23.10.18, 13:30

Małgorzata Wassermann: W Warszawie pracuję od niedawna, a Kraków kocham stale

W miesięczniku Wpis ukazała się rozmowa Adama Sosnowskiego z kandydatką na prezydenta Krakowa Małgorzatą Wassermann. Poniżej publikujemy obszerny fragmenty wywiadu, w którym Małgorzata Wassermann wyjaśnia, dlaczego weszła do polityki, w jaki sposób musi walczyć z nienawistnymi plotkami, jakie ma pomysły na Kraków oraz czemu korzysta z Netflixa.

 

 

Adam Sosnowski: Jeszcze cztery lata temu byłaś poza polityką – przynajmniej tą czynną – i zajmowałaś się głównie działalnością prawniczą. Dzisiaj zaś Twój wizerunek rysuje się diametralnie inaczej – szturmem weszłaś do Sejmu, uzyskując jeden z najlepszych wyników w kraju, potem zostałaś szefową komisji ds. Amber Gold, a teraz kandydujesz na urząd prezydenta Krakowa. Skąd ta decyzja? Dlaczego chciałaś wejść w dziedzinę życia, którą powszechnie uważa się za trudną, brudną i nieuczciwą, czyli w politykę?

Posłanka Małgorzata Wassermann: Masz rację, że polityka tak jest postrzegana i to nie jest łatwy kawałek chleba. Moja decyzja wyrosła z potrzeby i wewnętrznej niezgody na otaczającą nas rzeczywistość. Doszłam do przekonania, że może się przydam, że spróbuję włączyć się czynnie w proces zmian. Postanowiłam, że zmienię również całe swoje życie. Łatwo jest bowiem narzekać, ale na tym nie wolno kończyć – trzeba dać z siebie coś więcej. Jak wiele milionów moich rodaków nie zgadzałam się ze sposobem rządzenia naszym krajem, a dostałam akurat propozycję, by aktywnie włączyć się w walkę o podmiotowość Polski. Czy miałam na tyle kompetencji i doświadczenia, aby móc to zrobić? Wyborcy uznali, że tak. Weszłam w świat trudny, bo masz rację – to nie jest środowisko ani miłe, ani proste, a praca w nim nie jest pasmem przyjemności. Ale w końcu to była i jest moja Polska, a ważne jest, aby każdy dał dla niej kawałek siebie. Nikt nie twierdził, że będzie łatwo.

Cały czas mówisz jednak o sytuacji z roku 2015, kiedy z mandatem posła weszłaś do Sejmu. Dlaczego teraz podjęłaś decyzję, aby zmienić front z krajowego na samorządowy?

Wbrew różnym doniesieniom i pogłoskom rozmowy na ten temat toczyły się już od dawna. Kraków jest najbliższy mojemu sercu, Warszawa jest moim miejscem pracy, bardzo ważnym miejscem, ale Kraków jest miejscem, które kocham. Tu mieszkają moja rodzina i moi przyjaciele. A w mieście, niestety, nie za dobrze się dzieje. Krakowianie tkwią w największych w Polsce korkach, nieustające remonty prowadzone są chaotycznie, nawet dwóch głównych ulic tuż obok siebie. Gdy samochodem dojadę już do miejsca docelowego, nie mam gdzie zostawić auta – bo są barierki albo nie ma żadnych miejsc parkingowych. Jedno z dzieci w naszej rodzinie uczęszcza do szkoły podstawowej w centrum. Tam nawet na chwilkę nie można się zatrzymać, żeby ono mogło wysiąść i bezpiecznie dojść do szkoły, bo wszędzie zakazy – kto to planował, kto nadzoruje? W jednej rozmowie nie wymienimy wszystkich problemów, które jak sam wiesz, bo też tu mieszkasz, dotykają nas każdego dnia. A przecież wcale nie musi tak być. Ważnym bodźcem mojej decyzji był zatem tzw. czynnik ludzki. Choć, nie ukrywam, długo się nad tym zastanawiałam, czy kandydować, ale decyzja zapadła mimo to znacznie wcześniej, niż została publicznie ogłoszona. Kraków jest niezwykłym miastem, nie da się go zrównać z żadnym innym na świecie, więc mam świadomość, że podejmuję wielkie wyzwanie.

Co konkretnie znaczy, że padła propozycja, byś została prezydentem miasta Krakowa? Kto podjął tę decyzję?

Nigdy nie ujawniam treści moich rozmów z szefostwem Prawa i Sprawiedliwości, jest jednak czymś oczywistym, że tego typu decyzje zapadają na samym szczycie.

Czyli to Ciebie poproszono, byś rozważyła możliwość kandydowania w wyborach samorządowych?

Nigdy nie wpraszałam się sama do polityki. Najpierw więc padła propozycja, potem rozważałam wszystkie za i przeciw, a następnie postawiłam swoje warunki, które muszą zostać spełnione, abym przyjęła tę propozycję.

Jakie to są warunki?

Podobnie było, kiedy kandydowałam do Sejmu. Zawsze domagam się całkowitej samodzielności i biorę na siebie stuprocentową odpowiedzialność za dany projekt. Decyzje należą tylko do mnie. Z akceptacją tego nie było żadnych problemów ani w przypadku Komisji ds. Amber Gold, ani teraz. Zwróć uwagę, że żaden koalicjant nie dostał ode mnie żadnej obietnicy w przypadku mego zwycięstwa.

Komisja ds. Amber Gold i samodzielność to według mnie dwa dobre hasła, szczególnie w przypadku Krakowa, gdzie kandydaci Prawa i Sprawiedliwości tradycyjnie mają ciężko. Choć miasto uchodzi za konserwatywne, jest to konserwatyzm, powiedziałbym, specyficzny. Andrzej Duda w 2010 r. w wyborach samorządowych nie przeszedł nawet do drugiej tury, choć 5 lat później został prezydentem kraju.

Zgadza się, ale nie zapominaj, że przez całe moje dotychczasowe życie jestem związana z tym miastem. Wiem o nim niemało. Wielu krakowian zna mnie od dawna, od kiedy pracowałam w biurze poselskim mojego ojca i prowadziłam własną kancelarię adwokacką. Ludzie wiedzą zatem, że nie mam natury pieniacza, ale każdy konflikt staram się rozwiązać drogą negocjacji. Jestem osobą koncyliacyjną, aczkolwiek są elementy mojego światopoglądu, których nigdy się nie wyrzeknę. Nie chcę paktować ze złem. Są sytuacje, w których konsensus jest niemożliwy; wówczas nie mam żadnych obaw, by podjąć konkretną, samodzielną decyzję i zmierzyć się potem z jej konsekwencjami. Wydaje mi się, że traktując mnie jak partnera, nie jest trudno dojść ze mną do porozumienia. Nie chcę autorytatywnie rozwiązywać sporów mówiąc chociażby, że tu musi być zakaz parkowania, a tu go nie będzie. Trzeba wysłuchać wszystkich stron. Np. na krakowskim Kazimierzu chodzi o interesy wielu grup – mieszkańców, przedsiębiorców, klientów, rowerzystów, pieszych, turystów i wreszcie samego miasta. Uważam, że w tym przypadku nie sprawdzi się ani całkowity zakaz parkowania, ani puszczenie sprawy samopas. Tam trwa impas i mam pomysł, jak go rozwiązać, ale chcę innych do niego przekonać, a nie narzucić im go. Na pewno nie możemy absolutnie zakazać parkowania, bo doprowadzi to do zamarcia biznesu w tych dzielnicach; ludzie pojadą wówczas do wielkich galerii handlowych, będących całkowicie własnością zagraniczną, a polski, krakowski przedsiębiorca tymczasem zbankrutuje.

Skoro nasza rozmowa już zeszła na konkretne rozwiązania, których Kraków potrzebuje, zatrzymajmy się na chwilę przy parkingach. Problemem nie jest cena miejsca, ale jego brak – w Krakowie po prostu nie ma gdzie zostawić auta. Rozwiązaniem powinny być inwestycje miasta w rozległe parkingi podziemne, w wielopoziomowe domy parkingowe.

Rozwiązanie problemu miejsc parkingowych jest oczywiście wielopłaszczyznowe, dotknęłam tylko jednego z jego elementów. Zgadzam się, że najważniejsze jest, aby w ogóle powstały nowe miejsca. Mamy koncepcję na budowę wielopoziomowego parkingu w centrum Krakowa. Trzeba jednak zastanowić się również nad tym, co zrobić, aby użytkownik samochodu przerzucił się na korzystanie z komunikacji miejskiej. Darmowy bilet go nie przekona, bo on szuka szybkiego i wygodnego dojazdu.

Słyszałem, że rozważasz budowę metra w Krakowie.

Komunikacja w Krakowie w tej chwili na pewno jest niewydolna. Jestem zwolenniczką rozpoczęcia szybkich, konkretnych rozmów w sprawie budowy metra w Krakowie. Jacek Majchrowski kilkanaście dni temu nagle podjął ten temat z uwagi na aktualną kampanię wyborczą, ale jesteśmy już mocno spóźnieni. Od czasu referendum w 2014 r. nic się w sprawie metra nie działo. Wiem, że to proces kosztowny i długotrwały, ale jak go nie zaczniemy, nigdy tego metra nie będzie. Mam gotową koncepcję budowy dwóch linii metra, ale też musimy patrzeć szerzej. Dlatego też chcę wykorzystać infrastrukturę kolejową w ramach Szybkiej Kolei Aglomeracyjnej, którą można poprowadzić tak, by tworzyła ring wokół Krakowa.

Nie uważasz, że Kraków jest za mały na metro?

Nie, są inne miasta o podobnej lub nawet mniejszej wielkości, które z powodzeniem korzystają z metra. I też mają wielkie zabytki, a jakoś sobie z tym problemem poradziły. Metro pomoże w dużym stopniu rozwiązać problem korków, smogu i parkingów. To plan długofalowy. Dzisiaj wsiadając do tramwaju na końcu Nowej Huty musimy liczyć się z tym, że przejazd do centrum zajmie nam kilkadziesiąt minut. Metrem zajmie kilka minut.

Nie prościej i taniej byłoby raz, a porządnie naprawić te tory oraz tak je położyć, by mogły tamtędy jeździć również autobusy i taksówki, co znacznie odciąża główną ulicę? Pamiętajmy, że metro w Warszawie kosztowało astronomiczne pieniądze.

Masz rację, szyny w Nowej Hucie należy naprawić tak czy inaczej, bo one już po prostu zagrażają bezpieczeństwu. Tylko że to nie wystarczy. Z mojego miejsca zamieszkania na skraju Krakowa do centrum jeździ tylko jeden autobus. Przecież tak nie może wyglądać nowoczesne miasto! Musimy budować bezpośrednie połączenia, bo one oznaczają nie tylko oszczędność czasu, ale również większe bezpieczeństwo, zwłaszcza dla dzieci, by nie musiały się przesiadać. Przez ostatnie lata wiele mówiono na ten temat, a praktycznie nic nie zrobiono.

Kraków już od długiego czasu ugina się pod ciężarem dwóch najbardziej bolesnych problemów. Dręczy go niebywale gęsta zabudowa, a co za tym idzie, brak zieleni i zastój powietrza o fatalnej jakości. Politycznie odpowiada za to Jacek Majchrowski, który od 16 lat jest włodarzem podwawelskiego grodu. Jak planujesz przerwać tę hegemonię, skoro polityka dzisiaj nie jest walką na merytoryczne argumenty, ale chodzi w niej o zrobienie jak największego show?

Powiedzmy sobie od razu szczerze – możliwości prowadzenia kampanii wyborczej przez urzędującego od 16 lat prezydenta są w stosunku do osoby dopiero się o ten urząd ubiegającej nieporównywalne. Od maja, kiedy Jacek Majchrowski ogłosił, że jednak będzie startował, trwa w Krakowie jego nieustanna kampania wyborcza. Ilość imprez miejskich, festynów, otwierania parków, a także innych uroczystości, na które on zaprasza imiennie za pieniądze podatnika, przekracza wprost wyobrażenie. Czy to jest fair?

Może to jest niemoralne, ale za to skuteczne.

Moja diagnoza jest taka, że nie ma ośrodka, przede wszystkim medialnego, który byłby zainteresowany ujawnieniem patologii trawiącej to miasto. Lokalna prasa czasami podejmie ten temat, ale tylko na ostatnich stronach i to lakonicznie. Poza tym prowadzona jest przeciwko mnie czarna propaganda, że gdy zostanę prezydentem miasta, będę wszystkich zwalniać i wysprzątam urzędy z dotychczasowych pracowników. To jest bzdura. Przyjdę do Krakowa po to, aby pchnąć to miasto do przodu i je ożywić. Rozpoczynając urzędowanie naturalnie zrobię audyt, ale to jest normalne, gdy przejmuje się po kimś zarządzanie. Nie jestem jednak nastawiona na rozliczenia, zwalnianie czy wsadzanie kogoś do więzienia. W dzisiejszej sytuacji na rynku pracy gdzie znalazłabym kilka tysięcy urzędników? Nie ma takiej możliwości. Zresztą oni wykonywali tylko swoją pracę – w taki sposób, jak kazało im to szefostwo.

(…)

Faktem pozostaje, że miasto jest zabetonowane, blok stoi na bloku. Nie ma przewiewów, bo zamurowane zostały wszystkie ciągi powietrza w Krakowie, o co dbano już w XIX wieku, gdy burzono średniowieczne mury, by wpuścić „luft” do miasta. Co z tym zrobić? Będziesz po wyborach burzyła te budynki?

Nie jestem przeciwko deweloperom, dla wszystkich jest miejsce. Mieszkania są potrzebne, chcemy, żeby rodziło się coraz więcej dzieci, a ludzie zostawali w Polsce, w Krakowie. Chodzi jednak o to, żeby nie wciskać tych wszystkich budynków w centrum. Miasto powinno rozszerzać swoje granice z dala od centrum, gdzie powinny powstawać centra alternatywne, lokalne.

Takich wokół Krakowa w ogóle nie ma.

A to powinien być naturalny rozwój; wokół Krakowa są odpowiednie, wspaniałe tereny. Nie czuję złości wobec deweloperów, lecz wobec prezydenta miasta, który na to pozwolił. W Krakowie całkowicie brakuje planowania, bo już na tym etapie powinno się patrzeć przestrzennie. Powinno się podejmować decyzje na podstawie planu zagospodarowania całego miasta. Ponadto prawo jest elastyczne, często wiele zależy od interpretacji. Prawie żadna decyzja administracyjna nie jest pozbawiona elementu uznaniowości.

Gorzej, jeżeli ta uznaniowość została podsycona łapówką. Pamiętajmy, że jedna strona najpierw musi dać, aby druga mogła wziąć, dlatego złość wielu krakowian kieruje się nie tylko w stronę prezydenta, ale też w stronę inwestorów. Niemniej bloki te dalej stoją, zasłaniają widok, blokują korytarze wentylacyjne, powodują lawinę samochodów. Co dalej?

To już nie tylko kwestia deweloperów, ale przede wszystkim tych mieszkańców, którzy uwiązali się kredytem albo wydali oszczędności swojego życia, aby to mieszkanie nabyć. Musimy zapobiegać tym sytuacjom w przyszłości. To jest najważniejsze. W powstałych skupiskach musimy zadbać o dobrą komunikację miejską, żeby rozwiązać przynajmniej kwestię zbyt dużej ilości samochodów. Jak zostanę prezydentem, zrobię dokładny przegląd nowo zbudowanych osiedli. Nikt nie będzie niczego burzył, ale trzeba się będzie zastanowić, jak pomóc mieszkającym tam ludziom. Być może trzeba będzie poszerzyć ulice, doprowadzić nowe linie autobusowe, zaplanować szkoły, przedszkola czy żłobki. W olbrzymich blokowiskach ludzie zaczną się dusić. Trzeba im pomóc, a przy kolejnych inwestycjach najpierw zadbać o interes mieszkańców, a potem deweloperów.

To nie przywróci tych kanałów powietrznych, których brak powoduje zastój powietrza. Brak zaś cyrkulacji, zwłaszcza w dniach bezwietrznych, odpowiada za fatalną jakość powietrza w Krakowie.

Poprawa jakości powietrza jest ważnym zadaniem dla całego kraju, dlatego jestem bardzo zadowolona, iż premier Mateusz Morawiecki uznał ją za kwestię priorytetową. Z pewnością skorzysta na tym także Kraków. Jeżeli zostanę prezydentem, Kraków zostanie potraktowany w sposób uprzywilejowany i szczególny, od naszego wszak miasta zaczęła się przecież dyskusja o smogu. Poza tym ze statystyk porównawczych wynika, że całkiem inna jest jakość powietrza latem, a inna zimą. Rząd też zauważył problem smogu i we współpracy z samorządami chce pomóc znaleźć rozwiązanie. Często słyszę argument: co z tego, że fundujecie mi nowy piec centralny, skoro nie stać mnie na centralne ogrzewanie? Potrzebującym należy zapewnić osłonę finansową, ale, powiedzmy sobie uczciwie, wielu, choć stać ich na centralne ogrzewanie, pali w piecu czym popadnie. Trzeba dotrzeć do świadomości tych ludzi, bo dłużej tak się nie da. Spójrz na góry i Podhale, gdzie powinno być najlepsze powietrze, a jest najgorsze, bo w domach jednorodzinnych pali się byle czym. Musimy z jednej strony przywrócić dofinansowanie do wymiany pieców na poziomie 100 procent, a z drugiej zapewnić wieloletnią osłonę socjalną dla tych, którzy na taki krok się zdecydują.

Nie lekceważyłbym argumentu, że ktoś może nie mieć pieniędzy, aby całą zimę palić gazem, bo gaz jest po prostu horrendalnie drogi. Sam mam tę wątpliwą przyjemność ogrzewać budynek gazem i to nie są małe pieniądze. Dochodzi tu jeszcze argument geopolityczny stale podnoszony przez rząd – stawiajmy na polski węgiel, zamiast opierać się na zagranicznym, głównie rosyjskim gazie.

Nie wykluczam całkowicie węgla, chodzi o to, żeby on był wysokiej jakości. Jeżeli chcemy nim palić, trzeba przynajmniej zapewnić ludziom dobre piece spełniające najwyższe normy środowiskowe.

Kraków to nie tylko bloki apartamentowe i smog, to również perła polskiej kultury – tak przynajmniej było przez wiele wieków. Dzisiaj tej kultury jest mniej, by nie powiedzieć mało. Kina studyjne padły, teatry stały się placem zabaw dewiantów, księgarń w centrum już nie ma, wydarzenia kulturalne, zwłaszcza nastawione na kultywowanie tradycji, nie otrzymują większego wsparcia. Co zrobić, aby Kraków ponownie stał się stolicą polskiej kultury?

Trzeba popatrzeć na ten problem dwutorowo. Kultura pijanego Anglika przyjeżdżającego tu na weekend, bo piwo jest bardzo tanie, musi zostać zastąpiona prawdziwą sztuką, również pod kątem turysty, który chce skorzystać z rozrywki wyższej, a nie tylko upić się w pubie.

Ale też trzeba może mocniej wspierać krakowskie teatry, księgarnie i muzea, wdrożyć szeroki program pomocy dla twórców w każdej dziedzinie sztuki. Wspierać też młodych artystów, tak by chcieli tu przyjeżdżać i pracować. Trzeba też rozwinąć system grantów, pomocy dla tych twórców, którzy będą propagować różne formy sztuki i różnorodne treści.

To rzeczywiście jest moją ambicją, podobnie jak to, żeby rozruszać małe stowarzyszenia i kluby sportowe oraz dać im większe wsparcie. Moim dużym marzeniem jest wspierać nie tylko wielkie kluby, które oczywiście są wizytówką miasta, ale też małe, osiedlowe czy dzielnicowe, amatorskie drużyny grające w niskich ligach, które często wspaniale pracują z dziećmi i młodzieżą. W ten sposób odciągniemy dzieci od smartfona i zaoferujemy im program ruchowy, na świeżym powietrzu. Chcę, żeby dzieci po szkole mogły grać w piłkę, pływać czy grać w siatkę. Te małe kluby mają jednak wielkie problemy finansowe i to się musi zmienić. Zrobię wszystko, żeby tak się właśnie stało, bo to jest najlepsza inwestycja: w przyszłość naszych dzieci. Internet wyhoduje nam pokolenie ludzi niezdolnych do normalnego życia i działania. Trzeba zaoferować im inne, łatwo dostępne i atrakcyjne miejsca. Trzeba podsycać ducha patriotycznego wśród młodych ludzi.

Rozumiem, że małe kluby i stowarzyszenia sportowe mogą liczyć w przypadku Twojej wygranej na realną pomoc finansową?

Tak, nie tylko finansową. Na przykład teraz, jeszcze przed wyborami, udało mi się uratować bardzo zasłużony klub tenisowy Olsza, którego tereny miały zostać przeznaczone pod budowę mieszkań w ramach programu Mieszkanie+. Przekonałam ministra, żeby tego nie robić, lecz zachować działalność sportową. To są piękne obszary, które teraz można wspaniale zagospodarować, aby służyły mieszkańcom Krakowa. Mam na to świetny pomysł, a dzięki mojej interwencji prawie stuletni klub tenisowy w centrum miasta będzie dalej istniał. Powstanie siedem nowych kortów i boisko dla dzieci, a w podziemiach będzie 300 miejsc parkingowych. Tam wielu krakowian gra w tenisa, dotychczas trochę na dziko.

To bardzo dobra wiadomość, bo tego typu zaniedbanych obiektów sportowych z tradycją jest wiele, jak chociażby tereny Korony, Płaszowianki, Tramwaju czy Dąbskiego.

Znam je wszystkie. To piękne obiekty, ale im wszystkim brakuje pieniędzy.

Pieniędzy, ale i dobrego, a przede wszystkim uczciwego zarządzania ze strony miasta.

Zupełnie się z Tobą zgadzam. Chciałabym, aby z tych obiektów sportowych korzystały do godzin popołudniowych dzieci, a potem już w sposób komercyjny dorośli, żeby kluby miały możliwość zarobku. Ligi sportowe jak krakowska FLS czy BiznesLiga pokazują, że ten model świetnie się sprawdza. Ze wsparciem miasta moglibyśmy zrobić wiele dobrego.

(…)

Czy masz jakiś jeden wielki projekt, który chciałabyś koniecznie przeprowadzić? Jakąś gigantyczną rzecz, która zawsze będzie kojarzyła się z prezydenturą Małgorzaty Wassermann?

Każdy projekt jest dla mnie ważny, choć jeden rzeczywiście szczególnie leży mi na sercu – za mojej prezydentury powstanie trzeci szpital miejski. Wszyscy chcemy, aby było zielono, pięknie i radośnie, ale bez zdrowia z tych rzeczy korzystać nie można. Obecnie pacjent trafiający w Krakowie na SOR przeżywa horror. Lekarze i pielęgniarki często dosłownie biegają wśród połamanych ludzi i nie mogą nadążyć, a i tak pracują ponad ludzkie siły. Pacjenci na SOR-ze czekają wiele godzin, znam przypadek dziewczyny, która czekała aż 29 godzin i niestety zmarła... To jest niedopuszczalne i wymaga bardzo pilnej reakcji. Od miesięcy rozmawiam w tej sprawie ze środowiskiem lekarskim, dyrekcją szpitala uniwersyteckiego i rządem. Wspólnie doszliśmy do przekonania, że w opuszczanych budynkach szpitalnych na ul. Kopernika [cały szpital uniwersytecki przenosi się do nowoczesnego obiektu na Prokocimiu – przyp. AS] musi powstać nowy szpital. W centrum miasta nie może zabraknąć takiej placówki. Potrzeby w Krakowie są zbyt duże, kolejny szpital miejski jest potrzebny, tym bardziej, że tam infrastruktura już istnieje. Pomysł spotyka się z aprobatą praktycznie każdego środowiska. Powstanie tego szpitala jest moim marzeniem i moim celem. Wiąże się z tym także rozbudowa systemu opieki nad seniorami, którzy z różnych przyczyn nie mogą mieszkać w domu. Dla nich powstaną dwa obiekty, gdzie każdy pensjonariusz będzie miał pokój z łazienką i aneksem kuchennym. Będzie uszanowana prywatność, a równocześnie w budynku będą pielęgniarki oraz mnóstwo sąsiadów, żeby ci ludzie nie byli samotni. Obiekty te powstaną niedaleko od centrum, aby rodzina mogła ich odwiedzać także w drodze do pracy albo z pracy. Będą dostępne dla osób starszych lub niepełnosprawnych – jest to grupa społeczna, który bardzo leży mi na sercu. Często z takimi osobami współpracowałam, co wspominam ze wzruszeniem. Odejdę od tego, że miastem rządzi kilka uprzywilejowanych grup. Za mojej prezydentury do głosu dojdą ci, których do tej pory pomijano czy wręcz lekceważono. Wszyscy jako obywatele mamy te same prawa, także słabsi fizycznie. Oczywiście budowa metra i nowego systemu komunikacyjnego jest też bardzo ważna. Chciałabym także, by zmienić spojrzenie na kwestię wykorzystania Wisły i bulwarów. Chcę odwrócić Kraków do Wisły, chcę, by te tereny żyły i były atrakcją dla mieszkańców. Będę chciała zbudować kilka centrów rekreacyjnych z basenami i boiskami, ale też korty i centrum przy Wiśle w Nowej Hucie.

Odejdźmy na chwilę od Krakowa i porozmawiajmy o Tobie, żeby Czytelnicy mieli możliwość poznać Cię również jako osobę, a nie tylko polityka.

Jestem związana z Krakowem od urodzenia, tylko tu mam rodzinę, zresztą bardzo liczną, i nie wyobrażam sobie życia poza tym miastem. W Warszawie jestem tylko, gdy obraduje Sejm albo Komisja, zaraz potem wracam do domu. Tu czuję się najlepiej, spotykam z rodziną i znajomymi.

Co w Twojej hierarchii wartości stoi najwyżej?

Praca jest ważna, ale nigdy dla rzeczy materialnej, dla stanowiska czy funkcji nie poświęcę wszystkiego. Mogę dużo pracować i ostatnie lata były tym naznaczone, ale rodzina jest dla mnie najważniejsza.

Może powiedz kilka słów o swojej rodzinie, tym bardziej że w ostatnich miesiącach, a zwłaszcza w trakcie kampanii wyborczej, rozrzucono bardzo bolesne i niesprawiedliwe plotki na Twój temat.

Moi bliscy nie szukają kamer i pierwszych stron gazet i bardzo zależy mi na tym, aby to zostało uszanowane. Natomiast wyraźnie pragnę podkreślić, że plotki, o których wspomniałeś – że jestem po rozwodzie, że mam nieślubne dziecko, że dokonałam aborcji – to ohydne kłamstwa i pomówienia. Nigdy nie byłam zamężna, niestety nie mam dzieci i nigdy nie dokonałam aborcji, wręcz przeciwnie, macierzyństwo uważam za jedno z najpiękniejszych przeżyć kobiety. Prowadzona jest wobec mnie paskudna gra, nasilająca się zwłaszcza w okresach wyborczych. Mam nadzieję, że tą deklaracją raz na zawsze utnę ten temat. Gdyby te pomówienia znów miały się jeszcze raz gdzieś ukazać, podejmę drastyczne kroki prawne.

Opinia publiczna poznała Cię w ostatnich miesiącach jako bardzo dobrze przygotowaną i miłą, acz srogą przewodniczącą Komisji Amber Gold. Wiem, że to zajęcie pochłonęło Cię bez reszty. Ale co robisz w wolnych chwilach, co cię relaksuje, jak odpoczywasz?

Co drugi dzień chodzę na siłownię, bo nie potrafię żyć bez ruchu. Uwielbiam też chodzić na spacery, na długie przechadzki. Moja ulubiona trasa wiedzie przez Las Wolski, ZOO, ul. Królowej Jadwigi do Błoń albo Rynku. Szybkim krokiem zajmuje mi to półtorej godziny, a znakomicie się po tym czuję. Jeżdżę również na rowerze i chodzę pływać, choć to mi nie sprawia aż tak wielkiej przyjemności. Mam nadzieję, że po wyborach nadrobię braki w grze w tenisa. Planuję też się zapisać na… karate, co jest moim skrytym marzeniem. Czuję się jeszcze na tyle sprawna, że myślę, iż mnie nie połamią. Co drugi dzień gotuję, bo muszę coś jeść, a poza tym to mnie relaksuje. U mnie w domu zawsze znajdziesz jakąś zupę, bo niezależnie od tego, kiedy wrócę, mogę ją sobie szybko podgrzać. Obecna pora roku należy do zupy dyniowej, wiosną będzie królował barszcz z botwinką. Staram się gotować sezonowo.

Wszystkie prace domowe Cię relaksują?

Jak najbardziej. Kiedy ostatnio wróciłam do Warszawy i zauważyłam, że firanki są brudne, od razu się za nie wzięłam. Ja po prostu nie mogę siedzieć w bałaganie. Muszę mieć wszystko doskonale poukładane. Nie przeszkadza mi to, jak przyjdzie gość i nakruszy, wręcz przeciwnie, uwielbiam ugaszczać u siebie ludzi, ale mam wewnętrzną potrzebę, żeby wokół mnie był porządek. Jestem dobrze zorganizowana, więc daję sobie radę i z aktami, i z oknami, i ze sportem.

Zobaczymy Cię czasami w kinie?

Z kinem ostatnio jest gorzej, co bierze się z naszej tradycji rodzinnej. Co najmniej raz w tygodniu, w piątki lub soboty, gromadzimy się wszyscy u mojej mamy albo u mojej siostry – ostatnio dołączyła do nas 14-miesięczna córka mojego brata – i podjadając jakieś smakołyki oglądamy filmy. Lubimy filmy z dreszczykiem emocji albo komedie, ale najważniejszy jest wspólnie spędzony czas.

Rozumiem, że macie abonament na Netflixa.

Dokładnie! Dlatego właśnie już rzadko chodzę do kina. Ten klimat, kiedy cała wielopokoleniowa rodzina siedzi poprzeplatana na sofie, jest szczególny. Bardzo sobie cenię te chwile. Dzieci nas wtedy kuszą na pizzę, a my dorośli tej pokusie zazwyczaj ulegamy. Myślę, że warto.

Rozmawiał Adam Sosnowski

Cała rozmowa ukazała się w miesięczniku Wpis (9/2018). Więcej na https://bialykruk.pl/