Jedna z pokrzywdzonych z Kołobrzegu stwierdza, że za niedokończony dom w stanie surowym straciła ponad 200 tys. zł, a nowa ekipa musiała rozebrać wadliwie postawione ściany i fundamenty. Podobne historie pojawiły się w Koszalinie, gdzie klientka po zapłaceniu kilku tysięcy złotych odkryła, że dach wykonano niezgodnie ze sztuką budowlaną i przeciekał przy pierwszym silniejszym wietrze.
Po interwencji dziennikarzy sprawą ponownie zajęła się prokuratura w regionie Koszalina, uznając wcześniejsze umorzenie za przedwczesne i zapowiadając przesłuchania kolejnych świadków. Prawnik Aleksander Bolko ocenił, że w opisanych przypadkach można mówić o klasycznym oszustwie i uczynieniu z takiego procederu stałego źródła dochodu, co – jeśli się potwierdzi – może oznaczać surowszą odpowiedzialność karną.
Dodatkowo ustalono, że mężczyzna miał przyjmować zlecenia także poza Polską, m.in. w Niemczech. Reporterzy pojechali pod adresy podawane w umowach – zarówno w Kołobrzegu, jak i w rejonie Świdwina – lecz nikt nie otworzył drzwi. Sąsiedzi twierdzą, że mężczyzna często zmienia miejsca pobytu, nocując tam, gdzie akurat prowadzi roboty.
Eksperci radzą, aby w takich przypadkach przed podpisaniem umowy dokładnie sprawdzać wykonawcę w rejestrach firm, żądać referencji oraz unikać wysokich zaliczek bez zabezpieczeń w postaci harmonogramu prac i kar umownych. Sprawę nagłośnił portal Polsat News, który zapowiada dalsze ustalenia.
