10.06.16, 19:00

Ryszard Czarnecki dla Frondy: W kwestii TK pouczają nas przedstawiciele państw, w których Trybunału nie ma. To kabaret!

Joanna Jaszczuk, Fronda.pl: Zastępca rzecznika Departamentu Stanu USA, Mark Toner poinformował, że prezydent Barack Obama i sekretarz stanu John Kerry zamierzają podczas szczytu NATO w Warszawie poruszyć temat obecnej sytuacji w Polsce. W tym kontekście sekretarz Kerry i prezydent Obama oczekują dyskusji z nowym przywództwem politycznym Polski na temat całej gamy spraw dwustronnych i wielostronnych. Wśród tych spraw jest także kwestia naszego zaniepokojenia jakością demokracji w Polsce – powiedział Toner. Podobnie piszą autorzy artykułu w „The Washington Post” o lipcowym szczycie NATO.

Ryszard Czarnecki (PiS, ECR): Przede wszystkim serdeczne pozdrowienia dla przyjaciół Jankesów. Mam nadzieję, że w Polsce nigdy nie dojdzie do takiego cyrku wyborczego, jaki miał miejsce przy okazji wyboru na drugą kadencję George'a Busha. Nie była to dobra lekcja demokracji dla świata. Pamiętam szyderstwa rosyjskich mediów, wówczas czytało się to niezbyt przyjemnie i mam nadzieję, że do takiej powtórki z tej kiepskiej rozrywki również i w Ameryce już nigdy więcej nie dojdzie. W Polsce natomiast demokracja jest stabilna, podobnie jak polityka zagraniczna. Życzymy więc naszym amerykańskim sojusznikom, by również w Stanach Zjednoczonych polityka zagraniczna nadal była tak stabilna po wyborach prezydenckich, które odbędą się w listopadzie. Kiedy jednak czytam wypowiedzi niektórych kandydatów do urzędu prezydenta USA z dużymi szansami na wybór, zaczynam powątpiewać w stabilność amerykańskiej polityki zagranicznej. Życzę jednak jak najlepiej.

Czy wpływ na to „zaniepokojenie stanem demokracji w Polsce” mogą mieć np. publikacje Anne Applebaum?

Trudno powiedzieć, lecz na pewno jest to osoba w jakiejś mierze opiniotwórcza. Z drugiej strony, od czego Amerykanie mają swoich dyplomatów i własne „źródła informacji”? Amerykańscy dyplomaci na pewno widzą, że w Polsce wszystko dzieje się dobrze. Naród wybrał w sposób demokratyczny prezydenta, posłów, senatorów i rząd. Myślę więc, że nie ma tu żadnych zagrożeń. To w innych krajach europejskich dochodzi obecnie do protestów z powodu wyników wyborów i sprawdzanie czy nie doszło do fałszerstw.

Chciałabym pomówić z Panem również o kolejnej rezolucji KE ws. Polski, zapowiadanej na lipiec, dosłownie chwilę przed szczytem NATO

Tym razem to inicjatywa socjalistów jeszcze sprzed miesiąca, dotycząca kwestii potencjalnej zmiany ustawy o ochronie życia. Są oni bardzo czuli na tym punkcie. Ja natomiast mam wrażenie, że za chwilę wszyscy zaczniemy ziewać, jeżeli odbędzie się dwudziesta piąta debata na temat Polski. Warto przypomnieć sobie, że za poprzedniej kadencji rządu Wiktora Orbana mieliśmy cztery debaty na temat Węgier, z których trzy zakończyły się rezolucjami. Jaki miało to wpływ na rozwój gospodarczy Węgier? Żaden. Kraj rozwijał się prężnie, PKB na „głowę” mieszkańca wzrósł, a stan gospodarki na Węgrzech jest dobrze oceniany przez międzynarodowe instytucje finansowe. Tego typu przykłady pokazują, że inflacja debat i rezolucji ze strony instytucji unijnych nie jest zbyt poważna.

Skąd to zainteresowanie czy też zaniepokojenie Polską zarówno ze strony USA, jak i instytucji unijnych?

Myślę, że poprzednie elity przez osiem lat przyzwyczaiły naszych zachodnioeuropejskich sojuszników do tego, że wszystko, co powie światowy establishment jest święte i musi być w Polsce wykonane. Dziś okazuje się, że Polska ma własny głos, własne opinie w wielu kwestiach i te opinie właśnie wyraża. Władze Polski walczą o nasz interes narodowy w wymiarze ekonomicznym i politycznym. I być może stąd bierze się to zaskoczenie i tak emocjonalne reakcje. Naruszyliśmy również pewne interesy ekonomiczne zachodnich banków, korporacji czy sił zachodnich supermarketów. Tak więc: uderz w „stół” biznesowy, a „nożyce” polityczne czy medialne się odezwą, ponieważ politycy i media na zachodzie bronią interesów firm pochodzących z danych państw. Dlatego genezę tej całej awantury upatruję właśnie tutaj. Warto również zauważyć, że na temat Trybunału Konstytucyjnego pouczają nas przedstawiciele państw, w których takiej instytucji nie ma. Najlepszym przykładem jest pierwszy wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej, Frans Timmermans, przedstawiciel kraju, w którym TK nie istnieje. Podobnie, za prezydencji Luksemburga, czyli pod koniec ubiegłego roku, gdy konstytuował się w Polsce rząd Prawa i Sprawiedliwości, różne wywody na temat TK przeprowadzał szef MSZ Luksemburga, Jean Asselborn. Nieśmiało pragnę zauważyć, że Luksemburg zlikwidował Trybunał. Wobec tego mamy do czynienia z jakimś kabaretem i chciałbym zaapelować do urzędników unijnych o powagę.