- „Po tym, jak zobaczyłem w mediach społecznościowych falę komentarzy pod adresem reportażu Marii Wiernikowskiej z Rosji, który został wyemitowany na kanale Oficjalne Zero, postanowiłem samemu go obejrzeć, aby móc wyrobić sobie o nim własne zdanie. Według mnie, cały reportaż sprawia wrażenie próby ocieplania wizerunku Rosjan, jakby miał przygotować odbiorców na ich przyszłe normalne funkcjonowanie w Europie. Nie wiem czy świadomie. Jest to ponoć dopiero pierwszy odcinek, Krzysztof Stanowski już zapowiedział kolejne”
- napisał na Facebooku.
Autor przywołuje głośną scenę rozmowy z rosyjskim żołnierzem, który oświadcza, że chce wrócić na Ukrainę.
- „Bez dodatkowych pytań ze strony dziennikarki, bez nacisków, z milczącym przyzwoleniem na zabijanie Ukraińców. Bo przecież po to tam wróci. Aby zabijać, gwałcić, porywać i rabować. Zwykły rosyjski żołnierz”
- zauważył.
- „Rozmowa ta przypomniała mi przy okazji przechwyconą na początku wojny korespondencję rosyjskiego żołnierza ze swoją dziewczyną, która dawała mu pełne przyzwolenie na gwałty na Ukrainkach. Zrobiła to z uśmiechem podobnym do tego jaki zagościł na twarzy polskiej dziennikarki. To przemoc jest właśnie prawdziwym obliczem tego państwa i żadna propaganda nie jest w stanie tego faktu zmienić”
- dodał.
Tynka przywołuje też inne materiały polskich twórców z podróży do Rosji i na Białoruś zauważając, że ci, świadomie lub nie, „oswajają wizerunek autorytarnych reżimów”.
Pisarz zwraca przy tym uwagę, że obwód królewiecki pozostaje „pod szczególną kontrolą rosyjskich służb”.
- „Nie jestem w stanie uwierzyć, że ktoś może tam wjechać z kamerą bez wiedzy i zgody FSB. Powszechnie znanym jest fakt, że Rosja jest państwem totalnej kontroli, a swobodny wjazd zagranicznej ekipy filmowej nie dzieje się przypadkiem. Dlatego pojawia się kluczowe pytanie: jak to możliwe, że polska ekipa filmowa mogła swobodnie nagrywać w kraju, który kontroluje każdy ruch zagranicznych dziennikarzy, zwłaszcza po 2022 roku, gdy Polska znalazła się na liście państw nieprzyjaznych?”
- pyta.
Jego zdaniem „najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem jest to, że Kreml potraktował ten reportaż jako test”.
- „Pozwolenie na realizację takiego materiału w państwie uznającym Polskę za wroga jest według mnie elementem szerszej strategii. Elementem sprawdzania reakcji polskiego społeczeństwa może być również testowanie mediów społecznościowych. Materiał ten wzbudził ogromną dyskusję, co oznacza że cel został osiągnięty. Emocje rosną, a Rosja potrafi świetnie nimi się posługiwać. Rosja nie musi nic publikować sama. Wystarczy, że da ciche przyzwolenie na nagranie materiału, który wywoła burzę. Resztę zrobią właśnie społeczne emocje. Zamiast rozmawiać o zbrodniach wojennych, bombardowaniach i represjach, będziemy prowadzić dyskusje o reportażu, zachowaniu jego autorów, możliwym powielaniu rosyjskiej narracji. To dla Kremla ogromny sukces”
- stwierdza.
