03.06.16, 13:35

Polexit? To szaleństwo służące tylko Moskwie

Widmo Polexitu

Zbliżające się referendum w Wielkiej Brytanii wywołuje dużą nerwowość. Bez względu na jego wynik, Europe czekają duże zmiany.

Na temat potencjalnego Brexitu zdążyło się wypowiedzieć większość europejskich autorytetów. Swojego zdania nie omieszkał dołożyć także Donald Tusk. Były polski premier skądinąd słusznie zauważył, że problemem może być nadmierne zacieśnianie integracji w Unii Europejskiej. Już kryzys Strefy Euro pokazał, że przyjęcie wspólnej waluty dla tak różnych krajów jak Niemcy i Grecja, nie skończy się niczym dobrym. Brytyjczycy zmęczeni już są kolejnymi kryzysami, które wywołuje sama Bruksela i ewentualny sukces eurosceptyków na wyspach, może zachęcić inne kraje do pójścia drogą Londynu. O potencjalnym rozbracie z Unią mówią też kolejne środowiska w Polsce. Tylko czy mają dobry plan „Polexitu”?

Kierunki Europy

Tak naprawdę, przedłużanie obecnej sytuacji niepewności w Unii Europejskiej nie może trwać w nieskończoność. Pierwszym wariantem, dla nas zdecydowanie bardziej korzystnym, ale mniej prawdopodobnym, jest zrobienie kroku w tył. Europejskie rządy rezygnują ze sztucznie utrzymywanego przy życiu Euro. Grecja czy Hiszpania dewaluują swoje narodowe waluty, i wychodzą z kryzysu. Bruksela rezygnuje z większej części swoich regulacyjnych ambicji, np. w dziedzinie polityki klimatycznej czy imigracyjnej. Do Unii Europejskiej, stanowiącej bardziej strefę wolnego handlu, łatwiej jest wejść krajom aspirującym, takim jak Turcja, Ukraina czy kraje zachodnich Bałkanów.

Drugi wariant, mniej korzystny, ale bardziej prawdopodobny, jest pogłębienie integracji, prawdopodobnie w mniejszym gronie. Kraje twardego jądra Unii, czyli Niemcy, Francja i Beneluks, decydują się na stworzenie jawnej już federacji. Być może do jądra dołączą kraje południa, jak Włochy, Hiszpania i Portugalia, ale będą już raczej przypominającymi Sycylię czy Neapol odbiorcami transferów socjalnych z północy. Poza federacją pozostaną prawdopodobnie Wielka Brytania, kraje skandynawskie, i Europa Wschodnia. Być może zachowana zostanie jakaś forma obszaru wolnego handlu na terenie starej Unii, ale można tylko pomarzyć o utrzymaniu się Strefy Schengen.

Kierunki Polski

Na obu wariantach, przy dobrej polityce polskiego rządu, nasz kraj może dużo zyskać. Oczywiście polscy euroentuzjaści życzyliby sobie zacieśnienia więzów z Unią, strasząc,  wciąż utratą środków strukturalnych. Ale patrząc na niegdysiejszego czempiona odbioru funduszy unijnych, czyli Hiszpanię, warto jednak przeboleć zmniejszenie unijnych transferów, dla uniknięcia poważniejszych problemów. Kolejnym argumentem za pogłębieniem integracji z twardym jądrem Europy jest strach przed Rosją. Jednak i w tym przypadku, zachowanie większej niezależności Polski w dziedzinie polityki zagranicznej, może przynieść większe korzyści. Trudno sobie wyobrazić federację europejską kierującą się polską logiką w polityce wschodniej, zwłaszcza w perspektywie korzyści ze współpracy z Rosją Putina.

Tak naprawdę, zachowanie większej swobody manewru, czy to w wariancie cofania się integracji, czy w Europie dwóch prędkości, jest dla Polski niezmiernie istotne. I korzyści płynące z tej swobody są dużo wyższe niż koszty utraty dotychczasowych transferów z zachodu. Polska mogłaby zrezygnować z implementacji rozwiązań gospodarczych służących gospodarkom Niemiec czy Francji, będących na innym stopniu rozwoju, niż nasz kraj. Rezygnacja z opierania wzrostu gospodarczego na funduszach europejskich, pomogłaby większym zmobilizowaniu polskiego potencjału i odbiurokratyzowaniu gospodarki. W końcu rozwój nie bierze się z pieniędzy darowanych przez bogatszych, czego przykładem są wspomniane południowe Włochy, gdzie północne dotacje służą biurokracji i mafii, nie zaś ekonomii.

Kierunek „razem dla regionu”

Zwolennicy wyjścia Polski z Unii słusznie zauważają problemy w naszych relacjach z UE. Kryzys integracji może posłużyć rozluźnieniu, często nas krępujących, więzów z Brukselą. Jednak wbrew nadziejom polskich eurosceptyków, Polska nie jest Norwegią, i musi działać inaczej. W pierwszej kolejności warto by skoordynować działania z innymi krajami naszego regionu, i mówić o  Polexicie w kontekście Hunexitu, Czexitu czy Slovexitu. W drugiej kolejności, warto zmieniające się okoliczności w Europie wykorzystać do wciągnięcia Ukrainy w orbitę wpływów zachodnich. Polscy eurosceptycy zapominają o kwestii wschodniej, a pozostawania Kijowa w jednym bloku ekonomicznym z Warszawą, wzmocniłoby naszą pozycję w relacjach nie tylko z Rosją, ale i Niemcami. 

Bartosz Bartczak