21.05.17, 14:15zdj. własne

Jan Maria Jackowski dla Frondy: Timmermans- 'pudło rezonansowe' eurokratów

Joanna Jaszczuk, Fronda.pl: Szef Rady Europejskiej, Donald Tusk niedawno groził Polsce konsekwencjami za nieprzyjęcie imigrantów. Chce działać przeciwko Polsce, tymczasem politycy Platformy Obywatelskiej już mówią o nim jako kandydacie na prezydenta w wyborach w 2020 roku. Czy jednak Polacy „nabiorą się” na to?

Senator Jan Maria Jackowski, PiS: Stanowisko, jakie w sprawie nielegalnych imigrantów przyjmuje pan przewodniczący Donald Tusk wskazuje, że nie reprezentuje on interesów państwa polskiego w strukturach unijnych, ale jest przede wszystkim rzecznikiem interesów biurokracji europejskiej oraz Niemiec i innych państw popierających politykę niemiecką w sprawie imigrantów. Donald Tusk spowodował, że w 2015 roku ówczesna premier Ewa Kopacz zgodziła się na przyjęcie siedmiu tysięcy nielegalnych imigrantów. Widać wyraźnie, że szef Rady Europejskiej bardziej reprezentuje interesy obce, niż interesy państwa polskiego. Jako człowiek niewątpliwie inteligentny chyba zdaje sobie już też sprawę, że podkopuje to jego szanse w przypadku potencjalnego startu w wyborach prezydenckich w 2020 roku, ponieważ zdecydowana większość Polaków absolutnie sprzeciwia się przyjmowaniu do kraju w sposób narzucany odgórnie przez biurokrację europejską nielegalnych imigrantów w formie przymusowych kontyngentów. Obecną sytuację należy bowiem ocenić również z tego punktu widzenia.

Rząd polski ma natomiast jednoznaczne stanowisko w tej sprawie: nie wyraża zgody na przebywanie na terytorium Rzeczypospolitej narzucanych odgórnie kwot imigrantów, a gdyby Komisja Europejska chciała eskalować ten spór- jest gotowy iść przed stosowne trybunały europejskie oraz do sądów i tam bronić racji państwa polskiego.

Jakoś nie słyszymy podobnie ostrych wypowiedzi Donalda Tuska pod adresem państw, które są zwolennikami projektu Nord Stream 2- raczej dość niekorzystnego dla Polski...

Może to wskazywać, że Donald Tusk jest przedstawicielem eurokratów, brukselskich „mandarynów” oraz Niemiec i państw popierających je w tej kwestii, oddelegowanym do  neutralizowania, pacyfikowania czy wręcz działania na szkodę Państwa Polskiego, na wypadek, gdyby ośmieliło się bronić swojej suwerenności i mieć własny pogląd w kwestii bezpieczeństwa Polaków i bezpieczeństwa naszego państwa.

Czy można mówić, że jest to polityk „antypolski”?

Pamiętny jest przede wszystkim tekst Donalda Tuska z końca lat 80., „Polak rozłamany”, opublikowany w miesięczniku „Znak”. W tekście tym dzisiejszy szef Rady Europejskiej zastanawiał się wówczas, czym właściwie jest „polskość”: (...)gdzieś w oddali przetaczają sie husarie i ulani, powstańcy i marszałkowie, majaczą Dzikie Pola i Jasna Góra, dziejowe misje, polskie miesiące, zwycięstwa i klęski. Zwycięstwa? Jak wyzwolić się z tych stereotypów, które towarzyszą nam niemal od urodzenia, wzmacniane literaturą, historią, powszechnymi resentymentami? Co pozostanie z polskości, gdy odejmiemy od niej caly ten wzniosło-ponuro-śmieszny teatr niespełnionych marzeń i nieuzasadnionych rojen? Polskość to nienormalność -takie skojarzenie narzuca mi się z bolesną uporczywością, kiedy tylko dotykam tego niechcianego tematu. Polskość wywołuje u mnie niezmiennie odruch buntu, historia, geografia, pech dziejowy i Bóg wie co jeszcze wrzuciły na moje barki brzemię, kt6rego nie mam specjalnej ochoty dźwigać, a zrzucić nie potrafię (nie chcę mimo wszystko), wypaliły znamię i każą je z dumą obnosić. Widzimy więc, że jest to polityk, który niewątpliwie lepiej odnajduje się w optyce kosmopolitycznej, niż tej wyrażającej suwerenność państwa polskiego. Z tego punktu widzenia decyzja polskiego rządu, aby nie popierać takiego kandydata na przewodniczącego Rady Europejskiej, była jak najbardziej słuszna. Mielibyśmy bowiem do czynienia z jakąś „schizofrenią”, gdyby polski rząd popierał kandydata działającego przeciwko państwu polskiemu.

Tymczasem inny polityk Unii Europejskiej, Frans Timmermans, został Człowiekiem Roku „Gazety Wyborczej”. Według „GW” jest on wielkim przyjacielem Polski i orędownikiem demokracji w naszym kraju

Pan Frans Timmermans jest przede wszystkim absolutnie przeciwny prawu społeczeństw europejskich do wybierania polityków z innej opcji, niż on sam... To doktryner i ideolog multikulturowości i poprawności politycznej. Jest po prostu typowym eurokratą. Słabych kwalifikacji politycznych Timmermansa dowodzi wynik jego partii w ostatnich wyborach w Holandii. Partia Pracy poniosła druzgocącą porażkę, tracąc aż 26 mandatów z posiadanych dotychczas 35. Z drugiej strony, Timmermans używany jest przez środowiska eurokratyczne jako „pudło rezonansowe”, które ma reagować na donosy składane przeciwko Polsce przez opozycję w naszym kraju, w tym Platformę Obywatelską i Nowoczesną. Natomiast ci, którzy wolą pozostać z tyłu, wykorzystują jego słabości, czyli fakt, że jest ideologiem, doktrynerem, dogmatykiem, nierozumiejącym mechanizmów demokracji, ponieważ patrzy na rzeczywistość przez pryzmat ideologiczny, a nie przez pryzmat realnej oceny kondycji społeczeństw europejskich.

Eurodeputowani Prawa i Sprawiedliwości, jak np. profesor Ryszard Legutko, w debatach na temat Polski na forum Parlamentu Europejskiego wielokrotnie podkreślali, że komisarz Timmermans niewiele wie o Polsce

Niewiele wie, jest typowym dogmatykiem. A dogmatycy, ideolodzy i doktrynerzy traktują swoje własne uprzedzenia jako fakty. Są oderwani od rzeczywistości i realiów społecznych. I to nie działania polityków, którzy domagają się przestrzegania unijnych traktaktów, ale raczej takich, jak Timmermans prędzej czy później doprowadzą do rozpadu Unii Europejskiej.

Wydaje się, że pewne środowiska w Polsce tylko czekają na kolejne połajanki wobec Polski. Było tak chociażby podczas ubiegłorocznego szczytu NATO, kiedy wypowiedź ówczesnego prezydenta USA, Baracka Obamy na temat stanu praworządności w Polsce stała się w pewnym momencie ważniejsza, niż ustalenia, jakie zapadły na szczycie. Teraz „Gazeta Wyborcza” fetuje komisarza Timmermansa

Wynika to z typowych kompleksów i wasalnej mentalności niektórych środowisk. Są pozbawieni własnego zdania, mają niską samoocenę i uważają, że padając na kolana przed tak zwanymi autorytetami z zagranicy, sami siebie dowartościowują.

Bardzo dziękuję za rozmowę.