14.03.16, 19:39

Agnieszka Romaszewska-Guzy dla Fronda.pl: Każdy, kto ma polskie korzenie, czuje się Polakiem powinien móc przyjechać do Polski

Michał Dworczyk z sejmowej komisji ds. łączności z Polakami za granicą wypowiedział się nt nowelizacji ustawy o Karcie Polaka. Nowelizacja wprowadza m.in. możliwość osiedlania się w Polsce dla posiadaczy karty, wypłacania im świadczeń, możliwość korzystania z pomocy w sytuacji zagrożenia zdrowia lub życia na tych samych zasadach, co obywatele Polski. Chodzi także o ułatwienie pewnych formalności związanych z uzyskaniem dokumentu.

Agnieszka Romaszewska-Guzy: Poszerzenie możliwości oferowanych przez Kartę Polaka leży zdecydowanie w interesie Polski. Nie jestem zwolenniczką zaostrzania kryteriów. Każdy, kto ma polskie korzenie, czuje się Polakiem i chce to sformalizować, udowodnić, powinien móc przyjechać do Polski. To także kwestia natury moralnej. Po stronie granicy sowieckiej pozostała ogromna rzesza obywateli polskich, rozmaitego pochodzenia, którym Polska jest winna przynajmniej dać możliwość przyjazdu do kraju, czy, tak jak to było do tej pory, kształcić się tu, mieć większe możliwości niż inni. To całkowicie właściwe z przyczyn sprawiedliwości dziejowej i moralnej. Jest tu dobrze widoczna kwestia również bieżącego interesu politycznego. W kraju obserwujemy niż demograficzny, starzenie się społeczeństwa, będziemy więc potrzebować młodych ludzi i dobrze, by były to osoby z krajów kulturowo nam bliskich: Białoruś, Ukraina, w szczególności Kazachstan, gdzie mamy naszych rodaków wywiezionych jeszcze przed II w.ś., przed pierwszą „akcją polską” w latach 30., gdy Stalin tępił Polaków, jak również w czasie wojny. Myślę więc, że jest to istotne również z przyczyn społeczno-politycznych. Potrzebni nam są obywatele i pracownicy.

Oczywiście nic na siłę, lecz ci, którzy chcą przyjechać, powinni mieć taką możliwość. To też kwestia kultury polskiej, oddziaływania państwa polskiego.

Zdaję sobie sprawę, że Karta Polaka bywa często krytykowana przez środowiska patriotyczno-narodowe wspomnianych krajów. Zarzutem jest to, że Polska drenuje te kraje, dając tak duże możliwości odkrycia polskich korzeni, że to dla dobra własnych interesów, a nie rzeczywistej potrzeby. Powiem przewrotnie, że wszystko jedno, dlaczego rząd to robi, dla Polski jest to korzystne, a w gruncie rzeczy, jestem przekonana, nie zaszkodzi to bardzo Białorusi ani Ukrainie. Ci, którzy czują się np. Białorusinami mogą tam przecież zostać i pracować. Przykładem tu jest Polska, z której wyjeżdżało wiele osób pochodzenia niemieckiego,z Mazur czy ze Śląska. Część z nich nadal pozostała związana z polskością, część z nich pozostała Niemcami, ale pewna grupa tych osób, mieszkając w Niemczech,jest silnie związana z polskością. Tak samo Ukraińcy czy Białorusini nie mają się czym martwić. Ta diaspora, która być może powstanie, stworzy pewnego rodzaju pomost pomiędzy naszymi krajami.

Jak odniesie się Pani do opinii Konfederacji Obywateli Kresów, że nowelizacja ustawy o Karcie Polaka doprowadzi do depolonizacji Kresów Wschodnich? Swój list działacze skierowali m.in. do komisji, której przewodniczy poseł Dworczyk

Nie możemy mówić o „depolonizacji” Kresów, ponieważ Kresy nie są spolonizowane. Posługujemy się nieprawdziwym, niezbyt trafnym mitem. Na Białorusi czy Ukrainie nie mieszkają głównie Polacy, tylko Białorusini i Ukraińcy. Polacy w obu tych krajach są mniejszością. W niektórych miejscach mają szansę przetrwać jako spoista grupa, w innych prawdopodobnie nie. Chodzi o to, by  ludziom młodym, energicznym, pełnym pomysłów na swoją przyszłość, dać szansę. Nie ma tu mowy o żadnym zorganizowanym sprowadzaniu rodaków z wspomnianych krajów. Ci, którzy będą chcieli pozostać w swoim kraju lub do niego powrócić, mogą przecież to zrobić. Znam ludzi, którzy wyjechali do Stanów Zjednoczonych ponad trzydzieści lat temu i niedawno wrócili do Polski, np. na emeryturę. 

Problem leży w tym, ze Polaków w sensie etnicznym, tak jak my to rozumiemy, będzie tam faktycznie coraz mniej. Jednak tak się dzieje z każdą mniejszością w dzisiejszym świecie- podobnie jak maleje i tak niewielka liczba Białorusinów w Polsce, posługujących się językiem białoruskim. Tutaj nie będzie jakiejś akcji repatriacyjnej z ogromnymi możliwościami. Nie. To szansa dla najbardziej aktywnych jednostek, by przyjechać, osiedlić się i spróbować żyć w Polsce.

Poseł Dworczyk zapowiedział, że według jego wyliczeń w ciągu najbliższych 10 lat możemy liczyć na powrót ok 100 tys. rodaków do kraju. Jak Pani sądzi, czy te obliczenia mogą się sprawdzić?

Nie jest to jakaś wstrząsająca liczba. 100 tys. ze wszystkich tych krajów. A mamy ok. pół miliona rodaków na Białorusi, ok.300 tys. na Ukrainie, prawdopodobnie też ok. 100 tys. w Kazachstanie. Jeśli mowa jest o 10 latach, to liczba jest znacząca, ale niezbyt zawrotna. Można nic z tym nie robić, można zostawić, jak do tej pory, ludzi pielęgnujących swoją polskość, i mieć nadzieję na polonizację Kresów. Nie, to nie spowoduje polonizacji Kresów, ale stopniowe wynarodowienie tych ludzi. Chcę tu zaznaczyć, że Karta Polaka powinna być tylko jednym z wielu działań na rzecz polskości na tych terenach. Nie użyłam tu określenia „Kresy”, bo pozostali mieszkańcy tych terenów nie przepadają za nim, w dzisiejszych czasach to po prostu Białoruś czy Ukraina. Oprócz możliwości, jakie daje naszym rodakom Karta Polaka, musimy podejmować także szereg innych działań. Fundamentalną kwestią jest tu rozwój szkolnictwa polskiego na tych terenach, nauka języka, ale nie tylko. Chodzi o całą kulturę polską, która do pewnego stopnia pozostaje wspólnym dziedzictwem Kresów. Musimy promować całą kulturę polską. Karta Polaka jako jedyny środek oddziaływania może być w pewien sposób niebezpieczna czy niekorzystna, ale jeżeli podejmiemy również inne działania, jednocześnie pracując nad zbliżeniem naszych sąsiadów do Europy Zachodniej, nie będzie to dla nikogo niebezpieczne ani niekorzystne.

Rozmawiała Joanna Jaszczuk

Komentarze

anonim2016.03.14 19:58
Podczas rządów PO, do Polski na obczyźnie się nie przyznawali, autentycznie wstyd było ze władze nieudacznicy z PO posiadają i co tylko mogą to rujnują.
anonim2016.03.14 20:45
Sprawa nie jest jednoznaczna. Podam przykład: Sąsiadka miała pochodzenie niemieckie a sąsiad czystej krwi Polak spod Częstochowy nie. Sąsiadka za grzyba nie chciała się przenieść do Reichu a sąsiad tak ją psychicznie molestował, że w końcu są obywatelami Niemiec. Morał jest taki. Każdy musi osobiście zdecydować o swojej tożsamości i nie można wszystkich wrzucać do jednego wora.
anonim2016.03.15 1:37
Przyjechać to jedno, gorzej przetrwać. Zakładając, że niektórym się poszczęści i znajdą pracę (często poniżej posiadanych kwalifikacji), to jaka jest gwarancja, że nie zostaną odrzuceni przez lokalną społeczność? Wtedy przyjadą tylko po to, żeby wrócić. Polacy niestety raczej nie są narodem słynącym z życzliwości.