Od miesięcy rosyjski sektor naftowy znalazł się pod presją, jakiej nie były w stanie wywołać nawet najbardziej dotkliwe sankcje Zachodu. W samym listopadzie 2025 roku przeprowadzono 41 ataków na cele uznawane za legalne z punktu widzenia prawa wojennego: obiekty kompleksu wojskowo-przemysłowego, magazyny paliw, terminale logistyczne oraz rafinerie ropy naftowej. Użyto zarówno dronów dalekiego zasięgu, jak i pocisków balistycznych.

Skutki były natychmiastowe. W Rosji wzrosły ceny benzyny i oleju napędowego, pojawiły się lokalne braki paliw, a największe koncerny – na czele z Rosnieftem i Łukoilem – zaczęły liczyć straty idące w dziesiątki miliardów dolarów. Spadły wpływy eksportowe, a budżet państwa, którego około jedna trzecia opiera się na petrodolarach, zaczął się gwałtownie kurczyć.

Jak podkreśla Kyryło Budanow, były szef ukraińskiego wywiadu wojskowego, a dziś wysoki urzędnik administracji prezydenckiej:

„Ukraińskie ataki na rafinerie wyrządziły rosyjskiej gospodarce większe szkody niż wiele zachodnich sankcji. To bezpośredni cios w dochody finansujące wojnę”.

W innym miejscu dodaje wprost: „To po prostu matematyczna prawda – działania bezpośrednie przyniosły większy efekt niż jakakolwiek inna forma nacisku ekonomicznego”.

Lista uderzeń, które sparaliżowały sektor paliwowy

W ostatnich miesiącach ukraińskie drony i rakiety dosięgły kluczowych punktów rosyjskiej mapy energetycznej. Atakowane były m.in.:

  • Rafineria Ropy Naftowej w Syzranie,
  • Rafineria Ropy Naftowej w Wołgogradzie,
  • Rafineria Ropy Naftowej w Saratowie,
  • Rafineria ropy naftowej w Uchcie,
  • Rafineria Ropy Naftowej w Samarze (oddalona o ok. 1000 km od Ukrainy),
  • Rafineria Ropy Naftowej w Krasnodarze,
  • Rafineria Naftowa w Riazaniu,
  • Rafineria ropy naftowej Afipski,
  • Rafineria Naftowa Ilski,
  • Rafineria ropy naftowej w Ufie.

Według rosyjskich szacunków nawet 40 procent wszystkich rafinerii w kraju – a jest ich mniej niż czterdzieści – częściowo lub całkowicie wstrzymało produkcję. Zakłócenia w rafinacji automatycznie przełożyły się na problemy logistyczne armii: brak paliwa oznacza mniejszą mobilność wojsk, wyższe koszty utrzymania sprzętu i ograniczenie zdolności ofensywnych.

Budżet pod ścianą

Konsekwencje widać także w dokumentach finansowych samej Rosji. Podwyższenie podatku VAT z 20 do 22 procent stało się czytelnym sygnałem, że budżet federalny traci płynność. Projekt budżetu na 2026 rok zakłada wzrost wydatków o 4 procent PKB – około biliona dolarów, których realnie już brakuje. Straty spowodowane atakami na infrastrukturę paliwową rosyjscy ekonomiści szacują na około 100 miliardów dolarów.

Rosja została również zmuszona do sprzedaży ropy i produktów naftowych z rekordowymi rabatami sięgającymi 40 procent. Co znamienne, nawet przy takich zniżkach część nabywców – m.in. w Indiach i Chinach – zaczęła rezygnować z zakupów, dywersyfikując dostawy w stronę Arabii Saudyjskiej i innych producentów. W efekcie mit Rosji jako „energetycznego supermocarstwa” zaczął się kruszyć.

Od eksportera do importera

Katastrofalny okazał się też wpływ uderzeń na rynek wewnętrzny. Duma Państwowa zawiesiła eksport benzyny i oleju napędowego, próbując ratować sytuację w kraju. Moskwa została zmuszona do importu paliw – m.in. z Białorusi i regionów takich jak Tatarstan – co jeszcze kilka lat temu wydawało się nie do pomyślenia dla państwa aspirującego do roli globalnej „stacji benzynowej”.

Skutki dotknęły nawet programów socjalnych związanych z wojną. Władze Republiki Sacha (Jakucji) ogłosiły wstrzymanie wypłat dla uczestników tzw. „specjalnej operacji wojskowej”, tłumacząc to brakiem środków. To właśnie w tym regionie ukraińskie drony zdołały uderzyć w infrastrukturę paliwową, pokonując dystans ponad 2000 kilometrów.

Koniec mitu petroimperium?

Wszystko to prowadzi do zasadniczego pytania o przyszłość rosyjskiego sektora naftowego. Rok 2025 pokazał, że model gospodarki opartej na eksporcie surowców jest wyjątkowo podatny na nowoczesną wojnę precyzyjną. Jak podsumowuje Dmitry Snegirev, Federacja Rosyjska znalazła się w sytuacji, w której jej petroimperium przestaje być filarem potęgi, a staje się strategiczną słabością. Jak oceniają eksperci, jest to zmiana, która będzie miała konsekwencje wykraczające daleko poza bieżący konflikt.