23.03.13, 11:15Fot. Wikipedia

Świadectwo człowieka zniewolonego przez ... jogę!

Dwanaście lat temu mama pierwszy raz zaprowadziła mnie do gabinetu bioenergoterapeutycznego. Przez 10 lat chodziłem tam w złudnym przekonaniu, że ci ludzie chcą mi pomóc. Zaczynając od kontaktów z bioenergoterapeutami, powoli wszedłem w jogę, akupunkturę, akupresurę, ustawienia rodzinne Berta Hellingera, wreszcie Metodę Silvy. Największych spustoszeń duchowych dokonały we mnie joga, Metoda Silvy i ustawienia rodzinne. Najtrudniejszymi doświadczeniami chciałbym się podzielić.

Pierwszy raz spotkałem się z jogą parę lat temu. Pierwsze zajęcia: półtorej godziny, maty, kadzidełka. Jako jeden 
z dwóch mężczyzn wśród kilkunastu kobiet czułem się trochę nieswojo, jednak potraktowałem to jako mały minus 
w stosunku do tego, co joga miała mi dać – relaks, rozluźnienie, wzmocnienie ciała. Zacząłem ćwiczyć, nie wiedząc, że jest wiele odmian jogi. Dla mnie joga to była po prostu joga. Jak się później okazało, ten rodzaj, z którym ja się zetknąłem, był chyba najpopularniejszą w naszym kraju odmianą – hatha-joga. Kupiłem książkę do nauki ćwiczeń i z czasem zacząłem ćwiczyć także w domu. Pozycje ciała (asany), określane często nazwami zwierząt (np. pies, krowa czy żółw), wydawały mi się idealnym sposobem wyciszenia po nerwowości i stresie w pracy. Po zajęciach czułem duży przypływ energii, mniej czasu potrzebowałem na sen. Wzmocniła się także odporność. W młodości podatny na przeziębienia, teraz zacząłem być coraz silniejszy fizycznie.

Z książki dowiedziałem się, że oprócz ćwiczeń fizycznych warto również rozpocząć praktykę medytacji czy ćwiczeń oddechowych (zwanych pranajama). Można powtarzać w głowie zwroty (mantry) w celu wyciszenia umysłu czy układać dłonie w specjalne zamknięcie energii (mudry) – wszystko po to, by żyć zdrowiej, pełniej i szczęśliwiej. Z czasem zacząłem zaopatrywać się w sklepach ze zdrową żywnością, jadać w barach wegetariańskich, bywać na targach medycyny naturalnej. Zrezygnowałem 
z medycyny tradycyjnej, wizyt u lekarzy, lekarstw. Jeśli pojawiły się jakieś większe dolegliwości fizyczne, sięgałem po zioła, akupunkturę i akupresurę.

Po pewnym czasie uszkodziłem sobie łękotkę boczną kolana, wykonując jedną z asan. Stanąłem przed wyborem: operacja albo zaprzestanie niektórych czynności związanych z większym obciążeniem kolan, jak narty czy tenis. Nie zraziło mnie to. Nadal poszukując metod wyciszenia umysłu, opanowania lekkiej depresji, trafiłem na szkołę medytacji, kryjącej się pod nazwą „bhakti joga”, związanej z intonowaniem mantr, śpiewem, dźwiękami gitary. Teraz żałuję, że nie zapytałem wówczas, co owe mantry znaczą. Poprzez asany, mudry, ćwiczenia oddechowe, powtarzanie mantr starałem się zapanować nad umysłem, 
w którym było dużo lęku i napięcia związanego z problemami osobistymi 
i zawodowymi.

Kiedyś zdałem sobie sprawę z tego, że zmienił mi się krąg znajomych. Coraz chętniej przebywałem z osobami „pracującymi nad sobą” poprzez takie metody, jak joga czy tai chi (chińskie ćwiczenia fizyczne), coraz mniej było kontaktu ze starymi znajomymi. Zaprzestałem też picia alkoholu jako powodującego zanieczyszczenie organizmu, zmieniającego świadomość. Przestałem także z powodu kontuzji kolana uprawiać sporty, które uwielbiałem jako dziecko – tenis, koszykówkę, siatkówkę. Zacząłem koncentrować się coraz bardziej na sobie, na sygnałach, jakie daje moje ciało. Po drodze zostałem wegetarianinem. To była jedna strona medalu. Z drugiej zacząłem odczuwać coraz większą samotność. Chociaż miałem lepsze samopoczucie fizyczne, psychicznie nie czułem się dobrze. Pamiętam, że po medytacji czy ćwiczeniach jogi czułem rozbicie, smutek, depresję, co wydawało mi się zaprzeczeniem idei metody, o której mówiło się, że ma prowadzić do samorozwoju i poprawy jakości życia. A jednak wchodziłem w to dalej. Nazajutrz po intensywnej medytacji zdarzało mi się całkowicie zamknąć się w sobie i do nikogo nie odzywać przez cały dzień – nawet do osób, które były mi życzliwe.

Pamiętam wakacje, podczas których poszedłem na serię indywidualnych zajęć z jogi. Po zajęciach czułem się zmasakrowany psychicznie, zaczęły pojawiać się myśli, których nie byłem w stanie się pozbyć, myśli negatywne o samym sobie. Medycznie chyba nazywa się to nerwica natręctw.

Po jakimś czasie zacząłem czytać 
o wcieleniach, reinkarnacji, karmie. Potem dowiedziałem się o czakrach, punktach energetycznych, które ma każdy człowiek, wreszcie o samej energii, aktywizowanej przez ćwiczenia, mantry, mudry, medytacje. Przestałem się modlić. Byłem przekonany, że jestem samowystarczalny i że sam poradzę sobie z problemami przez obudzenie wewnętrznej siły. Pismo Święte dla mnie nie istniało, czułem wręcz niechęć do jego czytania. Spowiedź – tak, lecz problem polegał na tym, że pomimo spowiedzi i komunii natrętne myśli nie znikały. Dziś wiem, że już wtedy potrzebowałem modlitwy o uwolnienie czy kontaktu z kapłanem znającym tematykę zagrożeń duchowych. Moja wola stawała się coraz bardziej ograniczona.

Joga doprowadziła mnie do rozbicia wewnętrznego, porzucenia tego, co kiedyś dawało mi radość, wreszcie do ogromnej samotności. Stałem się indywidualistą, egoistą, maksymalnie skoncentrowanym na swoim ciele i na umyśle jako narzędziu wpływania na ciało, samopoczucie. Nie liczyłem się z wolą Boga, Jego planem wobec mojego życia. Dusza została gdzieś pominięta. Coraz głębiej wchodziłem w duchowość hinduizmu. Jako chrześcijanina coraz bardziej mnie ona kaleczyła i odsuwała od własnej natury. Zmiana diety doprowadziła do wyniszczenia organizmu, utraty wagi i wielkiego skoncentrowania się na zdrowej żywności. Zrozumiałem, że jestem zniewolony. Nie mogę robić tego, co chcę, nawet jeśli chodzi o tak podstawową potrzebę człowieka, jak jedzenie. Nie mam możliwości swobodnego wyboru. Pewnego dnia po ćwiczeniach straciłem przytomność. Zaczęły się problemy fizyczne, dolegliwości neurologiczne. Badania lekarskie wychodziły dobrze, a ja czułem się coraz gorzej.

Przypomniałem sobie kazanie pewnego franciszkanina, usłyszane kilka miesięcy wcześniej. Mówił on o zagrożeniach duchowych medytacji, akupunktury i innych praktyk pochodzących z Indii i Chin. Wówczas nie wziąłem tego za ostrzeżenie, teraz postanowiłem odszukać tego kapłana. Udało się. Długo rozmawialiśmy. Okazało się, że jestem bardzo mocno duchowo uwikłany, zniewolony nie tylko przez jogę, ale także przez wiele rzeczy związanych z okultyzmem. Zaproponował spowiedź generalną, rekolekcje, czytanie Pisma Świętego, szczególnie Ewangelii św. Marka, i regularne sakramenty, by Jezus mógł zacząć oczyszczać mnie wewnętrznie z duchów i duchowości rodem z innych kultur i religii.

Joga to system filozoficzny, a jej praktykowanie wiąże się z przyjęciem nauk hinduizmu. Dzisiaj wiem już to, czego nie powiedziano mi na zajęciach – że powtarzane w sanskrycie mantry mogą być imionami hinduskich bóstw czy duchów. Czytam o zagrożeniach duchowych i przecieram oczy ze zdziwienia, że tak głęboko i bezkrytycznie w to wszedłem. Opinie o. Jamesa Manjackala czy o. Aleksandra Posackiego pozwalają mi też lepiej zrozumieć, czym jest joga dla chrześcijanina. Jogi z chrześcijaństwem nie da się pogodzić. Joga to nie ćwiczenia fizyczne. To duchowość, która doprowadziła mnie do ogromnego cierpienia fizycznego i duchowego, odsunięcia od znajomych i tego, co dawało mi kiedyś prawdziwą radość.

Metoda Silvy

Równolegle do wpływu jogi odczuwałem skutki przebycia kursu Metody Silvy. Był rok 2001. Kolega opowiedział mi, jak bardzo pomogła mu w życiu metoda samokontroli umysłu Metodą Silvy, jak łatwo dzięki temu szła mu nauka w szkole, jak wiele osiągnął. Zaciekawił mnie. Wyszukałem w internecie kurs i poszedłem sprawdzić te rewelacje na trzydniowym treningu. Za kilkaset złotych.

Na początku dowiedziałem się o falach, na jakich pracuje mózg: beta, alfa, theta i gamma, oraz o półkulach mózgowych. Celem metody okazało się świadome wprowadzanie umysłu ze stanu beta (dominująca częstotliwość myślenia logicznego, analitycznego, częstotliwość, na jakiej zwykle pracuje umysł 
w czasie dnia) do stanu alfa. Alfa to stan głębokiego rozluźnienia, charakteryzującego się zwolnieniem częstotliwości impulsów mózgowych. Dzięki wejściu w stan alfa, przez uspokojenie umysłu, zaczyna pracować prawa półkula mózgowa, odpowiedzialna za intuicję, wyobraźnię. Przez zamknięcie oczu, odpowiednie ułożenie palców (technika neuroasocjacji) czy liczenie umysł miał wchodzić na inną częstotliwość. Według prowadzącego, stan alfa ma umożliwić osiągnięcie wielu korzyści. Propagowane na kursie techniki miały poprawić pamięć, pomóc w szybszym przyswajaniu wiedzy, nauczyć techniki zdawania egzaminów oraz rozwiązywania różnego rodzaju problemów, takich jak trudności w podejmowaniu trafnych decyzji, przezwyciężanie nałogów, budzenie się o dowolnej porze bez budzika. Przejście w stan alfa zaleca się praktykować 3 razy dziennie po 15 minut. Dużo miejsca poświęcono także samouzdrawianiu i uzdrawianiu innych za pomocą odpowiednich wizualizacji w stanie alfa, a także projektowaniu pozytywnej przyszłości. Podkreślano, że nasze życie zależy od dwóch osób: od nas samych i od Boga. Właśnie w tej kolejności.

Metoda Silvy mówi wprost, że umysł jest najważniejszą rzeczą, takim twardym dyskiem, na którym jest wszystko zapisane. Dzięki umiejętnemu postępowaniu możesz osiągnąć to, co chcesz: mieć doskonałe zdrowie, pracę, relacje z ludźmi i samym sobą. Jesteś panem swojego losu i życia.

Ważnym elementem kursu było zaznajomienie się 
z technikami afirmacji i wizualizacji. W stanie alfa warto było afirmować, czyli powtarzać w pierwszej osobie liczby pojedynczej pozytywne stwierdzenia na własny temat, np.: jestem wyjàtkowym czowiekiemjestem genialnàosobà, jestem osobà lubianà i kochanà. Natomiast dzięki wizualizacji można było – według prowadzących kurs – osiągnąć dosłownie wszystko, co się chciało: od idealnego partnera, przez wyśniony samochód, po wymarzoną pracę czy wyleczenie chorób. Należało po prostu utrzymywać w stanie alfa obraz tego, co chcemy osiągnąć.

Po pierwszym kursie uznałem, że uda mi się tą metodą rozwiązać większość moich problemów, z niskim poczuciem własnej wartości i nieśmiałością włącznie. Po całodniowym kursie nie czułem też żadnego zmęczenia fizycznego. Prowadzący mówił tak ciekawie, wprowadzając nas w poszczególne ćwiczenia, że nawet 10 godzin wykładów nie powodowało znużenia. Po zakończeniu kursu zacząłem pisać afirmacje, nagrywać je dyktafonem. Poczułem ogromną pewność siebie. Zacząłem też wizualizować pracę, jaką chciałbym zdobyć. Pomogło to o tyle, że podczas rozmowy kwalifikacyjnej o pracę nie czułem żadnego lęku. Jednak po zdobyciu samej pracy, na co dzień w niej nadal byłem nieśmiały i rozbity. W rozmowach z przełożonymi czułem, że jestem kimś wyjątkowym, lepszym od nich. Moje ego po afirmacjach rosło, tak samo jak koncentracja na sobie. Ogarniała mnie pycha. Afirmacje powodowały dobre samopoczucie, ale były powierzchownym przykrywaniem słabości charakteru 
i ran duszy.

Po pewnym czasie zauważyłem, że odciąłem się od emocji. Do wszystkiego zacząłem podchodzić zbyt intelektualnie. Moje ciało było napięte, a umysł niespokojny. Zamykając oczy, czułem gonitwę myśli. Nie pomagało wchodzenie w stan alfa czy głębiej – theta. Nadal tkwiłem w smutku i rozbiciu, coraz bardziej zamykając się w sobie. Natomiast rozmawiając z innymi, nie mogłem wyzbyć się poczucia wyższości.

Po paru latach zdałem sobie sprawę z tego, że wymarzona praca, którą wizualizowałem na jednym z kursów, okazała się daleka od tego, czego się spodziewałem. Marzyłem o zatrudnieniu się 
w wielkiej firmie, gdzie będę mógł zabłysnąć, zrobić karierę. Zdobyłem tę pracę, ale zamiast satysfakcji spotkało mnie wszystko, co najgorsze: stres, mobbing, bezwzględność, przedmiotowe traktowanie ludzi.

Ustawienia rodzinne

Kolejne bardzo niebezpieczne doświadczenie, z którym się zetknąłem, to ustawienia rodzinne Berta Hellingera. Czułem, że przez liczne w mojej rodzinie aborcje nie funkcjonujemy jako ludzie szczęśliwi. Kiedyś trenerka jogi zasugerowała całej grupie zainteresowanie się warsztatami ustawień rodzinnych. Podjąłem ten pomysł, dowiedziawszy się, że ustawienia dotykają w szczególnym stopniu kwestii wykluczeń z rodziny, jak mówi jej autor – aborcji i poronień. Przed warsztatami oglądałem nagrania starych konferencji Hellingera w Polsce. Miałem nadzieję, że będę mógł pomóc matce, która do dziś cierpi na ciężką depresję i syndrom poaborcyjny.

Warsztaty – tworzenie „wszechwiedzącego pola”, psychodrama – okazały się niesamowicie niebezpieczną sztuczką złego ducha. Terapeutka wprowadzała ludzi w traumatyczne przeżycia, zostawiając otwarte rany. To, co się działo na ustawieniach, było dla mnie niesamowite: emocje, reprezentowanie członków innych rodzin. Jednak po pewnym czasie pojawiły się nerwica natręctw i myśli samobójcze. Dzisiaj wiem, że znane są przypadki samobójstw wywołanych przez ustawienia. Rozmowy z księżmi uświadomiły mi, że metoda Hellingera to czysty spirytyzm; obok bioenergoterapii i Metody Silvy główna przyczyna zwracania się po pomoc do egzorcystów. Również wielu psychologów sprzeciwia się tej metodzie z racji tego, w jak niebezpieczny sposób traktuje człowieka: otwiera go i pozostawia samemu sobie.

Uleczenie

W końcu zrozumiałem, że byłem przez złego ducha prowadzony jak na sznurku: od aborcji matki i odrzucenia przez nią po bioenergoterapię, jogę, Metodę Silvy i ustawienia rodzinne. Przestałem twierdzić, że sam poradzę sobie ze swym bałaganem życiowym. Sięgnąłem po Biblię, wyrzekłem się wiary w reinkarnację i karmę. Od prawie dwóch lat nie mam styczności z okultyzmem. 
W ciągu ostatnich dwóch lat odbyłem wiele rekolekcji, rozmów, modlitw u księży egzorcystów i innych. Oddałem Jezusowi całe życie: przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, najpierw prosząc Go o przebaczenie mojej przeszłości, potem ogłaszając Go moim Panem i Zbawicielem. Jezus jest dla mnie wszystkim: jedyną drogą, jedyną prawdą i jedynym życiem. Ufam, że przyszedł na świat nie dla tych, co się dobrze mają, ale dla takich grzeszników jak ja. Jest moją nadzieją i najlepszym lekarzem. Jedynym lekarzem.

Moja mama przestała chodzić do bioenergoterapeutów, odbyła spowiedź generalną, jest po długiej modlitwie wstawienniczej, czyta Biblię.

Paweł

 

KOMENTARZ EGZORCYSTY do świadectwa Pawła

Przedstawiona historia jest przykładem, w którym egzorcysta pełni rolę pomocniczą w procesie uwolnienia. Jednak to nawrócenie samego Pawła, jego zaangażowanie, lektura Słowa Bożego, wierność sakramentom, codziennej Eucharystii i częstej spowiedzi są czynnikami zasadniczymi walki duchowej, jaką prowadzi.

Moja modlitwa, podobnie jak wcześniej innych egzorcystów, była bardziej wsparciem w drodze uwolnienia niż czynnikiem decydującym. Zawsze podkreślam, że gdybyśmy byli wierni zwyczajnym praktykom religijnym, jakie proponuje przeciętna parafia, egzorcyści byliby niepotrzebni albo mieliby znacznie mniej pracy. Jest też wielką łaską – a może przyczynia się do tego jego obecna gorliwość – że skutki zaangażowania w różne formy okultyzmu, jakich doświadcza Paweł obecnie, objawiają się przede wszystkim na płaszczyźnie dolegliwości fizycznych (nieuzasadnionych medycznie). Dziękować powinien nieustannie Bogu za możliwość modlitwy i łaskę przystępowania do sakramentów. Wszak tak wielu, którzy przeszli drogę niechrześcijańskich praktyk, podobnych do jego doświadczeń, nie może w ogóle wypowiedzieć najprostszych słów modlitwy, a zetknięcie z sacrum objawia się natychmiastową manifestacją demoniczną.

Pozostanie tajemnicą ludzkiego serca, dlaczego u jednych osób skutki są bardziej dramatyczne, a u drugich mniej. Jednakowoż subiektywnie odczuwane cierpienie może być znacznie poważniejsze, niż zewnętrzny obserwator jest w stanie ocenić. Niech Bóg będzie uwielbiony w tym, jak pochyla się nad Pawłem i wydobywa go z otchłani grzechu i uwikłania demonicznego.

Ks. Jarosław Międzybrodzki

Egzorcysta archidiecezji katowickiej

ŚWIADECTWO OPUBLIKOWANO W NAJNOWSZYM NUMERZE MISIĘCZNIKA "EGZORCYSTA"

Komentarze

anonim2013.03.23 12:47
Smutne że ludzie wierzą w takie bzdury, ale to wasz wybór.
anonim2013.03.23 13:55
e Wróg z papieru jak nie wierzysz w takie bzdury to po jakie licho zaglądasz na ten portal... zajmij się swoim życiem
anonim2013.03.23 14:20
Z osobistego doświadczenia wiem że od "wschodnich sztuk" należy się trzymać z daleka.
anonim2013.03.23 14:30
Wszystko racja, ale neoczłowieków nic nie przekona. Są uformowani od podstawówki, dogmatyczni i przesądni. Więc demony mają ułatwione zadanie.
anonim2013.03.23 15:38
kapela, tu masz zniewolonych przez jogobele MWZWM: http://www.bangla.pl/opinie/p4194/zott-jogobella-jogurt-rozne-smaki
anonim2013.03.23 17:19
Mnie tylko ciekawi jak to jest, ze wszelkie przypadki "opetania" przez horoskopy, amulety, joge, pokemony, ksiezyc w pelni i Misia Uszatka przytrafiaja sie ludziom "gleboko wierzacym". Czy to przypadkiem nie jest sprzecznosc? Skoro np. taki ateista jest daleko od Boga to nie powinien byc opentany niejako z urzedu? Jako latwy kasek? Skoro wierzacy wierza to nie powinni sie obawiac ani actimela ani jogobelli? Tak czy nie?
anonim2013.03.23 18:40
Ten artykuł jest sfabrykowany. Bhakti joga to inaczej ruch świadomości Kryszny, tymczasem rzekomy Paweł nic nie pisze aby był w tym ruchu, nie pisze o mantrze Hare Kryszna którą się powtarza jak różaniec po wiele razy dziennie, nie pisze o całym ruchu. Albo kłamie albo autorzy tego paszkwilu wiżeli byle co z internetu i wpletli w artykuł. Albo boi się procesu wytoczonego przez krisznowców, i słusznie, bo przegrałby. WSTYD pisać takie bzdety.
anonim2013.03.23 19:50
To prawda i to możliwe.Takie zniewolenie,czyli popularnie opętanie może prowadzić do wielu schorzeń psychicznych a co tym samym idzie do chorób organizmu.
anonim2013.03.23 19:52
Takie zniewolenie czyli popularnie opetanie może prowadzić do wielu schorzeń psychicznych ,a co tym samym idzie ,do chorób organizmu.To może być prawda..
anonim2013.03.23 19:56
..a z tą Jogobella i Actimel to nie przesadza ktoś już?Co ma piernik do wiatraka.Co to ma wspólnego z okultyzmem,co to za bzdury, bo nie wytrzymam,ludzie trzymajcie mnie!
anonim2013.03.23 21:21
Co tam joga,kryszna itp.Tusk wierzy w strefę Euro.
anonim2013.03.23 22:52
Jezus Chrystus jest Panem! Ave Maria, Foederis Arca!
anonim2013.03.23 22:52
Mirame, syndrom ocaleńca to banalny fakt. Czy jesteś za prosta aby uznać że kobieta po skrobankach jest inna niż przed? I inaczej reaguje na dzieci? A dzieci to widzą?
anonim2013.03.24 0:06
@Zerro Mirame ma rację, wymyślacie niepoparte naukowo terminy. Pierwsze słyszę o "syndromie ocalenia", zapewne genialny teolog Posacki wymyślił. O syndromie postaborcyjnym słyszałem, wszystko jednak zależy od indywidualnego nastawienia kobiety.
anonim2013.03.24 1:22
@Anonymous Dokladnie. Do tego jeszcze jest to pseudo-naukowy termin, ktory sie zupelnie nie trzyma kupy. Bo technicznie rzecz biorac to kazdy czlowiek mogl sie urodzic lub nie, wiec zasadniczo kazdy kto sie jednak urodzil powinien cierpiec na "syndrom ocalenca", a tak nie jest, wiec gdzie tu logika?
anonim2013.03.24 2:50
Kurcze ktoś kto wymyślił czasopismo Egzorcysta jest biznesowym geniuszem :/ zazdroszczę pomysłu.
anonim2013.03.24 9:13
SYNDROM OCALEŃCA OD ABORCJI.. o tak .. nowoczesna postępowa nauka przegłosowała ... jak miczurinizm ....
anonim2013.03.24 9:16
@ Anonymus ... zmień szkołę to usłyszysz . W Środziźmie - Nowiczyźmie z pewnością ich nie znajdziesz .... A bezradni psychiatrzy odsyłają do spowiedników i egzorcystów ....
anonim2013.03.24 10:26
Średniowiecze :)
anonim2013.03.24 10:37
osobiscie rowniez uwazam ze artykuł jest sfabrykowany - duzo naiwności mało konkretów - duzo ogólników. a o co chodzi z tym kolanem ? Zła joga! zła joga! Dobry alkohol! Dobre mięsko! ;) z lekkim usmiechem na ustach ... co ma kolano do jogi - jesli zle uprawiasz sporty grozi ci kontuzja - to takie proste. Może zbyt wysokie ego i ambicja sprawiła kontuzję? Czy fakt że w Kosciele mamy wiele pedofili oznacza że Kościół jest zły? Tam to dopiero Szatan ma pole do popisu ;) Mysle że gorszy od jogi jest celibat - ten to dopiero zmienia PSYCHE...u niektórych księzy....i nie tylko ... A tak na marginesie - istnieje pojęcie jogi chrześcijanskiej, a medytacji poddaja sie również biskupi, księza , o papiezu nie wspominajac. Artykuł dla naiwnych ... bez obrazy.
anonim2013.03.24 15:02
Czy my wszyscy (czytajacy te slowa) nie jestesmy ocalencami od aborcji? Gdzie jest moj syndrom ocalenca, och gdzie!?
anonim2013.03.24 15:08
Czy my wszyscy (czytajacy te slowa) nie jestesmy ocalencami od aborcji? Gdzie jest moj syndrom ocalenca, och gdzie!?
anonim2013.03.24 18:45
@Miriaam Słyszałaś kiedyś o antyatroksjotach? Nie? Zmień szkołę, to usłyszysz. Argument na Twoim poziomie :)
anonim2013.03.25 0:16
Wow, jaki wysyp trolli, prawie jak na On.ecie... Jak dla mnie nie ma nic bardziej żałosnego niż wpadanie do portalu, który prezentuje treść odwrotną do treści, które się czyta na co dzień i spamowanie w komentarzach o beznadziejności artykułów. Wszystkim wojującym ze "średniowiecznym zabobonem" polecam zapoznać się z działalnością Wojujących Bezbożników, których wiele haseł i postulatów można odnaleźć we współczesnej antykatolickiej propagandzie. Ateizm wojujący wywodzi się w linii prostej z bolszewizmu, a to chyba niezbyt ciekawa informacja? Wiem, a ja się wywodzę w linii prostej z krucjat...? Zmartwię was, nie rusza mnie to... Wystarczy zrozumieć, że człowiek człowiekowi, katolik katolikowi i ksiądz księdzu nierówny. Wiara wierze też nie... Podstawy wiary otrzymujemy i to od nas zależy, jak się z nich rozliczymy na tamtym świecie. Wiara katolicka doskonale tłumaczy świat, w jakim żyjemy - że z założenia nigdy nie miał być idealny, idealnie ma być dopiero w Niebie. Trzeba chcieć uwierzyć i cierpliwie szukać, bo szukając jedynie dowodów na brak Boga bez problemu je znajdziemy. Dlaczego? Bo gdyby były same dowody na Jego istnienie, to nie byłby nasz wybór, że uwierzyliśmy, a to przeczyłoby naszej wolności wyboru jaką otrzymaliśmy. Trzeba być autentycznym idiotą, żeby stwierdzić, że chrześcijańska wiara jest równie prawdopodobna jak muzułmańska (70 dziewic lub młodych chłopców, taa...) albo wiara w Latającego Potwora Spaghetti, która miała pokazać absurdalność religii, przede wszystkim chrześcijańskiej. Na zdrowy rozum najpiękniejszą i jednocześnie najtrudniejszą do zrozumienia historią jest oddanie przez Jezusa Chrystusa życia za nasze grzechy, nikt nie zdołał wymyślić piękniejszej religii, co tylko potwierdza jej wyjątkowość. Ale nie, zamiast poczytać i chcieć zrozumieć katolicyzm, lepiej naczytać się historii o krucjatach, inkwizycji, księżach pedofilach i mafii watykańskiej. A potem z ulgą stwierdzić, że lepiej być niewierzącym i wolnym od zabobonu człowiekiem. I wieszać podkowę w domu na szczęście, uprawiać jogę czy ogólnie medytację wschodnią, spróbować zrobić "to" z osobą tej samej płci (bo trzeba zgłębiać swoją seksualność, tak radzą media) i ogólnie robić dokładnie wszystko na odwrót niż to radzi katolicyzm... Uciekając z jednej formy wpaść automatycznie w drugą, racjonalną tylko z nazwy. Wszystkim wam życzę jak najlepiej, ale ogólnie polecam odwiedzać inne strony, nie psujmy sobie nawzajem nerwów ;) Pozdrawiam serdecznie :)
anonim2013.03.25 10:18
Wrog z Papieru. Jeżeli chcesz być uczciwy w obec siebie a nie zakłamany dla własnego wygodnictwa zadaj sobie pytanie: A co jeśli to prawda, Czy możliwe jest by tylu ludzi ulegało złudzeniom (czy jak sądzisz kłamstwom księży). Tylko człowiek zakłamany nie stawia sobie pytań czy droga po jakiej kroczy jest oparta na prawdziwych fundamentach. Ja ci nie powiem nie zaglądaj tu... zaglądaj, czytaj, nawet możesz się nie zastanawiać nad tym. Może się okazać że za 20 lat to co dzisiaj przeczytałeś będzie twoją ostatnią deska ratunku
anonim2013.03.25 20:49
@Socky "Jak dla mnie nie ma nic bardziej żałosnego niż wpadanie do portalu, który prezentuje treść odwrotną do treści, które się czyta na co dzień i spamowanie w komentarzach o beznadziejności artykułów." Niektóre są beznadziejne. Inne nie. Niektórzy wolą konstruktywną krytykę. Natomiast moje pytanie do Ciebie: Za kogo się uważasz że wszystko co Ci obce światopoglądowo nazywasz "trollami z Onetu"? "Ateizm wojujący wywodzi się w linii prostej z bolszewizmu, a to chyba niezbyt ciekawa informacja?" Dzisiejsze, dość liberalne i pokojowe chrześcijaństwo wywodzi się w linii prostej od Inkwizycji i innych podobnych zbrodni przymusowej indoktrynacji. Niezbyt ciekawa informacja? To może za ciekawszą uznasz, że większość ateistów nie identyfikuje się z rewolucją październikową, podczas gdy Inkwizycję się wybiela; "chrystianizacja" oraz "misja cywilizacyjna" to w zasadzie przyczółek dzisiejszego chrześcijaństwa, które dawniej miało znacznie bardziej krwawe oblicze. Można to porównywać z zaprowadzaniem demokracji przed USA, gdyby nie to, że USA rzeczywiście walczyło z groźną zarazą, komunistami, a "cywilizowany biały człowiek" nie walczył z nikim, bo Indianie, Aztekowie, Inkowie byli dla niego pyłkiem który mogli zmieść z powierzchni ziemi. I zrobił to, bo uważał się za Boga, a przynajmniej za jego wysłannika. "Wiem, a ja się wywodzę w linii prostej z krucjat...? Zmartwię was, nie rusza mnie to..." Niespecjalnie ruszają mnie te Twoje argumenty z bolszewikami, bowiem nie popieram ich ideologii. Ty natomiast przyjmujesz chrześcijaństwo razem z jego podstawami - krwawym ekspansjonizmem - który na szczęście już sam Kościół pohamował. Teraz należy jeszcze założyć kaganiec na zęby islamowi. (nie mylić z kagańcem wolnej mowy) "Wystarczy zrozumieć, że człowiek człowiekowi, katolik katolikowi i ksiądz księdzu nierówny. " No widzisz. Podstawowa prawda: człowiek jest miarą wszystkiego... również siebie. Dlatego człowieka nie można mierzyć miarą organizacji - liczą się czyny pojedynczego człowieka w osądzaniu go. "Wiara katolicka doskonale tłumaczy świat, w jakim żyjemy" Oj, i tu się mylisz. Cała wiara chrześcijańska chwieje się w posadach. I nie mówię tu o nauce ewolucjonizmu czy zdobyczach techniki, ale o samych korzeniach chrześcijaństwa i historyczności wszystkich tych Ewangelii... "że z założenia nigdy nie miał być idealny, idealnie ma być dopiero w Niebie." Nie czytałem nigdzie w Piśmie że świat nie jest "idealny", ale niech Ci będzie. "Trzeba chcieć uwierzyć i cierpliwie szukać, bo szukając jedynie dowodów na brak Boga bez problemu je znajdziemy." Nie znajdziemy DOWODÓW ani na jego istnienie ani na jego nieistnienie. "Dlaczego? Bo gdyby były same dowody na Jego istnienie, to nie byłby nasz wybór, że uwierzyliśmy, a to przeczyłoby naszej wolności wyboru jaką otrzymaliśmy." Ośmielę się nie zgodzić. Nawet mając pewną wiedzę o Bogu możemy zdecydować czy zgadzamy się z tym co nam serwuje, czy nie. Najlepszy przykład - Lucyfer. Czyżbyś chciał odebrać mu wolną wolę, bo w przeciwieństwie do nas nie wierzył, tylko wiedział? To tylko pokazuje że religia żeruje właśnie na braku wiedzy pewnej. Ta nie wyklucza wolności wyboru - powoduje wręcz, że ten wybór jest tym... bo ja wiem... dokładniejszy? Zgodniejszy? Z własnym sercem? Nie wiem od kiedy niepewność i wiara stały się wyznacznikiem wolnej woli - naprawdę nie wiem. "Trzeba być autentycznym idiotą, żeby stwierdzić, że chrześcijańska wiara jest równie prawdopodobna jak muzułmańska" Akurat obie pochodzą z tego samego źródła i tych samych opowieści (w większej części Stary Testament i judaizm) ale... masz rację. Islam to opowieść z VII wieku, znacznie lepiej udokumentowana niż Nowy Testament, co pozwala wprost wysnuć wnioski o np. takim "Świętym Proroku", Mahomecie. Zwykły kupiec, niepiśmienny, skory do przemocy i z chrapką na kobiety dodał do surowej judaistycznej religii swoje własne objawienia. Tutaj nie ma co nawet mędrkować teologicznie jak w chrześcijaństwie, np. na temat dziewictwa Maryi - tam większość faktów jest podana i do sprawdzenia oraz obiektywnego ocenienia. O Jezusie z Ewangelii wiemy zaś zbyt mało by powiedzieć o nim coś PEWNEGO poza paroma generalnymi twierdzeniami. "albo wiara w Latającego Potwora Spaghetti, która miała pokazać absurdalność religii, przede wszystkim chrześcijańskiej." I bardzo dobrze spełnia swoje zadanie. Przede wszystkim "10 Wolałbym abyś nie..." - genialna parodia 10 przykazań, która pokazuje absurd łączenia liberalizmu religijnego z przestarzałymi prawami. Gdyby jeszcze katolicy znali historię swojej religii i wiedzieli, że w sposób "nieuprawniony religijnie" pozbyli się jeszcze większości Prawa Mojżeszowego... W paru słowach: religia spaghetti obnaża jak bardzo człowiek wydoroślał przez te 2000 lat, na tyle, że jest w stanie na poczekaniu wymyślić ZNACZNIE bardziej ludzkie przykazania niż surowy Bóg religii judaistycznej którego chrześcijanie "połykają w całości", wraz z całym zestawem jaki oferuje im w religijnym pakiecie Kościół. Dla mnie dychotomia, dychotomia myślenia Starego i Nowego Testamentu (a raczej tego jak Nowy Testament odbierają chrześcijanie) jest nie do pogodzenia. "Na zdrowy rozum najpiękniejszą i jednocześnie najtrudniejszą do zrozumienia historią" To właśnie nazywa nam dychotomia myślenia. Na zdrowy rozum żaden bóg nie musiałby się w ten sposób "poświęcać" za grzechy na które sam zresztą skazał ludzi w innym miejscu. (historia z ubezwłasnowolnionymi Adamem i Ewą) Ta historia wcale nie jest piękna, pokazuje tylko ignorancję ludzi którzy w nią wierzą bezkrytycznie, wraz ze wszystkimi szczegółami, jak choćby "skazanie Jezusa przez Rzymian zmuszonych przez tłumy złych Żydów", wcześniej "radosne przywitanie palemkami Jezusa przez Żydów przy wjeździe do Jerozolimy". Irytuje mnie jak chrześcijanie potrafią bezkrytycznie, całkowicie bezrefleksyjnie celebrować ów wjazd w niedawną Niedzielę Palmową, a zaraz potem, w Wielkanoc przypominać sobie mękę i patrzeć po tysiąckroć na te stacje... "Jezus skazany przez Piłata, którego Żydzi zmusili do skazania Jezusa". Farsa odbywana we wszystkich kościołach na świecie "na pamiątkę". "nikt nie zdołał wymyślić piękniejszej religii, co tylko potwierdza jej wyjątkowość." Po prostu nie znasz innych przykładów tego typu religii. Ozyrys, Mitra... tego jest od cholery i ciut ciut. A już Synów Boga... o Boże, tyle ich się przewinęło... Nawet w samej Biblii, jeśli chciałbyś wiedzieć :) "Ale nie, zamiast poczytać i chcieć zrozumieć katolicyzm" Polecam samemu poczytać: http://kritikos.pl/?art=Pawel http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,206/q,Stosunek.do.Prawa ... i zrozumieć czym jest chrześcijaństwo, a czym była religia głoszona przez Jezusa, którą chciał żeby ludzie wyznawali, podążali za jego przykładem, a nie żeby wierzyli w niego. Zrozumieć czym był paulinizm a czym było judeochrześcijaństwo. " lepiej naczytać się historii o krucjatach" Krucjaty nigdy nie były dla mnie poważnym powodem by zupełnie odrzucić chrześcijaństwo i nawet nie zachwiały moją wiarą jak byłem wierzącym. Dokładnie to co napisałeś - ludzie błądzą, każdy błądzi. Ale skąd w takim razie mamy wiedzieć, że podążamy za dobrym pasterzem? Trzeba wrócić się w historii do momentu kiedy gminy chrześcijańskie kłóciły się, wręcz prowadziły ze sobą wojny. O tak, kłóciły się, o władzę. To rzutuje na przyszłość, aczkolwiek nie mówię że z kłamstwa nie może wyniknąć coś dobrego, nie odrzucam całej konstrukcji Kościoła jako złej. " I wieszać podkowę w domu na szczęście, uprawiać jogę czy ogólnie medytację wschodnią" Tego generalnie ateiści nie robią :) (może poza jogą, ale to jest akurat ćwiczenie fizyczne) "spróbować zrobić "to" z osobą tej samej płci (bo trzeba zgłębiać swoją seksualność, tak radzą media)" Media nic w tej sprawie nie radzą, nie zaciemniaj obrazu. Ludzie sami wiedzą co lubię a czego nie. "i ogólnie robić dokładnie wszystko na odwrót niż to radzi katolicyzm... Uciekając z jednej formy wpaść automatycznie w drugą, racjonalną tylko z nazwy." Sam racjonalizm w sobie nie jest skrajną formą. Odrzucenie religii też nie jest. "nikt nie zdołał wymyślić piękniejszej religii" Wracając do tego, co cytuję Nolepme - już pisałem że zdołał wymyślić na poczekaniu - Kościół Latającego Potwora Spaghetti, z owiele bardziej ludzkimi zasadami. Jedyne co w chrześcijaństwie można podziwiać to przykazanie miłości i historia miłosiernego Samarytanina, reszta jest judaistycznym "dodatkiem". (Piszę to ironicznie, prawdziwy, typowo żydowski, judeochrześcijański Jezus był ksenofobem co widać po paru cytatach Pisma. I to dobre historie były dodatkiem do niego, nie na odwrót. Najlepszy przykład - uchronienie przed ukamienowaniem kobiety - dodatek jakiegoś chrześcijańskiego kopisty, którego nie ma w starszych wersjach Nowego Testamentu.)
anonim2013.03.26 17:17
Nie wytrzymam. Już to zdanie "Jako jeden z dwóch mężczyzn wśród kilkunastu kobiet czułem się trochę nieswojo, jednak potraktowałem to jako mały minus" powiedziało mi wszystko o autorze. Mam się więc dziwić, że mu było smutno i samotnie? Normalny facet byłby przeszczęśliwy. Po prostu gdy już pozbył się części problemów, które można by za pomocą jogi (stał się zdrowszy, miał więcej energii), na wierzch wyszły inne problemy.
anonim2013.03.28 0:12
@Nolepme Rzeczywiście :( Moje wino, moje bardzo wielkie wino, biję się w piersi i łykam czerwone, bardzo dobre do makaronu. @snaut Nie twierdzę że Boga nie ma. Ale historię chrześcijaństwa możemy prześledzić i wysnuć wnioski. Dla bardzo wielu jest więcej niż prawdopodobne, że coś w tej historii nie gra, więc mają niemal pewność, że katolicy gdzieś się mylą. Niewątpliwie jest to kojąca wiedza dla niewiernych, (innej wiary) jednak zwykli niewierzący mają w zasadzie gdzieś która religia jest prawdziwa. "Jak mówi św. Paweł, zobaczymy twarzą w twarz." Jak powiadał św. Paweł, w imię religii wolno kłamać. I powiadał też, że dla pozostających w Prawie zostanie w Prawie, a dla wyjętych spoza niego zrobi wyjątek i też będzie żył bez Prawa Bożego. Ładny mi przykład daje ten Paweł. Typowy akwizytor religijny, który przez całe Akty musiał bronić się przed rzekomo "nieprawdziwymi oskarżeniami". Paradoksalnie to jego śmierci, nie Jezusa, chcieli Żydzi. Dlatego Żydów nie lubił, dlatego Rzymian w Ewangeliach wybielał i dlatego też musieli go eskortować Rzymianie, rzekomo więźnia, tak naprawdę ważną figurę w szachach. Ale mniejsza o to. "Tylko oszczędź sobie wywodów o tym, jak to rzekomo św. Paweł jest właściwym twórcą doktryny chrześcijańskiej." Czemu mam ich szczędzić? Bo odrzucisz tą hipotezę, jeszcze zanim ją usłyszysz? Nie potrzebuję więcej niż ptasiego móżdżku by wiedzieć, że chrześcijanin odrzuci z marszu absolutnie każdy pogląd czy tezę nie zgadzającą się z indoktrynacją jaką odebrał. Żadnemu nie chce się nawet sprawdzić źródeł, dowiedzieć się kim Paweł był, ani dlaczego prześladował wcześniej chrześcijan. Każdy, kto tak jak ja, nie przeczytał Aktów do późnego pacholęctwa (bierzmowania), a takich ludzi jest dużo, będzie myślał na przykład, że Paweł został nawrócony przez Jezusa jeszcze przed ukrzyżowaniem, albo że był rasowym Żydem, albo że prowadził misję bo czuł powołanie. (a nie dlatego, że gmina judeochrześcijańska chciała się go pozbyć) Nowinki takie jak Qumran, czy inne ciekawostki tylko dopełniają tego obrazu, człowiekowi naprawdę rozumnemu powinna wystarczyć sama lektura Aktów, tak samo z Ewangeliami, by móc wydedukować prawdę, albo przynajmniej jakiś jej odcień, który zupełnie nie nakłada się na tą wybielaną szarość oferowaną przez KK.
anonim2013.03.28 21:50
Nie trzeba "ustawień", hiperwentylacji ani stania na głowie, żeby mieć ciężkie objawy psychosomatyczne -- wystarczy "zwykła" psychoterapia grupowa. O otwieraniu się ran słyszałem co prawda tylko w kontekście prof. Moody'ego, ale już np. objawy zawału serca czy utrzymujące się poczucie rozbicia to nic nadzwyczajnego i wierzę, że ten człowiek to wszystko przeszedł. Natomiast wg zasady "po owocach ich poznacie" uważałbym nie tylko na opisane tu manipulacje organizmem, ale i na nauczanie samych egzorcystów -- pamiętam, jak kiedyś miałem okazję pobieżnie zapoznać się z trzema książkami o. Amortha o jego posłudze egzorcysty i jedną amerykańskiej niewierzącej antropolożki o sprawie będącej inspiracją dla filmu "Egzorcyzmy Emily Rose". O. Amorth w pierwszej pisał dużo różnych rzeczy, w drugiej, po sukcesie, pisał dalej, ale zaczął się powtarzać, a gdy doszło do trzeciej, to oprócz powtarzania się zabłysnął... rozważaniami, czy aby na pewno w czasie wypędzania duchów odzywają się przez opętanego tylko te nieczyste, czy także dusze ludzi (jak naucza Kościół, z duszami z czyśćca czy piekła nie ma kontaktu przez rozmowę), oraz... ankietą wśród kolegów na ten temat. Co gorsza, tylko jeden z indagowanych jednoznacznie odciął się od podawania nauki Kościoła w wątpliwość. Przygnębiające wrażenie robiła też książka o Anneliese i reakcje na nią. Podczas gdy autorka wyraźnie nie wierzyła w nadprzyrodzony charakter zjawisk., pokpiwała o katolickich świętych, którzy wypadli z kalendarza., opętanie uznawała za uwarunkowe kulturowo, jak amok czy syndrom kuwady, i jako takie niekwalifikujące się do leczenia psychiatrycznego nie dlatego, że jest wywołane przez inne czynniki, ale dlatego, że jest "naturalne", jak inne zjawiska kulturowe (i jeszcze przywołała psychiatrę libertarianina Szasza, który sprzeciwia się przymusowemu leczeniu wszelkich chorób psychiatrycznych, żeby uniemożliwić nadużycia, i wskazuje na ich nieostre kryteria, mówiąc "jeśli mówisz do Boga, modlisz się; jeśli Bóg mówi do ciebie, masz schizofrenię" -- co w tłumaczeniu na praktykę oznacza: masz schizofrenię? lepiej, żebyś kogoś zabił i poszedł siedzieć albo wisieć, niż żeby leczyli cię przymusowo, bo stąd blisko do sowieckiego leczenia "schizofrenii bezobjawowej")., w opisie zdarzeń wskazywała, że pewne zachowania zostały dziewczynie zasugerowane przez rozmawiających w jej obecności starszych (spośród których sądzony później ksiądz odprawiający egzorcyzmy był... różdżkarzem) -- a polscy egzorcyści uważali tę książkę za... potwierdzenie swojego punktu widzenia, mimo że wszyscy są księżmi i nierzadko doktorami po dodatkowych studiach. Na stronach katolickich pojawiły się też spekulacje odnośnie rzekomych objawień Anneliese, która miała niby ściągnąć na siebie opętanie w celach ekspiacyjnych i opisać to w dzienniczku -- to odfrunęło już tak daleko od ortodoksji, że na "Opoce" zdjęto artykuł na ten temat i wstawiono prostujący komentarz redakcyjny. W tym tekście też widać parę dziwolągów -- "grzech międzypokoleniowy" (OK, nerwica przechodzi w procesie wychowania na dzieci, problemy ze zdrowiem fizycznym kobiety rodzącej po aborcjach i jej dzieci też są znane, ale grzechy, poza pierworodnym, to akurat zbieramy na własny rachunek) i przekonanie, że w mantrach groźne były imiona bożków (mantra z imieniem Jezus też byłaby otępiająca, bo to mantra, i odwrotnie -- nie wiadomo, czy np. słowo "Bóg" nie brzmi tak, jak w jakimś plemieniu nazwa złego ducha, ale wypowiadamy je bez lęku, bo liczy się intencja, a niekoniecznie forma). Dlatego nieufnie patrzę na udzielających się w mediach współczesnych egzorcystów, bo mam wrażenie, że niejeden sam ma problemy z ortodoksją i wiarą w okultyzm, a powierza się im opiekę nad bardzo labilnymi ludźmi. "Świadectwa" ogólnie mają gorszą moc przekonywania niż zestawienia badań, takie jak w artykule red. Terlikowskiego o zdrowiu homoseksualistów.
anonim2013.04.1 21:24
Życzyć wytrwałości na drodze uzdrowienia.Każdego dnia wybierać trzeba od nowa, bo warto żyć pełnią życia i radości. Przykre doświadczenia zamieniają się w bogactwo życia z Chrystusem Zmartwychwstałym.
anonim2013.04.1 21:34
Można zrozumieć i uszanowaćtych wschodnich mistrzów, którzy odmawiają kierownictwa i prowadzenia ludzi z Zachodu. Twierdzą oni wręcz, że tacy uczniowie opacznie mogą rozumieć ich polecenia i tym samym zamiast się rozwijać, skrzywdzą samych siebie. Praktykowanie jogi z samouczkiem przypomina chęć opanowania kursu pilotażu przez samouka.To się nie powiedzie . Ponadto nie warto powierzać własnej osoby nieznajomym ludziom. Szkoda,że ani mamusia ani tatuś we właściwym czasie nie przekazali dziecku tej podstawowej zasady bezpieczeństwa w świecie. Czy wiesz komu zaufałeś?Na jakiej podstawie? Nauczyć się musiał na własnych przykrych doświadczeniach.Wysoka cena!
anonim2013.04.1 22:15
Do [email protected] -wybacz, ale w takiego boga, którego odmalowałeś żaden chrześcijanin nie wierzy, oczywiście ja też nie. To obraz zafałszowany i dobrze świadczy o Twoim rozumie, że odrzuca go precz,daleko od siebie. Z Biblii też niewiele rozumiesz. Czy jesteś samoukiem?Człowieku, do końca życia będziesz powtarzał jakieś głupstwa interpretacyjne w błędnym przeświadczeniu, że kierujesz się rozumem?Brak Ci podstawowej wiedzy biblijnej, niestety... Jeśli naprawdę szczerze chcesz się dowiedzieć czegokolwiek w sposób sensowny, udaj się do kompetentnych osób w Kościele. Dobrze,że pojawiasz się czasem na Frondzie, ale.....potrzebny jest gruntowny i podstawowy kurs o Biblii. Na początek poczytaj coś ...prof.Anny Świderkówny np."Rozmowy o Biblii".Z całym szacunkiem autorka pisała i dla czytelników niewierzących. Jeśli ta lektura okaże się za trudna, to popełniła książeczkę o koniu Bucefale.Zdziwisz się... Stawiania pomyślnych kroków na tej ścieżce kulturowego rozwoju w czas świąteczny życzę!
anonim2013.04.2 22:35
Smutne to, że piękne idee tak brzydko ze sobą walczą. ja niestety mam brata zniewolonego przez odnowę w duchu świętym. przez lata nie odzywał się do mnie, do rodziców, do swojej córki, bo jak mu egzorcyści wmówili : mieszka w nas demon, dlaczego? bo zajmuję się jogą i wszyscy są przez to skażeni. to gorsze od postawy świadków jehowy drodzy państwo. jeśli to że jestem abstynentką, dbam o swoje ciało, nie jem mięsa bo kocham zwierzęta i nie opłacam ich kaźni w rzeźni, a do Boga modle się wszystkimi siedmioma językami jakie znam, łącznie z sanskryckimi mantrami, jest znakiem opętania - to wybaczcie, ale dla mnie z nauką Jezusa nie ma to nic wspólnego. Manipulacja jest wszędzie, szkoda że służą do niej piękne i czyste w swojej istocie idee. Jest mi z tego powodu naprawdę smutno. otwarcia horyzontów drodzy państwo, i szacunku do swojej tradycji tak samo jak do tradycji z innych stron świata.
anonim2013.04.7 19:25
polecam świadectwo o. josepha marie verlinde,
anonim2013.04.11 2:56
Hop! hoooop! Panie, Panowie! Zlatuję tu do Was z donosem, bo, jak sądzę, kto jak kto, ale ludzie Frondy - s z c z e g ó l n i e reaktywnie winni "rezonować" z problemem, który niosę w dziobie. Choć sprawa nie dotyczy bezpośrednio tematu z tej strony, to jest czymś tak bulwersującym i symptomatycznym dla walki lewicowych libertynów ze "starym, chrześcijańskim światem", że spieszę, przyznaję, złożyć tu, na Frondę, donosik. Może nawet - alert! . Otóż na portalu WP (Wirtualna Polska) parę dni temu pojawiła się informacja o mrożącej krew w żyłach tragedii, która rozegrała się jakiś czas temu, teraz jednak została wydana książka, która jest, jak informuje 17-strtonicowa reklama książki na WP - literackim ŚLEDZTWEM w sprawie tejże tragedii. Książka ( „Przekleństwa niewinności, autor: Jeffrey Eugenides, Amerykanin o grecko-irlandzkim pochodzeniu) wydana po raz pierwszy w USA w 1993r, a w Polsce w 1998 okazała się rzekomo tak wielkim sukcesem, ze w r. 2000 zekranizowało ja Hollywood, angażując pierwszoligowe gwiazdy aktorskie . Ale wracając do samej historii. Otóż w okolicach Detroit w USA - w porządnym, amerykańskim, tradycyjnym, protestanckim domu - 5 córek w wieku nastoletnim, wychowywanych wg tradycyjnej, mieszczańsko-chrześcijańskiej pedagogiki. . . .popełniło Zbiorowe Samobójstwo. WP częstuje nas na 17 stronach opisywanej „story” - opowieścią o owej niewyobrażalnej tragedii (posługując się zdjęciami z filmu, które zresztą wielu czytelników bierze za autentyki). Widzimy i dostatni dom, i porządnych rodziców, i nawet - sympatycznego, uśmiechniętego ojca, i 5 atrakcyjnych nastoletnich, płowo-włosych ( jedna w jedną) Sióstr. Rodzina - z serii tych tradycjonalistycznych, trzymających się protestanckiego etosu, taka odchodząca już coraz bardziej w przeszłość, ale jeszcze w pewnych kręgach mocno się trzymająca amerykańska niegdysiejsza „podstawowa komórka społeczna” z całym bagażem tradycyjnych wartości, mieszczańsko- chrześcijańskiego światopoglądu i dość surową pedagogiką wychowawczą, zorientowaną na dyscyplinę, kontrolę, wpajanie dzieciom tych samych wartości które wyznają ich rodzice, a przedtem - wyznawały całe pokolenia przodków. Może nawet za bardzo ów dom jest tradycjonalistyczny (jak sugeruje i autor książki i jej promotorzy - redaktorzy na WP), bo reżim w domu był ostry, panny wychowywane na krótkiej smyczy, z klasyczną, dość już dziś egzotyczną dyscypliną, bez nowoczesnych "fiu, bździu", po prostu: Dom - Szkoła - Kościół - to było całe ich życie. Coś musiało jednak być nie tak, skoro któregoś dnia targnęła się na życie najmłodsza siostra, 13 letnia. Na szczęście wyratowano ją, ale WP raczy nas szczegółowym opisem owej próby i wyglądem prawie już martwej nastolatki w wannie z gorącą wodą ( dla powstrzymania krzepnięcia krwi w podciętych żyłach). Makabra. Dziecko odratowano, nawet poluzowano dziewczętom trochę reżim domowy, ale gdy zorganizowano prywatkę, dziewczynka ponownie, tym razem skutecznie targnęła się na życie, wyskoczyła oknem, nabijając się na ostrze parkanu, które przebiło serce i rozszczepiło kręgosłup. Tu następuje znów opis ran, niemożność zdjęcia dziewczynki z ostrza parkanu, rozpacz bezradnego ojca. Makabra.. Potem mamy streszczenie pozostałego dramatu i dnia, kiedy to 4 siostry dokonały zbiorowej samobójczej masakry. Niewiarygodne wręcz! Autor książki - śledztwa sugeruje, że powodem tragedii było właśnie to opresyjne wychowanie w nieprzystających już dziś do rzeczywistości wartościach. Dowiadujemy się, że siostrom nie wolno było słuchać muzyki rockowej, spotykać się z chłopcami, wychodzić na randki, przyjęcia u rówieśników, wyjeżdżać na rockowiska, uczestniczyć w wielu rozrywkach i eksperymentach - tak dostępnych innym, mniej pilnowanym dzieciom. Rozumiemy, że ta trudna do objęcia wyobraźnią tragedia stanowiła końcowy akord jakiegoś upiornego cierpienia biednych dziewcząt, wynikłego z nazbyt surowego wychowania, nazbyt surowych zasad, choć, jak dowiadujemy się, rodzice starali się jakoś odpowiedzieć na frustracje córek, pozwalając im na większy zakres wolności, ale ich (córek) pierwszy bal młodzieńczy okazał się, niestety, ostatnim dniem ich życia.. Trudno jest właściwie spokojnie doczytać owo streszczenie, patrząc w dodatku na pokazane w filmowych kadrach piękne, sympatyczne blond - nastolatki. Rodzi się w czytelnikach przejmujący smutek, żal i narastający bunt przeciw domniemanym choć na pewno - nieumyślnym sprawcom tej TRAGEDII czyli Rodzicom i przeciw owej, jak się okazało, aż - ś m i e r c i o n o ś n e j - pedagogice, tradycyjnemu chrześcijańskiemu wychowaniu , opartemu na surowych zakazach i nakazach. Nasuwająca się refleksja jest taka: „Proszę, taki porządny chrześcijański Dom, dyscyplina, niby udana rodzina a jakże w rzeczywistości toksyczna, mroczna, duszna, zakłamana, destrukcyjna, opresyjna przez brak nowoczesności i otwarcia się na współczesny świat., brak ofiarowania dzieciom wolności, autonomii, zezwolenia na eksperymenty, poszukiwania – tak konieczne przecież dla ich prawidłowego rozwoju”. Streszczenie czy może reklamę? tej książki na owych 17 str. czyta się naprawdę z ciężkim sercem, komentarze czytelników pełne są oburzenia na ów Dom - ewidentne źródło tragedii, na Rodziców, sposób wychowania, który doprowadził do tak totalnej, maksymalnej rodzicielskiej i ludzkiej klęski , inni przeprowadzają własne śledztwo, dopatrując się nawet możliwego morderstwa, jeszcze inni sugerują, że dzieci musiały paść ofiarą molestowania seksualnego ze strony ojca, bądź nawet obojga rodziców. Nierzadkie są refleksje typu: „ Tak, u świętoszkowatych i tych niby-porządnych często tak właśnie bywa: na zewnątrz święci, a w czterech ścianach domu - najprawdziwsze potwory. Rodzice - na krzesło elektryczne! etc”. Rzecz w tym, że całość jest . . . CZYSTĄ FIKCJĄ.. Uffff…. Przekonałem się o tym - d o p i e r o , gdy gnany niedowierzaniem dokonałem osobistej peregrynacji po sieci w poszukiwaniu jakichkolwiek śladów autentyczności opisywanych wydarzeń. Szczęśliwie niczego takiego nie znalazłem, a w opisie książek, już na profesjonalnych forach księgarskich, w oficjalnych fachowych recenzjach -jakiś ślad przecie tego „nawiązania do autentycznych wydarzeń” być powinien. Nigdzie nie ma najmniejszego śladu takiego stwierdzenia. Wszędzie tam, na zawodowych portalach i opisach książki jest zapis, ze jest to po prostu powieść i licentia poetica autora.. Niestety na masowym portalu Wirtualnej Polski - Autorzy ( wydawca? jakaś firma PRowska, zajmująca się może promocją książki?) w trakcie 17-stronicowej ‘story’ kreują owo Zbiorowe Samobójstwo 5-u Sióstr - j e d n o z n a c z n i e - na A U T E N T Y K , nie sygnalizują nawet przez moment! FIKCYJNOŚCI historii !!! Całość relacji prowadzona jest jako opowieść o autentycznej tragedii, która wydarzyła się w tzw. porządnej chrześcijańskiej Rodzinie, zamieszkującej tzw. porządną, biała dzielnicę pod Detroit. Do tej pory ( a postów jest już około 300) kolejne tysiące czytelników portalu WP, czytając owo 17-o stronicowe streszczenie „śledztwa”, jest przekonanych, że rzecz zdarzyła się NAPRAWDĘ. Donoszę o tym fakcie tu na Frondzie - Państwu, jako ludziom, którzy, jak mniemam, doskonale wyczuwają O CO TU CHODZI. Chodzi oczywiście o: a) nieodpowiedzialną Reklamę przez szok, ale może jeszcze bardziej chodzi tu o b) Wielką Manipulację, której celem jest nagonka na tradycyjny, chrześcijański nie tylko system wychowania, ale w ogóle - System Wartości. Jednak…ha ha … być może tak naprawdę GŁÓWNYM POWODEM całego wydarzenia, tzn PONOWNEGO WYDANIA KSIĄŻKI w Polsce (w 20 lat po premierze oryginału!) oraz jej KRYMINALNEGO SPOSOBU PROMOCJI jest (jak sugerują czytelnicy, którzy zorientowali się w owej manipulacji) - uwaga - ZAGŁUSZENIE Syndromu Samobójstwa Stasia marihuanisty z Wwy, ucznia kultowego wzorcowego Liceum Politycznej Poprawności - chłopca, który kilka miesięcy temu, w Wigilie 2012r, na skutek przedawkowania marihuany i zapewne innych jeszcze narkotyków, popełnił samobójstwo, tym razem (w przeciwieństwie do Fikcji z Detroit) niestety - NAPRAWDĘ. Śmierć ta, (dzięki postawie Matki Stasia, która, zdaje się, jest dziennikarką czy człowiekiem pióra, w każdym razie - postanowiła Nie Milczeć o złożonych przyczynach tej tragedii, również o całym kontekście kulturowo- cywilizacyjnym, w którym żyje dzisiejsza młodzież, i który promuje dostępność do narkotyków, głośne „uwolnić marihuanę”, permisywizm moralny i pedagogiczny prowadzący do nihilizmu, libertynizm mentalny , seksualny, tolerantyzm dla patologii etc. słowem Róbta Co Chceta), a więc Śmierć Staszka wywołała dyskusje o bankructwie obowiązującego polit.-poprawnościowego modelu światopoglądowo-wychowawczego, który generuje epidemie, jak się okazuje, współczesnych samobójstw młodocianych. Parę słów o nieszczęsnym Staszku samobójcy. Był uczniem kultowego I Społecznego Liceum na ul.Bednarskiej w Wwie - legendarnej w „postępowości, otwartości, tolerancji /nawet dla homoseksualizmu/ „ kuźni wojowników z ciemnogrodem, ksenofobią i antysemityzmem czyli, jak można się domyślić – tych tam „, wolnościowych indywidualistów nastawionych na ciągłe i nieograniczone poszerzanie własnej wolności, bojowników o wyzwolenie marihuany, o odważną eksplorację własnych możliwości i doznań, maksymalną kreatywność, etc.” bla bla bla . Zacytuję 2 fragmenty postów: „Matka Stasia wywołała dyskusję nad np. nadmierną dostępnością marihuany ( lekarze stwierdzili zgon na skutek depresji wywołanej nadużywaniem marihuany), nad granicami pseudo-wolności lansowanej przez media itd. No i to jest reakcja, na zasadzie: "co tam Staś, w Detroit popełniło samobójstwo az 5 Sióstr !!! i to właśnie ortodoksyjnych protestantek! blond ślicznotek, ostro wychowywanych wedle przeciwnej formuły - tradycyjnego chrześcijaństwa! To dopiero Koncert Samobójstw!, Dopiero wychowanie chrześcijańskie jest niewyobrażalnie opresyjne i doprowadza, o patrzcie sami, do Zbiorowej Orgii Samobójczej!" A teraz coś o Autorze książki: „ pan Jeffrey Eugenides, autor tego kryminału na szczególne, antychrześcijańskie zamówienie - to najwyraźniej żydowski pupil./…/ Jest stypendystą żydowskiego Stypendium Guggenheima i laureatem żydowskiej Nagrody Pulitzera. Wiedział więc chyba dobrze, jako debiutant, JAKĄ powieść napisać, żeby spodobać się owemu żydowskiemu lobby ( być może zresztą napisał ten „debiut” na konkretne wręcz z a m ó w i e n i e? - przyp mój, ariell). Książka jest jednym wielkim paszkwilem na chrześcijańską Rodzinę i tradycyjne wartości.” Formuła reklamowania i przedstawienia owej Upiornej Fikcji jako - F A K T Ó W - ociera się moim zdaniem o przestępstwo. Z dwóch powodów: 1) Owo przenicowanie FIKCJI na AUTENTYK ( w głowach i percepcji milionów czytelników) jest nieumyślnym / umyślnym ( raczej umyślnym) p o m ó w i e n i e m , mającym na celu zdeprecjonowanie w oczach tychże milionów czytelników tzw., tradycyjnej Rodziny, chrześcijańskiego modelu wychowawczego, a w konsekwencji - chrześcijańskiego systemu wartości 2) Drugim skutkiem owego przenicowania percepcji z Fikcji na Autentyk, śmiertelnie niebezpiecznym dla osób (młodych ale nie tylko) - depresyjnych, labilnych psychicznie jest: poprzez przyjęcie do wiadomości owej Orgii 5-u Samobójstw 5-u Sióstr jako Aktów Autentycznie Dokonanych, jako Prawdy - otwarcie się na stany hiper-depresyjne, destrukcyjne, a nawet swego rodzaju rozmiłowanie się w tzw. instynkcie śmierci, tak szczegółowo opisywanym przez Autora i podanym przez promotorów polskiego wydania książki jako zaistniała, autentyczna - r z e c z y w i s t o ś ć . Po prostu autorzy takiego stylu „promowania’ książki – stają się odpowiedzialni za potencjalne samobójstwa, które mogą być efektem tak wykreowanej „rzeczywistości”. Mamy tu rodzaj pośredniego, nieumyślnego/umyślnego współudziału w morderstwie, samobójstwie. Czym innym zupełnie bowiem dla labilnego psychicznie czytelnika (zwłaszcza młodego i nieświadomego mechanizmów manipulacyjnych) jest świadomość, że ta upiorna historia powstała tylko i wyłącznie w chorej (lub wręcz odwrotnie : nader merkantylnej, karierowiczowskiej i polit.-poprawnościowej) głowie jakiegoś pisarza, reżysera - profesjonalnych w końcu twórców fikcji, a co innego mroczna, duszna i dołująca (osoby przecież nie tylko depresyjne) świadomość, że takie iście demoniczne okropieństwo WYDARZYŁO SIĘ NAPRAWDĘ Uważam, że owa manipulacja z przerabianiem FIKCJI na AUTENTYK - lansjerów obecnego wydania książki ( a nawet już s a m o - wznowienie wydania książki, które jest w ogóle - w wysokim prawdopodobieństwie - Reakcją i Antysurowicą na casus Staszka Marihuanisty -Samobójcy z Wwy), a więc owa manipulacja polegająca na przedstawieniu milionom Polaków 5-u Samobójstw Sióstr z Detroit jako Prawdy - domaga się jakiejś stanowczej reakcji. Zło nie ukarane, jak wiemy, rodzi jeszcze Większe Zło. Potęgowanie się w tempie geometrycznym Zła obserwujemy na własnych oczach. Na co czekamy? Casus tej książki ( „Przekleństw niewinności” Jeffrey’a Eugenidesa), jej PONOWNE WYDANIE akurat (no, co za przypadek) w trakcie gorącej, bolesnej dyskusji nad przyczynami Samobójstwa Staszka - Warszawskiego Licealisty Marihuanisty - Ucznia Sztandarowego Liceum Politycznej Poprawności i sposób lansowania tej obecnej edycji książki daje też szansę analizy i - o b n a ż e n i a - nieczystych, moim zdaniem, socjotechnicznych intencji tak samego Autora oryginału, jak i autorów w/w skandalicznej bieżącej promocji książki kreowanej cynicznie (przynajmniej na masowo czytanym w Polsce portalu WP) - jako Świadectwo PRAWDY i literacki dokument ( śledztwo) rzekomo - autentycznego Samobójstwa 5-u Sióstr z Detroit - ofiar chrześcijańskiego wychowania. Adres strony na WP - http://ksiazki.wp.pl/gid,15473769,page,1,tytul,Dlaczego-piec-siostr-popelnilo-samobojstwo-Literackie-sledztwo-w-sprawie-wielkiego-dramatu,galeria.html Reagujmy. Nie pozwólmy Im bezkarnie wyprowadzać naszych dzieci na sznur … Nie pozwólmy Im bezkarnie obcharkiwać w najpodlejszy, najbardziej perfidny, jadowity, brudny, toksyczny, w efekcie - śmiercionośny sposób naszej tradycji, naszego pojęcia Dobra i Sprawiedliwości . Serdecznie pozdrawiam całą Frondę. Czuj Duch!