20.12.18, 14:42zdj. screen Youtube

ODLOT! Niesiołowski 'zapisał' Wielowieyską do PiS-u!

Dominika Wielowieyska (tak, chodzi o dziennikarkę "Wyborczej" i TOK FM...) "PiSówą"? Na taki pomysł mógłby wpaść tylko najbardziej zacietrzewiony przeciwnik PiS. A do takich należy Stefan Niesiołowski, niegdyś czołowy "bulterier" PO, od dwóch lat w nowej partii. 

"Nie rozumiem, czego broni i co chce czołowa symetrystka, a raczej kryptopisówa"- napisał Niesiołowski na Facebooku. Określenie "symetrysta" jest w środowisku "opozycji totalnej", w dosłownym tego słowa znaczeniu, jedną z najgorszych obelg. Polityk odniósł się w taki sposób do artykułu Wielowieyskiej "PiS chce uprawiać politykę miłości. To może Kaczyńskiemu znowu się udać". Dziennikarka opisywała tam strategię PiS przed nadchodzącymi wyborami. 

Powiedzieć, że poseł Stefan Niesiołowski zrecenzował artykuł surowo, to nic nie powiedzieć. Polityk wpadł w prawdziwą furię. Zarzucił publicystce, że "pomyliła gazety" i zamiast w "GW" powinna opublikować swój artykuł raczej w jednym z "reżimowych" periodyków. 

"Teza, że genialny Kaczyński po raz kolejny przy pomocy tych samych oszukańczych zabiegów, schowania największych czubów, odwołania się do Europy i pokazywania „łagodnego oblicza” oszuka wyborców i wygra wybory, świadczy o przekonaniu autorki, że mamy naród idiotów i to dementywnych"- ocenił Niesiołowski, przypominając, że przez takie "brednie" partia Jarosława Kaczyńskiego trzy lata temu wygrała wybory. Politykowi nie podobają się również analizy, których autorzy twierdzą, że PiS może znów wygrać lub że opozycja potrzebuje czegoś więcej niż "antyPiS-u". To dzięki takim tekstom, zdaniem Niesiołowskiego, Kaczyński wciąż rządzi.

"Stefan Niesiołowski o pisze o mnie "kryptopisówa". Martwi, gdy politycy opozycji przestają rozumieć, na czym polega praca dziennikarzy. I uważają, że media mają służyć politykom konkretnej opcji, a analiza polityczna musi być manifestem politycznym"- skomentowała na Twitterze publicystka. 

Pytanie, kogo Niesiołowski zapisze do PiS jako następnego? Może Ryszarda Petru albo Roberta Biedronia?

A wtedy Jarosław Kaczyński wstał i zaczął klaskać... 

yenn/Twitter, Facebook, Fronda.pl