Partia, która podnosi postulat wprowadzenia w Polsce wyborów online, poległa przy organizacji takich wyborów wewnątrz ugrupowania. II tura głosowania na przewodniczącego Polski 2050 musiała zostać unieważniona z powodu problemów technicznych. Paulina Hennig-Kloska i Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz powinny więc raz jeszcze spotkać się w II turze wyborów. Nie chce tego jednak założyciel i ustępujący lider Polski 2050. Jego zdaniem „będzie to nieszczęście” i skończy się tym, czym skończyło się przejęcie władzy w Nowoczesnej przez Katarzynę Lubnauer po ustąpieniu Ryszarda Petru.
- „Czyli zostanie jakaś grupka, inne grupki się pooddzielają, ta grupka będzie walczyła o podmiotowość, a na koniec skończy w Koalicji Obywatelskiej”
- stwierdził.
W tym przypadku trudno nie zgadzać się z diagnozą Hołowni.
- „Decyzje, które dzisiaj podejmuje Rada Krajowa mojego ugrupowania doprowadzą do zniszczenia tego ugrupowania, to jest programowana samozagłada. Polska 2050 musi być Polską 2050 jednoczącą te wszystkie wrogie obozy, które dzisiaj naprzeciwko siebie stanęły”
- przekonywał.
Wobec tego wicemarszałek zapowiedział, że jeżeli II tura wyborów zostanie powtórzona, on opuści ugrupowanie.
- „Jeżeli będzie sytuacja, w której mamy do czynienia z prywatyzacją ugrupowania przez jedną z frakcji (…) nie widzę innego rozwiązania. Tak, opuszczę Polskę 2050, bo nie będzie to już Polska 2050 ani Szymona Hołowni, ani tych wartości, z którymi tę Polskę 2050 zakładałem”
- oświadczył.
Zapewnił przy tym, że stoi za nim mniej więcej połowa klubu parlamentarnego.
- „Nie robi się wyborów w czasie wojny i kropka”
- stwierdził, dając próbkę swojego podejścia do demokracji.
