Fronda.pl: Szóstą sesją Zgromadzenia Synodalnego w Stuttgarcie formalnie zakończył się trwający od 2019 roku proces synodalny w niemieckim Kościele. Sympatycy tego procesu widzieli w nim nadzieję na zmierzenie się przez Kościół z problemami współczesnego świata. Krytycy obawiali się, że jego konsekwencje będą podobne do skutków wystąpienia Lutra z 1517 roku. Jak Ksiądz Profesor ocenia ten proces?

Ks. prof. Andrzej Kobyliński, kierownik Katedry Etyki UKSW w Warszawie: Śledziłem go z największą uwagą. Nadzieje sympatyków były przesadzone, podobnie jak obawy krytyków. Z pewnością to nie jest nowa reformacja. Nie wolno zapominać o tym, że wiele ważnych zmian doktrynalnych w Kościele katolickim w Niemczech wprowadzono już wcześniej. Obecnie proces synodalny nie jest przedmiotem zbyt dużego zainteresowania opinii publicznej. W 2024 roku należało w Niemczech do Kościoła katolickiego tylko 23,7 proc. mieszkańców tego kraju, czyli 19,8 milionów. Niestety, dzisiaj w Niemczech zaufanie do Kościoła katolickiego deklaruje jedynie 11% mieszkańców. W dniu 31 stycznia 2026 roku na łamach prestiżowego dziennika „Frankfurter Allgemeine Zeitung” Thomas Jansen opublikował ciekawy artykuł na temat obecnej reformy niemieckiego katolicyzmu. Dla tego tekstu zastał wybrany jakże wymowny tytuł: Der Frust sitzt tief (Frustracja jest głęboka). Dlaczego frustracja? Mówią o niej przede wszystkim środowiska radykalnie liberalne, które postulują m.in. wprowadzenie kapłaństwa kobiet i traktowanie homoseksualizmu jako jednej z naturalnych skłonności seksualnych, która jest zakorzeniona w Bożym planie stworzenia świata i człowieka.

Co doprowadziło w Niemczech do obecnej reformy Kościoła katolickiego?

Moim zdaniem Droga Synodalna u naszych zachodnich sąsiadów (niem. der Synodale Weg) jest przede wszystkim logiczną konsekwencją adhortacji apostolskiej z 2013 roku Evangelii gaudium (Radość Ewangelii). To dokument programowy pontyfikatu Franciszka, który wprowadził w życie nowy model Kościoła zdecentralizowanego. Biskupi katoliccy w Niemczech zrealizowali to, do czego zachęcił ich papież z Argentyny. Dodatkowo proces synodalny miał stanowić odpowiedź na dramat wykorzystywania seksualnego dzieci i młodzieży. Na oficjalnej stronie internetowej Drogi Synodalnej znajduje się następujące uzasadnienie: „Po opublikowaniu badania MHG «Wykorzystywanie seksualne nieletnich przez księży katolickich, diakonów i członków zakonów na obszarze działania Niemieckiej Konferencji Biskupów» i wywołanych nim wstrząsach, jedno stało się jasne: Kościół w Niemczech potrzebuje drogi nawrócenia i odnowy. Z tego powodu niemieccy biskupi podjęli w marcu 2019 roku decyzję o rozpoczęciu Drogi Synodalnej, która służy wspólnemu poszukiwaniu odpowiedzi na obecną sytuację i ma na celu wzmocnienie chrześcijańskiego świadectwa. Droga Synodalna jest wspierana przez Niemiecką Konferencję Biskupów i Centralny Komitet Katolików Niemieckich (ZdK). Oznacza to, że Kościół w Niemczech stoi w obliczu poważnego kryzysu. Liczy na silne zaangażowanie wszystkich, którzy są z nim na różne sposoby związani i aktywnie w nim uczestniczą. Wspólnie dążą do odzyskania utraconego zaufania”.

Choć papież Franciszek na drogę synodalną skierował cały Kościół, już w czasie jego pontyfikatu dochodziło do poważnych napięć pomiędzy Rzymem a liderami niemieckiej drogi synodalnej. Wydaje się, że papież Leon XIV pokazał, iż widzi synodalność zgoła inaczej od swojego poprzednika. W ocenie niektórych komentatorów zrobił to zwołując konsystorz, który przybrał formę spotkań synodalnych znanych z poprzedniego pontyfikatu, ale w którym pytał o przyszłość Kościoła biskupów – kardynałów, a nie świeckich. Kościół w Niemczech dalej prze tymczasem w kierunku podzielenia władzy, również tej duchowej i doktrynalnej, na biskupów i świeckich. Spodziewa się Ksiądz po Leonie XIV, że w tej kwestii będzie reagował w bardziej zdecydowany sposób niż jego poprzednik?

Skądże znowu. Przecież Leon XIV jest kontynuatorem Franciszka. Obecny następca św. Piotra zdecydowanie kontynuuje nowy model Kościoła synodalnego, który został stworzony przez papieża z Argentyny. Warto podkreślić, że Niemcy przeprowadzili bardzo skutecznie, od początku do końca, swoją Drogę Synodalną. De facto nikt im w tym nie przeszkadzał. Precyzyjnie, z niemiecką dokładnością, zrealizowali swój plan. W ostatnich latach głębokie zmiany doktrynalne weszły w życie i stały się codzienną praktyką duszpasterską. Podam tylko dwa przykłady: błogosławienie w świątyniach katolickich związków jednopłciowych i udzielanie Komunii świętej protestantom żyjącym w związkach małżeńskich z katolikami. Owszem, papież Leon XIV wprowadził jedną zmianę kosmetyczną. Zrezygnował z 9-osobowej Rady Kardynałów, która doradzała Franciszkowi. Papież z Argentyny korzystał z opinii tego wąskiego gremium, pomijając prawie całkowicie Kolegium Kardynalskie. W czasie całego pontyfikatu Franciszka został zwołany tylko jeden konsystorz nadzwyczajny, aby omówić szczególnie ważne kwestie dotyczące Kościoła powszechnego. Natomiast papież Leon XIV zamierza dość często zwoływać konsystorze nadzwyczajne, czyli zgromadzenia całego Kolegium Kardynalskiego, które odbywają się poza regularnymi konsystorzami (zwyczajnymi), podczas których zatwierdzane są dekrety o kanonizacji i beatyfikacji.

Jednym z najbardziej przebijających się tematów tego sześcioletniego procesu było podejście Kościoła do etyki seksualnej. W kwestiach związanych z nierozerwalnością małżeństwa, podejściem do homoseksualizmu czy antykoncepcji Kościół będzie mówił w przyszłości wciąż jednym głosem, czy będą to kwestie pozostawione lokalnym episkopatom. Dziś wielu katolików dziwi się, że w Niemczech można jeść w piątek mięso, a w Polsce nie. Za kilka lat normalnym stanie się, że w Niemczech dwóch katolickich mężczyzn, żyjących w związku, będzie mogło otrzymać błogosławieństwo, a w Polsce nie? Dziś już oczywiście tak się dzieje, ale czy to zostanie sformalizowane przy aprobacie Watykanu jeszcze bardziej niż sformalizowała to deklaracja Fiducia supplicans? Z nauczaniem dot. moralności seksualnej stanie się wkrótce tak, jak jest z piątkową wstrzemięźliwością, to lokalne Kościoły będą o niej decydowały?

Zdecydowanie tak. Do tego prowadzi decentralizacja doktrynalna, czyli ostatecznie prymat sumienia indywidualnego nad normami ogólnymi. To fundament nowego Kościoła katolickiego, który ukształtował się w ostatnich latach. Warto w tym miejscu dodać, że decentralizacja wprowadzona przez papieża Franciszka stanowi kontynuację reform rozpoczętych w wielu krajach po Soborze Watykańskim II. Dość często podaję w wielu moich wypowiedziach przykład sakramentu spowiedzi. Otóż ten sakrament zniknął prawie całkowicie w Kościele katolickim w Niemczech 50-60 lat temu. To oznacza, że do Komunii świętej przystępują wszyscy, którzy uczestniczą we Mszy świętej. Jest to konsekwencja nowego rozumienia grzechu, winy, odpowiedzialności, sakramentów świętych, łaski Bożej, miłosierdzia Bożego itp. Dodatkowo towarzyszy temu bardziej protestanckie niż katolickie, czyli symboliczne a nie realne, rozumienie obecności Jezusa Chrystusa w Eucharystii. Te szokujące zmiany spotykają się najczęściej z milczącą akceptacją Watykanu, biskupów, wydziałów teologicznych, mediów katolickich itd. Wszystko wskazuje na to, że podobnie będzie ze zmianami dotyczącymi etyki seksualnej. Na naszych oczach decentralizacja doktrynalna prowadzi do anglikanizacji Kościoła katolickiego. Nasz Kościół, podobnie jak Kościoła anglikański i wspólnoty episkopalne, staje się federacją Kościołów lokalnych, między którymi będą coraz większe różnice dotyczące rozumienia prawd wiary i moralności.

„Spójrzmy, co działo się w Kościele w Niemczech w ostatnim pięćdziesięcioleciu. Jedna trzecia katolików wystąpiła z Kościoła. Jeżeli chodzi o uczestnictwo we Mszy świętej, to z 50 proc. spadło ono do 5 proc. Seminaria są po prostu puste. Tak wygląda rzeczywistość niemieckiego Kościoła. To są jego realia, a nie jakieś dialogiczne kwestie pojawiające się w tych wszystkich papierach, publikowanych w ramach Drogi Synodalnej. Zobaczmy, co zrobił z Kościołem progresywizm w Belgii czy Holandii. Tak naprawdę zniszczył te Kościoły, a nie im pomógł” – powiedział kard. Gerhard L. Müller, kiedy w 2023 roku pytałem go o przeniesienie postulatów niemieckiej Drogi Synodalnej na grunt Kościoła powszechnego. Odejście od tradycji z pewnością nie jest jedynym powodem sekularyzacji zachodnich społeczeństw. Widzimy jednak, że wiernych, zwłaszcza młodych ludzi, przybywa w środowiskach tradycjonalistycznych. Powrót do tradycji Kościoła, tradycyjnej pobożności i klarownej doktryny, może okazać się remedium na laicyzację zachodnich społeczeństw? Powinniśmy iść dokładnie odwrotną drogą niż poszedł Kościół w Niemczech?

Zdecydowanie tak, ale nie wiem, czy tego chcemy. Także w Polsce nowy Kościół synodalny ma wielu potężnych zwolenników. Osobiście nie podzielam niektórych opinii, które prezentuje kard. Gerhard L. Müller. Moim zdaniem wyjątkowym przewodnikiem powinien być dla nas papież Benedykt XVI. Jego teksty i diagnozy są dla mnie od 40 lat światłem w tunelu. Moje podejście do tego wielkiego dziedzictwa intelektualnego i duchowego wyraziłem m.in. w wykładzie pt. „Tradycja i nowoczesność. Spory filozoficzno-teologiczne w trakcie pontyfikatu papieża Benedykta XVI” (Ogólnopolska konferencja naukowa: „Józef kard. Ratzinger/Benedykt XVI – profeta, teolog, papież”, Collegium Intermarium, Warszawa, 31 stycznia 2023). Chciałbym także pogratulować Panu Redaktorowi tego ważnego wywiadu z 2023 roku. Przeczytałem go z wielką uwagą. Ta rozmowa zawiera również jedno szokujące stwierdzenie.

Jakie?

Otóż niemiecki rozmówca portalu Fronda.pl odrzuca możliwość wypłacenia Polsce przez władze w Berlinie reparacji wojennych. „Moim zdaniem tych szkód – twierdzi kard. Gerhard L. Müller – już się po prostu nie da wyrównać. W Europie działy się straszne rzeczy w związku z rządami Stalina i w związku z rządami Hitlera. Tego się już po prostu nie da odwrócić. Nie powinno też wyglądać to tak, że dzisiejsze narody byłyby zobowiązywane do ponoszenia odpowiedzialności za to, co robiono trzy czy cztery pokolenia do tyłu. Bo to po prostu nie są już ci sami ludzie”. Coś niebywałego! Nie potrafię zrozumieć milczenia katolików w Polsce po tych oburzających słowach. Przecież reparacje wojenne wynikają z elementarnego poczucia sprawiedliwości. Co więcej, w wielu miejscach w Polsce ten niemiecki kardynał jest przedstawiany jako wyjątkowy przyjaciel naszego kraju. Bardzo często jest gościem niektórych parafii, szczególnie w diecezji łomżyńskiej, np. 31 sierpnia 2025 roku wziął udział w obchodach 48. Miodobrania Kurpiowskiego w Myszyńcu. Jak to możliwe, że traktujemy jako wyjątkowego przyjaciela kogoś, kto twierdzi, że Niemcy jako sprawcy nie powinni wypłacić Polsce reparacji wojennych za kilka milionów zamordowanych istnień ludzkich i zrównanie z ziemią tysięcy naszych wiosek i miast?

Wkrótce miną dwa lata od zmiany prezydium KEP, na której czele stanął metropolita gdański abp Tadeusz Wojda. Na katedrze arcybiskupa krakowskiego zasiadł niedawno kard. Grzegorz Ryś. Kiedy rozpoczynał się proces synodalny w Niemczech, Kościołem w Polsce kierowali arcybiskupi Gądecki i Jędraszewski, którzy starali się powtrzymać liberalne zmiany w Kościele. W jakim kierunku dziś idzie Kościół katolicki w Polsce? Przez ostatnie dwa lata coś się realnie zmieniło?

Głębokie zmiany moralne w duchu liberalnym dokonują się nie tylko u naszych zachodnich sąsiadów, ale także w naszym kraju. Jako wymowny przykład tego procesu można podać pogrzeb bp. Jana Szkodonia, który miał miejsce we wrześniu 2025 roku. Wzięli w nim udział kardynałowie, arcybiskupi, biskupi. Kilka lat temu bp Szkodoń został oskarżony o molestowanie seksualne. Z jednej strony Nuncjatura Apostolska w Warszawie stwierdziła, że „po dokładnej analizie zebranych materiałów dowodowych i po przesłuchaniu powołanych świadków, wina bp. Jana Szkodonia nie została udowodniona”. Z drugiej zaś strony media ogólnopolskie informowały o tym, że archidiecezja krakowska zawarła ugodę z ofiarą wykorzystaną seksualnie przez tego biskupa, wypłacając jej 300. tys. zł. odszkodowania. Niestety, są też inne ofiary skrzywdzone przez tego duchownego. Od kilku dni ten bulwersujący temat jest szeroko komentowany przez wiele mediów, pogłębiając galopującą sekularyzację naszego społeczeństwa oraz zniechęcając tysiące ludzi do biskupów i Kościoła jako instytucji. W tym kontekście warto powrócić do relacji medialnych z uroczystości pogrzebowych bp. Jana Szkodonia, aby lepiej zobaczyć kierunek, w jakim podąża Kościół katolicki w Polsce.