15.02.19, 14:15fot. Kremlin.ru

Obecny porządek światowy ma się ku końcowi

W piątek, po raz 55 z rzędu, rozpoczynają się obrady Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa, jednego z największych spotkań światowych polityków i ekspertów poświęconych ważnym sprawom i wyzwaniom, przed którymi stoimy. Przed laty, pisze to dla przypomnienia, właśnie na monachijskim forum rosyjski prezydent wygłosił swe słynne zdanie o tym, że największą geopolityczną katastrofą XX wieku był rozpad ZSRR. Tym razem Putina w Monachium nie będzie, zastąpi go minister spraw zagranicznych Ławrow, bo Putin spotyka się z prezydentami Turcji i Iranu, po to aby dyskutować o coraz bardziej komplikującej się sytuacji w Syrii. Ale to nie znaczy, że monachijskie spotkanie straciło na znaczeniu. Wręcz przeciwnie, w mojej opinii zyskało, bo w jego trakcie artykułowana będzie opinia przede wszystkim niemiecka (prezydenta Francji też nie będzie) i tej części brukselskiej elity urzędniczej, która orientuje się na Berlin. W ubiegłym roku, właśnie w trakcie monachijskich obrad, szef Komisji Europejskiej Juncker, wezwał kraje Unii do osiągnięcia tego co określił mianem „Weltpolitikfähigkeit”, a co my moglibyśmy przetłumaczyć, jako osiągnięcie zdolności do uprawiania polityki w wymiarze światowym.

Teraz, przed rozpoczęciem forum, eksperci pracujący na jego rzecz, opublikowali obszerny, liczący ponad sto stron, raport zatytułowany „Wielka układanka – kto pozbiera fragmenty” (The Great Puzzle: Who will Pick Up the Pieces?”) (https://www.securityconference.de/en/publications/munich-security-report/). Warto zapoznać się z jego zasadniczymi tezami, bo w moim odczuciu, wskazują one na to jak niemieckie elity postrzegają kwestie bezpieczeństwa europejskiego i tego co się będzie w tej materii działo w najbliższych latach.

Rozważania nasze warto zacząć od informacji innego rodzaju. Wraz z raportem ujawniono nowe badania opinii publicznej przeprowadzonej w kilku krajach Europy, zarówno na Zachodzie, jak i w naszej części kontynentu. Są one częścią raportu, można zatem przypuszczać, że nie znalazły się one tam przypadkiem, a autorzy materiału uznali je za ważne. Dlaczego? Przede wszystkich chyba z tego powodu, że pokazują one w jak zasadniczo różny sposób europejskie społeczeństwa widzą kwestie polityki bezpieczeństwa. I tak zarówno Niemcy, jak i Francuzi są zdania, że dla ich krajów większe zagrożenie stanowi polityka Stanów Zjednoczonych niźli Rosji (w Niemczech relacja ta wynosi 49 % do 30 %, we Francji 49 % do 40 %). Jeszcze gorzej to wygląda, gdyby zapytano o zaufanie do osób – tylko 10 % Niemców oraz 9 % Francuzów uważa, że „prezydent Trump postępuje dobrze w sprawach świata” i odpowiednio 36 % Niemców i 20 % Francuzów jest zdania, że dobrze robi Władimir Putin. Na marginesie warto zauważyć, co w Polsce też być może jest nowością, że obydwa społeczeństwa ufają liderom swoich państw – 77 % Niemców jest przekonanych po tym, że Macron uprawia słuszną politykę i 78 % Francuzów myśli to samo o kanclerz Merkel. Również lider Chin, i sądzę, że nie jest to kwestią przypadku, cieszy się większym zaufaniem tych społeczeństw niźli amerykański prezydent. Nieco inny zestaw ankiet załączonych również do tego raportu pozwala porównać zapatrywania na kwestie przyszłości kontynentu społeczeństw Zachodu i Wschodu Europy. Pytani o to, czy ich zdaniem narastanie napięć między Europą a Rosją może doprowadzić do wybuchu wojny, Francuzi (60 %) oraz Niemcy (74 %) udzielili odpowiedzi, że nie zgadzają się z takim poglądem. Odwrotnie było w Polsce i na Łotwie, gdzie odpowiednio 57 % i 49 % ankietowanych dopuszcza taki rozwój wydarzeń. Jeśli chodzi o antyrosyjskie sankcje w związku z sytuacja na Ukrainie, to Francuzi raczej skłonni są do uznania, że nie należy ich rozszerzać (33 % za rozszerzaniem, przeciw 43 %), zaś Niemcy są stanowczo przeciwko rozszerzaniu (75 % przeciw, 17 % za rozszerzeniem).

Wróćmy teraz do raportu. Otóż jego zasadniczym przesłaniem jest teza, iż porządek światowy, taki jak ukształtował się po II wojnie światowej ma się ku końcowi. Wraca okres rywalizacji wielkich graczy, co znalazło swój wyraz w zmianach, które przeprowadzili Amerykanie w swej strategii bezpieczeństwa narodowego. Otóż o ile przez lata w Waszyngtonie uważano, że najpoważniejszym zagrożeniem jest międzynarodowy terroryzm, to w ubiegłym roku za takowy uznano działanie tandemu Chiny – Rosja. Kres porządku światowego, jak uważają eksperci Konferencji, może nastąpić zarówno w wyniku jednorazowego konfliktu, jak również serii konfliktów o mniejszej intensywności i skali, które wszakże doprowadzą do podobnych skutków.

Zarówno w Chinach, jak i w Rosji, zdaniem ekspertów opracowujących raport, ugruntowało się przekonanie, że Stany Zjednoczone są imperium w fazie upadku, a z pewnością znacznego osłabienia własnych możliwości. Kreml, który jest oczywiście relatywnie wielokrotnie słabszy od Chin, wykorzystuje kombinację swych możliwości gospodarczych, militarnych i dyplomatycznych, aby zwiększyć szanse na osiągnięcie sukcesu w ostatecznym wymiarze. Wykorzystuje w tym celu rozwijającą się właśnie kwestię przyszłości światowego rozbrojenia w związku z kresem układu INF oraz niepewną przyszłością traktatu o rakietach strategicznych, którego ważność kończy się w 2021 roku i po to aby móc go czymkolwiek zastąpić, należałoby już teraz zacząć prowadzić negocjacje, a nic takiego nie ma miejsca. Moskwie jest bardzo na rękę, taką tezę znaleźć można w raporcie, to, że Waszyngton ogłosił jednostronne wyjście z niego, bo w oczach części światowej opinii publicznej taki krok będzie postrzegany jako przejaw nieodpowiedzialności, egoizmu i nieobliczalności. Ten pogląd wzmacniany jest przez inne przekonanie światowej opinii publicznej, również opisane w monachijskim raporcie, które wskazuje, że dziś znacznie więcej niźli w przeszłości ludzi uważa, że Stany Zjednoczone robią dla światowego porządku mniej niźli przed laty.

 

Cały zresztą materiał przesiąknięty jest duchem nieufności i niepewności Europy co do kształtu amerykańskiej polityki międzynarodowej. O ile za czasów Obamy stolice europejskie żyły w przekonaniu, że tym co zespala oś atlantycką było uznawanie wspólnych „liberalnych” wartości, o tyle teraz za czasów Trumpa, który otwarcie krytykuje globalizację, Europa już takiej pewności mieć nie może. I jak powiedziała cytowany w opracowaniu niemiecki minister spraw zagranicznych Heiko Maas wielu dotychczasowych sojuszników Stanów Zjednoczonych w najlepszym wypadku czuć się może ignorowanymi. W najgorszym traktowanymi jak rywal czy przeciwnik. W rezultacie „to powoduje, iż nasze przekonanie, że jesteśmy sojusznikami w walce o multilateralny system światowy oparty na zaufaniu, jest nadszarpnięte”. I to przeświadczenie szefa niemieckiej dyplomacji jest kluczowe dla zrozumienia tego jak Berlin widzi przyszłość światowego porządku, porządku liberalnego, uściślijmy. Otóż jeśli Stany Zjednoczone nie chcą i nie mogą być światowym liderem, to z tego należy wyciągnąć wniosek o tym, że ktoś inny musi zacząć odgrywać tę rolę. Nie jedno państwo, ale „sojusz multilateralny”, sieć państw sojuszniczych nadal chcących świata zbudowanego na wartościach, a nie na partykularnych interesach. W parze z takimi koncepcjami idą konstatacje w stylu, iż ostatnie spotkanie państw G 7 w Kanadzie w istocie było obradami G 6 + 1, a tym państwem + 1, były Stany Zjednoczone, czyli koncert zachodnich państw, bez Waszyngtonu.

 

Z tej narastającej nieufności do polityki amerykańskiej niemieccy analitycy i dyplomaci wyciągają wniosek, że Europa winna odgrywać większa rolę jeśli chce aby światowy porządek ewoluował w korzystną stronę. Powinna, ale jest do tego bardzo słabo przygotowana, po przez lata, w związku z amerykańskim parasolem bezpieczeństwa, czuła się zwolniona z obowiązku rozważań tego rodzaju. Ale teraz ten czas minął i, jak proponują autorzy raportu, nadszedł czas aby „Europa zaczęła myśleć o swej strategicznej autonomii”. Aby nie było wątpliwości, chodzi o emancypowanie się Europy ze strategicznego uzależnienia od Stanów Zjednoczonych. W tę stronę winny zmierzać prace związane z niemiecko – francuską propozycja powołania europejskich sił zbrojnych. Prace winny być rozpoczęte niezwłocznie, bo jak uważają autorzy opracowania, europejska opinią publiczna jest z jednej strony nieufnie nastrojona jeśli idzie o Stany Zjednoczone, a z drugiej z entuzjazmem przyjmuje propozycje budowy europejskich sił zbrojnych. Przy czym, Niemcy, którzy opowiadają się za koncepcją „bliskiej współpracy armii narodowych”, a nie jednolitych sił zbrojnych pod jednym, wspólnym dowództwem, wskazują, że za pierwszym rozwiązaniem opowiada się 20 % ankietowanych w 6 europejskich krajach, drugą opcje zaś popiera 75 % badanych. I tu dotykamy istoty niemieckiej polityki w tym zakresie. Jeżeli armia europejska nie będzie jednolitą formacją poddaną kontroli autonomicznego dowództwa, to będzie systemem silnych związków – umów i porozumień, które będą działały tak jak działają dziś porozumienia europejskie. Innymi słowy, Berlin, jest przekonany, że tak jak instytucje europejskie pracują dziś na korzyść interesów narodowych Niemiec, tak taka właśnie, formalnie luźniejsza a przez to akceptowalna przez stolice europejskie formuła europejskiej armii, będzie z tej perspektywy lepszym rozwiązaniem. Lepszym, bo realistycznym. Na transnarodową armię nikt się dziś w Europie nie zgodzi, ale ścisłą współpracę, również w zakresie polityki zaopatrzenia w broń jej ujednolicenie etc. to już inna historia. W takiej konstrukcji, w o wiele większy sposób grać zacznie finansowa przewaga Berlina i zdolność narzucenia politycznego kierownictwa, w czym również Niemcy upatrują swej siły. Konkurencyjne propozycje francuskie preferują to czym Niemcy nie dysponują – doświadczenie dowódcze i zdolności produkcyjne sektora zbrojeniowego. Gdyby przyjąć taką konstrukcję jak chce Paryż, to Europa składałaby się z dwóch motorów – gospodarczego niemieckiego i wojskowego, zdominowanego przez Francuzów. A Niemcy chcą mieć przewagę i w jednym i w drugim obszarze.

 

Jak na tym tle wyglądają perspektywy dla Polski? Warto zwrócić uwagę, że niemieccy analitycy, wprost w swoim raporcie piszą o czasie, jak to określają interregnum, dłuższym okresie niestabilności, kształtowania się nowego układu sił. To bezkrólewie sprowadza się dziś do tego, że Stany Zjednoczone, ich zdaniem abdykowały ze swej funkcji. Ale być może wrócą do odgrywania roli wiodącej. Tylko, że w innych realiach międzynarodowych i przy innym układzie sił. Europa pod kierownictwem Niemiec już zdąży się emancypować i warunkiem powrotu Ameryki, będzie zmiana relacji – z pozycji hegemona, do pozycji duopolu. Jeśli poważnie traktować tego rodzaju projekcje, to między wizją formułowaną przez Berlin i tym jak na kwestie bezpieczeństwa spogląda niemieckie społeczeństwo, a naszą polityka utrzymania silnych więzi atlantyckich, istnieje fundamentalna i zasadnicza sprzeczność. Możemy być wkrótce zmuszeni do dokonania wyboru.

Marek Budzisz / salon24.pl


Komentarze

M.2019.02.16 12:27
<<Bóg wyrzekł słowo: "stań się!", Bóg i: "zgiń!" wyrzecze, Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona Obleją, jak Moskale Redutę Ordona, Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute Bóg wysadzi tę ziemię jak on swą redutę!>> Wiecie, kto to napisał? Całkiem pasuje do dzisiejszych czasów, nieprawdaż?
Ewa2019.02.16 8:55
Nigdy nie będzie szans na pokój, jeśli bogate kraje nadal będą miały imperialistyczne zapędy i jeśli jeden kraj nie będzie szanował praw i racji drugiego kraju. Tak, jak w codziennym życiu. Mamy kilku sąsiadów wokół domu i ci, którzy mają większe działki i są majętni w ogóle nie szanują tych, którzy mieszkają obok nich. Jeśli chcą przeforsować coś, co dla innych jest niekorzystne, biorą drogiego adwokata i ustawiają w szeregu resztę. Dogadują się ponad głowami innych i naszym kosztem załatwiają swoje sprawy. Bez przestrzegania 10 przykazań świat nie ma szans na pokój.
Olej2019.02.15 16:41
Stawianie znaku równości pomiędzy byciem w sowieckiej zależności a amerykańskiej jest szaleństwem tych co nigdy nie doświadczyli sowieckiego buciora na karku. To tak jakby sobie wyobrazić co by było z Koreą Południową gdyby nie interwencja amerykańska. To jest poza dyskusją. To że nas traktują jak się traktować dajemy jest winą naszej polityki zagranicznej lub jej braku. Jeżeli do niedawna korpus zagraniczny MSZ stanowili stalinowcy lub ich potomstwo, nie ma się co dziwić w kwestii rezultatów. Mamy niejako podobną sytuację zdestabilizowanego wrogimi podziałami społeczeństwa w jakiej była Polska przed 1926 r. Partiokracja, bunt przeciwników tj. tzw. opozycji szemranej, występującej przeciw istocie państwa czyli jego silnej suwerenności. Na tych podziałach i sprzecznościach grają obce państwa. Nie wiem czy pozbieramy się jako naród tkwiąc w tej naszej demokracji skacząc sobie do gardeł. Potrzeba silnej władzy dyscyplinującej życie społeczne i polityczne, która by sprawiła, że w sprawach zasadniczych dla państwa i naszego bezpieczeństwa zaczniemy mówić jednym głosem. Co do polityki USA Ma dwa wyjścia; Pozwolić na chaos w Europie i destabilizację prowadzącą do wojny, lub wejść politycznie, militarnie i gospodarczo do Europy Środkowej utrzymując kontynent w układzie Pax Americana
twardek2019.02.16 10:10
racja
Stachu2019.02.15 14:46
Macie wtyki na Nowogrodzkiej. Czy treść zapowiedzianej wczoraj uchwały sejmowej została już przesłana Pani Ambasador do zatwierdzenia?
słowiczek poznański2019.02.15 14:42
@grzechol Rzeczywiście USA jest takim samym "bandytą" jak putinowski carat. Ale dzięki tej "bandyckiej" Ameryce w ogóle żyjesz, nie musisz, przynajmniej w Polsce, mówić po rusku czy niemiecku, masz "bandycki", amerykański internet dzięki któremu możesz pyskować do woli. No i nieźle ci się żyje z jałmużny polskiego podatnika.
ZERR02019.02.15 16:15
hm... ciekawe, kto był akuszerem Rewolucji Bolszewickiej? Czy aby nie amerykańscy bankierzy? Kto stał za sukcesem ZSSR? Czyżby USA?
słowiczek poznański2019.02.15 16:53
Podaj nazwiska tych bankierów amerykańskich, nazwy banków. Albo lepiej, zapoznaj się z rolą Niemiec kajzerowskich w rozpętaniu rewolucji bolszewickiej. "Sukces ZSSR"? Gdzie jest ten ZSSR, co się z nim stało?
Zenon2019.02.15 19:12
Można powiedzieć, że dzięki tym obydwu państwom oderwano nam w Jałcie Kresy z dwoma najpiękniejszymi miastami Europy. Jak to mówią, wart Pac pałaca a pałac Paca, że nie wspomnę o Niemcach i żydach.
anonim2019.02.15 14:27
USA to taki sam bandyta jak Rosja. Zdestabilizowali cały Bliski Wschód, to przez nich mamy kryzys migracyjny. Najpierw uzbroili "umiarkowaną opozycję" w Syrii, a jak przekształciła się w Państwo Islamskie to najechali ten kraj. Tylko silna, zjednoczona i współpracująca Europa jest gwarantem bezpieczeństwa w regionie. Żaden z europejskich krajów nie jest w stanie przeciwstawić się Rosji samodzielnie.
gospo2019.02.15 14:23
gospodarcza zależność o Chin skazująca nas na chińską tandetę nie doprowadzi do niczego dobrego.
DinozaurZArkiNoego2019.02.15 15:26
Gdybyś to napisał w latach 90tych to bym się zgodził, problem w tym że Chińczycy potrafią już budować dobre samochody/elektronike/samoloty/statki/rakiety...
Wiesław Kaloryfer2019.02.15 17:15
Jak napisał Dinozaur, zatrzymałeś się w latach '90 pisząc o tej tandecie. O chinach słyszałeś chyba tylko na bazarze pod Łodzią.
Zenon2019.02.15 19:08
Po tej wypowiedzi widać, że podróże w czasie są możliwe. W każdym razie na pewno możliwe jest zatrzymanie się w czasie. :) Ja tego nie potrafię, bo widzę, że Chińczycy robią obecnie np. najlepsze telefony na świecie, a także pociągi magnetyczne i wiele pożytecznych rzeczy, że nie wspomnę o kaczce po seczuańsku. :D
Grizzly2019.02.15 20:57
Boję się zwyczajnie chińskiej dominacji i zastąpienia USA przez nich w roli światowego imperium ale perspektywa upadku wpływów żydostwa może być ciekawa!