25.04.12, 12:20

Ks. Dziewiecki: Nie rozróżniamy rozwodników, którzy związali się z kimś na nowo, od pokrzywdzonych i opuszczonych, którzy trwają w przyjaźni z Bogiem

Kościół posłany jest do wszystkich ludzi tej ziemi: do świętych i grzeszników, do silnych i słabych, do szczęśliwych i doświadczających rozpaczy. Jedną z najbardziej bolesnych form cierpienia jest cierpienie związane z kryzysem małżonków. Jeśli ona i on przysięgają sobie wzajemną miłość, wierność i uczciwość w dobrej i złej doli aż do śmierci, jeśli zawierzają sobie nawzajem swój los doczesny oraz los ich dzieci, a później jedno z nich łamie swoją przysięgę, rani, zdradza i odchodzi, to zadaje największy ból, jakiego człowiek może doświadczyć na tej ziemi. Jest to bowiem ból wyrządzony przez osobę, która powinna nas najbardziej chronić i zapewniać nam największe poczucie bezpieczeństwa.

 

To dobrze, że duszpasterze w Polsce coraz bardziej dostrzegają ten problem i że świeccy, którzy przeżywają kryzys małżeński, pragną zostać objęci większą opieką duszpasterską niż dotąd. Niepokoi natomiast fakt, że zwykle w dyskusjach na ten temat nie czynimy wystarczająco czytelnego rozróżnienia między tymi małżonkami, którzy się rozwiedli, związali z kimś innym i złamali swoją przysięgę małżeńską, a tymi, którzy zostali skrzywdzeni, zdradzeni i opuszczeni, a mimo to z nikim innym się nie wiążą, gdyż trwają w przyjaźni z Bogiem oraz zachowują wierność złożonej przez siebie przysiędze małżeńskiej. Takie osoby wiedzą, że to, iż małżonek ich skrzywdził i złamał swoją przysięgę, upoważnia je do obrony – w skrajnych przypadkach aż do separacji małżeńskiej włącznie – ale nie daje im prawa do łamania własnej przysięgi. Obie strony potrzebują pomocy duszpasterskiej, ale strona porzucona powinna mieć w tym względzie pierwszeństwo i ma prawo oczekiwać większej pomocy. Jezus zawsze stanowczo stawał po stronie pokrzywdzonych i bronił ich przed krzywdzicielami. Tak stanowczo, że krzywdziciele postanowili Go zabić.

 

Obserwujemy obecnie bolesny paradoks, który jest rodzajem podporządkowania się niektórych księży „poprawności” politycznej, gdyż w Unii Europejskiej kaci są zwykle bardziej chronieni niż ich ofiary. Najbardziej ewidentnym potwierdzeniem tego zjawiska jest fakt, że prawodawstwo państw Unii Europejskiej nie dopuszcza kary śmierci dla morderców, ale dopuszcza karę śmierci dla dzieci w fazie rozwoju prenatalnego. Są tacy księża, którzy w swoich parafiach tworzą duszpasterstwo osób żyjących w związkach niesakramentalnych, ale nie tworzą duszpasterstwa skierowanego do małżonków skrzywdzonych i porzuconych, którzy pozostają w samotności, gdyż żyją w czystości i trwają w wierności małżeńskiej. Jedna z porzuconych kobiet opowiadała mi niedawno o tym, że jej małżonek pozostawił ją z trójką dzieci i związał się z kochanką, a mimo to jest animatorem w duszpasterstwie osób rozwiedzionych, które zawarły ponowne związki. Ów mężczyzna towarzyszy swojemu duszpasterzowi w różnych wyjazdach rekolekcyjnych i formacyjnych, głosi konferencje w różnych parafiach w Polsce i jest traktowany jako moralny autorytet. Tymczasem dla porzuconej przez niego żony i dla innych osób znajdujących się w podobnej sytuacji, żadna parafia nie oferuje specjalistycznej pomocy duszpasterskiej. To jest poważne zaniedbanie i nieświadome wpisywanie się w politycznie „poprawną” obecnie większą troskę o katów niż o ich ofiary.

 

Niepokojącym zjawiskiem jest nie tylko zaniedbywanie w trosce duszpasterskiej małżonków skrzywdzonych i opuszczonych przez współmałżonka, ale także jakość duszpasterstwa osób rozwiedzionych i decydujących się na życie w związkach niesakramentalnych. Jezus wyjaśnia nam, że lekarza potrzebują chorzy, a nie ci, którzy się źle mają. Jednak lekarza potrzebują po to, by zdrowieć, a nie po to, by trwać w chorobie. Niepokojącym znakiem byłaby taka sytuacja, że ktoś z duszpasterzy zajmujących się osobami, które opuściły współmałżonka i dzieci, prowadził duszpasterstwo ludzi żyjących w związkach niesakramentalnych w taki sposób, że byłoby to raczej tworzenie im „duchowego” komfortu trwania w chorobie, niż stanowcze mobilizowanie ich do zdrowienia, czyli do tego, by powrócili do krzywdzonego małżonka, a w konsekwencji by powrócili także do Boga i do wierności wobec własnej przysięgi małżeńskiej.

 

eMBe

Komentarze

anonim2012.04.25 13:46
<p>Temat trudny. Osobiście znam jednego pana, kt&oacute;rego opuściła żona. Postanowił, że do końca życia będzie sam i mimo wszystko dotrzyma przysięgi małżeńskiej. Większość ludzi sięga raczej po kolejną osobę, wielu nie chce na starość być samymi.</p>
anonim2012.04.25 14:04
<p>Takie są skutki praktykowania chorego pomysłu, jakim są duszpasterstwa małżeństw niesakramentalnych, czyli os&oacute;b kt&oacute;re z powodu jawnego zgorszenia z życia w takim związku, stawiają się poza Kościołem. W og&oacute;le nie powinno być takich zorganizowanych duszpasterstw, chyba że dla tych kt&oacute;re zadeklarowały czystość, czyli chęć dostępu do sakrament&oacute;w. Kwestia zasadności nieakceptowania przez Kości&oacute;ł skutk&oacute;w cywilnych rozwod&oacute;w wykracza poza ten wpis, tyczący aktualnej polityki duszpasterskiej.</p>
anonim2012.04.25 14:21
<p>Powinny Być!&nbsp; Czy to wina faceta/kobiety że go zostawił/a &nbsp;?</p>
anonim2012.04.25 14:23
<p><span \"font-size: x-small;\">\"nie czynimy wystarczająco czytelnego rozr&oacute;żnienia między tymi małżonkami, kt&oacute;rzy się rozwiedli, związali z kimś innym i złamali swoją przysięgę małżeńską, a tymi, kt&oacute;rzy zostali skrzywdzeni, zdradzeni i opuszczeni, a mimo to z nikim innym się nie wiążą, gdyż trwają w przyjaźni z Bogiem oraz zachowują wierność złożonej przez siebie przysiędze małżeńskiej\" - no&nbsp;więc jak, czy ktoś porzucony (nawet z dziećmi)&nbsp;przez wsp&oacute;łmałżonka popełnia grzech śmiertelny wiążąc się z inną osobą i odnajdując szczęście na nowo? Ja mam dwie takie osoby w najbliższym otoczeniu. Jeden m&oacute;j bliski znajomy (przed ślubem przyjął chrzest, bo żona była katoliczką) został opuszczony przez małżonkę (na szczęście, małżeństwo było bezdzietne), a niemal jednocześnie stracił pracę (c&oacute;ż, koniunktura). Obecnie żyje w związku niesakramentalnym, ale szczęśliwym, z dw&oacute;jką wspaniałych dzieci. Drugi przykład: m&oacute;j kolega, do niedawna był mężem i ojcem. Teraz jest już tylko ojcem, bo mąż i dzieci&nbsp;najwyraźniej znudziły się małżonce. Czy faktycznie osoby opuszczone mają tkwić w samotności w ramach dochowania fikcyjnej przysięgi?</span></p>
anonim2012.04.25 14:28
<p>Margeritto, jeśli ktoś złożył fikcyjną przysięge, to zakpił z siebie i z tej drugiej osoby. Jeśli jednak ślubował miłość szczerze, to&nbsp; nie powinien kpić z własnej przysięgi, lecz uszanować to, do czego się zobowiązał.</p>
anonim2012.04.25 14:30
<p>Tu pozwolę się z księdzem nie zgodzić i jestem szczerze zaskoczony, że ksiądz kt&oacute;ry wydaje się znać na choć trochę na psychologii, traktuje w ten spos&oacute;b problem. Związek małżeński tworzy mąż i żona i oboje są w pełni za niego odpowiedzialni, r&oacute;wnież za jego rozpad! Nie wierzę też w tak zwane jednostronne zdrady.&nbsp; To, że ktoś czuje się pokrzywdzony nie oznacza, że jest pokrzywdzony. Może się okazać, że od początku związku nie dostrzegał problemu(&oacute;w) lub w spos&oacute;b znaczny się do niego przyczynił. Oczywiście nie da się tej kwestii roztrzygnąć og&oacute;lnie, gdyż każdy przypadek jest inny,&nbsp;jednak uznawanie kogoś za pokrzywdzonego po emocjach to poziom rozwiązywania problem&oacute;w wśr&oacute;d gimnazjalist&oacute;w. &nbsp;</p>
anonim2012.04.25 14:34
<p>@ZycieMaSens - oni obydwaj się zobowiązali, ale żony nie. Jedna zostawia męża w bardzo trudnym dla niego momencie utraty pracy, druga zostawia go z tr&oacute;jką dzieci. Obydwa małżeństwa były zawarte pod przysięgą. To właśnie żony nalegały na ślub kościelny.&nbsp;Kto więc zakpił?</p>
anonim2012.04.25 14:35
<p>\"Ks. Dziewiecki: Nie rozr&oacute;żniamy rozwodnik&oacute;w, kt&oacute;rzy związali się z kimś na nowo, od pokrzywdzonych i opuszczonych, kt&oacute;rzy trwają w przyjaźni z Bogiem\" Tytuł źle sformułowany. Powinno być: \"Powinniśmy rozr&oacute;żniać rozwodnik&oacute;w, kt&oacute;rzy...\" \"<span \" : verdana, geneva; font-size: small; text-align: justify;\"><span \" : verdana, geneva; font-size: x-small;\">Jezus wyjaśnia nam, że lekarza potrzebują chorzy, a nie ci, kt&oacute;rzy się źle mają.\"</span> <span \" : verdana, geneva; font-size: x-small;\">Coś się Księdzu pomieszało...&nbsp; </span><span \" : verdana, geneva; font-size: small;\">On, usłyszawszy to, rzekł: Nie potrzebują lekarza <strong>zdrowi</strong>, lecz ci, kt&oacute;rzy się źle mają.&nbsp;</span> <span \" : verdana, geneva; font-size: small;\">Mt 9,12</span> \" : verdana, geneva; font-size: small;\"> <span \" : verdana, geneva; font-size: x-small;\">&nbsp;</span></span></p>
anonim2012.04.25 14:36
<p>\"duszpasterstwo\" os&oacute;b pozostających w związkach \"niesakramentalnych\"</p> <p>?</p> <p>C&oacute;ż to za badziew ?</p> <p>Rozumiem rozw&oacute;d, ale nie rozumiem obłudy.</p> <p>&nbsp;</p>
anonim2012.04.25 14:37
<p>margerita <span \" : Arial, Helvetica, sans-serif; font-size: 13px;\">\"Czy faktycznie osoby opuszczone mają tkwić w samotności w ramach dochowania fikcyjnej przysięgi?\" </span>Właśnie o to chodzi, że przysięga nie była fikcyjna. Sam fakt, że ktoś ją łamie nie czyni jeszcze z niej fikcji.&nbsp;&nbsp;</p>
anonim2012.04.25 14:46
<p>Panie Piotrze Stefaniak2, Pan chyba przeczytał ten artykuł bardzo emocjonalnie. Ks.&nbsp;Dziewiecki nigdzie nie pisze, że kryterium uznania kogoś za pokrzywdzonego są emocje. To Pana \"wnioski\" na poziomie gimnazjalisty:)</p>
anonim2012.04.25 14:48
<p>@Sodalitium Planum; zapytam jeszcze raz: czy osoba opuszczona przez wsp&oacute;łmałżonka nie ma prawa do szczęśliwego związku i kimś innym? Jasne, złamie przysięgę, ale czy tylko dla tej przysięgi do końca życia ma być samotna?</p>
anonim2012.04.25 14:48
<p>Solidalitium, lekarza potrzebują chorzy, ale nie po to, by trwać w chorobie, lecz by się nawaracać i zdrowieć. W tym przypadku - by już nie łamać złożonej przez siebie przysięgi małżeńskiej.</p>
anonim2012.04.25 14:49
<p>Margeritta, małżeństwo nie jest jedyną formą wychodzenia z samotności.</p>
anonim2012.04.25 14:55
<p>@ZycieMaSens - jasne, co proponujesz?</p>
anonim2012.04.25 14:58
<p>@ZycieMaSens - zresztą, masz rację. Pierwszy opisany przeze mnie przypadek - m&oacute;j kolega i jego partnerka nie mają ślubu. A są bardzo szczęśliwi.</p>
anonim2012.04.25 15:01
<p>Ależ jak Wam łatwo m&oacute;wić i sądzić nie będąc w takiej sytuacji. Wasze słowa to jest dopiero obłuda. Mam 29 lat, może B&oacute;g da mi jeszcze trochę pobyć na tym ziemskim padole. I powiem Wam, że miałem takie samo zdanie jak i Wy ... do czasu. Moje małżeństwo trwało niecały rok. Znalazł się bogatszy, \"fajniejszy\" i o lepszym statusie życiowym, wiec zostałem wymieniony. Czy popełniłem błąd, że chciałem żyć zgodnie z nauką Kościoła? Czy może mam przez resztę ziemskiego życia biczować się? A może mam zapomnieć o Bogu, porzucić go i nie myśleć o tym, że jestem takim samym grzesznikiem jak Wy? Czuję, że moim powałaniem jest rodzinca, nie zakon, nie samotność. Wierzę jedynie, że Wszechmogący miał w tym jakiś cel; a może stało się tak, bo mamy wolną wolę i możemy czynić zło z pozwoleniem Najpotężniejszego.&nbsp; Co ze słowami Mt 19,9 ? Może mam przejść na parawosławie, gdzie słowa te są inaczej interpretowane i wtedy wobec prawa ziemskiego miałbym czyste sumienie? Dalej byłbym poddany Chrystusowi i wierzył w jego Ewangelie... &nbsp; @ Piotr_Stefaniak2 - nie wierzysz w jednostronne zdrady? Czyli Judasz zdradził Jezusa, a Jezus Judasza? Czy według Ciebie gdybym m&oacute;wił do Ci przyjacielu i wbił Ci n&oacute;ż w plecy to bylibyśmy tak samo winni zbrodni?</p> <p>@Edwardo - nawet nie wiesz jak ten \"badziew\" mi pom&oacute;gł... Powiem Wam tak: widzicie drzazgę w moim oku, a belki w swoim niewidzicie...</p> <p>&nbsp;</p> <p>&nbsp;</p> <p>&nbsp;</p>
anonim2012.04.25 15:05
<p>Margeritta, najpierw proponuję własny rozw&oacute;j. Im mądrzej kocham, tym łatwiej ocenię, czy druga osoba jest dojrzała i czy też kocha. I tylko z kimś dojrzałym i wiernym zwiążę się małżeństwem. Jeśli ten ktoś zacznie wchodzić w krzyzys, to będę&nbsp;roztropnie i stanowczo pomagał mu pokonać swoje słabości i wr&oacute;cić do życia w miłości. Jeśli nie dam rady pom&oacute;c i ta druga osoba odejdzie,&nbsp;to mam do wyboru: szukać rozwiązań zgodnych z moim sumieniem lub złamać własną przysięgę. Jeśli decyduję się na to pierwsze, to buduję&nbsp;przyjaźnie z mądrymi ludźmi i&nbsp; mam środowisko, kt&oacute;re mnie wspiera, ale nie łamię mojej przysięgi i z nikim nie wsp&oacute;łżyję. Najważniejsza jest profilaktyka, czyli zadbanie o dobry punkt wyjścia: własna dojrzałość i wiązanie się z kimś podobnie dojrzałym i odpowiedzialnym, jak ja.</p>
anonim2012.04.25 15:12
<p>@Niesakramentalny,</p> <p>przejdź na prawosławie.</p> <p>&nbsp;</p> <p>&nbsp;</p>
anonim2012.04.25 15:13
<p>@ZycieMaSens - jasne, ale w tym życiu r&oacute;żnie bywa. Czasem tylko człowiekowi się zdaje, że wiąże się z kimś r&oacute;wnie dojrzałym. Po rozstaniu&nbsp;można związać zsię z kimś lub nie - wolny wyb&oacute;r. Ale taka mała dygresja - lepiej, żeby ksiądz (oczywiśnie mam na myśli autora arttykułu :)))&nbsp;był oszczędny w wydawaniu wyrok&oacute;w. Wszak nigdy nie został sam z dziećmi, kt&oacute;re potrzebują matki. Nie tej, kt&oacute;ra je porzuciła.</p>
anonim2012.04.25 15:15
<p>Margeritto, ależ ksiądz w tym artykule właśnie staje po stronie porzuconych i pozostawionych z dziećmi. Upomina się o to, by takie osoby otrzymały solidną pomoc w Kościele i by ci, kt&oacute;rzy opuszczają i porzucają, zobaczyli, że Kości&oacute;ł tego nie toleruje.</p>
anonim2012.04.25 15:19
<p>@ZycieMaSens - a jaką pomoc może zaoferować im Kości&oacute;ł, jeżeli taka osoba nie chce żyć samotnie, tylko właśnie z partnerem u swego boku?</p>
anonim2012.04.25 15:21
<p>Nareszcie przedstawiciel KK m&oacute;wi o sednie sprawy. Nie może być tak, że ci, kt&oacute;rzy są w związkach niesakramentalnych i nie mają zamiaru wr&oacute;cić do wsp&oacute;łmałżonka, czy przejść na tzw.białe małżeństwo są otaczani przesadną troską KK. Czas pomyśleć o tych, kt&oacute;rzy opuszczeni trwają w wierności i kt&oacute;rych społeczeństwo uważa za dziwak&oacute;w.</p> <p>Najpierw trzeba otoczyć troską MAŁŻEŃSTWA sakramentalne, aby miały wsparcie, aby wiedziały gdzie iść po pomoc w razie kryzysu, kt&oacute;ry prędzej czy p&oacute;źniej przyjdzie. W Warszawie połowa małżeństw się rozpada, to ogromna porażka także KK.</p> <p>Życie proste nie jest, niestety.</p>
anonim2012.04.25 15:25
<p>margerita <span \" : Arial, Helvetica, sans-serif; font-size: 13px;\">\"czy osoba opuszczona przez wsp&oacute;łmałżonka nie ma prawa do szczęśliwego związku i kimś innym?\" </span>Nie ma takiego prawa, ponieważ ją r&oacute;wnież wiąże przysięga małżeńska, w kt&oacute;rej obiecywała wierność danej osobie aż do śmierci. Sakramenty to nie słowa rzucane na wiatr.</p>
anonim2012.04.25 15:26
<p>Margeritta, opuszczony małżonek ma mozliwość pokonać samotność na dwa sposoby: poprzez więzi z przyjaznymi ludźmi lub poprzez taką więź, w kt&oacute;rej łamie świadomie, dobrowolnie i na piśmie złożoną przez siebie przysięgę małżeńską. Kości&oacute;ł może pomagać tylko w tym pierwszym przypadku.</p>
anonim2012.04.25 15:28
<p>Już wolałabym złamać świadomie i żyć w szczęśliwym związku z inną osobą, kt&oacute;ra mnie szanuje i docenia. Moim zdaniem, lepsze to, niż dochowanie przysięgi osobie, kt&oacute;ra porzuciła.</p>
anonim2012.04.25 15:29
<p>@margeritta.goth: 1. Znajomy (przed ślubem przyjął chrzest, bo żona była katoliczką) - to oszust religijny, jak rozumiem, więc \"trzy\" mu w \"cztery\", że tak powiem. 2. Kolega, do niedawna był mężem i ojcem. Teraz jest już tylko ojcem, bo mąż i dzieci najwyraźniej znudziły się małżonce - powinien w towarzystwie rozsądnego księdza z jakiegoś duszpasterstwa małżeństw rozpoznać, czy rzeczywiście nie było fikcyjnej przysięgi lub innej przyczyny nieważności małżeństwa. Margerito, w Kościele nie ma miejsca na uprawnienia i roszczenia, są natomiast możliwości, r&oacute;żne możliwości, ale za każdym razem wymagają one pracy sumienia, a nie buntu. Po prostu Tw&oacute;j kolega może tak po prostu olać kościelne wytyczne i p&oacute;jść swoją drogą, a może spr&oacute;bować p&oacute;jść drogą, kt&oacute;rą mu Kości&oacute;ł daje i zobaczyć, co z tego wyniknie. Ale może też nie zrobić nic, tylko siedzieć z założonymi rękami i narzekać na zły Kości&oacute;ł - tylko, że to też jest wyb&oacute;r. Autodestrukcyjny.</p> <p>@Niesakramentalny: serdecznie Ci wsp&oacute;łczuję, ale patrz powyżej, o drugim koledze Margeritty. Nie poddawaj się rozpaczy.</p>
anonim2012.04.25 15:31
<p>Aha w W-wie połowa małżeństw sie rozpada i to jest wina KK.....</p> <p>Jakże to? A czy trzęsienia ziemi także z winy KK?</p> <p>Absurd!</p> <p>&nbsp;</p> <p>Kości&oacute;ł naucza Kosci&oacute;ł prowadzi i wskazuje drogę a czy ktoś bierze to na serio czy kpi z tego to już nie wina KK Akinie!&nbsp;</p> <p>--</p> <p>Ksiądz Dziewiecki m&oacute;wi doskonale i dziękuję mu za to serdecznie!</p> <p>Podziwiam tego Kapłana od dawna za mądrość i roztropność jego wypowiedzi.</p> <p>B&oacute;g zapłać Ks. Marku - wszelkiego dobra z okazji dzisiejszych imienin!</p> <p>&nbsp;</p>
anonim2012.04.25 15:34
<p>Margeritta, cieszę się, że m&oacute;wisz za siebie, a nie za innych. Ja wolę pozostać w każdej sytuacji wierny zobowiązaniom, kt&oacute;rych się świadomie i dobrowolnie podjąłem i kt&oacute;rych konsekwencje ponoszę. Trudno mi wyobrazić sobie, by szanował i doceniał mnie ktoś, kto widzi, że źle wybrałem małżonka i że nie respektuję własnej przysięgi małżeńskiej. Zdarzają się takie przypadki, ale to wyjątki. Częściej spada się z deszczu pod rynnę... Jeśli ta druga osoba, kt&oacute;ra ma mi dać szczęście w moim drugim&nbsp;związku, jest naprawdę dojrzała i szczęsliwa, to raczej nie czeka na osoby z rozbitych małżeństw i po przejściach, ale już jest w związku z kimś podobnie dojrzałym i bez przejść, jak ona sama...</p>
anonim2012.04.25 15:47
<p>czcłowieka tak naprawdę osądzi B&oacute;g, drugi człowiek może tylko te prawo boże wprowadzać w Kościele, inaczej mielibyśmy anarchię. Pan Jezus powiedział jasno \"...kto bieże inną popełnia cudzołustwo ....\" A kości&oacute;l może tylko ubrać to w prawo (kanoniczne). Zgodzę się oczywiście że podczas rozpadu nie ma małżonk&oacute;w niewinnych, tyle że wina żony \"bo zupa była za słona\", bo była za mało aktywna, za dużo m&oacute;wiła, bo źle wyglądała, bo za dużo pracował, za mało zarabiał...&nbsp; jest inna niż wsp&oacute;łmałżonka kt&oacute;ry na takie niedoskonałości drugiego szuka pocieszenia w innych ramionach. Ale Kości&oacute;ł nie może m&oacute;wić inaczej mając jednoznaczne cytaty słow Jezusa</p>
anonim2012.04.25 16:01
<p>@Zbynek \" Znajomy (przed ślubem przyjął chrzest, bo żona była katoliczką) - to oszust religijny, jak rozumiem, więc \'trzy\' mu w \'cztery\', że tak powiem.\" - tw&oacute;j wpis wystarczająco już o tobie świadczy, dalej już szkoda czasu na czytanie. Jesteś wspaniałym katolikiem, nie ma co. @ŻycieMaSens - zawsze wypowiadam się za siebie, nie uzurpuję sobie prawa do osądzania innych.</p>
anonim2012.04.25 16:19
<p>ale bzdety piszecie..kości&oacute;ł daje mn&oacute;stwo \"rozwod&oacute;w kościelnych\" wyspecjalizowały się w tym nawet kancelarie kanoniczne http://www.kanonista.com/ ...poza tym Jezus wyraźnie w Ewangelii wskazuje na wyłom od zasady nierozerwalności małżeństwa \"poza wypadkiem nierządu\" czyli zdrady małżeńskiej - tu można oddalić ...</p>
anonim2012.04.25 16:22
<p><span \" : Arial; color: #a74803;\">Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych pozwolił wam Mojżesz oddalać wasze żony; lecz od początku tak nie było. A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę - <strong>chyba w wypadku nierządu </strong>- a bierze inną, popełnia cudzoł&oacute;stwo. I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzoł&oacute;stwo. Rzekli Mu uczniowie: Jeśli tak ma się sprawa człowieka z żoną, to nie warto się żenić. Lecz On im odpowiedział: ?Nie wszyscy to pojmują, lecz tylko ci, kt&oacute;rym to jest dane. Bo są niezdatni do małżeństwa, kt&oacute;rzy z łona matki takimi się urodzili; i są niezdatni do małżeństwa, kt&oacute;rych ludzie takimi uczynili; a są i tacy bezżenni, kt&oacute;rzy dla kr&oacute;lestwa niebieskiego sami zostali bezżenni. Kto może pojąć, niech pojmuje!\" </span><span \"color: #262811;\"><span \" : Arial;\">- Mt 19:2-12 </span> </span></p>
anonim2012.04.25 16:49
<p>Nikt nie zauważył iż osoby opuszczone a żyjące samotnie mają pęłnię praw sakramentałnych. Po każdej spowiedzi mogą przystąpić do Komunii Św. Osby będące w nowych niesakramentalnych związkach pozbawione są tej łaski. Ich życie duchowe może rozwijać się wyłącznie w oparciu o Słowo Boże. Stąd konieczność oraz zachęta ze strony kościoła w postaci specjalnych duszpasterstw do podtrzymywania naderwanej więzi z kościołem nie wdając się w ocenę moralną. Tej dokona sam B&oacute;g. Osoby pozostawione i żyjące stale w łasce uświęcającej mają być zgodnie z KK otoczone szczeg&oacute;lną troską ze strony proboszcz&oacute;w, zresztą tak samo jak inni cierpiący parafianie. Zaleceniem KK jest aby osoby w związkach niesakramentalnych nie zajmowały żadnych funkcji w kościele np w radzie parafialnej czy innych grupach modlitewnych. Jezeli się tak dzieje to jest to niewłaściwe i podlega upomnieniu. Natomiast logicznym wydaje się aby w ramach specjalnego duszpasterstwa&nbsp; m&oacute;gl zaistnieć&nbsp; taki lider. Nie rozumiem artykułu w kt&oacute;rym ksiądz dokonuje krytyki mądrych i przemyślanych zaleceń swojego kościoła.</p>
anonim2012.04.25 16:50
<p>@Margeritta: komentarze, nawet skierowane do Ciebie nie tracą publicznego charakteru i nie muszą Cię satysfakcjonować. Tw&oacute;j znajomy nr 1 skoro przyjął chrzest, po to by wziąć ślub kościelny, to jest oszustem religijnym i rzeczywiście, coś mi dla niego brakuje empatii, ale na szczęście zupełnie nie dbam o Twoją ocenę mojej katolickości i tego, co o mnie świadczy. Natomiast warto, żebyś przeczytała co napisałem dla kolegi nr 2 i wzięła to także do siebie. Albo możesz pokazywać, patrzcie jacy są ci katole, zobaczcie na żenujacy wpis Zbynka... A po prostu jest tak, że albo jesteś w swoim życiu samodzielna i wtedy możesz p&oacute;jść drogą sprzeciwu lub posłuszeństwa wobec Bożego wezwania albo zajmujesz się smarkaniem nosa, że niedobry jest Kości&oacute;ł, a może rząd i teściowa, albo mąż, czy żona, sąsiedzi, koleżanki, wszyscy, tylko nie ja i m&oacute;j brak działania. To potępia Apokalipsa jako letniość, a ja to nazywam postawą sfrustrowanej ateocioty.</p>
anonim2012.04.25 17:18
<p>@ Edwardo: Twoje wiedza w tym temacie jest znikoma...</p>
anonim2012.04.25 17:29
<p>@ Zbynek - oczywiście, że się nie poddaje. Po złożeniu zeznań w SM i opinii biegłego wiem, że najprawdopodobniej moje małżeństwo zostanie uznane za zawarte nieważnie. Na szczęści nie słucham takich jak @Edwardo i nie poddaje się. Małżeństwo katalickie od strony prawa jest bardzo trudne. Grzesznik w każdym momencie może się nawr&oacute;cić, ma wolną wolę. Można żyć z drugą osobą, bez sakramanetu i wystarczy jedynie spowiedź i niestety nieszczere postanowienie poprawy. Natomiast ten kto chce żyć zgodnie z nauką naraża się na wykluczenie. W małżeństwie są dwie osoby, każda z nich ma wolną wolę i niestety obi muszą być sp&oacute;jne. Niesp&oacute;jność jednej prowadzi do wykluczenia drugiej.</p>
anonim2012.04.25 17:34
<p>@ Puchacz, faktycznie w Starym Testamencie rozwody, były dopuszczone, Chrystus zmienił te zasady i je zostrzył. Poza tym istnieje r&oacute;żnica pomiędzy rozwodem, a wejściem w nowy związek.</p> <p>Kości&oacute;ł może stwierdzić nieważność małżeństwa (przy jego zawarciu), gdy są ku temu powody. Rozwod&oacute;w \"nie daje\" i nie unieważnia małżeństw zawartych.</p>
anonim2012.04.25 18:41
<p>@Niesakramentalny napisał:&nbsp;</p> <p><em>Ależ jak Wam łatwo m&oacute;wić i sądzić nie będąc w takiej sytuacji. Wasze słowa to jest dopiero obłuda. Mam 29 lat, może B&oacute;g da mi jeszcze trochę pobyć na tym ziemskim padole. I powiem Wam, że miałem takie samo zdanie jak i Wy ... do czasu. Moje małżeństwo trwało niecały rok. Znalazł się bogatszy, \"fajniejszy\" i o lepszym statusie życiowym, wiec zostałem wymieniony. Czy popełniłem błąd, że chciałem żyć zgodnie z nauką Kościoła?</em></p> <p>Niesakramentalny szczerze Ci wsp&oacute;łczuje, ale wygląda na to, że związałeś się z zombi i nie rozpoznałeś tego i tu jest jakaś Twoja wina, mimo że emocjonalnie czujesz się zdradzony. Ludzie w związkach \"zombi\"&nbsp; jak mawia ks. Pawlukiewicz nie żyją tylko wyciągają życie od innych. Prawdziwa miłość jest tylko wtedy kiedy źr&oacute;dło jest jedne i jest w ono Bogu. Człowiek jest tym co je.&nbsp; Por&oacute;wnanie zdrady małżeńskiej do zdrady Jezusa przez Judasza nietrafione, gyż Jezus nie m&oacute;gł zdradzić posiadając dwie natury (boską i ludzką), będąc bez grzechu. W małżeństwie natomiast łaczą się ludzie o skarzonej naturze. Tu się kłania dobre przygotowanie do małżeństwa. Życzę Ci powodzenia!<em></em></p>
anonim2012.04.25 20:31
<p>Wypowiedź księdza naświetla problem jednoznacznie , co nie znaczy obiektywnie.</p> <p>Teoretycznie ( i pewnie w sporej częsci przypadk&oacute;w) ma rację , jednak nie zawsze.</p> <p>Stosuje metodę \"urawniłowki\" - wszyscy żyjący w małżeństwach niesakramentalnych do jednego worka. A już pisanie sugerujące , jakoby osoby te żyły w nieprzyjaźni z Bogiem , jest wyraźnym nadużyciem. Nie jest w sumieniach tych ludzi , nie zna ich relacji osobistych z Bogiem. Ja żyjąc w takim związku raz tylko spotkałem się z oceną mojej żony przez księdza ( w internecie) -\"wiarołomna\". JEST TO BARDZO PRZYKRE.</p> <p>Pytam , ile procent ludzi zawiera małżeństwa kościelna ŚWIADOMIE???</p> <p>CZYLI ŻE TO SAKRAMENT!</p> <p>JAKI PROCENT MAŁŻEŃSTW JEST NIEWAŻNYCH???</p> <p>A NAMAWIANIE DO PORZUCENIA NOWEGO MAŁŻONKA I UCZYNIENIE CZASAMI OGROMNEJ KRZYWDY , BEZ WĄTPIENIA OGROMNEJ W OCZACH BOGA , KT&Oacute;RY POWIEDZIAŁ \"WSZYSTKO CO UCZYNILIŚCIE JEDNEMU Z NAJMNIEJSZYCH , MNIEŚCIE UCZYNILI\"..............................</p> <p>Pozostawiam do oceny czytających..........</p> <p>Szczęść Boże wszystkicm czytającym. </p>
anonim2012.04.25 20:41
<p>Dlaczego Szanowna Redakcja wykasowała moją sugestię dla @NIESAKRAMENTALNY , kt&oacute;ry zapytywał podchwytliwie :</p> <p>-</p> <p>\"Co ze słowami Mt 19,9 ? Może mam przejść na parawosławie, gdzie słowa te są inaczej interpretowane i wtedy wobec prawa ziemskiego miałbym czyste sumienie? Dalej byłbym poddany Chrystusowi i wierzył w jego Ewangelie...\"</p> <p>-</p> <p>A ja mu poradziłem, żeby przeszedł na to rzeczone prawosławie.</p> <p>Jak tak bardzo optuje za tym rytem, to niech przechodzi.</p> <p>Agenci KGB w postaci popa i popowej już go tam powitają z otwartymi ramionami.</p> <p>Dla nas - katolik&oacute;w - droga jest Chrystus i Jego Kości&oacute;ł. A Jego Kości&oacute;ł m&oacute;wi, że rozwod&oacute;w nie ma.</p>
anonim2012.04.25 20:47
<p>Czytając Zbynka to jakby powr&oacute;t inkwizycji................</p>
anonim2012.04.25 20:48
<p>Januszunge, pisze Pan, że ks. Dziewiecki \"stosuje metodę \"urawniłowki\" - wszyscy żyjący w małżeństwach niesakramentalnych do jednego worka. A już pisanie sugerujące , jakoby osoby te żyły w nieprzyjaźni z Bogiem , jest wyraźnym nadużyciem.\" To Pana subiektywna interpretacja tego artykułu. Autor nic takiego nie pisze. Natomiast faktem jest, że osoba, kt&oacute;ra łamie własną przysięgę małżeńską, zaczyna żyć w nieprzyjaźni z samą sobą, bo doprowadza samą siebie do rozdarcia własnego sumienia.</p>
anonim2012.04.25 20:49
<p>@Niesakramentalny, nie przekonasz ich! Mają w ustach dyrdymały, dop&oacute;ki ich to nie spotka!</p> <p>Znam rodzinę: Trzech braci. Dw&oacute;jka jadowicie niewierzących, walczących z kościołem, zdradzających swoje żony, niegodziwc&oacute;w straszliwych, na każdym polu! Trzeci - wierzący, uduchowiony, opuściła go żona ponieważ stracił pracę (szukał jej, ale beznadziejnie; ona szybko znalazła sobie lepszego), słaby psychicznie - rozpił się, juz wielokrotnie miał na szyi pętle i tylko szczera wiara na to mu nie pozwalała. no i poznał kogoś, dzięki komu podni&oacute;sł się i daje świadectwo. Właśnie umarła im matka. Dw&oacute;jka oprych&oacute;w poszła do spowiedzi, otrzymała rozgrzeszenie, przystąpiła do Komunii Św. On - nie m&oacute;gł, nawet nie pr&oacute;bował, nie otrzymałby!</p> <p>M&oacute;głby starać się o unieważnienie, ale to kosztuje, a on uważa, że Pan B&oacute;g nie potrzebuje tych pieniędzy.</p> <p>A teraz zacznie się jazda świętoszk&oacute;w!</p> <p>I głupc&oacute;w, kt&oacute;rzy mając szczęście (do czasu?) nie maja pojęcia o złożoności życia.</p>
anonim2012.04.25 21:09
<p>LeśnyLudeku, każdy z nas może dać setki przykład&oacute;w na to, że komuś złemu dobrze się układa życie, a komuś dobremu - źle. Można też dawać setki przykład&oacute;w w drugą stronę. Inteligencja polega jednak na tym, że podajemy zasady - jakie postępowanie jest optymalne, zgodne z nauczaniem Jezusa, z wiernością własnemu sumieniu. Chodzi o to, jak najmądrzej przejść przez życie, a nie o to, by się z kimś innym por&oacute;wnywać.</p>
anonim2012.04.25 21:16
<p>@LesnyLudek: nie zamierzam nikogo przekonywać. Ewangelia jest jedna i staram się żyć według niej. A to co mnie spotkało może spotkać każdego z Was. Przykład o trzech braciach to jest właśnie prawdziwe życie i to mnie boli najbardziej jak patrze na to co się tu się dzieje na tym padole. @Edwardo: prawosławie to też chrześcijaństwo, ten sam B&oacute;g, ten sam Jezus, to samo Zmartwychwstanie. R&oacute;żnice stworzyli właśnie tacy jak Ty i ja - zwykli ludzie, grzesznicy. Pisząc o popach agentach mogłeś też napisać o księdzach pedofilach. Nie wrzucaj wszystkich do jednego worka. Ciesz się, że Ciebie to nie spotkało, bo gdyby spotkało to nie wierze byś sobie z tym poradził. Mam też nadzeieje, że nie jesteś księdzem, duchownym, ani nikim innym kt&oacute;ry miałby pomagać ludziom. Bo niestety Twoje rady nie są zgodne z Kościołem Katolickim. Żaden ksiądz, żaden dominikanin, z kt&oacute;rym rozmawiałem i zadałem identyczne pytanie nie odpowiedział mi tak jak Ty, żebym się zabierał z ___TWOJEGO___ Kościoła! Właśnie tacy jak Ty niszczą obraz chrześcijaństwa bo jesteśmy utorzsamiani z zamknięta enklawą do kt&oacute;rej mają wstęp tylko Ci kt&oacute;rzy mają klucz. Jesteś jak Ci faryzeusze, kt&oacute;rzy klucz dostali, ale sami nie weszli ani nikogo innego wpuścić nie chcieli. Szczęść Boże!</p>
anonim2012.04.25 21:21
<p>Ajajaj, @Nieskaramentalny - z jakiej grubej rury !</p> <p>Nerwy ci pusciły, czy \"argumentacja\" się pruje ?</p> <p>Zapytałeś podchwytliwie co ty masz robić, czy może przejść na prawosławie. To ci odpowiedziałem. Możesz też zostać muzułmaniniem. Dla mnie bez r&oacute;żnicy. Bo ktoś kto sugeruje ludziom zmianę wyznania dla powiedzmy osiągnięcia złudnego \"komfortu\", to marny wyznawca. Lepiej zeby odszedł.</p> <p>&nbsp;</p>
anonim2012.04.25 21:22
<p>Czyli zdradzanie żony na prawo i lewo, z jednoczesnym pozostawaniem w \"małżeństwie\" da się jakoś pogodzić (w konfesjonale), a życie w bożej bojaźni z kimś innym, kto jest w przeciwieństwie do poprzedniej - autentycznie wierzący, już nie?</p> <p>Wiele tu było dyskusji na ten temat!</p> <p>Śledzę je od kilku lat!</p> <p>Jałowa gadanina zawsze z mojej strony kończyło się jednym, bardzo niechrześcijańskim życzeniem, kt&oacute;re (by nie zabierać sobie wzajemnie czasu) i teraz wypowiem:</p> <p>ŻYCZĘ WAM TAKICH DOŚWIADCZEŃ.</p> <p>Gdy już się staną, pogadamy.</p> <p>A ks. Drzewiecki, przykro mi: też z lekkością plecie, ponieważ jemu to nie grozi.</p>
anonim2012.04.25 21:25
<p>@Edwardo: niestety piszesz herezje, podaj przykład z Ewangelii, gdzie jest napisane, że jak ktoś pyta, wątpi lub błądzi to lepiej żeby odszedł... Na szczęście nie jesteś dla mnie autorytetem i nie posłucham Twoich obłudnych rad :)</p>
anonim2012.04.25 21:31
<p>@ LeśnyLudek: wiem o tym dużo bo miałem w rodzinie identyczną sytuacje. Teraz ja jestem zły, bo czuję, że moim powołaniem jest jednak rodzina, a dobrym jest m&oacute;j wujek, k&oacute;rego żona zostawiła wiele lat temu i z nikim się nie związał. Do spowiedzi chodzi co drugą niedziele ponieważ często wyjeżdża do sanatarium i co wyjazd jest inna kobieta.</p>
anonim2012.04.25 21:36
<p>A jak zaczniecie wyrzucać z KK prawdziwie wierzących rozwodnik&oacute;w, może się W CZAS PR&Oacute;BY okazać, że pozostaną przy nim prawie tylko oni, ciężko doświadczeni, dla kt&oacute;rych B&oacute;g był jednyną nadzieją., nie taką o kt&oacute;rej sie gada, ale często taką, kt&oacute;ra ratowała życie.</p> <p>PO COŚ.</p>
anonim2012.04.25 21:43
<p>@Niesakramentalny, cały sobą jestem z Tobą, za Tobą!</p> <p>Trzymaj się bracie!</p> <p>To nie jest tak!</p> <p>Nie relatywizuję bożych przykazań, ale po prostu poważnie biorę sobie do serca najważniejsze przykazanie: przykazanie miłości, kt&oacute;re jest nadrzędne wobec innych!</p> <p>W nim, mieszczą się i rozwodnicy nie ze swojej winy!</p> <p>Poza tym: NIE ONI ZERWALI PRZYSIĘGĘ, często jeszcze walczyli o ratowanie związku!</p> <p>Na nic!</p> <p>I co? Maja zadyndać? Mają - samotni do końca życia być zgorzkniałymi, przez nikogo nielubianymi zgredami?</p> <p>Czy taki ktoś jest zdolny do miłości bliźniego?</p> <p>Czy Bogu sie to podoba?</p> <p>&nbsp;</p>
anonim2012.04.25 21:50
<p>LeśnyLudku, pr&oacute;bujesz oszukać nas czy samego siebie. Piszesz: \"biorę sobie do serca najważniejsze przykazanie: przykazanie miłości, kt&oacute;re jest nadrzędne wobec innych!\" Czy według Ciebie łamanie własnej przysięgi miłości to dow&oacute;d na miłość?</p>
anonim2012.04.25 21:50
<p>Pozdrawiam Cię LL.</p> <p>Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko dobrze.</p>
anonim2012.04.25 22:09
<p>@ŻycieMaSens, a czy ja pisałem o sobie?</p> <p>Poza tym: łamie ten, kto złamał.</p> <p>Gdy z kimś się na coś umawiam, a ten ktoś robi mnie w konia, to kto jest winny?</p> <p>Ten ktoś mi zdefraudował oszczędności całego życia.</p> <p>Mam za nim ganiać by mi oddał (a nie odda, bo to oszust!), nie brać sie do roboty by zaczynać wszystko OD NOWA, tylko grzebać po smietnikach?!</p> <p>SzEm, jest ok! Dzięki!</p> <p>Ale nie pora mi tu wracać. Ja tylko na chwilę. I tak już zawalam swoje.</p> <p>3M się!</p>
anonim2012.04.25 22:17
<p>LeśnyLudku, cały czas m&oacute;wimy o zasadach, a nie o Tobie czy o mnie. Nie sądzę, że łamanie własnej przysięgi miłości jest wyrazem miłości w jakiejkolwiek sytuacji. To ja decyduję&nbsp; na to, komu składam przysięgę małżeńską i jak tego kogoś weryfikuję, zanim tę przysięgę złożę.</p>
anonim2012.04.25 22:29
<p>Tak sie Tobie tylko wydaje. Pożyjesz, przekonasz się.</p> <p>Ile masz lat, jeśli mogę wiedzieć?</p> <p>Bo ja - 56.</p> <p>Ci, kt&oacute;rzy mnie tu znają od lat, wiedzą, że wiem co i o czym piszę.</p> <p>Pozdrawiam</p>
anonim2012.04.25 22:34
<p>LeśnyLudku, to że łamanie własnej przysięgi małżeńskiej to nie miłość, stwierdza Jezus w Ewangelii, a nie ja.</p>
anonim2012.04.25 22:37
<p>@LeśnyLudek: dzięki wielkie za wsparcie:) @ŻycieMaSens: weryfikacja i poznanie chyba zajęłoby całe życie i nie drugiej osoby, a samego siebie. Nigdy pewności nie będzie. Czy myślisz, że w moim przypadku 8 lat znajomości i \'weryfikacji\' to za mało ?</p>
anonim2012.04.25 22:38
<p>Dołożę coś od siebie. Do historii o trzech braciach. To że poszli do spowiedzi to nie znaczy że są rozgrzeszeni. Są trzy warunki dobrej spowiedzi. Jak szli do spowiedzi a p&oacute;żniej do ł&oacute;żka z inną to znaczy że ta spowiedź to była szopka a sakramenty to świętokradztwo.</p>
anonim2012.04.25 22:41
<p>Niesakramentalny, nigdy pewności nie będzie co do poznania samego siebie i weryfikacji drugiej osoby. Pewność natomiast mamy co do tego, że uczeń Jezusa pozostaje wierny dobrowolnie złożonej przez siebie przysiędze miłości.</p>
anonim2012.04.25 22:42
<p>@ŻycieMaSens: dokładnie przeczytaj Mt 5,32 i Mt 19,9</p>
anonim2012.04.25 22:44
<p>Wracając do przysięgi. Trzeba się dobrze zastanowić zanim się złoży przysięgę małżeńską. Na to jest czas nie trzeba się spieszyć nawet jak jest dziecko w drodze, ktoś naciska. Jak się nie jest pewny dotrzymania przysiegi to lepiej jej nie składać. A jak się idzie w małżeństwo to trzeba by konsekwentny.</p>
anonim2012.04.25 22:50
<p>Anonimie, oczywiście! Ale oni nie mają sumienia, ich to nie obchodziło.</p> <p>Pozostaje faktem, że mogli przystąpić do sakrament&oacute;w, a X nie, ponieważ kocha tę, kt&oacute;ra uratowała go od wiecznego potępienia - m&oacute;wi coś, czy nie?</p> <p>A poznanie się przed ślubem?</p> <p>M&oacute;j Boże! Sami siebie nie znamy, a c&oacute;ż dopiero drugiego człowieka!</p> <p>Jasne, ze taką wym&oacute;wkę może mieć kazdy, by sobie latać gdzie chce. Tutaj ważne jest świadectwo po. Obu stron, a to - przegrywa ta, kt&oacute;ra odeszła.</p>
anonim2012.04.25 22:54
<p>Niesakramentalny, przeczytałem: \"Każdy, kto oddala swą żonę - poza wypadkiem nierządu - naraża ją na cudzoł&oacute;stwo\". Gdy&nbsp;natomiast oddala żonę w przypadku jej nierządu, wtedy jej na cudzoł&oacute;stwo nie naraża, bo ona już się cudzoł&oacute;stwa dopuściła. To oczywiste. Ale co do ma do jednoznacznej zasady moralnej, w wielu miejscach potwierdzonej przez Jezusa, że człowiek uczciwy nie łamie złożonej przez siebie przysięgi małżeńskiej!</p>
anonim2012.04.25 23:03
<p>Łatwo Ci m&oacute;wić, ale jestem ciekaw Twojej rady: znajomośc 8 lat, wiec \'weryfikacja\' była, po roku małżeństwa ogromna zmiana, odeszła do innego, przez kolejny rok namowy, prośby i błagania o powr&oacute;t - na pr&oacute;żno. Szukam winy w sobie, nie znajduję. Inni też nie znajdują. Mijaj trzeci rok, od trzech lat wracam sam do pustego mieszkania. Mam 29 lat. Może jeszcze troche pożyję... a może dożyje nawet lat 80? jak widzisz moje życie? postaw się w mojej sytuacji i odpowiedz, a puste słowa odł&oacute;ż na bok.</p>
anonim2012.04.25 23:09
<p>Niesakramentalny, serdecznie Ci wsp&oacute;łczuję. Sam nie raz rozczarowałem się na tych, kt&oacute;rym zaufałem, chociaż nie w aż tak ważnej sprawie, jak Twoja. Nigdy jednak moje rozczarowanie drugą osobą nie było dla mnie powodem do łamania moich zasad moralnych. Wierność złożonej przez siebie przysiędze małżeńskiej nie uważam za puste słowa. I nie odkładam wierności samemu sobie na bok...</p>
anonim2012.04.25 23:18
<p><strong>@Niesakramentalny,</strong> jesteś szczęściarzem.</p> <p>Dlaczego?, bo&nbsp; kochasz!!!!.</p> <p>Musisz wiedzieć, ze prawdziwa MIŁOŚĆ jest NIEŚMIERTELNA i warto dla niej ŻYĆ.</p> <p>&nbsp;&nbsp;&nbsp; Pozdrawiam &nbsp;&nbsp;&nbsp; <strong>SURSUM CORDA</strong></p> <p>&nbsp;</p> <p>&nbsp;</p> <p>&nbsp;</p> <p>&nbsp;</p>
anonim2012.04.25 23:38
<p>Z autopsji znam konsekrowanego łajdaka, kt&oacute;rzy błogosławi wiarołomnym małżonkom.</p> <p>Usprawiedliwia zdradę i akceptuje demoralizację nieczystości małżeńskiej.</p> <p>&nbsp;</p>
anonim2012.04.26 0:04
<p>Megi, dzięki za Twoje ważne wpisy. Jedną z recept na konsekrowanych przestępc&oacute;w i na zanikanie wrażliwości, gdy chodzi o wierność&nbsp;własnej przysiędze małżeńskiej&nbsp;jest nazywanie rzeczy po imieniu: duszpasterstwo małżeństw niesakramentalnych to duszpasterstwo&nbsp;ludzi żyjących w związkach cudzołożnych.</p>
anonim2012.04.26 0:35
<p><a \"text-decoration: none; color: #928b6e;\" name=\"komentarz_481229\" href=\"../../../../../users/dane/login/zyciemasens\"><cite>ŻycieMaSens</cite></a> masz rację- duszpasterstwo małżeństw niesakramentalnych to duszpasterstwo&nbsp;ludzi żyjących w związkach cudzołożnych a kości&oacute;l to wsp&oacute;lnota zdrajc&oacute;w pedofili kłamc&oacute;w złodziei tch&oacute;rzy głupc&oacute;w zaprzedańc&oacute;w prostytutek. A w og&oacute;le w imię nazywania rzeczy po imieniu niech każdy katolik zaznacza jawnie z kt&oacute;rym grzechem ma największe problemy... na szczęście jest Miłosierdzie a ono daje nadzieję wszystkim upadającym. pozdrawiam <a \"text-decoration: none; color: #928b6e;\" name=\"komentarz_481229\" href=\"../../../../../users/dane/login/zyciemasens\"> </a></p>
anonim2012.04.26 0:37
<p>Zycie Ma Sens, masz ciekawy login , tylko dlaczego nie stosujesz go w praktyce?</p> <p>Zajadłość i nieprzejednanie oraz skrupulantyzm aż biją z Twoich post&oacute;w.</p> <p>Może więcej Miłości?????</p> <p>I empatii by się przydało???</p> <p>Pozdrawiam</p>
anonim2012.04.26 0:41
<p>Nie ma sensu dyskutować , ultraradykalni pozostaną dalej tacy sami...............</p> <p>Przepis prawa ważniejszy od człowieka. A to Nasz Papież powiedział , że człowiek jest drogą Kościoła....</p>
anonim2012.04.26 0:56
<p>@Januszunge62 napisał/a: \"Czytając Zbynka to jakby powr&oacute;t inkwizycji................\" - Chłopie, schlebiasz mi. Co prawda nie wiem, dlaczego mnie spotkał taki zaszczyt, bo się nie rozpisałeś, ale zawsze miło usłyszeć komplement.</p> <p>A co do człowieka, kt&oacute;ry jest drogą Kościoła, to drogą Kościoła jest Jezus. Nasz Papież wiele nauki poświęcił miłosierdziu, kt&oacute;re nie polega na rozwadnianiu niewygodnych nauk moralnych. Na \"rozwadnianiu\" to - domyślasz się już zapewne końc&oacute;wki - polega rozpaczliwe życie sfrustrowanej ateocioty.</p>
anonim2012.04.26 8:51
<p><strong>@Zarys1</strong> polecam przestudiowanie grzech&oacute;w gł&oacute;wnych.</p> <p>Szczeg&oacute;lnie o zuchwałej wierze w MIŁOSIERDZIE.</p> <p>&nbsp;</p> <p><strong>@Zbynek</strong> musisz wiedzieć, że&nbsp; z reguły żyjący w/ g własnych zasad i norm są uczuleni na PRAWDĘ. Mają \"alergię\" na zdrową naukę i imputują skrupulatność i brak empatii!!!!!!</p> <p>To nie <strong>Życie ma Sens</strong> z zajadłościa, ale ty z moralnością.</p> <p>Zrelatywizujmy wszystko, głośmy g&oacute;wno prawdy!!!!!</p> <p>A KK, tak jak Ojciec Święty Benedykt XVI twierdzi zniszczy nie antyklerykalizm, ale GRZECH&nbsp; postępowego otwartego na wsp&oacute;łpracę z szatanem katolika.</p> <p>W końcu demonowi chodzi&nbsp; o profanum sacrum małżeństwa i rodziny.</p> <p>&nbsp;Pożyteczni katoliccy dioci do tego dzieła wynaturzania i wypaczania Bożego Prawa jak najbardziej się nadają .</p> <p>Dlatego władca tego świata zainteresowany jest wsp&oacute;lpracą POpaprańcami i to duchownymi.</p> <p>Żeby to widzieć nie wystarczy dobry wzrok , ale WIARA WIERNA BOGU.</p> <p>&nbsp;</p> <p>&nbsp;</p>
anonim2012.04.26 19:42
<p>Megi , Zbynek, ZycieMaSens.......</p> <p>Tak jak moralnie ja staram się żyć , pewnie nawet Wy nie potraficie.........</p> <p>Choć wiem , że jestem grzesznikiem i jestem słaby.........</p> <p>Ale związek z moja żoną nie jest zły........</p> <p>B&oacute;g dał nam znak , i to na uświęconej ziemi , ale wy i tak tego nie zrozumiecie.......Powiecie , że to był zły duch , prawda?</p> <p>Pozdrawiam i polecę Was w modlitwie</p>
anonim2012.04.26 21:00
<p><strong>@ Zbynku</strong> przepraszam , ta dygresja o moralności, dotyczyła Januszunge 62</p> <p><strong>@Janusz </strong>dziekuję za modlitwę mam nadzieję, że jest doskonała jak twoja moralność.</p> <p><strong>GRATULUJĘ</strong> skromności i samokrytycyzmu.</p>
anonim2012.04.26 21:33
<p>Komunia św. jest jedyną droga aby się dostac bezpośrednio do Nieba. Ale przecież jest jeszcze czyściec mniejszy lub większy. No niestety ale pewne błędy życiowe będą naprawiane dopiero po drugiej stronie. Związek niesakramentalny nie oznacza jeszcze piekła. Najważniejsze jest Przykazanie Miłości.</p> <p>Nie patrzę na to czarno-biało pt.: Musze być doskonały bo jak nie to piekło. Do piekła idzie się za całkowity egoizm. Co nie znaczy że należy sobie pobłażać. Najważniejsza jest Miłość. Może to jest własnie własciwa droga dla wierzących ludzi kt&oacute;rym akurat w tym aspekcie się nie ułożyło.</p> <p>Ja tak to widzę.</p>
anonim2012.04.26 23:20
<p>@Januszunge62: Tak moralnie jak Ty, to nawet nie pr&oacute;buję umieć żyć. Natomiast nie przesadzaj z tym złym duchem. To tylko hormony i endorfiny...</p>
anonim2012.04.26 23:39
<p>Zarys1, &nbsp;Jezus nie m&oacute;wi: wierzcie w Miłosierdzie, tylko: nawracajcie się!</p>