26.03.19, 10:10

Wspomnienia ateisty z wycieczki do Nieba

Latem 1985 r. prof. Howard Storm razem ze swoją żoną i grupą studentów przebywał w Europie, zwiedzając najważniejsze centra sztuki. Ostatnim etapem ich podróży był Paryż. W przeddzień odlotu do USA zwiedzali wystawę sztuki współczesnej w centrum Georges’a Pompidou. Było to dla nich jedno z najważniejszych wydarzeń podczas europejskiej podróży. Następnego dnia rano Howard Storm poczuł przeszywający ból żołądka, jakby został ugodzony pociskiem.

W OBLICZU CIERPIENIA I ŚMIERCI
Było to tak wielkie cierpienie, że nie mógł powstrzymać się i dosłownie wył z bólu. Wezwany lekarz stwierdził przebicie dwunastnicy, dał zastrzyk morfiny w celu uśmierzenia bólu i skierował na natychmiastową operację.

Po przewiezieniu do szpitala prześwietlenie wykazało, że w dwunastnicy jest duży otwór spowodowany najprawdopodobniej przez wrzody. Aby zapobiec śmierci, konieczna była natychmiastowa operacja. W miarę upływu czasu morfina przestawała działać.

Oczekując na operację, prof. Storm intuicyjnie czuł, że są to ostatnie chwile jego życia. Rozpaczliwie prosił o pomoc personel szpitala. Ponieważ był to czas wakacji i wielu lekarzy przebywało na urlopach, Storm musiał czekać na operację kilkanaście godzin. W doświadczeniu porażającego bólu minuty wydawały mu się tak długie jak godziny.

Był zrozpaczony brakiem zainteresowania i obojętnością personelu. Stawiał sobie pytania, co stanie się z jego żoną i dwójką dzieci, z jego obrazami, domem, ogrodem i wszystkimi drogimi mu rzeczami, jeżeli umrze. Myśl o śmierci przerażała go, miał dopiero 38 lat i był dobrze zapowiadającym się artystą. Za wszelką cenę chciał żyć, ale gwałtownie tracił siły, z wielkim trudem mógł oddychać, podnieść głowę i coś powiedzieć.

Po 10 godzinach pobytu w szpitalu pielęgniarka powiadomiła go, że chirurg poszedł do domu i operacja może się odbyć dopiero następnego dnia rano. Ta informacja była dla Storma jak wyrok śmierci. Wiedział, że do tego czasu nie przeżyje. Ze łzami w oczach pożegnał się ze swoją żoną, mówiąc, że bardzo ją kocha. Objęła go swoimi ramionami i szlochając, całowała. Storm był pewny, że śmierć jest końcem świadomości i istnienia człowieka. Nie wierzył w istnienie Boga, a tym bardziej w niebo, czyściec i piekło.

PRZEDSMAK ŚMIERCI
Zmiażdżony ogromem cierpienia, Storm zamknął oczy i powoli zaczęła ogarniać go przerażająca ciemność; czuł, że zapada się w otchłań unicestwienia. W pewnym momencie ze zdziwieniem stwierdził, że jednak dalej żyje i posiada wyjątkowo klarowną samoświadomość oraz percepcję otaczającej go rzeczywistości. Był świadomy swoich problemów z żołądkiem, jednak nie odczuwał już bólu, miał tylko żywą o nim pamięć.

Ze zdziwieniem zorientował się, że stoi obok swojego łóżka w sali szpitalnej i widzi leżące nieruchomo własne ciało. Obok siedziała z pochyloną głową jego żona, Beverly. Pragnął za wszelką cenę skomunikować się z nią, jednak bezskutecznie, gdyż w ogóle nie reagowała, tylko siedziała nieruchomo, wpatrując się w podłogę. Sala szpitalna wydawała mu się jaskrawo oświetlona, wszystko widział w najdrobniejszych szczegółach i jak nigdy dotąd, niezwykle ostro i jasno. Był bardzo zirytowany, że nie mógł nawiązać kontaktu ze swoją żoną.

W pewnym momencie usłyszał głosy:

„Wyjdź stąd natychmiast. Pospiesz się. Czekamy tu na ciebie od dawna, aby ci pomóc”.

Czuł, że jeśli opuści ten pokój, to nigdy już do niego nie wróci. Tajemnicze głosy nalegały: Nie będziemy w stanie ci pomóc, jeżeli stąd nie wyjdziesz. Postanowił ich posłuchać. Miał wrażenie, że znalazł się w czymś na podobieństwo ogromnego zamglonego holu, który podświadomie budził lęk. Nie widział szczegółów, ale wydawało mu się, że przemierza jakąś tajemniczą przestrzeń.

Zobaczył w dużej odległości niewyraźne postacie przypominające ludzi. Byli bladzi, a ich ubrania miały szary kolor. Pragnął zbliżyć się do nich, ale okazało to się niemożliwe, gdyż nieustannie oddalali się od niego. Zdawał sobie sprawę, że natychmiast musi się poddać operacji i że ci ludzie są dla niego jedyną nadzieją. Nieustannie powtarzali oni, że jeżeli pójdzie z nimi, to wtedy znikną wszystkie jego problemy.

W miarę upływu czasu ciemności pogłębiały się, a liczba krążących wokół niego złowrogich postaci była coraz większa. Ich obecność napełniała go rosnącym przerażeniem, gdyż emanowały nienawiścią, podstępem i kłamstwem. Storm, oglądając się za siebie, widział w odległości jakby kilku mil swoje ciało leżące na łóżku szpitalnym i siedzącą obok żonę. Odniósł dziwne wrażenie, że dla niego czas się skończył, a to, czego doświadcza, nie jest jakimś koszmarnym snem, lecz pełną grozy rzeczywistością.

Tajemnicze postacie, które go otaczały i prowadziły do nieznanego mu celu, zaczęły wypowiadać straszne przekleństwa i obelgi pod jego adresem. Mówiły z szyderczym uśmiechem, że już niedługo dotrą na miejsce. Howard zorientował się, że przebywa w przerażającym, pełnym grozy otoczeniu. Uświadomił sobie beznadziejność sytuacji, w jakiej się znalazł.

Postacie z bliska miały straszny wygląd. Stawały się coraz bardziej agresywne, wśród bluźnierstw i przekleństw poddawały go najrozmaitszym torturom. Istoty te były całkowicie pozbawione współczucia, opanowane żądzą nienawiści i nieokiełznanego okrucieństwa. Storm zrozumiał, że to są ludzie potępieni, którzy w czasie życia na ziemi odrzucili i znienawidzili Boga, stając się stuprocentowymi egoistami.

Bezskutecznie próbował przed nimi się bronić, ale wywoływało to z ich strony jeszcze większą agresję i szyderstwa. Dla Storma była to sytuacja makabrycznego wprost cierpienia i przerażającej beznadziei, jakich jeszcze nigdy dotąd nie doświadczył.

W pewnym momencie usłyszał wewnętrzny głos, wzywający go do modlitwy, do prośby do Boga o pomoc. Początkowo odrzucał tę myśl, ale wezwanie do modlitwy stawało się coraz bardziej naglące. Storm nie modlił się przez całe swoje dorosłe życie i dlatego nie wiedział, jak to się robi. Przypomniał sobie jednak fragmenty modlitwy Ojcze nasz oraz inne proste formuły z czasów dzieciństwa i zaczął je powtarzać.

Ku swojemu zdziwieniu zauważył, że gdy nieporadnie próbował się modlić, odrażające postacie zaczęły w popłochu uciekać. Krzyczały z wielką wściekłością, że niepotrzebnie się modli, bo i tak go nikt nie usłyszy, gdyż Bóg nie istnieje. Straszyły, że dopiero teraz się z nim rozprawią, wypowiadając przy tym straszne bluźnierstwa pod adresem Boga i Matki Najświętszej.

Storm nieustannie powtarzał słowa modlitwy i doświadczał jej wielkiej mocy, widząc, z jaką wściekłością złe duchy w popłochu uciekały od niego. Zrozumiał, że gdyby przestał zwracać się do Jezusa, natychmiast by wróciły i wtedy na nowo rozpocząłby się koszmar duchowej męczarni, która w swoim okrucieństwie była tak straszna, że w porównaniu z nią cierpienie fizyczne, jakiego doświadczył w szpitalu, było nikłe.

SĄD NAD SOBĄ
Kiedy Storm powtarzał słowa modlitwy, ujrzał siebie w prawdzie i ocenił, co w minionym życiu było dobre, a co złe. Uświadomił sobie, że przez całe ziemskie życie stawiał pomnik największemu bożkowi, jakim był jego egoizm. Całkowicie skoncentrowany na sobie, za wszelką cenę chciał stać się sławny i pragnął, aby jego obrazy były oglądane i podziwiane przez ludzi na całym świecie.

Teraz zrozumiał, że jego stosunek do rzeźb, obrazów, które posiadał w swojej kolekcji, a także do rodziny, domu był niewłaściwy i że cały system wartości, którym kierował się w życiu, był tylko przedłużeniem jego egoizmu. To właśnie skoncentrowanie na sobie upodabniało go do tych odrażających istot, które wprowadziły go w rzeczywistość niewyobrażalnego cierpienia. Wszystko to, co do tej pory tak bardzo cenił i co nadawało sens jego życiu, teraz nie miało już żadnego znaczenia.

Ogarnął go wielki wstyd i żal za dotychczasowy stosunek do Boga i ludzi. Wprawdzie nie był złodziejem, nikogo nie zamordował, respektował prawo i niepisane reguły cywilizowanego życia, ale to było za mało, aby żyć życiem godnym człowieka. Jego religią i normą życia był egoizm i bezwzględny indywidualizm, a współczucie dla innych znakiem słabości.

Uświadomił sobie także, że przez całe życie nosił ukrytą złość i niechęć do przebaczenia własnemu ojcu oraz wrogość do sytuacji i rzeczy, których nie mógł kontrolować. Teraz był całkowicie bezradny i bezsilny. Zrozumiał, że niewiele już mu brakowało, aby stać się stuprocentowym egoistą, tak jak ci zionący nienawiścią potępieńcy, i dołączyć na całą wieczność do ich grona.

ŚWIATŁO NADZIEI
Świadomość zmarnowanego życia spowodowała, że Howarda ogarnął przejmujący żal z powodu tego wszystkiego, co z własnej woli złego myślał i czynił, a co wynikało z jego egoizmu i jeszcze bardziej go pogłębiało. I właśnie wtedy usłyszał swój śpiew z czasów dzieciństwa. Był to nieustannie powtarzany refren:

„Jezus mnie kocha… da, da, da”.

Jako dziecko śpiewał tak często podczas zajęć w szkółce niedzielnej. W tej przerażającej ciemności, która go teraz otaczała, bardzo pragnął obecności kogoś, kto bezwarunkowo go kocha i zatroszczy się o niego. Śpiew Jezus mnie kocha stawał się jego modlitwą i największym pragnieniem całej jego istoty. Całym sobą czuł, że w tej beznadziejnej sytuacji miłość Jezusa jest dla niego jedynym ratunkiem i wybawieniem. Dzięki tej modlitwie zaczęło budzić się w nim światło nadziei.

Po raz pierwszy w swoim dorosłym życiu pragnął gorąco, aby okazało się prawdą, że Jezus go kocha, i dlatego zaczął całym sobą wołać:

„Wybaw mnie, Jezu!”

W pewnym momencie zauważył w otaczającej go ciemności maleńkie światełko, jakby ledwie widocznej gwiazdy, która powoli stawała się coraz jaśniejsza i większa. Sprawiała wrażenie, że zbliża się do niego z wielką prędkością.

Zafascynowany jej blaskiem nie mógł od niej oderwać wzroku. Światło to było jaśniejsze od słońca czy błyskawicy i piękniejsze od czegokolwiek, co do tej pory widział. Kiedy do niego dotarło, zorientował się, że nie jest to żadna gwiazda, tylko żywa Osoba, która emanuje niesamowitym światłem miłości. To był zmartwychwstały Jezus Chrystus, Zbawiciel i Pan całego wszechświata.

Howard Storm został ogarnięty Jego miłością. W jej świetle ujrzał ogrom swoich grzechów, całe zło spowodowane przez jego ateizm, ale pomimo bólu wynikającego z prawdy o sobie, czuł, że jako marnotrawny syn jest kochany miłością, która przebacza wszystkie grzechy, leczy największe rany i przywraca utraconą godność dziecka Bożego. Zrozumiał, że jedynym koniecznym warunkiem, aby to mogło się stać, jest ufność i zgoda człowieka, aby Chrystus mógł go kochać i uzdrawiać.

Howard doświadczył miłości i miłosierdzia Boga w sposób tak intensywny, że nie znalazł w ogóle słów i porównań, aby swoje przeżycie wyrazić ludzkim językiem. Płakał ze szczęścia i z żalu za grzechy. Czuł się kochany, akceptowany mimo swoich licznych grzechów. Jezus Chrystus wziął go w swoje ramiona, aby go przenieść z tej mrocznej i budzącej grozę rzeczywistości, która prowadziła wprost do piekła. Storm miał wrażenie, jakby Zbawiciel pokonał nieskończony dystans oddzielający światło od ciemności, miłość od nienawiści, prawdę od kłamstwa, wolność od całkowitego zniewolenia.

W tej nowej, niewyobrażalnie pięknej rzeczywistości, w której życie jest miłością, Storm czuł się bardzo onieśmielony i zawstydzony stanem swojego człowieczeństwa. Czuł się w obliczu świętości Boga jak ohydna szmata, którą trzeba wyrzucić do śmieci. Wiele razy w swoim życiu nie tylko zaprzeczał, ale i drwił z prawdy, że Bóg istnieje i jest Miłością. Tysiące razy używał imienia Boga jako przekleństwa. Chciał być jedynym centrum całego wszechświata i samemu decydować o tym, co jest dobre, a co złe, kierując się jedynie egoizmem.

Mając świadomość tych oraz innych, popełnionych przez siebie grzechów, pomyślał, że znalazł się tu przez pomyłkę. I wtedy usłyszał słowa Jezusa kierowane bezpośrednio do jego umysłu:

„To nie jest pomyłka, właśnie tutaj ma być twoje miejsce. Musisz się jeszcze przygotować, dojrzeć i oczyścić”.

Na prośbę Jezusa pojawiły się jasne istoty, promieniujące radością i miłością. Były to duchy czyste, anioły, które komunikowały się przez bezpośrednie przekazywanie myśli. Cokolwiek Storm pomyślał, one natychmiast o tym wiedziały. Jego bezpośredni opiekun, Anioł Stróż, oznajmił mu, że musi wrócić do ziemskiego życia, że nie jest jeszcze gotowy, aby przejść do wieczności. Uświadomił mu również, że Pan Bóg obdarzył wszystkich ludzi zdolnością do przyjęcia lub odrzucenia Jego miłości, która jest całkowicie wolnym i bezinteresownym darem, dlatego może być tylko przyjmowana w całkowitej wolności, przez ufną i szczerą modlitwę.

Z tego powodu właśnie ludzie powinni się dużo modlić. Anioł Stróż tłumaczył również Stormowi, żeby kochając, nie oczekiwał jakiejś nagrody lub innych korzyści, tylko pragnął jednego – by w całkowitej wolności akceptował i wypełniał Bożą wolę, bo tylko w ten sposób będzie stawał się dzieckiem Boga i szedł najprostszą drogą do nieba.

CAŁKIEM NOWE ŻYCIE
Kiedy Anioł Stróż skończył mówić, Howard zorientował się, że leży w łóżku i jest już po operacji, a pielęgniarka przemywa ranę pooperacyjną na jego brzuchu ciepłą wodą z mydłem.

To doświadczenie z pogranicza śmierci całkowicie zmieniło Storma, całą jego dotychczasową hierarchię wartości i sposób myślenia. Z ateisty stał się człowiekiem żywej wiary i modlitwy. Do dnia dzisiejszego Howard Storm nieustannie daje świadectwo, że tylko ufając i wierząc Bogu, człowiek staje się rzeczywiście wolnym i zdolnym do bezinteresownej miłości, i że tylko wtedy, gdy jednoczy się z Bogiem przez wiarę, która działa przez miłość, człowiek osiąga prawdziwe szczęście, staje się świętym, a więc idzie drogą, która prowadzi prosto do nieba.

Ks. Mieczysław Piotrowski

logo

Komentarze

andrzejhahn32019.03.27 17:24
ale jaja................nacpali klienta a on myslal ze jest w niebie............
Max Fiendlich2019.03.26 22:26
Czego to umierający mózg nie jest w stanie wyimaginować :-D
KRZYSZTOF2019.03.27 9:24
Mozg to umiera z glupoty,dziadostwa,braku poczucia wlanej wartosci,pornografii-braku Boga w zyciu.
andrzejhahn32019.03.27 17:25
o jakim ty prawisz bogu .w historii ludzkosci bylo ich tysiace
Krzysztof2019.03.26 22:11
Kocham Jezusa i zostanę zbawiony!
gośka2019.03.26 21:30
dusze w piekle nie są agresywne...to szatani byli...macie niewłaściwe pojęcie o duszach w piekle...dlatego nie wynagradzacie za ich grzechy bo uważacie, że Was zaatakują...ale to szatan atakuje bo mocne je trzyma w swoich rękach...piekielnicy są bezbronni
edi2019.03.26 18:28
JEZUS JEST PANEM, Jedynym bytem (osobą) we wszechświecie KTÓRA NIC OD NIKOGO NIE CHCE, WSZYSTKO POSIADA - JEST ŹRÓDŁEM WSZYSTKIEGO - MIŁOŚCI, WOLNOŚCI, WSZELKIEGO DOBRA - DAWCA WSZYSTKIEGO - ON MOŻE TYLKO DAWAĆ - NIE ZABIERAĆ - DLATEGO JEZUS JEST MOIM PANEM - czy Twoim również ? - nie bój się otwórz swoje serce i zaproś Jezusa - ON PRZYJDZIE - KOCHAM CIĘ JEZU !
anonim2019.03.26 18:39
To dlaczego są organizowane przez KK, imprezy wielbiące PANA.
Magda2019.03.27 23:07
NIE WIESZ DLACZEGO SĄ ORGANIZOWANE?? PRZECIEŻ JASNO NAPISAŁA "edi" ! A MY ZA TO WSZYSTKO, CO NAM JEZUS DAJE, WIELBIĄC , DZIĘKUJEMY DLA PANA JEZUSA! OTWÓRZ SIĘ, NIC NIE TRACISZ! A ZYSKASZ WIELE.
KRZYSZTOF2019.03.26 18:04
Nie zaden klasyczny przypadek tylko fakt ,ze dla Boga wszyscy jestesmy wazni.Kazdy ma szanse do konca,77 razy,co nie oznacza beztroskiego i grzesznego zycia.Wazne jest postanowienie poprawy i zal za wyzadzone zlo.Bez zadnej filozofii.Bog objawil sie prostaczkom,a nie domoroslym filozofom dajacym rade innym,tylko nie sobie/majacym balagan w glowie/.Jest tam zaznaczony prosty przekaz:w pewnym momencie uslyszal wewnetrzny glos wzywajacy go do modlitwy i prosby o pomoc.TO JEST PRZELOMOWY MOMENT.Sila woli zaczal sie modlic,prosic Boga o pomoc,Ale to byla JEGO WOLA,jego wybor.To jest tajemnica BOZEGO MILOSIERDZIA.
Dominik2019.03.26 13:52
Czyli prawdziwy kościół to nie Katolicki, a protestancki Zjednoczony Kościół Chrystusa znany jako jeden z najbardziej liberalnych Kościołów na świecie. W 2004 jako pierwszy Kościół chrześcijański w USA opowiedział się za małżeństwami osób tej samej płci. I to do niego Jezus osobiście go sprowadził :D Strzał w kolano Frondo :D
Magda2019.03.27 22:58
" Dominik!" JAK ŚMIESZ! To jest kłamstwo obrzydliwe! Pan Jezus jasno w Biblii określił, że brzydzi się grzechem sodomim, czyli m. innymi takimi związkami! Słowo Boże jest niezmienne! WIĘC NIE MÓGŁ POZWOLIĆ NA TAKI PSEUDO-KOŚCIÓŁ! JAK CI TO WOGÓLE MOGŁO PRZEJŚĆ PRZEZ MYŚL!
Jacek N.H.2019.03.26 12:57
Albercie bibliofilu, Jestem "pewien", że w swoich bibliofilskich zbiorach posiadasz ostatnie wydanie Encyclopedia Britannica oraz polską encyklopedię, nie będzie ci trudno odszukać i podać nazwiska noblistów-ateistów. Nie wierzę w twoją znajomość jęz. angielskiego, nie wierzę, że posiadasz wspomniane książki, nie ma znaczenia czy byłeś w Australii czy targowisku we Włochach, tych podwarszawskich. Stając niejako w "obronie erazmusa" dałem ci link do wypowiedzi, jakby nie było, utytułowanych ateistów. Odrzuciłeś je nie czytając. Statystyka, mówiąca o procentowo dużym ateiźmie pośród naukowców w żaden, powtarzam, w żaden sposób nie odzwierciedla noblistów i ich ewentualną afiliację religijną. Bowiem nobliści to indywidualności a nie statystyka. Zapoznaj się z pojęciem 'Statistical Anomaly'. Sobą potwierdziłeś stereotyp prymitywnego ateisty, bez wychowania, bez wiedzy, bez umiejętności prowadzenia kulturalnej dyskusji. Masz racje, źle trafiłem, blog publikacji katolickiej okazał się przystankiem dla palantów - jerk offs speaking politely, and as such, from now on, you'll will be treated accordingly.
Albert2019.03.26 13:20
Wróć do tamtego tematu i przeczytaj to, co w nim napisałem. Także w odniesieniu do twoich "rewelacji". Powtarzać się nie zamierzam - jeśli nie zrozumiałeś, to już twój problem, a nie mój.
Jacek N.H.2019.03.26 13:53
You're a jerk offs and as such, from now on, you'll will be treated accordingly.
Albert2019.03.26 14:00
Muszę ci przyznać rację. Napisałeś w poprzednim komentarzu, że "blog publikacji katolickiej okazał się przystankiem dla palantów". To prawda. Jesteś najlepszym przykładem na słuszność tej tezy.
Jacek N.H.2019.03.26 14:37
Czytałem co i jak piszesz i założyłbym się, że nosiłeś sutannę. Tylko tacy zamieniaja się we wściekłe antyklerykalne psy. Jak Rozenek. Zajrzyj do księgarń, do bibliotek weź coś do czytania, mogę ci podać listę obowiązkowych lektur dla początkującego ateisty. Nabraleś się na mnie, ale to już historia. Blog is "like box of chocolate you never know what you gonna get" - F. Gump.
Albert2019.03.26 16:02
Chyba mnie gościu pomyliłeś z kimś innym. Ja te twoje śmieszne wywody rozdeptałem, przeżułem i spuściłem w toalecie. Nie potrafiłeś podać żadnego argumentu, nie dysponujesz choćby szczątkową wiedzą na temat, w którym zabrałeś głos, a teraz jeszcze łazisz za mną po zupełnie innych wątkach i sączysz jakieś swoje absurdalne teoryjki. Na dodatek jeszcze identycznie kaleczysz zarówno język polski, jak i angielski, więc podejrzewam, że jesteś kolejnym alter ego słowiczka poznańskiego. Krótko mówiąc, źle trafiłeś czepiając się właśnie mnie. Trochę za wysokie progi jak dla ciebie.
Stachu2019.03.26 12:15
> Kiedy Anioł Stróż skończył mówić Normalnie Star Trek i Gwiezdne Wojny w jednym. Przecież w środowisku pozbawionym powietrza głos i dźwięki się nie przenoszą. W przeciwieństwie do Star Treka i Gwiezdnych Wojen właśnie, tam nie ma tego rodzaju problemów. A czy ów "anioł stróż" miał skrzydła wystające z pleców, takie jak na wizerunkach bogów Anunnaki? Po pierwsze - istota humanoidalna o takich proporcjach budowy ciała i o takich skrzydłach nie mogła by latać w ziemskim ciążeniu i w ziemskiej atmosferze. Po drugie - same skrzydła wyrastające w tym miejscu wymagałyby do ich sprawnego poruszania masy mięśniowej takich rozmiarów, że "anioł stróż" przypominałby raczej ludzika z reklamy francuskiego producenta opon. > Były to duchy czyste, anioły, które komunikowały się przez bezpośrednie przekazywanie myśli. I nie miały przypadkiem dużych skośnych oczu o kształcie migdałów i jednolitej czarnej barwie, bez wyróżniających się źrenic? ;-)
John Harry2019.03.26 11:51
Dlaczego Bóg kocha ateistów? Bo nie zawracają mu głowy swoimi problemami.
NwMRobi2019.03.26 12:03
Bóg kocha wszystkich! Nawet wypisujących mało śmieszne i zawierających nieprawdę żarty. ;-)
NwMRobi2019.03.26 11:50
Doświadczenie spotkania z Jezusem w Światłości nie musi być doświadczeniem śmierci klinicznej czy w sytuacji zagrożenia życia. Takie doświadczenie realnego spotkania może zdarzyć się zdrowemu młodemu mężczyźnie około 18 roku życia. Dotyczyło ono mnie, a zdarzyło się podczas snu. Odkryłem później, że to był Jezus Miłosierny i Zmartwychwstały. Tak w tym słynnym obrazie jest ten sam, to On! To Jego Osoba. Ekstaza i brak słów, by opisać Bożą Miłość, która przenika człowieka w trakcie tego doświadczenia, które wydaje się być realniejszym niż jawa. Rano zastanawiałem się nad reakcją, czy już powinienem odejść, bo chyba byłoby właściwym po takim doświadczeniu już na zawsze w tym zostać. Z jakiegoś powodu jednak żyłem w ciele tu i teraz, i skoro tak to dobra; widać tak powinno być, przyjąłem to jako normę. Umocniony dziękuję Bogu i życzę każdemu doświadczenia spotkania z Miłością.
Richelieu 2019.03.26 12:19
Sny nie są wiarygodne, bo we śnie można być wszędzie, spotkać każdego, ufoludki, dinozaury itp. Czym innym byłoby spotkanie z Jezusem w rzeczywistości, potem przejście pozytywne badań psychiatrycznych i dopiero wtedy dana wizja może być wiarygodna
anonim2019.03.26 18:31
No i wypicie kawy z Jezusem.
gość102019.03.26 11:41
i w tym momencie runęła cała nauka kościoła, bo jeśli ateiście wystarczyła jedna modlitwa i to po śmierci to po co chodzenie na msze, spowiedź, modlitwy i wiele innych praktyk religijnych? Frondo przyczyniłaś się do tego że ludzie odejdą właśnie od tych rzeczy bo pomyślą że każdy idzie do nieba. zbyt piękne żeby było prawdziwe. w dodatku dość niebiblijne.
NwMRobi2019.03.26 12:00
Nie masz racji Przyjacielu. Ten pan dostał tylko łaskę poznania swego stanu, stanu duszy i wizje miejsca, w którym chce go widzieć Bóg. Ta modlitwa jeszcze nie gwarantuje mu wejścia do Nieba. Ze świadectwa nie wynika, że każdy idzie do Nieba. Przez brak w życiu ateisty "tych rzeczy" właśnie stanął on przed perspektywą wiecznego potępienia. Interwencja Boga dopiero zmieniła życie ateisty i spowodowała wejście "w te rzeczy", Pozdrawiam Cię i życzę Bożej Miłości w sercu.
Magda2019.03.27 23:26
"NwMRobi" ! NAWET NIE WIESZ JAK BARDZO CI DZIĘKUJĘ ZA TO WSPANIAŁE ŚWIADECTWO WIARY! JAK MIŁO BYŁO TO CZYTAĆ, MĄDRZE TO UJĄŁEŚ . JESTEŚ MŁODYM CZŁOWIEKIEM ,TAK JAK TU PISZESZ ! ŻYCZĘ ŻEBY WIELU W TWOIM WIEKU MIAŁO TAK SILNĄ WIARĘ AŻ DO KOŃCA DNI. Wyznaję zasadę i tego nauczyłam dzieci: JEŻELI BÓG JEST NA PIERWSZYM MIEJSCU W ŻYCIU, TO WSZYSTKO INNE JEST NA WŁAŚCIWYM MIEJSCU! Pozdrawiam serdecznie.
Stachu2019.03.26 12:19
W sumie czemu nie - ja również zwykłem powtarzać, że bardzo chętnie zostanę katolikiem minutę po mojej śmierci. Mam jednak nadzieję, że do tego nie dojdzie, bo przecież chrześcijańskie "niebo" to przerażająca totalitarna wizja przy której blednie sowiecki system GULag.
ed2019.03.26 17:18
Wiesz, produkujesz się na tym portalu, wymądrzasz. Wydaje ci się, że już wszystko wiesz. Jak trochę zmądrzejesz, to uzmysłowisz sobie, że ta mądrość twoja jest blada. Jeszcze jedno, po śmierci nie chciałbym trafić do twojego "nieba".
Albert2019.03.26 10:44
Czyli klasyczny przypadek NDE opisany przez kogoś wierzącego i niemającego pojęcia o tym, czym tak naprawdę jest NDE. Bajki o ateizmie Storma można spuścić w kiblu.
darek2019.03.26 10:58
Udowodnij, że Storm nie był ateistą. O Stormie może znaleźć wiele informacji w sieci. Wszystkie potwierdzają to, co zostało wyżej opisane.
Albert2019.03.26 11:06
Stał się fanatycznym katolikiem, co oznacza, że wcześniej nie mógł być ateistą. Ateiści nie zaczynają wierzyć w boga bez powodu.
MAGDA2019.03.27 2:30
ALBERT! Przecież ten ateista Howard Storm, miał wielki powód! Był w obliczu śmierci! Czy to mało? Nie wierzysz nam,to uwierz ateiście! Co cie to kosztuje,! Dokładnie przeczytaj ten artykuł, bo Howard dużo wyjaśnia i tak samo myślał i bluźnił jak wy tutaj! P.s. A dlaczego napisałeś swoje imię z dużej litery? Wiem, bo nazwy imion, nazwiska, nazwy własne itd. piszemy dużą! A więc dlaczego z pogardą napisałeś BOGA z małej? To jest ta sama zasada przecież! W szkole uczyli pisowni ! A oprócz tego : TO JEST BÓG WSZECHMOGĄCY! CZY WAM SIE TO PODOBA CZY NIE, TO TAK JEST! i NIC TEGO NIE ZMIENI! JAK ATEISTA STANĄŁ PRZED BOGIEM I MY WSZYSCY STANIEMY, WIERZĄCY I NIEWIERZACY, OBY NIE BYŁO ZA PÓŹNO! Pomyśl proszę!
Albert2019.03.27 10:52
Po pierwsze, też byłem kiedyś w stanie śmierci klinicznej przez kilka minut, też zaliczyłem NDE i jakoś nie uwierzyłem w żadnego boga. Po drugie, napisałem z małej litery, bo nie chodziło mi o konkretnego boga chrześcijan, tylko o dowolnego. Czy to Jahwe, czy Allah, Tor, Wielki Manitou, czy jakiegokolwiek innego. Nie próbuj więc mnie więcej pouczać na temat prawidłowej pisowni - zamiast tego czytaj ze zrozumieniem. Po trzecie, nikt nie stanie przed żadnym bogiem, bo żaden bóg nie istnieje. Szkoda więc czasu na zajmowanie się takimi pierdołami.
Magda2019.03.27 22:48
Albert!"! Nie wiem kim jesteś i ile masz lat ! Sadząc po twoich wypowiedziach widać, że jesteś bardzo zagorzałym jakby stalinowskim komunistą na zasłużonej emeryuturze. Bez obrazy, ale wychodzi, że masz bardzo sprany umysł! Mylę się? Mówisz poprostu :" Nie, bo nie! Ja nie zamierzam cie nawracać! Natomiast wiem, że BYŁ i JEST BÓG WSZECHMOGĄCY, STWORZYCIEL NIEBA I ZIEMI ! Mam propozycję, jeżeli udowodnisz, że Boga nie ma, to ci uwierzę. Tylko musisz mieć dowody, fakty! OK?? CZEKAM
obserwator2019.03.26 11:07
bo gdy spada samolot nie ma juz ateistow, gdy trzeba wniesc fortepian na 4te piatro nie ma juz feministek :) jak mawial klasyk Korwin
Stachu2019.03.26 12:21
To wnieś samodzielnie fortepian na 4 piętro. Albo chociaż lodówkę.
Maria Błaszczyk2019.03.26 17:46
Co ma feminizm, czyli taki bardzo radykalny pogląd, że kobiety są ludźmi, do wnoszenia gdziekolwiek fortepianów??? Czy odmawiasz prawa do równej płacy człowiekowi dlatego, że cierpi na dystrofię mięśni i nie dość, że fortepianu nigdzie nie wniesie, to nawet takiej zabawki dla dzieci? Czy uważasz, że jak się osoby bez nóg nie bije, to jej wątroba gnije? Człowiek bez nóg również nie jest dobry w noszenie fortepianów, nawet jeśli jest mężczyzną...
Auferetur Inferunt Insaniam2019.03.26 12:03
Tak, klasyczne NDE. Dodam tylko, że można przeżyć podobne atrakcje bez ND, wystarczy OBE, wyćwiczone np. poprzez praktykowanie LD. Ja polecam techniki WILD, trzeba mieć jaja bo atakują hipnagogi, ale efekt powala. Naprawdę warto.