03.08.17, 13:30fot: Youtube

Tadeusz Płużański dla Frondy: O moralnym problemie wokół obchodów świąt państwowych

Tomasz Wandas, Fronda.pl: Kolejna rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego za nami.

Jaką rolę podczas tego, co wtedy się dokonało odegrały wartości, wiara i religia wyznawana przez powstańców?

Tadeusz Płużański, prezes Fundacji „na Łączce”: Jest to sprawa kluczowa, Powstanie Warszawskie nie było przypadkowym wydarzeniem, które wzięło się „z niczego”. Nie było tak, że nagle ktoś sobie wymyślił, iż jutro wybuchnie powstanie. Wynikało to z koncepcji polityczno-militarnej zarysowanej na początku kształtowania się struktur podziemnych.

Zmianie ulegały daty, jednak sama koncepcja była niemal od początku wiadoma.

Wybuch tego powstania przyjął nazwę „akcja burza”, w wielu miejscach Polski ludzi powstało przeciw okupantowi, kulminacja nastąpiła w Warszawie.

Jaki był to plan?

Był to plan nie tylko polityczno-militarny, ale również wydarzenie wynikające z określonego sytemu wartości, z wielowiekowego dążenia Polaków do bycia wspólnotą wolnych ludzi. Szczególnie było to widoczne po utracie przez Polskę państwowości, czyli w momencie zaborów. Tradycja insurekcji i tradycja powstań była bardzo mocno zakorzeniona w naszych „genach”, wielokrotnie realizowana i Powstanie Warszawskie do tego nawiązywało. Oczywiście wypływało to nie tylko ze świeckich tradycji, ale też takich jak wolność, niepodległość, patriotyzm.

Czy te zrywy da się oddzielić od tradycji katolickiej?

Nie da się tego oddzielić od tradycji katolickiej. Zawsze wszystkie nasze zrywy narodowe były realizowane w imię zasad związanych z religią: ojczyzna, honor – a nierozłącznym elementem jest Bóg!

Hasła te nie pojawiały się tylko na sztandarach, ale wpisane były w polską duszę. Oczywiste jest zatem, że Polacy bili się w imię Boga, nie inaczej było podczas Powstania Warszawskiego, czy Powstania Żołnierzy Wyklętych.

Jedni mówią, że było warto wtedy walczyć, inni, że nie koniecznie. Pytanie brzmi, czy ten toczący się pomiędzy historykami spór o to, co by było gdyby do wybuchu powstania nie doszło ma sens?

Ja osobiście mam wątpliwości czy w ten sposób warto stawiać tę sprawę. Dla mnie nie ulega żadnej wątpliwości, że było warto. Nigdy tego nie podważałem, nie przekonują mnie twierdzenia co by się stało, gdyby powstanie nie wybuchło. Mamy jednak do czynienia z pewnym determinizmem historycznym. Historia jest nauką o faktach, jeśli do wydarzeń, które miały miejsce podchodzimy w inny sposób, to staje się to bardziej futurologią.

Oczywiście dyskusje na poziomie publicystycznym są ciekawe, intelektualnie są też dobre, natomiast jeżeli jesteśmy na gruncie historycznym, to rozmawiamy o tym, co się wydarzyło.

Jeśli natomiast idzie o sens powstania?

Myślę, że wtedy wielu młodych ludzi, ale też starszego pokolenia dowódczego po prostu nie wyobrażała sobie, że to powstanie może nie wybuchnąć. Takie były nastroje wobec Niemców. Przyświecała idea koniecznego odwetu, rewanżu na Niemcach za tyle lat okupacji. Miałoby być to zwieńczenie zakończone sukcesem, tak się jednak nie stało. Natomiast powstanie miało też wielki sens moralny i do dzisiaj taki sens ma.

Widzimy jak jest to celebrowane zarówno przez państwo, jak i przez dużą część obywateli. Jest to jedna z najważniejszych rocznic z naszej historii jaką obchodzimy. Nikt z nas dziś nie wyobraża sobie, że nie będzie pierwszego sierpnia.

Idea Powstania Warszawskiego nierozerwalnie jednoczy Polaków wokół sensu istnienia państwa polskiego i wokół postaw wolnościowych i niepodległościowych, nie sądzę, aby to się kiedykolwiek zmieniło. Natomiast na przestrzeni historii twierdzę, że nie byłoby Powstania Żołnierzy Wyklętych, bez Powstania Warszawskiego.

Czy da się oddawać cześć bohaterom ponad wszelkimi podziałami tak, aby godnie się zachować? Dopytuje, gdyż wielu Polakom nie podoba się to, że widza obok prezydenta Hannę Gronkiewicz-Waltz?

Co innego mówi serce, co innego rozum.

Co mówi serce?

Serce mówi, że nie powinna brać udziału w tych uroczystościach. Formalnie jest niestety prezydentem miasta stołecznego Warszawy. Trudno zatem byłoby sobie wyobrazić, aby nie była obecna – chyba, że sama zdecydowałaby się zrezygnować. Byłoby to jednak mało prawdopodobne, gdyż pani prezydent uważa, że dobrze spełnia obowiązki jako włodarz miasta, twierdzi, że nie ma sobie nic do zarzucenia. Natomiast jest to zgrzyt, kiedy w kręgu przedstawicieli innych władz państwowych, ostatnich żyjących kombatantów i tak dalej pojawia się osoba, która jak sądzę (gdyż wskazuje na to przebieg przesłuchiwań komisji ds. reprywatyzacji) sprzeniewierzyła się własnemu urzędowi. Nie tylko prezydent Gronkiewicz- -Waltz, ale i wiele osób z kręgów kombatanckich powinno zastanowić się czy mają moralne prawo do tego, aby wypowiadać się w imieniu rzeszy powstańczej, mam na myśli przede wszystkim szefów związków kombatanckich, których widzimy dziś w mediach niemal codziennie. Jest z tym poważny problem, jeżeli chodzi o przedstawiciela Światowego Związku Żołnierza Armii Krajowej jak i przedstawicieli Związku Powstańców Warszawy.

Dziękuje za rozmowę.