Sprawa została skierowana nie tylko przeciwko samemu państwu rosyjskiemu, ale także przeciwko Ministerstwu Finansów Federacji Rosyjskiej, Bankowi Centralnemu oraz Funduszowi Dobrobytu Narodowego. Fundusz reprezentuje kancelaria Marks & Sokolov, znana z prowadzenia procesów dotyczących rosyjskich aktywów za granicą. W pozwie podkreślono, że Rosja jako prawny sukcesor carskiego imperium powinna przejąć także jego zobowiązania finansowe.
Noble Capital RSD jest właścicielem obligacji o pierwotnej wartości 25 mln dolarów, sprzedanych w Nowym Jorku przez National City Bank (dzisiejszy Citibank). Były oprocentowane na 5,5 proc., jednak przez ponad sto lat nie wypłacono ani kapitału, ani odsetek. Z zastosowaniem procentu składanego wartość roszczenia wzrosła do 225,8 mld dolarów.
Kwota ta odpowiada niemal połowie rocznych wydatków budżetowych Rosji i przekracza łączną kapitalizację takich gigantów jak Sbierbank, Gazprom, Rosnieft i Łukoil. Fundusz nie liczy jednak na dobrowolną zapłatę – domaga się przejęcia rosyjskich aktywów zamrożonych na Zachodzie w ramach sankcji nałożonych po agresji na Ukrainę. Większość tych środków znajduje się w krajach Unii Europejskiej.
Reakcja Moskwy była nerwowa i niespójna. Resort finansów odesłał sprawę do prokuratury, a wiceszef Dumy Państwowej Siergiej Obuchow stwierdził, że „carskie długi się przedawniły” oraz że Rosja nie jest formalnym następcą Imperium Rosyjskiego. Ta argumentacja stoi jednak w sprzeczności z dotychczasową narracją Kremla, który chętnie powołuje się na ciągłość prawną dawnego imperium w sprawach terytorialnych.
Eksperci cytowani przez rosyjski portal RBK zauważają, że wcześniej egzekucja takiego wyroku byłaby praktycznie niemożliwa. Obecnie jednak – w związku z szerokim zamrożeniem rosyjskich rezerw i aktywów – zachodnie sądy mają realne narzędzia, by sięgnąć po majątek Federacji Rosyjskiej poza jej granicami.
Pozew ma także wymiar polityczny. Stany Zjednoczone pokazują, że rosyjska odpowiedzialność finansowa nie ogranicza się wyłącznie do szkód wojennych, ale może obejmować również historyczne zobowiązania. To kolejny element presji na Kreml w trwającej wojnie gospodarczej.
