04.11.16, 20:35

Jan Maria Jackowski dla Frondy o Jugendamt: Państwo niemieckie traktuje rodziny jak swoją własność

Joanna Jaszczuk, Fronda.pl: Tematem programu Jana Pospieszalskiego w ostatni czwartek były problemy polskich rodzin, którym zagraniczne sądy odebrały dzieci. Jednym z gości był wiceminister sprawiedliwości, Michał Wójcik. Sekretarz stanu w resorcie kierowanym przez Zbigniewa Ziobrę tłumaczył, że Ministerstwo Sprawiedliwości intensywnie pracuje nad tym, aby zminimalizować takie przypadki, jednak tego rodzaju sytuacji jest bardzo dużo, a nie wszyscy pokrzywdzeni zwracają się z tym do MS.

Senator Jan Maria Jackowski, PiS: Mamy tu do czynienia z sytuacją, kiedy państwo ingeruje w sprawy wewnętrzne rodziny, co jest zresztą pokłosiem pewnej ideologii. Oczywiście, zdarzają się sytuacje, gdy państwo rzeczywiście musi wesprzeć daną rodzinę czy nawet ingerować w jej wewnętrzne sprawy. Jednak są to wyłącznie przypadki, gdy rodzina nie jest w stanie sama poradzić sobie z danym problemem. To zasada pomocniczości, znana i powszechnie stosowana w krajach Unii Europejskiej. Uzurpowanie sobie przez państwo prawa do ingerencji w wewnętrzne sprawy rodziny, np. odbierania dzieci rodzicom z różnych powodów i umieszczania ich w ośrodkach wychowawczych jest wynikiem tego rodzaju myślenia.
Problem ten jest wykorzystywany szczególnie w stosunku do Polaków zamieszkujących poza granicami naszego kraju. Mieliśmy bulwersujące przypadki z Niemiec, do podobnych sytuacji dochodzi też np. w Szwecji. Bardzo dobrze, że polski rząd pracuje nad rozwiązaniami prawnymi i podejmuje interwencje tam, gdzie jest to możliwe. Nie zawsze mogą one przynieść oczekiwany skutek, jednak rząd pracuje również nad rozwiązaniami systemowymi, które mają minimalizować tego rodzaju przypadki, ogromne dramaty nie tylko rodziców, ale również samych dzieci.

Dlaczego właściwie zagraniczne sądy na taką skalę odbierają polonijnym rodzinom dzieci?
Tutaj potrzebne są głębokie studia prawne i przygotowanie najlepszych możliwych rozwiązań, które wykluczałyby tego rodzaju praktyki.

Niedawno Ministerstwo Sprawiedliwości zareagowało błyskawicznie, gdy Jugendamt odebrał maleńką, niespełna trzydniową córeczkę Polce mieszkającej w Niemczech. Mam jednak wrażenie, że wcześniej w Polsce nie mówiło się zbyt dużo o tego rodzaju sytuacjach.
Rząd PO-PSL w tym zakresie nie reagował w sposób właściwy, choć mieliśmy do czynienia z całym szeregiem tego rodzaju przypadków, a opinia publiczna była o nich informowana. Na terenie Niemiec Jugendamt w sposób bezceremonialny ingeruje w wewnętrzne sprawy rodzin, doprowadzając do odbierania dzieci rodzicom pod byle pretekstem. W pewnych przypadkach możemy nawet przypuszczać, że tego rodzaju działania miały podtekst polityczny i były związane z faktem, że dzieci pochodziły z polskich rodzin. Potrzebne są więc działania prawne, które zminimalizowałyby tego rodzaju niebezpieczeństwo. Z drugiej jednak strony należy zaznaczyć, że jest to niesłychanie trudne, ponieważ każdy, kto znajduje się na terytorium innego państwa, podlega jego jurysdykcji. W takim razie nawet jeśli mamy obywatelstwo polskie, przebywając na terenie Niemiec, podlegamy jurysdykcji tego kraju.

Na łamach jednego z polskich dzienników opublikowano wywiad z byłym już pracownikiem Jugendamt. Mężczyzna powiedział wprost: „Krzywdziłem dzieci”. Uwe Kirchoff, czyli wspomniany pracownik tego urzędu, przyznał również, że to szeroko zakrojony biznes, ponieważ Jugendamt za jedno dziecko w rodzinie zastępczej płaci 1000 euro, a ta kwota znacznie wzrasta, gdy dziecko jest niepełnosprawne. Kirchoff ujawnił, że w przypadku dzieci Polaków mieszkających w Niemczech, w grę wchodzi również germanizacja
Działania Jugentamt są powszechnie krytykowane. Chciałbym tutaj przypomnieć, że wbrew powszechnej opinii, że Niemcy są ostoją demokracji, państwo to ma w zakresie praw wychowawczych niezwykle silne prawodawstwo. Nawet rodziny niemieckie są często dyskryminowane przez tamtejszy system państwowy. Swego czasu głośna była sprawa niemieckiej rodziny, które ze względów politycznych musiała emigrować do Stanów Zjednoczonych, ponieważ nie godziła się na ideologizowane treści nauczania w niemieckich szkołach. Rodzinie tej groziła nawet kara więzienia. Przed paru laty była to bardzo głośna sprawa. Na tym przykładzie widzimy, że to państwo traktuje obywateli, dzieci, rodziny, jako swoją własność, na którą może wpływać w sposób bardzo bezpośredni i daleko idący. Nie sposób pogodzić takiej filozofii z zasadami godności człowieka oraz jego wolnością i przysługującymi mu prawami.