03.02.20, 09:45fot. Tomáš Vendiš, lic. CC BY-SA 3.0

Problemy służby zdrowia to spuścizna komunizmu

Patologie w ochronie zdrowia (niedofinansowanie, brak łóżek szpitalnych, brak wystarczającej dostępności świadczeń, kiepski standard usług, a nawet przypadki korupcji) nie wzięły się znikąd – to dziedzictwo PRL i tego, że III RP od tego dziedzictwa się nie odcięła, tylko w duchu postkomuny je kontynuowała.

 

To jaki standard życia (w tym i ochronę zdrowia) komuniści zafundowali w PRL Polakom, było zbrodnią na narodzie. Realia lecznictwa pod komunistyczną okupacją opisał Konrad Rokicki w artykule „Możliwości i ograniczenia służby zdrowia w powojennej Polsce” opublikowanym w zbiorze artykułów „Życie codzienne w PRL” (wydanych staraniem Instytutu Pamięci Narodowej).

Medycyna w PRL się rozwijała nie dzięki komunistom tylko wbrew realiom ich okupacji. Gdyby Polska nie znalazła się po wojnie pod komunistyczną okupacją, standard życia Polaków, w tym i standard ochrony zdrowia, byłby równie dobre na zachodzie. O tym, jak niski był w PRL standard ochrony zdrowia, niech świadczy to, że w PRL był jeden z najwyższych wskaźników umieralności niemowląt w Europie.

W 1948 roku komunistyczny okupant upaństwowił wszystkie placówki lecznicze. W 1950 roku zlikwidował samorząd lekarski (izby lekarskie). Lecznictwo znalazło się pod nadzorem PZPR. Od 1949 roku Ministerstwo Zdrowia wraz z Komitetem Centralnym PZPR powoływało partyjniaków na stanowiska zastępców dyrektora do spraw społęczno wychowawczych w szpitalach i średnich szkołach medycznych.

Degradacja nauczania akademickiego lekarzy rozpoczęło w PRL odłączenie wydziałów medycznych od uniwersytetów i stworzenie Akademii Medycznych. Z posad wykładowców komuniści wyrzucali wybitnych wykładowców, którzy w oczach dyktatury nie gwarantowali oddania komunistycznej tyranii. Ich miejsce zajmowali partyjniacy często niemający takiej wiedzy, umiejętności i zdolności jak wyrzuceni z posad fachowcy. Na studia medyczne w pierwszej kolejności przyjmowano nie najzdolniejszych, ale tych polecanych przez PZPR. Powodowało to systematyczny upadek poziomu intelektualnego lekarzy. Studenci zamiast na przedmiotach medycznych marnowali czas na studiowanie marksistowskich bzdur.

Na szczęście dla Polaków, wielu zdolnych lekarzy wstępowało do PZPR pragmatycznie, a nie z powodów ideowych, tylko po to, by móc rozwijać się zawodowo. Dyrektorami placówek leczniczych zostawały osoby za zgodą PZPR i SB, czyli placówką w PRL nie mogli kierować ludzie wykształceni i zdolni negatywnie oceniani przez komuchów i bezpiekę. W szpitalach awansowano partyjniaków, których często interesowały kariery, a nie nauka. W szpitalach warunkiem awansu była przynależność partyjna – zablokowano kariery zdolnych, ale bezpartyjnych.

Komuniści swoją polityką obniżali poziom intelektualny polskiej nauki, w tym i nauk medycznych. Jako standard w PRL narzucono zabobony ''naukowe'' z ZSRR, szczególnie szkodliwe w psychiatrii, psychologii, neurologii. Zapaść cywilizacyjna PRL za zachodem, również w dziedzinie ochrony zdrowia, szybko się powiększała. Komuniści zablokowali polskim naukowcom kontakty naukowe z zachodem. W PRL niedostępna była prasa medyczna z zachodu, artykuły w tłumaczeniach pojawiały się po kilku latach.

Do PRL komuniści importowali z zachodu niewiele niezbędnego sprzętu i odczynników, a ten, który docierał, był przestarzały (takie były decyzje partii, oraz realia braku dewiz). W okupowanej przez komunistów Polsce (w wyniku komunistycznego centralnego planowania, którego celem była przede wszystkim militaryzacja, przygotowania do sowieckiego ataku na zachód) było niewiele niezbędnych fabryk sprzętu medycznego. Przemysł w PRL w wyniku zapaści cywilizacyjnej wywołanej komunistyczną okupacją nie był w stanie produkować niezbędnego sprzętu i materiałów, więc jeżeli były dewizy i wola partii, to na zachodzie kupowano gorszą i droższą aparaturę od tej, którą wymyślali polscy naukowcy.

W lecznictwie ''Polski'' ludowej stale brakowało podstawowych materiałów medycznych, w tym jednorazowych rękawiczek (operowano bez nich lub je wielokrotnie myto), fartuchów (operowano w jednym przez cały dzień). W latach osiemdziesiątych brakowało nawet waty, gazy, opatrunków, strzykawek, cewników, odkażaczy chemicznych. Jak materiały były to o niskiej jakości (niezdatne do użycia) albo przestarzałe – powodowało to niską jakość badań.

Pielęgniarki do pracy w lecznictwie zniechęcało to, że ich ciężka praca była źle opłacana. Zagęszczenie łózek było kilkakrotnie za duże. W 1983 roku na 10 tys. mieszkańców było w PRL 56,3 łózka, podczas gdy według WHO powinno być 100.

W lecznictwie powszechne były braki i niedoinwestowanie. W PRL był bardzo zły stan budynków szpitalnych, często zbudowanych dawno i w innych celach. W 1983 roku 60% bazy służby zdrowia i opieki społecznej w PRL były to obiekty wybudowane przed II, a nawet I wojną światową, w których od 1950 roku nie przeprowadzano remontów. Stan techniczny tych budynków był bardzo zły. W PRL priorytetem była budowa „siedzib partii, administracji, milicji”, a nie szpitali i przychodni. W okupowanej przez komunistów Polsce nowe szpitale budowano długo, od razu niestosownie do potrzeb (drzwi do sal czy windy były za małe na łóżka szpitalne). Wybudowane budynki szybko się psuły.

W PRL brakowało lekarstw, a te, które były, były źle gospodarowano. Polacy realnie w PRL nie mieli często dostępu do lekarzy. W ''Polsce'' ludowej nie szanowano praw pacjenta – pacjentki na oddziałach położniczych traktowano jak śmieć. Funkcjonowało jawne i utajone łapówkarstwo – prywatna wizyta gwarantowała, szybsze dostanie się do szpitala.

Dla siebie komuchy stworzyli lepszy niż dla Polaków system opieki zdrowotnej. Wojsko, bezpieka, milicja, PZPR miały własna lepszą służbę zdrowia, która gwarantowała lepszy dostęp nie tylko do usług, ale i do zagranicznych lekarstw. W PRL poszczęściło się też kolejarzom, którym PKP też zafundowała własną opiekę zdrowotną.

Warto pamiętać, że kłamstwem jest to, że komuna zapewniła wszystkim dostęp do bezpłatnej opieki zdrowotnej. W PRL przez dekady większość Polaków nie miała zapewnionego dostępu do bezpłatnej służby zdrowia. Stanowiący przez dekady większość mieszkańców PRL „chłopi oraz rzemieślnicy […] byli wykluczeni z państwowego systemu bezpłatnej opieki zdrowotnej – ubezpieczenia społeczne objęły ich dopiero w latach sześćdziesiątych”.

W wyniku zacietrzewienia ateistycznego komuna w PRL desakralizowała szpitale i zakłady opiekuńcze, w których likwidowano krzyże i kaplice.

Jan Bodakowski

Komentarze

Mira2020.07.25 9:37
A najwazniejsze z tego wszystkiego jest likwidowanie krzyzy i kaplic. Widac, kim jest autor tego artykulu!
A Smyk2020.02.4 6:33
Tak,tak a takżee pańszczyzny i czsów matriarchatu!
Wxyz2020.02.3 23:59
Przestańcie w końcu po 30 latach nic nierobienia narzekać li tylko na komunę.
Dextroux 2020.02.3 18:46
Dawno nie czytałem takich głupot. W tym strasznym "okupacyjnym" PRL u powstały szpitale, ile szpitali pobudowano od 30 ostatnich lat? To PRL wykształciło takie sławy jak profesor Zbigniew Religa. Ciekawe, że nawet taki pan Bodakowski wszystko zawdzięcza PRL ,(w Polsce nie było komunizmu tylko socjalizm)...
Maria Blaszczyk2020.02.3 13:19
PRL sczezł ponad 30 lat temu. Gdy zdychał, nie było internetu, telefon - przymocowany kablem do ściany - byl luksusem danym nielicznym, by wybrać pieniądze z banku trzeba się było do tegoż banku udać, nie mieliśmy autostrad ani supermarketów czy dyskontów. Naprawdę, winienie PRLu za brak łóżek w szpitalach jest przezabawne... Dodam, ze moja mama była lekarką jeszcze w PRLu. Wtedy też robiła specjalizację. Nie były to łatwe czasy, ale przynajmniej władza nie traktowała lekarzy aż tak z buta, każąc im wyjeżdżać za granicę, jeśli narzekali, że za mało zarabiają. No i mogłabym panu opowiedzieć, jak mnie potraktowano w oddziale położniczym - i na porodówce... Za wolnej Polski, w szpitalu mającym świętą w nazwie. Choć nie sądzę, by ktokolwiek darł się kiedykolwiek na jakiegoś śmiecia, że zalewa krwią kolejne podkłady. To się rezerwuje dla kobiet.
J.P2020.02.3 13:01
😀 Czyli co? Czyli z reformami ch.. dopa kamini kupa. 5 lat pokazało co potraficie. 👍
Cezary2020.02.3 12:41
Nie prawda, zmyslacie. Moze bylo gorzej, ale wtedy, kiedy wypuszczono za granie lekarzy- specjalistow, ktorym bylo malo i pojechali leczyc Niemcow. Do czasu, kiedy zaklady strajkowaly to wszedzie bylo zle. A kto pisze, ze bylo fatalnie, to albo smarkacz, albo zlosliwiec. Matki z dziecmi nie mialy klopotu, bo lekarz byl w szkole. higienistka i dentysta.Do lekarza dostalo sie bez problemu no moze ze dwa sni trzeba bylo poczekac. Na Izbe Przyjec . mozna bylo w kazdej chwili pojsc i zaraz na wezwanie pielegniarki lekarz sckodzil i decydowal, czy chory ma pozostac w szpitalu, czy tylko udzielono pomocy. Byly tez wezwania dzieci na szczepionki i matka szla z ksiazeczka, ktora dziecko mialo od urodzenia, dgzie wszystko bylo zapisywane. Uwazam, ze nowo wyksztalcony lekarz powinien odpracowac czas ksztalcenia., wtedy nie bedzie braku specjalistow. !0 lat, bez wyjazdu za granice.
JanP2020.02.3 12:17
Bodakowski pierdoło oglądałeś "Znachora"? Tak by wyglądała służba zdrowia po wojnie, gdyby nie komuniści. Jaka ta służba zdrowia była, taka była ale była dla wszystkich. Coś mi się wydaje, że cię babka odbierała, bo głupoty wypisujesz.
Michał Jan2020.02.3 11:26
Problemy naszej "służbie zdrowia" sprawia ona sobie sama, ale główne powody stworzył nie komunizm, tylko kapitalizm. To dzięki konkurencji i odpowiedzi na zapotrzebowanie medycyna tak się rozwinęła, że wyleczyć można znacznie więcej schorzeń, a to wiąże się ze znacznie większymi kosztami. To już nie szpitalnictwo K.u.K. Armii, w której wszystko od pasa w górę aspiryną, a od pasa w dół - lewatywą.
Niejestemrobotem2020.02.3 11:13
Ok, ale wszyscy wiedzą, że poprzedni ustrój się nie sprawdził w wielu kategoriach. I o ile może to usprawiedliwiać pewne rzeczy to już fakt, że mamy skrajnie niskie wydatki (liczone jako % PKB) na ochronę zdrowia w porównaniu do reszty Unii to już nasze obecne decyzje i priorytety. To, że efekcie niskich pensji lekarzy rezydentów z pl wyjeżdżają lekarze wykształceni za polskie pieniądze zagranicę, co skutkuje niedoborem lekarzy, a w konsekwencji brakuje specjalistów, więc Ci którzy są mogą się domagać bardzo wysokich płac co dodatkowo psuje system to też nie efekt komuny. To, że bezrobotni są ubezpieczani nie wnosząc do sytemu pieniędzy może miała sens 15 lat temu, jak bezrobocie wynosiło naście albo nawet więcej procent, teraz każdy kto chce może pracować, więc czemu płacić za kogoś kto nie chce. Tak samo to, że z ubezpieczenia kogoś można ubezpieczyć resztę rodziny, też nie przynosi pieniędzy systemowi. Bądźmy szczerzy, nawet jeśli komuna skończyłaby się zostawiając szpitale w świetnym stanie, to ten sprzęt już dawno musiałby zostać wymieniony. Mieliśmy kiepski start, ale nie staraliśmy się tego nadrobić i nadal nie staramy. A tego już nie da się usprawiedliwiać komuną.
wers-all2020.02.3 11:09
Spóźniony ten artykuł, choć autor trochę racji ma. Dla dzisiejszych 20-stolatków to raczej science-fiction.
anonim2020.02.3 10:59
Nie! Problemy służby zdrowia to spuścizna Magdalenki. youtube.com/watch?v=UNzApqG2IWg youtube.com/watch?v=vdFNpB0E1rs
Klejnot Nilu2020.02.3 10:51
Publikowanie tych z d*py wyjętych bredni Kurki i Bodakowskiego powinno być ścigane z urzędu.
Katolik2020.02.3 10:49
Mogłem si,e domysleć, że autorem tego tekstu jest mneda i skurywsyyyn Bodakowski. To tn sk_urwiel odstraszył mnie od głosowania na Konfederację,, wybrałem POKO.
cenisz dobre dziennikarstwo?2020.02.3 10:35
"Dla siebie komuchy stworzyli lepszy niż dla Polaków" WTF?
anonim2020.02.3 10:34
Poznaj wpis Bodakowskiego po tytule jego.
Antonim2020.02.3 10:24
Już teraz zbyt późno na pierwszy list - nie da się już zwalać na PRL - bo to już czysta historia. Problemy służby zdrowia to efekt celowego zaniechania postkomunistycznego po 1989 roku. Każdy z byłych ministrów zdrowia powinien swoją winę odsiedzieć, a jeszcze lepiej odpracować w kamieniołomie. Obecny powinien choćby podjąć próbę poprawy, a jeśli nie to też kamieniołom!