Jak podaje wydanie The Japan Times, przedstawiciele trzech azjatyckich państw – Chin, Korei Południowej i Japonii na wspólnym spotkaniu uzgodnili wspólną strategię przeciwdziałania Stanom Zjednoczonym w zapowiadanej przez amerykańską administrację wojnie handlowej. Zapowiedziana również została aktywizacja rozmów o strefie wolnego handlu (FTA), która może być odpowiedzią tych państw na demontaż dotychczasowego globalnego porządku ze strony USA.

Należy zwrócić uwagę na to porozumienie i sposób, w jaki wypowiadają się strony tego porozumienia, ponieważ jest to jedna z pierwszych wskazówek, że plan przebudowy światowego porządku, jaki zbudował sobie Waszyngton może wcale nie pójść po myśli Amerykanów. Kiedy w 2024 Donald Trump doszedł do władzy w USA, wielu komentatorów sugerowało, iż nadchodzi nowa epoka pragmatyzmu i relacji opartych na wzajemnych interesach. Stany miały zostawić sprawy europejskie Europejczykom i skoncentrować się na głównym swoim celu, którym były Chiny, koncentrując swoje zasoby i swoich sojuszników na przeciwdziałaniu temu państwu.

Rozległa sieć sojuszy amerykańskich z długotrwałą tradycją, wzajemnym zaufaniem i ścisłą koordynacją działań, była zawsze postrzegana jako jeden z głównych atutów amerykańskich w możliwym starciu z ChRL. Mimo to obserwujemy w tej chwili proces burzenia tej sieci sojuszy bezpośrednio przez samych Amerykanów. Administracja Donalda Trumpa najwyraźniej zdecydowała, że przebudowę porządku światowego zacznie nie od swoich wrogów, tylko właśnie od sojuszników.

Stany Zjednoczone uznały, że ich dominacja nad zaprzyjaźnionymi państwami jest tak duża, ich zależność od USA jest tak wielka, że są w stanie bez trudu wymuszać na nich nowy korzystny dla siebie układ bez większego wysiłku. A to skutkowało wykreowaniem skrajnie aroganckiej i agresywnej postawy wobec wczorajszych sojuszników, jak w Europie tak i w Azji. Zamiast tego, żeby prowadzić racjonalną politykę, dając pewne preferencje lojalnym wobec siebie krajom i odbierając je tym, kto nie chce być w tym nowym świecie po stronie USA, zamiast tego by zmobilizować swoje sojusze i skierować je przeciwko swoim rywalom, Stany Zjednoczone brutalnie atakują kraje jeszcze wczoraj sobie przyjazne, żądając pełnego podporządkowania się. Próbując obniżyć status niektórych z nich do zwykłych kolonii. 

Takie podejście w praktyce może mieć efekt odwrotny od zakładanego przez Amerykanów. Tak arogancka postawa bazująca najwyraźniej na przeświadczeniu, iż sojusznicy nie będą mieli innego wyjścia, może skutkować nie podporządkowaniem się, tylko rewoltą amerykańskich sojuszników. Skutkować rujnacją relacji z nimi i nawet chęcią porozumieć się z przeciwnikami USA bez udziału Amerykanów.

Oczywiście zależność Europy, Japonii czy Korei Południowej od USA nigdzie nie zniknie. Ale kraje te mogą powoli, krok za krokiem odchodzić od USA i szukać dla siebie alternatyw. I nawet jeżeli dziś wydaje się że alternatywy te nie istnieją, jutro sytuacja może się zmienić. Ponieważ Stany Zjednoczone same tworzą pustkę, którą z pewnością zapełni jakaś inna siła. W najgorszym dla USA wypadku siłą tą może być ten sam główny rywal, czyli Chińska Republika Ludowa. 

Arogancja i nieprawidłowa ocena własnych sił i zdolności nierzadko bywa przyczyną niepowodzenia.