08.10.13, 12:06fot. Raguet H/Agencja BEW

Kościół katolicki o przeszczepach

Szybki postęp w terapii przeszczepowej otworzył całkiem nowe możliwości i obudził nadzieje wielu pacjentów, którzy wcześniej nie mieli szansy na wyleczenie, a nawet na przeżycie. Tym samym dyskusja nad problemami przeszczepów w terapii nie dotyczy w pierwszym rzędzie kwestii teoretycznych, lecz przede wszystkim praktycznego “być albo nie być” wielu nieuleczalnie chorych ludzi.

Współcześnie transplantacje są pomocne w ratowaniu życia oraz poprawianiu jakości zdrowia wielu ciężko i nieuleczalnie chorych. Ten nośny punkt wyjścia w analizie zjawiska transplantologii nie podlega dyskusji, gdyż pomoc pacjentom stanowiła zawsze centrum działania lekarskiego, a ostatecznie także aktywności chrześcijańskiej w służbie życiu.

Z drugiej strony, nawet najlepiej rokujące terapie należy skonfrontować z fundamentalną normą moralną – godności osoby ludzkiej i jej fundamentalnego dobra – aby nie ulec pokusie kierowania się jedynie techniczną wykonalnością danego działania lub wyłącznie skutecznością medyczną. Nie wystarczą bowiem nawet najbardziej szczytne cele, jak ratowanie ludzkiego życia i zdrowia, jeśli pominie się pytanie o dobro moralne podejmowanych działań.

Akceptacja medycyny przeszczepowej

Świadomość niezbędności wartościowania moralnego przyświecała Urzędowi Nauczycielskiemu Kościoła, dlatego wielokrotnie problematyka transplantacyjna była przedmiotem nauczania – w celu nazwania po imieniu, jakie ludzkie działania w tej dziedzinie można uznać za moralnie dobre i godziwe, a jakie są moralnie złe i przez to niedopuszczalne. Wypowiedzi na ten temat znalazły się zarówno w encyklice Jana Pawła II Evangelium vitae, w nauczaniu Katechizmu Kościoła Katolickiego, jak i w Karcie Pracowników Służby Zdrowia, wydanej przez Papieską Radę ds. Duszpasterstwa Służby Zdrowia, w papieskich przemówieniach oraz w deklaracjach Papieskiej Akademii Nauk.

Wszystkim wypowiedziom przyświeca przekonanie, że w medycynie przeszczepowej mamy do czynienia z dobrem, które staje się udziałem człowieka za sprawą transplantologii, ale także z możliwymi zagrożeniami, które powstają, jeżeli nie przestrzega się odpowiedzialnie sformułowanych norm etycznych. Najistotniejsze problemy etyczne w transplantologii dotyczą obu bezpośrednio dotkniętych ingerencją chirurgiczną podmiotów, mianowicie biorcy i dawcy, dlatego też na nich koncentruje się nauczanie Kościoła.

Dla zrozumienia złożoności problematyki przeszczepowej warto sobie uświadomić dwa dodatkowe czynniki modyfikujące sytuację.

Po pierwsze, transplantologia jest jednym z niewielu obszarów medycyny, które z założenia zależne są od zaangażowania społeczeństwa. Jak długo nie istnieje poważna alternatywa w postaci innych źródeł materiału przeszczepowego, bez gotowości członków społeczeństwa do oddania swoich organów transplantologia nie może istnieć. Tak więc od klimatu społecznego (i medialnego) zależy odzew poszczególnych osób i całego społeczeństwa w tej wrażliwej materii.

Po drugie, niezaprzeczalnym faktem jest wyraźny deficyt materiału przeszczepowego na całym świecie. Wzmiankowane niedobory organów i tkanek do przeszczepu są jednak tylko symptomem właściwego problemu. Organy będące (a raczej niebędące) do dyspozycji ujawniają problem o charakterze wyraźnie etycznym, w wielu bowiem przypadkach nie można udzielić pomocy osobom będącym w skrajnej sytuacji zagrożenia życia. Niedostateczna liczba organów do przeszczepu warunkuje ograniczenie zakresu możliwości pomocy medycznej świadczonej potrzebującym. Wskazany problem generuje drugi: pojawia się konieczność wyboru, komu udzielić tej ograniczonej pomocy, a komu jej odmówić.

Jednoznaczność tego wezwania do pomocy wykładał w swoim nauczaniu Jan Paweł II, mówiąc choćby, że istnieje “heroizm dnia codziennego, na który składają się małe lub wielkie gesty bezinteresowności, umacniające autentyczną kulturę życia. Pośród tych gestów na szczególne uznanie zasługuje oddawanie organów, zgodnie z wymogami etyki, w celu ratowania zdrowia, a nawet życia chorym, pozbawionym niekiedy wszelkiej nadziei” (EV, 86). Takie przekonanie legło też u podstaw wypowiedzi katechizmowych, z których warto przytoczyć na razie wybrane fragmenty: “Oddawanie narządów po śmierci jest czynem szlachetnym i godnym pochwały; należy do niego zachęcać, ponieważ jest przejawem wielkodusznej solidarności” (KKK, 2296), oraz: “Bezpłatne darowanie narządów po śmierci jest dopuszczalne i może zasługiwać na uznanie” (KKK, 2301).

Taki jest zasadniczy kierunek postrzegania medycyny przeszczepowej przez etykę katolicką. Nie oznacza to jednak ani zapoznania istotnych ograniczeń i pozytywnych wymagań stawianych przed transplantologią, a dokładniej przed działającymi w jej ramach osobami, ani przemilczania pojawiających się poważnych kwestii problemowych. Kościół nie ukrywa, że ten obszar ludzkiego działania “ma też pewne aspekty problematyczne, które należy poddać wnikliwej refleksji antropologicznej i etycznej”[1]. Jeden i drugi obszar zostanie poniżej przeanalizowany.

Wymagania stawiane transplantologii

W cytowanym wyżej fragmencie encykliki Jan Paweł II zwraca uwagę, że jedynie te działania przeszczepowe zasługują na pozytywną ocenę, które wykonane są “zgodnie z wymogami etyki”. Wśród tych wymogów należy najpierw podkreślić wykluczenie pewnych fragmentów ciała spośród “materiału przeszczepowego”. Spośród implantowanych organów wyklucza się mózgowie i gruczoły płciowe, “które zapewniają tożsamość osobową i prokreacyjną osoby” (KPSZ, 88). Jako uzasadnienie stwierdza się w tym punkcie Karty Pracowników Służby Zdrowia, że “chodzi o narządy, dzięki którym ciało w sposób specyficzny nabiera niepowtarzalnej jedyności osoby, do której ochrony jest zobowiązana medycyna”.

Patrząc z pozycji biorcy przeszczepu, podjęte działania implantacyjne muszą posiadać charakter terapeutyczny, być – przynajmniej w świetle aktualnego stanu medycyny – jedyną szansą uratowania życia czy zdrowia pacjenta, po wyczerpaniu innych, bardziej prostych i pewniejszych metod. Równocześnie ryzyko związane z takimi zabiegami musi realizować zasadę proporcjonalności, to znaczy powinno ono być kompensowane przez spodziewane wyniki dobroczynne.

Z drugiej strony, “fizyczne i psychiczne niebezpieczeństwa, jakie ponosi dawca” mają być proporcjonalne do uzyskanego dobra biorcy (por. KKK, 2996).

W nauczaniu Kościoła podkreśla się ponadto zasadę fundamentalną dla całej personalistycznej etyki medycznej, że inwazyjne ingerencje medyczne – a do takich zabiegów należy zarówno eksplantacja, jak i implantacja przeszczepu – są niemoralne, jeśli bezpośrednio nie wyraził na nie zgody pacjent lub osoba, która go reprezentuje. W przypadku dawcy wyrażenie świadomej zgody – a więc po uzyskaniu adekwatnej informacji – jest warunkiem zasadniczym, gdyż nikt nie ma moralnego obowiązku oddania swoich organów lub tkanek, a jedynie właściwą formą oddania organu jest wolny dar jako akt miłości i międzyludzkiej solidarności. Na tym właśnie polega szlachetność tego czynu – oddać bezinteresownie część własnego ciała (coś z siebie) dla zdrowia i dobra innego człowieka. Wyraźna zgoda jest ważna także dlatego, że nie wszystkie transplantacje kończą się sukcesem, a biorca sam powinien rozstrzygnąć, czy decyduje się na ryzyko związane z tą formą terapii.

Ponieważ w wypowiedziach Kościoła mowa jest o wyraźnej zgodzie pacjenta (biorcy i dawcy), oznacza to najpierw, że stosowane w polskiej ustawie transplantacyjnej rozwiązanie zgody domniemanej dawcy (braku sprzeciwu) pozostaje w rozdźwięku z takim wymogiem. Ponadto jeżeli zgoda ma być uzyskana od samego zainteresowanego, a zmarły dawca nie jest w stanie jej wyrazić, powinna istnieć możliwość – także prawna – zadekretowania jeszcze za życia swojej woli w tej kwestii. W związku z brakiem takiego instrumentu prawnego posługujemy się “rozwiązaniami awaryjnymi” w postaci deklaracji dawcy noszonej wśród swoich dokumentów i informujemy najbliższych o swojej woli na wypadek śmierci. Rodzina zmarłego – ponieważ nie posiada prawa do dysponowania zwłokami – może jedynie starać się odtworzyć jego wolę, nie powinna natomiast forsować swoich przekonań.

Z katechizmowej wypowiedzi, że “jest rzeczą moralnie niedopuszczalną bezpośrednie powodowanie trwałego kalectwa lub śmierci jednej istoty ludzkiej, nawet gdyby to miało przedłużyć życie innych osób” (KKK, 2296), wynika kilka wniosków. Po pierwsze, że a priori nie wyklucza się pozyskiwania organów parzystych od osób żywych, ale należy rozważyć i zminimalizować szkody, jakie mogą zaistnieć u dawcy. Po drugie, pobranie materiału do przeszczepu od osoby żywej jest o wiele bardziej kontrowersyjne (zagrożenie zdrowia i życia dawcy, naruszenie integralności jego organizmu). Zastosowany w ustawodawstwie polskim w takim przypadku dodatkowy wymóg bliskiego pokrewieństwa między dawcą i biorcą – dla uniknięcia niebezpieczeństwa komercjalizacji, czyli handlu organami, który jest z gruntu niemoralny – sprawia, że dawca nie może być w pełni wolny w swojej decyzji, ponieważ czuje się związany obowiązkiem pomocy krewnemu. Także biorca nie znajduje się w sytuacji komfortowej, jeśli przemyśleć możliwość wystąpienia poczucia winy za zdrowotne osłabienie dawcy lub za jego niezawinioną śmierć, będącą skutkiem eksplantacji. Jeżeli dodać do tego wymaganie proporcjonalności między zagrożeniami i ryzykiem (fizycznym i psychicznym!) oraz spodziewanym dobrem, to niełatwo o moralne przyzwolenie na pobieranie organów parzystych od żywych dawców. Dlatego uwzględniając wielość i powagę pojawiających się problemów etycznych, należy najpierw do końca wykorzystać możliwości eksplantacji ze zwłok.

Wyznaczniki godziwości eksplantacji materiału transplantacyjnego z martwego ciała dają się – na przykład w myśl ekumenicznego oświadczenia przedstawicieli Kościołów niemieckich z 1990 roku – sprowadzić do kilku istotnych. Jeżeli eksplantacja spełnia te wymogi, to ani nie obraża “godności zmarłych”, ani nie narusza ich spokoju – w tym względzie obowiązkiem służby medycznej pozostaje przywrócenie ciału godnego wyglądu po pobraniu, zaś do najbliższych należy godny pochówek. Wśród wspomnianych wymogów jako bezdyskusyjną normę fundamentalną przyjmuje się, że niedopuszczalne jest czekanie na czyjąś śmierć ani wymiana “życie za życie”, w wymiarze uśmiercenia jednej osoby dla ratowania życia drugiej. Dlatego podstawą możliwości pobrania materiału transplantacyjnego od osoby zmarłej jest optymalne leczenie każdego pacjenta aż do jego śmierci, a ponadto znalezienie możliwie pewnego kryterium śmierci. O ile pierwszy wymóg generalnie nie rodzi większych problemów, a nadużycia kryminalne pomijamy, o tyle rozstrzygające znaczenie posiada wymaganie dotyczące kryterium śmierci, które niesie ze sobą określone trudności. Dla zupełności wymogów należy dodać, że pozyskane organy i tkanki muszą być rozdzielone między biorców według etycznie uzasadnionych kryteriów, a więc na podstawie kryteriów immunologicznych i klinicznych.

Najistotniejsza kontrowersja

Podejmując problem kryterium śmierci, należy mieć świadomość, że mamy do czynienia z zagadnieniem podpadającym pod kompetencje medycyny (por. KPSZ, 128), która powinna w sposób niedopuszczający wątpliwości określić kryteria wyznaczające czas śmierci człowieka. Nie wystarcza więc domniemanie śmierci dawcy, lecz musi ona zostać w sposób maksymalnie pewny (pewność moralna) stwierdzona. Należy przy tym rozgraniczyć stwierdzenie momentu biologicznej i osobniczej śmierci żywej istoty (zadanie medycyny) od dyskusji nad problemem zakończenia procesu bycia osobą (problem filozoficzny). Do zadań bioetyki należy akceptacja przedstawionych wyznaczników śmierci, ewentualnie sformułowanie zastrzeżeń. Jeżeli pobranie organu lub tkanki do implantacji nastąpiło po pewnym (według aktualnego stanu wiedzy) stwierdzeniu śmierci, to nauczanie Kościoła nie zgłasza moralnych zastrzeżeń. Problem jednak w tym, że w kwestii aktualnie obowiązującego kryterium śmierci mózgowej wciąż na nowo podnoszone są zastrzeżenia. Problem samej śmierci Jan Paweł II w przemówieniu do transplantologów określił jako “jedno z najbardziej dyskusyjnych zagadnień współczesnej bioetyki” (4). Nic więc dziwnego, że zarówno on, jak i aktualnie Benedykt XVI apelują do autorytetów medycznych o weryfikację obowiązującego kryterium.

W latach sześćdziesiątych XX wieku za obiektywne kryterium śmierci uznano – bazujące na sprawdzalnych stanach organizmu – całkowite i nieodwracalne ustanie czynności całego mózgu, które ustala się przy pomocy kompleksowych badań. Śmierć mózgu wybrano jako kryterium ze względu na funkcje koordynujące, jakie mózg pełni w całym organizmie. W przypadku “tradycyjnego” procesu umierania wskutek zatrzymania oddechu i krążenia następuje śmierć całego organizmu, natomiast przy poważnych uszkodzeniach mózgu i podjętej równocześnie sztucznej wentylacji i technicznie podtrzymywanym krążeniu może dojść do śmierci mózgu jako organu (zdysocjonowana śmierć mózgu). Postawienie znaku równości między zdysocjonowaną śmiercią mózgu i śmiercią człowieka jako indywiduum stanowi najistotniejszą kwestię dyskutowaną współcześnie w związku z kryterium śmierci. Jak dynamiczne są te dyskusje, może zilustrować choćby cały aktualny numer czasopisma z etyki medycznej poświęcony tej kwestii[2]. Pointując istotę dyskusji, adwersarze tego kryterium twierdzą, że w przypadku pacjentów ze zdiagnozowaną śmiercią mózgu mamy do czynienia z nieodwracalnie umierającymi osobami, ponieważ śmierć człowieka jest procesem rozciągniętym w czasie, a nie wydarzeniem punktowym.

Zwolennicy kryterium śmierci mózgowej wskazują, że doszło do nieodwracalnej dezintegracji człowieka jako całości, a integralność należy do istoty bycia człowiekiem, natomiast biologiczna śmierć mózgu nie oznacza koniecznie śmierci biologicznej całego organizmu (należy odróżnić śmierć jako fakt od trwającego procesu obumierania komórek i tkanek), gdyż dzięki sztucznej wentylacji i wymuszonej akcji serca i nerek może być podtrzymywane życie wegetatywne. W transplantologii umożliwia to sztuczne podtrzymywanie (w stanie nadającym się do przeszczepienia) narządów zmarłego dawcy, bez ryzyka eksplantacji od osoby żyjącej. Śmierć mózgowa oznacza więc dezintegrację i niezdolność organizmu do dalszego życia. Przy pomocy tego kryterium można w sposób wystarczający orzekać, że ten dotąd żywy organizm, istniejący do tej pory jako ludzkie indywiduum, rozpada się na swoje elementy składowe, to znaczy następuje jego dezintegracja i destrukcja.

Na dzień dzisiejszy stanowisko Kościoła w kwestii wyznaczników śmierci człowieka opiera się na uszanowaniu kompetencji medycyny, dlatego w ocenie kryterium śmierci mózgowej korzystano z pomocy ekspertów z Papieskiej Akademii Nauk. Komisja Akademii w 1985 i 1989 roku potwierdziła wystarczalność tego kryterium. W dokumencie z 1985 roku określono, że “osobę uznaje się za zmarłą, gdy doznała nieodwracalnej utraty wszelkiej zdolności utrzymania czynności ustrojów integracyjnych i koordynujących – tak fizycznych, jak i umysłowych. Śmierć zaś stwierdza się, gdy: nastąpiło ostatecznie zahamowanie czynności serca i oddechu lub gdy stwierdzono nieodwracalne ustanie wszelkich czynności mózgu”[3]. Takie stanowisko potwierdziła Karta Pracowników Służby Zdrowia (87) oraz Jan Paweł II w przemówieniu do transplantologów z 2000 roku: kryterium śmierci całego mózgu, “jeśli jest rygorystycznie stosowane, nie wydaje się pozostawać w sprzeczności z istotnymi założeniami rzetelnej antropologii” (5).

Wszystkie osoby uczestniczące w przeszczepie potrzebują moralnej pewności śmierci dawcy jako niezbędnej i wystarczającej podstawy dla etycznie poprawnego działania. Dlatego Papieska Akademia Nauk – zwłaszcza wobec pojawiających się raz po raz wątpliwości i zarzutów – monitoruje i wciąż na nowo bada adekwatność obowiązującego kryterium śmierci, odpowiadając w ten sposób na apele Kościoła o wskazanie pewnego kryterium.

Wrażliwość chrześcijańska na bliźniego

Wiele inicjatyw w obszarze transplantologii pokazuje, jak ważna jest wiara w człowieka jako istotę zdolną do dobra, solidarności i wrażliwą na ludzką krzywdę oraz cierpienie. Nie ulega wątpliwości, że potencjał społeczny w dziedzinie dawstwa daleki jest od wyczerpania. Brakuje natomiast dobrze i z przekonaniem przeprowadzonej akcji edukacyjnej, a ta jest możliwa jedynie z założeniem, że rodacy zdolni są do czynów solidarności. W Polsce mówimy czasem o “charytatywnych zrywach”, kiedy zaistnieje krańcowa potrzeba, a więc ów potencjał dobra istnieje. Jeżeli możemy sobie w przypadku niedostatku organów robić wyrzuty, to przede wszystkim dlatego, że zawiedliśmy w dotychczasowej praktyce, albo że jesteśmy mało przekonujący w naleganiach o potrzebne innym organy.

Jako przykłady inicjatyw społecznych na tym obszarze warto wspomnieć akcje prowadzone przez tygodniki katolickie, w których umieszczono apele i wzory legitymacji potencjalnego dawcy organów. Dokument należy wypełnić i nosić obok dokumentu tożsamości, ale koniecznie poinformować o tym kroku swoich bliskich, aby znali nasze stanowisko. Podobne działania podjęto także w niektórych diecezjach, ale stanowczo głośniej powinien zabrzmieć ten apel z ambon, w czasie lekcji religii, na spotkaniach grup i stowarzyszeń religijnych parafialnych i ogólnokościelnych.

Jako katolicki duchowny w ramach głoszonych nauk, zwłaszcza rekolekcji i spotkań dla grup religijnych, niejednokrotnie zachęcałem do oddawania swoich organów po śmierci. Podkreślanie, że “podzielenie się swoimi organami po śmierci” jest dosłowną realizacją przykazania miłości, że wciela ono w życie naukę Chrystusa: “byłem w skrajnej potrzebie, a pomogliście mi”, że taki krok jest praktyczną realizacją uczynków miłosierdzia, spotyka się często z żywym odzewem. Pokazywanie w praktyce duszpasterskiej, że podarowanie organów jest praktyczną realizacją chrześcijaństwa, w której także po śmierci możemy świadczyć miłość potrzebującemu człowiekowi, otwiera oczy wyobraźni wierzących na nowe formy postanowień wprost służących człowiekowi. W ramach działań edukacyjnych warto także – pod patronatem Kościoła lokalnego – organizować spotkania z osobami żyjącymi dzięki przeszczepom i z transplantologami, aby budować wzajemne zaufanie i pokazywać “namacalnie” świadczone w ten sposób dobro. Jestem przekonany, że jeszcze wiele dobrego dla akceptacji medycyny przeszczepowej mogą zrobić wspólnoty wyznaniowe, gdyż rola przekonań religijnych i światopoglądowych jest ciągle w tym obszarze niedoceniana, a błędne przekonania nieraz stają na drodze do czynienia dobra w postaci podarowania swoich organów i tkanek po śmierci.

Ks. Piotr Morciniec

(ur. 1960), teolog, bioetyk, kierownik Katedry Bioetyki i Etyki Społecznej Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Opolskiego. Opublikował m.in. książki: Etyczne aspekty transplantacyjnej terapii chorób neurozwyrodnieniowych: studium teologicznomoralne, Służba poczętemu życiu służbą człowieczeństwu oraz Bioetyka personalistyczna wobec zwłok ludzkich.

Artykuł ukazał się w kwartalniku PASTORES 58 (1) 2013, ss. 137-145


Przypisy:


[1] Jan Paweł II, Przemówienie do uczestników Kongresu Światowego Towarzystwa Transplantologicznego (29 sierpnia 2000), “L’Osservatore Romano” (wyd. polskie), 11-12/2000, s. 37.

[2] Zob. “Zeitschrift für medizinische Ethik”, 2012, z. 2, s. 99-182.

[3] Papieska Akademia Nauk, Deklaracja o sztucznym przedłużaniu życia i dokładnym ustaleniu momentu śmierci (Rzym 1985), w: K. Szczygieł (red.), W trosce o życie. Wybrane dokumenty Stolicy Apostolskiej, Wydawnictwo Biblos, Tarnów 1998, s. 453.

Komentarze

anonim2013.10.8 12:10
krwiodawstwo, krwiolecznictwo, przeszczepy rodzinne (nerka, watroba, fragmenty skóry -autoprzeszczepy) - OK reszta to zabijanie jeszcze nie zmarłych a za takich uznanych (na podstawie dziwadła o nazwie "śmierć mózgowa")
anonim2013.10.8 13:32
PP, nawet nie wiesz jak blisko prawdy jestes - jakkolwiek to nie brzmi przeczytaj ten fragment: "...Pointując istotę dyskusji, adwersarze tego kryterium twierdzą, że w przypadku pacjentów ze zdiagnozowaną śmiercią mózgu mamy do czynienia z nieodwracalnie umierającymi osobami, ponieważ śmierć człowieka jest procesem rozciągniętym w czasie, a nie wydarzeniem punktowym..." to przeciez nawet u mnie i u Ciebie sie dzieje tzn."proces umierania rozciagnięty w czasie" mimo że "śmierci mógowej" ani Tobie ani mi nie zdiagnozowano
anonim2013.10.8 13:47
Powiedzmy jasno, że przeszczepy przy których przyswajamy sobie jakąś część ciała zmarłego człowieka są pewną formą kanibalizmu.
anonim2013.10.8 14:04
Całkiem dobry artykuł, jednak mam pewne zastrzeżenia: "Należy przy tym rozgraniczyć stwierdzenie momentu biologicznej i osobniczej śmierci żywej istoty (zadanie medycyny) od dyskusji nad problemem zakończenia procesu bycia osobą (problem filozoficzny)." Medycyna i psychologia udowadniały przypadkami klinicznymi że również do nich należy kompetencja orzekania o tym kiedy przestajemy mieć do czynienia z osobą. Osobowość ludzka jest dość nierozerwalnie* związana z mózgiem. Uszkodzenie tkanki mózgowej doprowadziło w klinicznych przypadkach do kompletnej utraty albo wypaczenia osobowości człowieka, tak że "już nie był tym samym Panem X". Z tym że oczywiście, część ludzi nadal pozostawała osobami, jednak z inną osobowością. To pozwala stwierdzić medycynie że obszary mózgu odpowiadające za pamięć, w szczególności pamięć o relacjach własnej osoby i świata zewnętrznego odpowiada u człowieka za "bycie osobą", dosłownie. W związku z czym nie jest to problem filozofii, tym bardziej że filozofia nie ma żadnych podstaw by zweryfikować jakiekolwiek metafizyczne dogmaty o "duszy ludzkiej" czy inne podobne przykłady filozofii dualistycznej. Na ostateczny dowód będziemy czekać - do czasu aż zawartość "biologicznego komputera" będzie można zgrać na inny nośnik, gdy ostatecznie (a sądzę że raczej tak będzie) okaże się że "dusza ludzka" rzeczywiście jedynie rezyduje w skorupie jaką jest ciało, ale że pomimo tego jej natura jest fizyczna, gdyż informacja jaką posługuje się umysł i osobowość ludzka jest zapisana na fizycznym nośniku.
anonim2013.10.8 14:22
Jestem przekonana, iz jest tylko kwestia czasu, gdy nauka Kosciola zewryfikuje swoj poglad na transplantacje. Wraz z rozwojem medycyny wiemy coraz wiecej o poczatku i koncu ludzkiego zycia. Naukowcy zajmujacy sie problemem transplantacji wiedza juz i przyznaja, iz osoba, od ktorej sa pobierane organy JESZCZE ZYJE. Znane sa tez liczne przypadki, ze pacjent przygotowany do pobrania od niego organow w ostatniej chwili sie wybudzil. Gdy w Kosciele omawiano zasady etyczne transolantologii, dysponowano mniejsza wiedza, anizeli obecnie. Ja powiem tak - nalezy byc konsekwentnym i albo zezwolic na in vitro, wczesne aborcje, a w przypadku stwierdzonego medycznie mocnego uposledzenia plodu (odmozdzenie) aborcje, albo powiedziec zdecydowane NIE rowniez transplantologii. Nie mamy prawa oceniac jakosci zycia istoty ludzkiej - wartosciowac, czy stan zarodkowy czlowieka jest wiecej wart, anizeli pozorna koncowka zycia. Bowiem co staje na przeszkodzie temu, aby pobrac organy do transplantacji od tak gleboko uposledzonego plodu, iz jest pewne, ze malenstwo umrze podczas lub chwile po porodzie? Ba - mozna by poczekac na naturalny porod i natychmiast pobrac odpowiednie narzady.
anonim2013.10.8 14:31
Przytocze tu wypowiedz osoby o pogladach ateistycznych, ktora problem transplantacji i akceptacje Kosciola tego rodzaju procedur skwitowala krotko. Waszych biskupow problem aborcji bezposrednio nie dotyczy, wiec spokojnie moga przciwstawiac sie temu. Natomiast co do transplantacji - to kazdy hierarcha moze znalezc sie w sytuacji, gdy bedzie przeszczepu potrzebowal, jest wiec czyms naturalnym i zrozumialym, ze wasi biskupi apeluja o: “heroizm dnia codziennego, na który składają się małe lub wielkie gesty bezinteresowności, umacniające autentyczną kulturę życia. Pośród tych gestów na szczególne uznanie zasługuje oddawanie organów, zgodnie z wymogami etyki, w celu ratowania zdrowia, a nawet życia chorym, pozbawionym niekiedy wszelkiej nadziei” (EV, 86). NIE PODCINA SIE GALEZI, NA KTOREJ SIE SIEDZI.
anonim2013.10.8 14:53
Temat tematem, ale darowalibyscie sobie umieszczac takie zdjecia.
anonim2013.10.8 15:44
Poszukiwaczu Prawdy odpuść sobie "dżołki" i ironię gdyż ten jakże, dojrzały, uduchowiony i inteligentny dyskutant jakim jest tesserakt (któremu o dziwo czasem brakuje argumentów więc wyzywa od szczyli) zapewne nie ma żadnego poczucia humoru, ani wyczucia ironii.. innymi słowy on tego nie łapie :-P pewnie teraz czerwienieje ze złości na mnie :-D
anonim2013.10.8 15:52
// Na tym właśnie polega szlachetność tego czynu – oddać bezinteresownie część własnego ciała (coś z siebie) dla zdrowia i dobra innego człowieka.// Co darmo dane, nie powinno podlegać handlowi. Sprzedawanie organów, lub pobieranie za nie opłat winno być prawnie zabronione. Tymczasem biznes organowy kwitnie.
anonim2013.10.8 16:21
Zgadzam się z Klarą,że Kościół jest niekonsekwentny w swoich decyzjach.Skoro zabronione jest in vitro itp.,bo tylko Bóg jest Panem życia i śmierci,to to samo powinno dotyczyć transplantologii.
anonim2013.10.8 20:58
Ble, ble, ble - wszystkie organy są zawsze pobierane od osób żywych - nie od trupa!!!! Dlatego jestem przeciw!!!
anonim2013.10.9 1:40
Jan28 napisał(a): Klara, jeżeli są znane liczne przypadki to podaj chociaż ze 3. *** Na ten temat ukazywaly sie juz publikacje w mediach ogolnego nurtu, ale tak jakos przeszly bez echa. Na szybko znalazlam kilka przykladow. " Jedynie dzięki uporowi ojca życie zachował młody Brytyjczyk, u którego czterech lekarzy stwierdziło „śmierć mózgu”. Medycy chcieli pobrać od pacjenta narządy do przeszczepu. O tego typu przypadkach słyszymy coraz częściej – i nie dotyczy to zacofanej prowincji ale najbardziej „cywilizowanych” krajów świata. " http://www.pch24.pl/kolejne-bledne-orzeczenia--smierci-mozgu-,2116,i.html#ixzz2IjP2Uduw *** " Co roku kilkanaście tysięcy osób na świecie zapada w stan głębokiej śpiączki mózgowej. Ich mózg uszkodzony w wyniku urazu, zatrucia czy upadku do wody i niedotlenienia, przestaje normalnie funkcjonować. Część chorych oddycha tylko dzięki respiratorom, a karmiona jest za pomocą sondy wprowadzonej do żołądka. Większość nigdy nie wraca do samodzielnego życia. W przypadku zniszczenia pnia mózgu - bardzo ważnej struktury łączącej mózg z rdzeniem kręgowym - szanse powrotu do zdrowia nie istnieją. Rozpoznawany jest wówczas stan śmierci mózgu. W wielu wypadkach rodzina lub szpital zwracają się po pewnym czasie do sądu o wydanie zgody na odłączenie tych pacjentów od aparatury utrzymującej ich przy życiu. Nieodwracalna utrata takich funkcji, jak oddychanie i przełykanie, kontrolowanych przez pień mózgu, została bowiem uznana za dowód śmierci. Taki chory, choć ma normalny puls i temperaturę, zdrową, zaróżowioną skórę i wciąż oddycha (za pomocą respiratora), może najzupełniej legalnie stać się dawcą organów, tkanek i komórek, czyli ratunkiem dla innych, żegnając się przy tym z własnym życiem. " http://www.wprost.pl/ar/47489/Zmartwychwstanie-mozgu/ *** http://www.bkae.org/index.php?id=432&L=de To jest strona stowarzyszenia lekarzy katolickich w Niemczech, ktoro o przeszczepach od ludzi uznanych jako "martwych" wypowiada sie z duza doza sceptycyzmu. Lekarze ci oswiadczaja, ze czlowiek ktoremu stwierdzono smierc mozgu- nie jest przeciez martwy- bije mu serce, jest w nim dusza,czlowiek ZYJACY nie jest przeciez martwy! Na stronie znajduja sie tez przezycia lekarzy, ktorzy pobierali organy, opisuja, jak ludziom od ktorych pobierano organy roslo cisnienie w trakcie operacji, przyspieszal puls, jak zwezaly sie zrenice, jak sie pocili.Lekarze ci opisuja, iz ludzie ktorym pobierali organy- jako od MARTWYCH- okazywali wszelkie oznaki reakcji szokowej, strachu, paniki- choc ze stolu uciec nie mogli, byli pod dzialaniem srodkow zwiotczajacych miesnie. Juz to gdzies tutaj, pod inna notka pisalam, ale powtorze. Medyczna slawa, Dr. Paul Byrne, doświadczony neonatolog, profesor pediatrii w klinice Uniwersytu w Toledo i prezydent "Life Guardian Foundation", w telefonicznym wywiadzie udzielonym LifeSiteNews.com powiedzial: "Wszyscy obeznani z tematem dawstwa narządów wiedzą, że dawcy nie są naprawdę martwi. "W jaki sposób mógłby Pan pobrać zdrowe organy od trupa? Nie da się".
anonim2013.10.9 1:50
I JESZCZE RAZ: Stolica Apostolska wydala sprzeczne orzeczenia - bo albo Kosciol szanuje ludzka godnosc: kategorycznie nie zgadza sie na in vitro, bardzo wczesna aborcje i wtedy bedzie sie sprzeciwial rowniez sie transplantacjom, albo wyda nowe dokumenty, w ktorych zezwoli co najmniej na antykoncepcje, in vitro i bardzo wczesne aborcje. Jak na razie to mamy czystej wody hipokryzje i jedyne co moze tlumaczyc takie, jak w notce podano orzeczenie Kosciola, to to, iz wczesniej pewnych spraw nie wiedzielismy, tak jak nie wiedzielismy, iz 8 tyg. plod reaguje na dotyk.
anonim2013.10.9 16:12
Speaker napisał(a): " zastanawiam się co by powiedzieli co niektórzy w obliczy własnej (lub bliskich) śmiertelnej choroby? " *** Zaliczam sie wladnie do "co niektórych": Jestem smiertelnie chora - przeszczep watrowy moglby uratowac lub co najmniej znacznie wydluzyc moje zycie, a przy tym uwolnil by mnie od wielu dolegliwosci z moja choroby zwiazanych. Gdy mialam 40 lat, zaproponowano mi udzial w programie transplantacyjnym - lekarze twierdzili, iz bez tego umre w ciagu najblizszych kilku lat. Minely dwie dekady - nadal zyje, choc moj stan zdrowia sukcesywnie sie pogarsza. W tym roku po raz kolejny namawiano mnie na poddanie sie terapii, i znowu odmowilam - teraz juz to zaden heroizm z mojej strony, bo juz mam swoje lata.
anonim2013.10.9 23:28
@jansw. "... Ale taka osoba automatycznie wykluczałaby się z grona biorców lub osób ratowanych przy użyciu "nienaturalnych" metod - jak respiratory, transfuzje krwi itp. Jak tradycyjność to na całego." Pan/pani raczy żartować, wykluczenie z grona biorców i owszem, jakaś logika w tym jest, ale co mają do rzeczy respiratory? Czy są może zbudowane z ludzkich tkanek? Uważa pan, że kto nie chce dawać organów, nie zasługuje już na nic? Może jeszcze odmówi pan prawa do łóżka w szpitalu? Z Bogiem.
anonim2013.10.9 23:44
To, co pisze "Klara", ma sens. Jestem pełen uznania dla jej walki z chorobą i rezyganacji z przeszczepu (co niektórzy mogą nazwać głupotą, ale to ich problem). Bóg jest Panem życia i śmierci i choćbyśmy nie wiem jak się wysilali, nie dodamy ani sekundy do naszego życia zaplanowanego przez Niego. W tym współczesnym "szale" na transplantologię traci się z oczu perspektywę życia wiecznego, która dla katolika powinna być najważniejsza. Liczy się tylko biorca i przedłużenie jego życia ziemskiego za wszelką cenę, czasem niestety kosztem życia dawcy. Proszę zwrócić uwagę, że sama natura nie za bardzo "akceptuje" przeszczepy. Poza krwią pozostałe przeszczepiane tkanki są traktowane jak obce ciało w organizmie biorcy. Zapłodnienie in vitro też jest wbrew naturze i jest za to potępiane. Dlaczegóż więc nie przeszczepy? Pytania trochę przewrotne, ale chyba nie do końca bezpodstawne. Z Bogiem.
anonim2013.10.10 13:55
Śmierć mózgu jest śmiercią człowieka pod warunkiem, że nie funkcjonuje cały mózg, łącznie z pniem mózgu. Kiedy ustaje oddychanie, bicie serca, funkcjonowanie nerek, wątroby, jelit, wtedy można uznać, że człowiek nie żyje i mamy do czynienia z martwym ciałem. Jednakże doskonale wiadomo, że lekarze orzekają o śmierci mózgu, a potem tego człowieka wybudzono ze śpiączki, co oznacza, że kryteria wg których orzeka się o śmierci mózgu są nie do przyjęcia. Mówił o tym prof. Talar, co wzbudziło kontrowersje i nagle zapadła w tej mataerii kompletna cisza. Istniej zatem problem, a jeżeli nie ma kompetentnej definicji śmierci człowieka, to należy zaprzestać pobierania zwłok od ludzi, których organizm w jakikolwiek sposób funkcjonuje samodzielnie.
anonim2013.10.11 12:31
Całkiem dobry artykuł. Autor używa trafnych sformułowań. Szkoda, że tak mądry człowiek brudzi etykę teologią. @Jazdzig: Procedura orzekania śmierci jest ok. Jeśli nawet kilkukrotnie doszło do skandalicznego błędu, to bardziej z rażącego zaniedbania lub skrajnie rzadkiego zbiegu okolicznośći, aniżeli cudownej regeneracji zgniłej tkanki. Historia ludzkości nie zna ani jednego (rzetelnie potwierdzonego) przypadku zmartwychwstania - mózg bez tlenu szybko umiera, a uszkodzenia są nieodwracalne. Weź pod uwagę, że pacjenci, u których pień mózgu zaczyna gnić są bardzo dalecy od samodzielnego utrzymywania procesów życiowych (choćby obiegu saturowanej w tlen krwi), a przecież to przypadek graniczny. Profesor Talar, bez względu na kontrowersje, to zasłużony człowiek, więc wolno mu wydawać wszelkie sądy, wobec których należy przedsięwziąć pewien dystans. Badania nad ludzkim mózgiem i umysłem stale się rozwijają i na dzień dzisiejszy wiadomo z dużym prawdopodobieństwem, że aktywność neuronowa pnia mózgu generuje niezbędną "infrastrukturę", na której polega praca umysłu; dostarcza boźdzców spontanicznych, sprzęga mózg z ciałem, tworząc emocje, dostarcza bazowych odruchów zapewnienia homeostazy. Sam pień mózgu przypomina mózgi naszych filogenetycznych praojców sprzed raczej kilkuset milionów lat na gałęzi ewolucji, którzy byli już kręgowcami, ale pływali sobie w wodzie.