Na początku ub. miesiąca Sejm przyjął tzw. ustawę o mowie nienawiści, która poszerza katalog przestępstw z nienawiści o nowe przesłanki: orientację seksualną, wiek, płeć i niepełnosprawność. Przestępstwa te mają być ścigane z urzędu. Przeciwko ustawie protestuje wiele środowisk, które alarmują, że w rzeczywistości stanie się ona narzędziem do karania krytyki postulatów ruchu LGBT. O losie projektu zdecyduje prezydent, który odniósł się do sprawy na antenie Telewizji Trwam.
- „Przede wszystkim to jest bardzo charakterystyczne, że te właśnie lewicowo-liberalne prądy, które tak głośno krzyczą o tolerancji, różnorodności, są pierwsze do tego, żeby blokować możliwość wypowiadania się, są pierwsze do tego, żeby racjonować język, definiować go tak, jak oni sobie tego życzą, a jednocześnie karać za każde odstępstwo z ich zdaniem jedynej właściwej poprawności politycznej w języku”
- powiedział.
- „Nic bardziej mylnego, nigdy się z tym nie zgadzam”
- dodał.
Podkreślił, że „to jest nie tylko ograniczenie wolności słowa w ogromnym stopniu, to jest próba odebrania nam jej tak naprawdę, wepchnięcia nas w ten liberalno-lewicowy profil posługiwania się jakąś kompletną nowomową, w której pojawia się mnóstwo nowych słów”.
- „To jest cały czas próba budowania świata, języka, na kłamstwie, na nadawaniu nowego znaczenia pojęciom, które są ugruntowane”
- dodał.