10.03.17, 08:30

Ks. Ryszard Winiarski: Ideologia gender - znak apokaliptycznego odstępstwa

Gender - znak apokaliptycznego odstępstwa

          W misji Kościoła ważne miejsce zajmuje eschatologia, czyli nauka o rzeczach ostatecznych: o śmierci, sądzie Bożym, niebie, piekle i Paruzji, czyli uroczystym i zwycięskim powrocie Jezusa, który przyjdzie sądzić żywych i umarłych. Ale koniec świata zostanie poprzedzony i zapowiedziany przez określone znaki.  Owe zwiastuny (prodromy) zapowiada sam Jezus i znajdujemy je w nauczaniu św. Pawła. Nie wszyscy wiedzą, że Drugi List do Tesaloniczan powstał jako odpowiedź na błędne interpretacje i zamęt, który ogarnął młodą wspólnotę chrześcijan. O jakich znakach można i należy mówić? Sam moment przyjścia został porównany do włamania się złodzieja albo bólu akcji porodowej:

 

            „Sami bowiem dokładnie wiecie, że dzień Pański przyjdzie tak, jak złodziej w nocy. Kiedy bowiem będą mówić: «Pokój i bezpieczeństwo» - tak niespodzianie przyjdzie na nich zagłada, jak bóle na brzemienną, i nie ujdą. Ale wy, bracia, nie jesteście w ciemnościach, aby ów dzień miał was zaskoczyć jak złodziej”.

(1 Tes 5, 2-4)

          Ten moment jest niemożliwy, albo co najmniej trudny, do przewidzenia. Potrzeba więc pokory, roztropności i daru rozeznania. Wśród zwiastunów paruzji można wymienić pięć zasadniczych, których trudno nie zauważyć. Są nimi: odstępstwo, jakiego wcześniej nie było, pojawienie się antychrysta zwanego synem zatracenia, ucisk i prześladowania wyznawców Chrystusa, powszechne głoszenie Ewangelii i nawrócenie Izraela. Na użytek tego artykułu i z konieczności zajmiemy się tylko jednym prodromem Paruzji zasygnalizowanym w tytule. Chodzi o odstępstwo, którego rozmiary budzą trwogę wielu chrześcijan świeckich i pasterzy.

         Sama apostazja nie jest niczym nowym. To zjawisko, o różnej sile natężenia, towarzyszy wierze Kościoła od początku. Nie należy się bać apostazji pojedynczych, oficjalnych, zdeklarowanych, a nawet medialnie nagłośnionych, gdy ktoś bierze kamerzystę, idzie do kancelarii parafialnej, prosi o wykreślenie z rejestru parafian, a nagrane zdarzenie umieszcza potem na portalu internetowym. To są zaledwie odpryski procesów nieporównanie poważniejszych, gdy całe środowiska, a nawet społeczeństwa, wybierają aksjologię i koncepcję wolności, która nie tyle jest neutralna wobec religii, co niezwykle agresywna i wroga. Przykładem może być lansowana ideologia gender. Pierwszym krokiem w każdym kraju jest wprowadzenie do ustawodawstwa pojęcia „mowy nienawiści”. Chodzi o to, by znaleźć paragrafy, w oparciu o które można karać wypowiedzi krytyczne czy choćby polemiczne np. o ludziach spod znaku LGTBQ, których podstawowym poglądem jest pojęcie płci kulturowej czy społecznej. Płeć przestaje być faktem podstawowym, wynikającym z genotypu, który powstaje w chwili poczęcia, ale zaczyna być czymś przygodnym, epizodycznym, wybieranym przez człowieka. U podstaw tego poglądu leży myśl francuskiej feministki Simone de Beauvoir (1908–1986): „Nie rodzimy się kobietami - stajemy się nimi”. Ta uwodząca perspektywa została uogólniona i brzmi dzisiaj tak: „Nie jesteś mężczyzną czy kobietą, ale tym, kim się czujesz lub za kogo uważasz”. Ostrzegał przed tym kard. J. Ratzinger jeszcze jako prefekt Kongregacji Nauki Wiary w „Raporcie o stanie wiary” wydanym w 1986 roku:

            „ W kulturze rozwiniętego świata został zerwany przede wszystkim związek między seksem i małżeństwem. Seks oderwany od małżeństwa nie ma swojego miejsca ani odniesienia. Jest czymś w rodzaju pływającej miny, problemem, a zarazem siłą wszechobecną. Wraz z rozdzieleniem seksu od małżeństwa, seks został oddzielony od prokreacji, a prokreacja od seksu. […] Biologiczna  manipulacja zmierza do wyrwania człowieka z ram natury, której pojęcie jest zresztą kwestionowane”.

         Proroczy głos wypowiedziany trzydzieści lat temu został odrzucony. Organizacje społeczne, fundacje wspierane przez agendy ONZ i Światową Organizację Zdrowia (WHO) oraz liberalne media usiłują seksualizować dzieci, łamiąc ich niewinność, poczucie wstydu, świadomość grzechu i związane z nim poczucie winy.

         Niewątpliwym przykładem zamętu kulturowego jest mit obowiązkowej i wymuszanej tolerancji dla wszystkich i wszystkiego, co człowiek wybierze lub postanowi. Nic nie jest sprzeczne z naturą, ponieważ kwestionuje się samo pojęcie natury. A ponieważ wszyscy żyjemy w globalnej wiosce, żaden pogląd nie pozostaje poglądem lokalnym. Zaraźliwy pogląd niczym pandemia szerzy się z pomocą elektronicznych mediów. Wystarczy powiedzieć, że tylko w Stanach Zjednoczonych z facebooka korzysta około 159 milionów użytkowników miesięcznie. W niewielkiej parafii Dorohusk niemal każdy gimnazjalista istnieje na facebooku lub instagramie. Stałym problemem instagrama są fałszywe konta, wykorzystywane do generowania tzw. spamu. Mimo oczyszczania przez administratorów, tylko na przełomie dwóch miesięcy jednego roku liczbę nieautentycznych profili oszacowano na ponad 20 milionów. Oto bezkarna, niemożliwa do skontrolowania przestrzeń, w której młodzi ludzie egzystują godzinami!

          Ikoną zamętu kulturowego był występ i zwycięstwo w Konkursie Piosenki Eurowizji w 2014 r. Conchity Wurst – austriackiej drag queen, w którą wciela się Thomas Neuwirth. W wywiadach, gdy występuje jako Conchita Wurst, posługuje się żeńską formą czasowników, natomiast prywatnie używa męskiej formy. Nie jest też, wbrew niektórym opiniom, osobą transseksualną. Więc kim jest?

         Innym, jeszcze bardziej radykalnym przykładem zamętu, może być Australijska Komisja Praw Człowieka, która wyróżnia co najmniej 23 „płcie kulturowe” (genders). Nie uznaje ona oczywistego faktu, że na świecie są mężczyźni i kobiety, ale twierdzi, że płeć jest „konstruktem społecznym”. Obok homoseksualistów wymienia biseksualistów, transseksualistów, interseksualistów, panseksualistów, crossdresserów, drag king, drag queen, genderfluid, genderqueer, intergender, neutrois itp. , czyli tyle „płci kulturowych”, ile jest możliwych dewiacji seksualnych. Dla przykładu: tzw. panseksualista to ktoś, kto ma upodobania do wszystkiego, co istnieje (kobiety, mężczyźni, zwierzęta, rzeczy itp.). Co ciekawe, wciąż lista jest otwarta i aktualizowana. Oto kilka przykładów degeneracji myślenia:

-  Agender – „płeć bezpłciowa”, która nie uznaje się za żadną z pozostałych płci,

-  Bigender – „płeć dwupłciowa” to mix dowolnych dwóch płci, a nie tylko kobiety i mężczyzny,

-  Cis to każdy, kto jest tak zacofany, że nigdy w  życiu nie zmienił płci,

-  Gender Fluid – płeć „płynna”, czyli zmieniająca się często w niedługich okresach czasowych,

-  Gender Nonconforming – to prawdopodobnie to samo, co gender fluid, ale z mniejszym poczuciem satysfakcji z „transferu” w nową płeć.

-  Trans – płeć-mieszanka damskiej i męskiej, w zależności od określonej sytuacji. Przedstawiciel płci trans np. w pracy jest mężczyzną, a wieczorem przebiera się za kobietę. Trans od androgyne i bigender różni prawdopodobnie to, że trans jest albo jednym, albo drugim, ale nie dwoma na raz.

-  Trans* – gwiazdka po słowie „trans”, tak jak gwiazdka w informatyce oznacza, że po tej gwiazdce może wystąpić dowolna treść.

-  Queer (z ang. queer = dziwny, dziwaczny) – określenie używane od lat 90. XX wieku do opisywania społeczności LGBT i jej członków. Na oficjalnych stronach wyznawcy teorii queer głoszą następujące postulaty:

  • należy odejść od sztywnego kategoryzowania tożsamości na rzecz uznania ich naturalnej różnorodności;
  • ludzie mają prawo nie podlegać społecznemu naciskowi do określenia własnej tożsamości seksualnej;
  • ludzie powinni mieć prawo do samookreślenia, czy to przez pojęcia wypracowane kulturowo, czy przez ich modyfikację, czy przez pojęcia stworzone samodzielnie;
  • należy odejść od ignorowania lub modyfikowania tego, co nie mieści się w konstruktach społecznych, dotyczących seksualności;
  • istnieją osoby, które postrzegają własną płeć i seksualność jako niejednorodną i zmienną;
  • wszystkie tożsamości seksualne i płciowe są równowartościowe. 

          Dodajmy jeszcze redefinicję małżeństwa. Pojęcie, zastrzeżone niegdyś tylko do związku mężczyzny i kobiety, używa się także w sensie stanowionego prawa na określenie każdego dowolnego związku. Przykłady można by mnożyć, ale nie o to chodzi. Zapytajmy wprost: W jakim świecie przyjdzie żyć dzieciom i wnukom z rodzin chrześcijańskich, które nie uznają takiej patologii myślenia? Czy nie będą zabierane im dzieci tylko dlatego, że wychowują je wbrew politycznej poprawności? Jak będą się czuły w klasie, w której większość nastolatków będzie wyznawało teorię queer? Co stanie się z rodziną, jaką znamy? Czy ma ona zaniknąć tak, jak giną poszczególne gatunki? Czy ziemia ma się stać planetą zdezorientowanych duchowo i płciowo singli, którzy ewentualnie, dla kaprysu zostania ojcem lub matką, będą używać banków spermy, aukcji komórek jajowych i surogatek? Jacy ludzie zajmą kluczowe dla społeczeństwa miejsca w: polityce, mediach, kulturze, szkolnictwie, medycynie lub programach społecznych? Jakie trendy, populacyjne czy depopulacyjne, zwyciężą? Jaka granica zostanie wyznaczona szkołom i uniwersytetom katolickim w społeczeństwach zdominowanych przez gender? Do jakiej moralności dążymy? Co lub kto będzie jej kryterium? Czy nie dojdzie do prób tworzenia świata, w którym nie ma podziału na dobro i zło, a wszystko jest neutralne i nijakie? Jak długie musi być powitanie obecnych uczniów w szkole, gości na weselu czy wiernych na nabożeństwie, by wszyscy poczuli się powitani? Zwykłe pozdrowienie: „bracia i siostry” nie wystarcza, a może nawet być uznane za mowę nienawiści, bo nie uwzględnia wszystkich! Absurd goni absurd! Widać gołym okiem, jak we współczesnej kulturze ożywa pokusa, która dała początek grzechowi pierworodnemu. Demon zdaje się mówić do człowieka tak jak wtedy, tyle że głośniej: „Bóg ci zakazał jednego, a ja ci pozwalam na wszystko”.  Aleister Crowley, twórca najniebezpieczniejszej odmiany satanizmu, mówi: „Czyń swoją wolę, niech będzie całym prawem”.

         Dlatego im krzykliwiej sączy się ogłupiająca i demoralizująca ideologia gender, przypominać należy przestrogi św. Pawła, które kierował do młodego biskupa Tymoteusza, chcąc go umocnić:

         „Duch zaś otwarcie mówi, że w czasach ostatnich niektórzy odpadną od wiary, skłaniając się ku duchom zwodniczym i ku naukom demonów. [Stanie się to] przez takich, którzy obłudnie kłamią, mają własne sumienie napiętnowane. Zabraniają oni wchodzić w związki małżeńskie, [nakazują] powstrzymywać się od pokarmów, które Bóg stworzył, aby je przyjmowali z dziękczynieniem wierzący i ci, którzy poznali prawdę”.

(1Tm 4, 1-3)

         Każdy unik, każde przemilczenie, każde zaniechanie, każdy objaw duchowego czy intelektualnego lenistwa czyni z pasterzy mimowolnych sprzymierzeńców tej nieludzkiej ideologii, która pod pewnymi względami jest gorsza niż komunizm. „Mora trahit periculum” – zwłoka pociąga za sobą ryzyko – mówi stara maksyma prawnicza. Stawiam więc następujące tezy:

a/ powstały zamęt kulturowy nie jest dziełem przypadku, ale przemyślaną i metodycznie prowadzoną strategią antychrysta,

b/ ideologia gender stanowi najważniejsze wyzwanie kulturowe współczesnego Kościoła,

c/ moralnym obowiązkiem każdego chrześcijanina jest demaskowanie wszelkich przejawów tej ideologii, zwłaszcza w życiu dzieci i młodzieży, oraz sprzeciw w granicach wyznaczonych przez Ewangelię,

d/ Kościół jest ludem proroczym i kapłańskim, wspólnotą, w której obecny jest Duch Święty, jest więc jedyną realną siłą, która może się skutecznie przeciwstawić i poprowadzić innych.

         Poza ukrytą, nadprzyrodzoną mocą Kościoła jest jeszcze niezwykle mądra struktura, oparta na posłuszeństwie wobec prawdy objawionej i autorytetu Urzędu Nauczycielskiego. Zakładając nawet skromnie, że tylko co trzeci katolik regularnie uczestniczy w nabożeństwach, tylko w warunkach polskich jest to armia 12 milionów ludzi, którzy jakkolwiek z problemami, ale jednak starają się układać swoje życie według Ewangelii. Nie możemy więc przegrać tego zderzenia wiary ze starym pogaństwem w nowej formie. Wygramy, bo Chrystus jest zwycięzcą. To On mówi do nas: „Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat”. (J 16,33) 

Ks. Ryszard K. Winiarski