytanie, czy ktoś jeszcze w Unii Europejskiej idzie podobną drogą w kwestii energetyki. Mam tu na myśli liczące się państwa Unii takie jak Francja, czy Niemcy. One jednak w swoich przedsięwzięciach stawiają przede wszystkim na zysk ekonomiczny. Celem dla nich jest obniżenie kosztów produkcji i zwiększenie aktywności przemysłowej opartej na jak najtańszych surowcach.

Przykładem mogą być tu Niemcy?

Jeżeli rozejrzymy się wokół siebie, dostrzeżemy, że Niemcy prowadzą zupełnie odmienną politykę pozyskiwania surowców energetycznych. W swoich wyborach źródeł energii kierują się kalkulacją opartą przede wszystkim na ekonomii. Pozyskują oni gaz z Rosji i pozyskują go tanio. Polska próbuje zaś stworzyć w Europie Środkowej pewien front przeciw Rosji, wykorzystując tak szelf Norweski, jak i LNG. Chcemy sprawić tym samym, aby Rosja obniżyła ceny surowców w obliczu alternatywy. Musimy jednak patrzeć na koszty, które mogą być wysokie, jeżeli będziemy sprowadzać choćby skroplony gaz z Bliskiego Wschodu do Świnoujścia i potem przesyłać go dalej.

Rachunek ekonomiczny przy wprowadzeniu dywersyfikacji może więc nie być dla nas korzystny?

Cena tych aktywności może być wysoka, a punktem wyjścia w myśleniu o gospodarce powinien być rachunek ekonomiczny wychodzący na plus. Nie krytykuję tych dążeń do zróżnicowania źródeł, to samo w sobie jest słuszne, ale przede wszystkim powinno być nastawione na osiągnięcie konstruktywnego efektu i pozytywnych skutków ekonomicznych dla Polski. Tak czynią choćby Niemcy, na pierwszym miejscu stawiając zysk. O rachunku politycznym nie można zapominać, ale na pierwszym planie musi być zysk, jaki Polska osiągnie dzięki dywersyfikacji źródeł gazu.

Jak dokładnie Niemcy podchodzą do tych kwestii?

Niemcy pomimo różnic i problemów w relacjach z Rosją postawili na interes i z ekonomicznego punktu widzenia wyszli na tym dobrze, bo mają ceny gazu dużo niższe niż Polska. Niemcy zachowali tu pragmatykę. Ostatecznie doszło potem do ominięcia Polski, mowa tu o gazociągu północnym. Musimy sobie w obecnej sytuacji zadać pytanie o efektywność naszych działań. Celem bowiem nie powinien być tylko pewny dostęp do gazu, ale konkurencyjność cen. Nie jest sztuką kupić drogo i utracić konkurencyjność gospodarki.

Podsumowując – tak czy nie dla dywersyfikacji źródeł gazu?

Nigdy w gospodarce przyczyny polityczne nie mogą być ważniejsze, niż ekonomia. Działania, które mają podłoże polityczne, ideologiczne, religijne, czy jakiekolwiek inne, nigdy nie doprowadzą do pozytywnych skutków ekonomicznych. Polskie aspiracje w kwestii dywersyfikacji mają podtekst polityczny i będą dla nas korzystne tylko wtedy, gdy rachunek ekonomiczny i polityczny będą się zgadzać.

Bardzo dziękuję za rozmowę