01.03.19, 08:00fot. Henryk Borawski, lic. CC BY-SA 3.0 via Wikipedia

Czy PiS zdoła zlikwidować wykluczenie transportowe?

1. Na ostatniej konwencji wyborczej Prawa i Sprawiedliwości padła deklaracja odbudowy lokalnego transportu zbiorowego (w gminach, powiatach), głównie poprzez reaktywację połączeń autobusowych.


Ostatnie kilkanaście lat to nieustanny proces likwidacyjny takiego transportu, według szacunków ministerstwa infrastruktury połączenia autobusowe zostały zredukowane w tym okresie blisko o połowę, z miliarda przejechanych kilometrów, do niespełna pół miliarda.


Te procesy likwidacyjne zdecydowanie przyspieszyły po 1999 roku i powstaniu gimnazjów, kiedy gminy zaczęły otrzymywać z budżetu państwa, środki finansowe na dowożenie uczniów do szkół i zaczęły w tym celu tworzyć własny transport autobusowy, ale tylko do realizacji tego transportu.


Istniejące wtedy liczne Przedsiębiorstwa Komunikacji Samochodowej (PKS), straciły wtedy wielu pasażerów i mimo istnienia dotacji do tzw. przejazdów ulgowych, miedzy innymi dla uczniów szkól średnich, zaczęły popadać w kłopoty finansowe, były restrukturyzowane, prywatyzowane a jeszcze częściej po prostu likwidowane.


Wydatnie przyczynił się do tego także gwałtowny przyrost liczby samochodów osobowych, w tym także ogromny import samochodów używanych, który szczególnie przyśpieszył po wejściu Polski do Unii Europejskiej, a tym samym duża część pasażerów komunikacji zbiorowej, przesiadła się do własnych samochodów.


2. O tych, którzy takiej możliwości nie mieli zapomniało nie tylko państwo, ale także samorządy lokalne i w ten sposób jak wynika z badań prowadzonych między innymi przez Klub Jagielloński, aż 14 mln osób w Polsce jest wykluczonych transportowo, a do 20% wsi w naszym kraju nie dociera żaden transport publiczny.


Na przykład w województwie mazowieckim po likwidacji przedsiębiorstw PKS, miedzy innymi w Mińsku Mazowieckim, Ciechanowie, Ostrołęce, a także poważnych ograniczeń kursów przez PKS w Płocku, Siedlcach Garwolinie, Sokołowie, Ostrowi Mazowieckiej i Łosicach, sytuacja mieszkańców wielu gmin jest wręcz dramatyczna.


Właśnie, dlatego, że obecnie lokalny transport realizowany przez gminy i powiaty, a także przez PKS-y występuje tylko w stanie szczątkowym, rząd Prawa i Sprawiedliwości zdecydował się g odbudować.


Rząd chce przeznaczyć na ten cel rocznie przynajmniej 1,5 mld zł i będą to głównie dopłaty do paliwa pojazdów realizujących taki transport w wysokości podobnej do dopłat do tzw. paliwa rolniczego (na rok 2019 wynoszą one 1 zł do litra oleju napędowego).


3. Przypomnijmy tylko, że w ustawie o samorządzie gminnym z marca 1990 roku lokalny transport zbiorowy uznany został, jako jedno z najważniejszych zadań, umieszczone w hierarchii obowiązków nawet wyżej niż na przykład: ochrona zdrowia, pomoc społeczna czy budownictwo mieszkaniowe.


W ten sposób wprawdzie usankcjonowano zastaną rzeczywistość, ponieważ już wtedy na trenie dużych miast funkcjonowały przedsiębiorstwa komunikacji miejskiej, ale jednocześnie rozszerzono taką możliwość na wszystkie samorządy gminne.


Jednak blisko 30 lat później okazało się, że pomimo takich zapisów ustawowych ponad 2/3 gmin w Polsce w ogóle nie zajmuje się transportem zbiorowym i chociaż część samorządów gminnych przeznacza na ten cel ponad 8 mld zł rocznie, to ponad 90% tej kwoty stanowią wydatki miast na prawach powiatu.


4. Po powołaniu powiatów i przyznaniu także tym jednostkom samorządu terytorialnego odpowiedzialności za transport lokalny, także niektóre z nich zdecydowały się realizować takie zadania, ale są to niezwykle rzadkie przypadki.


Jednym z takich powiatów jest Lipno w województwie kujawsko -pomorskim, który powołał powiatowy Zakład Transportu Publicznego i przy pomocy 20 autobusów realizuje na terenie powiatu około 200 kursów dziennie.


Wspomagany dotacją z budżetu powiatu tylko w wysokości 1,3 mln zł rocznie, pozostała część swojego wynoszącego blisko 3 mln zł wypełnia przychodami ze sprzedaży biletów i świadczeniem innych usług, choć trzeba uczciwie przyznać, że nie ma w tej dotacji kosztów zakupu przez powiat wspomnianych 20 autobusów.


Okazuje się, więc, że część samorządów gminnych i powiatowych, (choć niewielka) realizuje zadania w zakresie lokalnego transportu zbiorowego, co więcej nie wymaga to jakiś nadzwyczajnych nakładów finansowych.


5. W tej sytuacji propozycja rządu, aby wesprzeć otworzenie lokalnego transportu zbiorowego, powinna trafić na podatny grunt w gminach i powiatach, bo przecież samorządowcom powinno zależeć, aby ich mieszkańcy nie byli wykluczeniu transportowo.


Zapewne same dopłaty do paliwa nie wystarczą, aby odbudować lokalny transport zbiorowy, ale znaczący pierwszy krok w tym zakresie, zostanie w tym zakresie wykonany i to już w tym roku.


Nie jest jeszcze jasne jak rząd będzie chciał realizować wsparcie finansowe przeznaczone dla lokalnego transportu zbiorowego (wydaje się, że powinno się to odbywać we współpracy z powiatami), ale nie ulega wątpliwości, że w ten sposób zaspokojone zostaną ważne potrzeby społeczności lokalnych.


Rząd Prawa i Sprawiedliwości ciągle dobrze odczytuje nastroje społeczne, wie, że większość Polaków zdecydowanie odrzuca „zwijanie państwa” i demontaż usług w sferze publicznej, co w sposób szczególny nasiliło się podczas 8-letnich rządów Platformy i PSL-u.


Stąd między inni odtwarzanie posterunków policji i placówek pocztowych w gminach, ponad 5-krotny wzrost dofinansowania do modernizacji dróg lokalnych, a teraz znaczące wsparcie finansowe do odtworzenia zbiorowej komunikacji publicznej.

Zbigniew Kuźmiuk

Komentarze

Maria Błaszczyk2019.03.1 14:06
To już PiS nie ma własnych programów z "plus" w nazwie, że musi Robertowi Biedroniowi jego pomysł kraść? No nic, tam jest jeszcze parę fajnych punktów. Prawo do przerywania ciąży na żądanie do 12 t.c. Dostęp do antykoncepcji, w tym postkoitalnej. Równość małżeńska. Likwidacja kopalń. Zakaz hodowli zwierząt w klatkach. Likwidacja funduszu kościelnego i religii w szkołach. No i stworzenie Komisji Sprawiedliwości i Pojednania! Ja jestem za.
Augustowiak2019.03.1 9:57
Przedstawiony na zdjęciu PKS Suwałki często wozi, ale powietrze. Bo zamiast zrobić kursy tak żeby ludzie np z oddalonego od Suwałk o 32 km Augustowa dojechać do pracy to nie. Bo na 6:00 z Augustowa do Suwałk do fabryki nie dojedziesz, na 7:00 też nie. Bo pierwszy autobus jest o 6:35, a że w Suwałkach jest o 7:20 więc kto ma z niego korzystać ? Bo dla uczniów na 8:00 to jest 40 minut za wcześnie. Ale potem oczywiście jeżdżą autobusy o 9:35, o 10:05, 10:20, 11:25, 11:30 ! Kto takimi kursami jeździ ? Chyba kierowca i powietrze. Może raz 2 czy trzy osoby. Autobusów dużo a żaden nie jest dopasowany do potrzeb. O PKP nie wspomnę pierwszy pociąg z Augustowa do Suwałk 7:19, następny 11:19, dla kogo ??? I przyjdzie i ktoś powie no jak 10 kursów dziennie, albo i więcej to jakie to wykluczenie. A powiem że by wystarczyło 6, tak żeby ludzie mogli dojechać na 6:00 i 7:00 do pracy i na 8:00 do szkoły, a potem żeby mogli wrócić trzy kursy i to by wystarczyło. I zainteresowanie by było bo codziennie jeżdżę tą trasą to jeżdżą te same auta. I gadanie że ludzie nie jeżdżą PKS-EM bo mają auta z Niemiec, to nie prawda, bo ze względu na to że nie ma kursów ludzie kupują gruchoty bo nie mają wyjścia. Gdybym mógł normalnie dojechać do pracy to bym auta nie kupował, bo jest mi nie potrzebne, a chodzenie pieszo jest zdrowe i bezpieczniejsze. A tak to mam auto które muszę utrzymać, w zimę się martwić żeby nie wpaść do rowu i uważać na wariatów. W autobusie to płacisz i masz wszystko w nosie. Dodam że jeszcze wożę 3 osoby z bla bla car bo też nie mają jak dojechać
zbyszek2019.03.1 10:04
W Suwałkach latem , dojechanie do atrakcyjnych turystycznie miejsc jest prawie niemożliwe . Jeżeli nie masz samochodu zwiedzanie parku krajobrazowego odpada .
Augustowiak2019.03.1 10:26
I o tym też trzeba mówić, że np na lipiec i sierpień połączenie na przed 8:00 zamienić na połączenia z miejscami ważnymi turystycznie. Bo w wakacje dzieci nie chodzą do szkoły - więc te kursy nie są potrzebne, a turystom przejazd w takie miejsca by się przydał, a nie rozkład w wakacje szczuplejszy, ale nie wiadomo co się wtedy z tymi autobusami dzieje
zbyszek2019.03.1 13:41
Ja jestem tylko turystą który systematycznie odwiedza region w którym zamieszkujesz . Na początku lat 2tysiecznych docierałem jeszcze do tych wszystkich wspaniałych zakątków Suwalszczyzny teraz jest to prawie niemożliwe . A szkoda ....Nie wszyscy mają samochody , nie dla każdego turystyka kojarzy się z podjechaniem furą pod G. Cisową i powrót do Suwałk . Pozdrawiam .
darek2019.03.1 9:31
Jak będziemy likwidować każde wykluczenie, to pójdziemy z torbami. Moi sąsiedzi latają na zagraniczne wczasy dwa razy w roku. Ja nie. Proszę mi dopłacić. Mam znajomego z dużym trądzikiem. Proszę mu zapłacić za straty materialne i moralne.
Gość2019.03.1 9:22
Każdego dziś stać na samochód, nikt się nie będzie telepał śmierdzącym PKS-em. To nie te czasy kiedy we wsi tylko sołtys miał auto.
Nie bądź taki szlachcic2019.03.1 10:03
Naprawdę ??? Każdego stać żeby wybulić najmniej 40 tyś na nowy samochód, albo 20 tyś na używany - bo od takiej ceny zaczynają się te mniej zdezelowane i nie psujące się co miesiąc. O benzynie, naprawach czy opłatach nie wspomnę. Atak to na trasę 32 km się płaciło 200 zł za bilet miesięczny i się jeździło do szkoły. Przy odkładaniu nawet 500 zł miesięcznie to po 4 latach masz tylko 24 tyś, a co do tego czasu ???Piechotą ludzie mają chodzić
Gość2019.03.1 10:21
Nikt nie każe kupować samochodu za 20 tys. 4000 złotych wystarczy na byle Astrę w gazie, która pojedzie nawet bez oleju a naprawi ją każdy Zdzisiek w szopie za flaszkę. I czemu mam dokładać do biznesu który w 90% polega na wożeniu powietrza? W mojej okolicy działa trzech prywaciarzy na busach i im się jakoś opłaca. I nie wożą ludzi autosanami sprzed 40 lat, a kilkuletnimi busami.
Gerwazy2019.03.1 10:31
A gdzie Ty mieszkasz że jeszcze fasole jeżdżą ??? To daj dla kogoś kto zarabia 1800 zł na samochód te 4000 zł. Albo daj dla ucznia przed 18 rokiem życia prawo jazdy i samochód, albo dla studenta 4000 zł. Nawet przy optymistycznym założeniu po 500 zł to jest 8 miesięcy oszczędzania + jeszcze gaz i dola dla "Zdziśka". A co wcześniej ? Jakoś musi te 4000 zł zarobić, a do roboty jak dojedzie ?
Gość2019.03.1 10:43
Jak ktoś zarabia 1800 złotych to albo niech się przeniesie do miasta, znajdzie na byle stacji benzynowej lepiej płatną pracę i odpadnie mu problem samochodu, albo niech zastanowi się nad swoimi wyborami życiowymi.
Nie bądź taki szlachcic2019.03.1 11:38
Ty już lepiej ludziom życia nie układaj. Całe życie ktoś mieszkał na wsi, ma tam rodzinę przyjaciół i dom, to nie będzie się do miasta przeprowadzał i żył jak szczur w bloku. Przypominam że niektórzy ludzie nie pracują tylko dla pieniędzy, ale również z tego powodu że mają takie zainteresowania czy pasje. Znam kilka takich osób i do nich się tez zaliczam, że nie jest mi potrzeba zarabiać nie wiadomo ile nienawidząc swojej pracy. Wolę pracować za mniej ale w zawodzie wyuczonym, niż więcej jako tankowacz czy fabrykant na stacji. Ja np. nie dojeżdżam ze wsi, ale z miasta do miasta, a nie mam czym
Maria Błaszczyk2019.03.1 14:16
A tymczasem planeta nam się gotuje. Giną ludzie, od susz i walk o wodę, wymierają całe gatunki. Oceany zamieniają się w gorącą zupę, zalewającą kolejne połacie Ziemi, kolejni ludzie tracą miejsce do życia. Musimy lizać szejkom (i panu prezydentowi Putinowi) tyłki, żeby nam paliwo zechcieli sprzedawać. W Polsce parędziesiąt tysięcy ludzi umiera wskutek wdychania skażonego powietrza (choć samochody to tylko część problemu, oczywiście), miliony są mniej zdrowe niżby mogły być. Współczesne dzieci są najgrubsze w historii, przejście 10 km dla nastolatka to jest wyczyn. Dorośli też się nie robią szczuplejsi. Uprzedzę pytanie. Tak, mam samochód. Jeden na całą rodzinę. Używam go, by wozić niepełnosprawną teściową oraz jadąc na wakacje, czasem, by w środku nocy odebrać dziecko z dyskoteki kilka miejscowości dalej (to jest spółdzielnia, rodzice się umawiają, kto odbiera, nie jeździ każdy oddzielnie po swoje dziecko, więc to się zdarza kilka razy do roku) - poza tym w zasadzie nigdy, jak nie jedziemy na wakacje, przejeżdżamy nim 20-30 km miesięcznie. Poza tym jeździmy rowerami, jak dzieci chcą pojechać na zakupy czy kina do innego miasta - jadą pociągiem.
Darek2019.03.1 9:11
Wieś jest dziś na tyle bogata że w każdym gospodarstwie jest nie jeden samochód.Nikt na PKS czekać nie będzie.
JanP2019.03.1 8:37
Jeśli prywatni przewoźnicy nie opanowali tego opuszczonego rynku, to oznacza, że nie jest to opłacalny biznes.
Auferetur Inferunt Insaniam2019.03.1 8:52
W państwach komunistycznych, to nie jest ważne, ważne jest dobro ludu pracującego miast i wsi, oraz korzyść polityczna.
anonim2019.03.1 9:03
Nie no co ty,w państwie czaskowskiego tylko geje,lezby,gender,hostele dla lgbt,kto by się ciemnym ludem przejmował.
Gerwazy2019.03.1 10:09
Auferetur Inferunt Insaniam - to gimbaza i oikofob, bo każdy komentarz to na takim poziomi.e Na zachodzie większość ludzi przemieszcza się transportem zbiorowym. Tam kwitną kolejki miejskie i podmiejskie. Tylko u nas to złe, tamto złe. Jak tak ci tu źle to jedź do ciotki Angeli jeździć S-Bahn'em
zbyszek2019.03.1 9:12
transport publiczny nie zawsze jest 'dobrym biznesem' ale to nie jedyny warunek dla którego powinien istnieć . Swego czasu mieszkałem i pracowałem na holenderskiej prowincji gdzie autobus zajeżdżał co godzinę i chociaż woził głównie powietrze , to był . Wątpię aby był to wielki biznes , jednak istnienie tej linii dawało szansę dotarcia do większego miasta , z której i ja kilkakrotnie korzystałem .
Gość2019.03.1 9:39
Bo nie chodzi o to aby było opłacalnie, chodzi o to aby można było swoim rozdać nowe stanowiska