Sędzia Aileen Cannon uzasadniała wyrok, podkreślając – jak relacjonuje agencja Reutersa – że oskarżony „uczestniczył w obmyślonym i wyrachowanym planie pozbawienia życia”. Prokurator John Shipley argumentował, iż motywem było „zburzenie amerykańskiej demokracji”, wnioskując o karę dożywocia bez możliwości zwolnienia warunkowego.
Jak z kolei podała agencja Associated Press, obrona domagała się 27 lat więzienia, wskazując na wiek oskarżonego, jednak sąd nie uwzględnił tego argumentu. Routh nie przyznał się do winy, sam reprezentował się przed sądem i utrzymywał, że „nikt nie pociągnął za spust”, więc – w jego ocenie – nie doszło do przestępstwa. Podczas ogłaszania wyroku wygłosił chaotyczne przemówienie, sugerując nawet możliwość wymiany na więźniów politycznych przetrzymywanych za granicą.
Śledczy przypomnieli, że zamach został udaremniony przez funkcjonariusza United States Secret Service, który oddał strzał ostrzegawczy, zmuszając napastnika do porzucenia broni i ucieczki. Ława przysięgłych uznała Routha za winnego wszystkich zarzutów, w tym napaści na funkcjonariusza federalnego oraz naruszeń przepisów o broni palnej.
W toku procesu ujawniono także jego kryminalną przeszłość – od zbrojnego zabarykadowania się przed policją na początku lat 2000., po kradzieże na dużą skalę dekadę później. Prokuratura wskazywała również na próby werbowania ochotników do walki na Ukrainie, co miało dowodzić jego skłonności do przemocy i działań paramilitarnych.
